Derby Londynu czas start! The Blues w erze Premier League triumfowali aż 39 razy w meczach z Tottenhamem. Czy dzisiaj ujrzymy 40 zwycięstwo?
Pierwsza groźniejsza akcja miała miejsce w 14 minucie, gdy Palmer oddał strzał na bramkę Tottenhamu, lecz Kinsky bardzo dobrze broni. Tottenham nie był dłużny i w 29 minucie oraz 32 minucie przeprowadził dwie bardzo groźne akcje, w których jednak znakomicie zachował się Penders. Dużo lepiej Koguty weszły w ten mecz i widać to zarówno jeżeli chodzi o okazje na boisku jak i statystyki. Parę minut The Blues jakby chcieli zaprzeczyć temu co napisałem. Nasi wysokim pressingiem przejmują piłkę na wysokości pola karnego rywala i notują piękną serię podań na jeden kontakt ze strzałem Hendersona, jednakże znowu Kinsky staje na wysokości zadania. Pierwsza połowa zakończyła się posiadaniem piłki 70% do 30% z przewagą Tottenhamu. Pomimo tego obie drużyny mogły prowadzić w tym meczu.
W drugiej połowie na boisku zameldował się Gallagher, zmienił kontuzjowanego Maddisona – fani na Stamford Bridge nie zmarnowali okazji i pokazali swoje niezadowolenie widząc Anglika w białej koszulce. W 70 minucie sytuacja w końcu się zaogniła! Palmer wyprowadza kontrę, walczy z nim Fernandes. Zawodnik Tottenhamu upada i blokuje piłkę ręką. Sędzia wstrzymuje grę, a Palmer okazując swoje niezadowolenie uderzając biodrem Fernandesa w twarz. Obaj zawodnicy otrzymują żółte kartki. W 77 minucie Tottenham wykonuje rzut karny, Penders piąstkuje, ale przez wzgląd na warunki (rzęsisty deszcz) piłka tak odbija się od jego rękawic, że wpada do bramki. Gol samobójczy zapisany na konto naszego bramkarza. 2 minuty później przed naszym polem karnym Palmer nadepnął na nogę Gallaghera i zobaczył drugą żółtą kartkę. Od 80 minuty gramy w 10. W 87 minucie pada chyba ostateczny cios. Tel wyprowadza samotnie kontrę, piłkę przejął na ok. 40 metrze boiska, następnie okiwał zawodników Chelsea i oddał strzał przed polem karnym. Piłka po ziemi, idealnie przy słupku wpada do bramki Pendersa, 2-0.



