Xabi Alonso wziął uział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Sunderlandem.
Czy rozmawiałeś z Cole’em na temat jego braku powołania do reprezentacji Anglii?
-Nie, nie rozmawialiśmy o tym. Rozmawialiśmy o naszym niedzielnym meczu. Jesteśmy bardzo zadowoleni z Cole’a; myślę, że czerpie dużą radość z gry. Świetnie współpracuje z pozostałymi napastnikami i bardzo pomaga drużynie. Pomaga nam również w rozwijaniu i ulepszaniu tego, co chcemy osiągnąć i do czego dążymy. Wiemy, że wszystko wymaga czasu, ale jestem bardzo zadowolony z jego jakości, nastawienia i wpływu, jaki wywiera na resztę zespołu.
Czy są być może jakieś żale z tego powodu, że opuścił ostatnie zgrupowanie reprezentacji Anglii?
-Nie rozmawialiśmy o tym. Skupiamy się na naszych sprawach, na sprawach Chelsea: na tym, jak grać lepiej, jak mu pomóc, jak może zyskać jeszcze większy wpływ na naszą grę – to są nasze główne tematy do rozmów.
Czy w ogóle z tobą rozmawiał o swoim ogromnym głodzie gry w drużynie narodowej?
-My rozmawiamy o Chelsea, rozmawiamy o nas samych. Mamy wystarczająco dużo na głowie. Musimy skupiać się na każdym kolejnym weekendzie i to jest moja strefa wpływów, obszar, który kontroluję i o którym rozmawiamy.
Emi Martinez wrócił w tym tygodniu do treningów. Czy wyjdzie w niedzielę w podstawowym składzie?
-Jutro mamy ostatni trening przed niedzielnym meczem i wtedy zdecydujemy, ale Emi trenuje. I to trenuje dobrze. Wszystkie takie decyzje są trudne; sami znacie sytuację na tej pozycji, ale to bardzo dobrze, że Emi włożył ogromny wysiłek, żeby wrócić. Jak sami wiecie, wyprzedził planowane terminy powrotu, aby dołączyć do zespołu. Jutro sprawdzimy jego stan, a w niedzielę podejmiemy ostateczną decyzję.
Nie widzieliśmy Moisesa Caicedo w pierwszej części środowego treningu?
-Cóż, po ostatnim meczu miał drobne problemy, więc jutro musimy ocenić różne sytuacje, a Moi jest jedną z nich.
Czy to coś z łydką, czy to jakaś nowa kontuzja?
-To bardziej ogólny dyskomfort, to nie dotyczy łydki.
Masz jakieś nowe informacje na temat Maxence’a Lacroix lub Joao Pedro?
-Nie, raczej brak nowych wieści. Z pewnością nie bierzemy ich pod uwagę na jutro. To jasne. Zobaczymy po tych dwóch tygodniach przerwy reprezentacyjnej, jak przebiega ich powrót do zdrowia i jakie robią postępy. Przed meczem z Leeds na pewno będę miał więcej informacji, ale nie dzisiaj.
W tej chwili Chelsea jest w pierwszej czwórce. Czy jesteście na dobrej drodze do miejsca, w którym chcecie się znaleźć?
-Tabela nie ma obecnie zbyt wielkiego znaczenia, bo układ może się bardzo zmienić w ciągu jednego tygodnia. W zaledwie dwóch meczach możesz awansować na czwarte miejsce, więc myślę po prostu, że robimy krok do przodu. Z piłką i bez niej jesteśmy bardziej solidni, a przed nami wyjazd do trudnego rywala – Sunderlandu. Wiemy, czego wymaga wygrana na ich stadionie i jak bardzo będzie to wymagające. Tabela nie ma znaczenia. Myślę, że zasługują na więcej punktów niż obecnie mają, więc będzie to ciężki mecz wyjazdowy.
Wracając do Cole’a Palmera, ostatnio dostał czerwoną kartkę i nie znalazł się w kadrze Anglii…
-Musi skupić się na swojej pracy, a jego zadaniem jest grać dobrą piłkę, cieszyć się grą z nami, w Chelsea i świetnie współpracować z kolegami z drużyny. Po meczu ze Spurs rozmawialiśmy o tej czerwonej kartce. Poruszyliśmy ten temat, ale poza tym większość naszych rozmów dotyczy samej gry i tego, co możemy w niej poprawić.
Sunderland zakwalifikował się do Ligi Europy; Chelsea się to nie udało… Patrząc teraz na tabelę, czy uważasz, że ten wynik w dłuższej perspektywie jest dla was czymś gorszym?
-Nie myślałem o tym za dużo. Pamiętam, że oglądałem tamten mecz, ponieważ miał on bezpośredni wpływ na ten sezon. Teraz jesteśmy tu, gdzie jesteśmy. Jesteśmy w pełni skupieni na Premier League i jasne, oni mają Ligę Europy, ale tak jak mówiłem, to bardzo wczesny etap, by zbytnio analizować tabelę. My musimy po prostu wygrywać, wygrywać i jeszcze raz wygrywać, budując przy tym mentalność polegającą na skupianiu się na każdym kolejnym spotkaniu.
Czy w ich sposobie gry zaszło coś, co odróżnia ich od zeszłego sezonu?
-Nie, nie, analizuję ich mecze i grają innym systemem, i z pewnością muszą brać swoje okoliczności pod uwagę, ale my spodziewamy się, że postawią trudne warunki. Na niedzielę oczekujemy ciężkiej przeprawy z drużyną, która robi wiele dobrych rzeczy. Prawdopodobnie powinni mieć więcej punktów, więc to na pewno nie będzie łatwe.
Czy mogę zapytać o Estevao? Przeciwko Sunderlandowi będzie to zupełnie inne wyzwanie…
-To było bardzo dobre dla niego i dla całego zespołu, że wywarł taki wpływ. Podjęliśmy taką decyzję, on wiedział, jak ten mecz będzie wyglądał, i to spotkanie było niezwykle ważne zarówno dla niego, jak i dla samej drużyny.
Cole wycofał się z ostatniego zgrupowania reprezentacji Anglii, po czym zagrał 88 minut przeciwko Bournemouth. Zastanawiałem się, jak wyglądają wasze relacje z drużyną narodową i jak to wszystko funkcjonuje?
-Nigdy nie mówię zawodnikowi, by wycofał się z obowiązków reprezentacyjnych. Kiedy zawodnik jest w pełni sił, może zostać powołany. Kiedy nie jest gotowy do gry, staramy się przekazać rozsądne informacje przedstawicielom drużyny narodowej, by czasem wspólnie podjąć decyzję, bo czasami wyjazd nie jest dobry dla samego gracza. Na przykład Anselmino dostał teraz powołanie do reprezentacji Argentyny. Pytali nas o to, a on przez ostatnie 10 dni trenuje coraz lepiej. To dla niego bardzo ważne, że dostał to swoje pierwsze powołanie i z innymi zawodnikami wygląda to dość podobnie.
A jak się miewa Jorrel Hato?
-Nie, nie, on nie jest w ogóle gotowy do gry. Powrót zajmie mu jeszcze kilka tygodni. Nawet nie jest blisko, więc może po przerwie reprezentacyjnej, ale ogólnie zajmie to więcej czasu.
Jak radzisz sobie z zarządzaniem piłkarzami, gdy są poza składem?
-Bywają momenty, w których zawodnik czuje, że jest daleko od boiska, ale w rzeczywistości tak nie jest. Chodzi po prostu o posiadanie szansy; każdy dostanie swój moment. Zresztą już to widzieliśmy i zobaczymy ponownie. Wynika to z sytuacji, w których musimy radzić sobie z kontuzjami na określonych pozycjach – na niektórych częściej niż na innych. Ale ostatecznie, na dłuższą metę, widzisz, że każdy znajdzie swoje miejsce i odegra swoją rolę.
Emi Martinez nosi maskę. Skąd ją wziął?
-Zgaduję, że ta maska jest od specjalisty, a nie ze sklepu z przebraniami na Halloween [śmiech]. Chyba jednak to dzieło specjalisty.
Do czego dokładnie ona służy i jak mu się w niej do tej pory funkcjonuje?
-Przyzwyczaja się do niej. Na pewno nie jest to najwygodniejsza rzecz na świecie, ale się oswaja. Trenował w niej przez niemal cały tydzień. Z pewnością przez pewien czas będzie musiał sobie z nią radzić i do niej przywyknąć. Robił w niej absolutnie wszystko, więc nie stanowi dla niego przeszkody i co najważniejsze – po tym wstrząśnieniu mózgu otrzymaliśmy zielone światło od lekarzy. Minęły już trzy tygodnie, więc wszystko jest pod kontrolą.
Wesley Fofana miał dość trudną pierwszą połowę w sobotę; czy kusiło cię, by zdjąć go z boiska w przerwie?
-Nie, absolutnie nie, ponieważ w tym wszystkim chodzi o to, by radzić sobie w trudnych momentach, a on na przestrzeni tego spotkania zrobił też wiele dobrych rzeczy. Oczywiście popełnił błędy, wiedział o nich, ale świetnie zareagował i w drugiej połowie był już po prostu solidny. Był bardzo pewny, tak jak w meczu z Liverpoolem, mimo podyktowanego przez niego rzutu karnego. Więc nie, na pewno będzie wiedział, że nie przeszło mi to przez myśl. Jest w klubie już od czterech lat, więc mierzenie się z głosami, których nie chce się słyszeć, z własnymi błędami i z trudnymi sytuacjami, to po prostu część tej pracy. Teraz widzę, że jest w tym roku bardzo skupiony. To dojrzałe zachowanie. Urodziło mu się dziecko, co sprawia, że jest jeszcze bardziej dojrzały, a także bierze na siebie więcej odpowiedzialności na samym boisku. Czasami nie robi tego bezpośrednio, ale czasami niezwykle nam pomaga, więc wspieramy go, a on sam jest bardzo ważny.



