Xabi Alonso wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Evertonem.
Jak czuje się Emi Martinez?
-Czuje się lepiej. Przeszedł operację. Z dnia na dzień czuje się lepiej, ale wciąż musimy poczekać.
Ile potrwa, zanim wróci do gry?
-Kilka tygodni, kilka tygodni. Miejmy nadzieję, że raczej mniej niż więcej, ale musimy poczekać. Dobrą wiadomością jest to, że czuje się lepiej. Chce wsłuchać się w swój organizm, opinie lekarzy, specjalistów, chirurgów. Biorąc pod uwagę, że to było coś poważnego, radzi sobie dobrze.
Jak czują się Malo Gusto i Pep Chavarria?
-Z Malo wszystko w porządku, a Pep wciąż trenuje trochę więcej [indywidualnie], ale nie zdąży wykurować się na mecz.
Mike Penders jest teraz najmłodszym w historii bramkarzem Chelsea w Premier League. Jak wielka szansa otwiera się przed nim w ciągu najbliższych kilku tygodni?
-Jest gotowy. Dobrze trenuje. Zagrał w kilku meczach pucharowych, gdzie udowodnił, że prezentuje dobry poziom, a nawet w dniu, w którym wszedł na boisko z Evertonem, w ciągu kilku minut pokazał swoją osobowość i umiejętności. Właśnie po to mamy kadrę, żeby być gotowym na tego typu sytuacje i jesteśmy w pełni przekonani, że Mike potrafi zagrać bardzo dobrze.
Czy był jakiś powód, dla którego na początku tego sezonu nie uznałeś go za najlepszą opcję?
-Chcieliśmy mieć najlepsze możliwe opcje i kiedy zdecydowaliśmy, że sprowadzimy Emi, myślę, że uzyskaliśmy dobry balans. Uważam, że Mike jest naszym bramkarzem na teraz i na przyszłość. Mając wsparcie, ucząc się od tak doświadczonego bramkarza jak Emi, wywiera to świetny wpływ na zespół i na samego Mike’a, z niecierpliwością czeka na następny mecz. Jesteśmy zadowoleni z jego przygotowania.
Czy dostrzegasz podobieństwa między Mikiem a Thibaut Courtois, z którym również pracowałeś?
-Wiele. Jest ich wiele, nie tylko ze względu na narodowość czy posturę. Obaj lewonożni, obaj dominujący w powietrzu. Rozmawiałem z Thibaut, kiedy był na Mistrzostwach Świata, pytałem o Mike’a i on sam stwierdził, że widzi u Mike’a podobieństwa. Musimy mu pomagać, wspierać go, ale z pewnością to bramkarz na teraz i na przyszłość.
Na początku tego tygodnia rozmawiałeś ze swoim starym znajomym Jamiem Carragherem i powiedziałeś, że Chelsea, którą jesteście teraz, i Chelsea, którą będziecie w maju, to będą dwie różne drużyny. Jaka jest długoterminowa wizja tego, jak ten zespół będzie wyglądał?
-Wiem, że będzie inny, ale powiedzieć ci dokładnie jaki, jest trudno. Idziemy w zasadzie od meczu do meczu w poszczególnych tygodniach. Nasz punkt widzenia dotyczy bardzo krótkich okresów. Na ten moment skupiam się praktycznie tylko na czasie do meczu z Sunderlandem, do tej przerwy reprezentacyjnej. Mamy trzy mecze w Premier League i jeden mecz pucharowy, więc na tym się koncentruję. Wiem jednak, że po drodze będą dobre momenty, inne rzeczy, które zrobiliśmy dobrze, zdążyliśmy skorygować, i przed nami wciąż wiele więcej rzeczy do odkrycia podczas tej długiej podróży, którą odbywamy w tym pierwszym roku.
Rywalizację Chelsea i Spurs widziałeś do tej pory tylko z boku. Ma ona ogromne znaczenie dla obu klubów i ich kibiców. Jak bardzo nie możesz się doczekać, by teraz stać się jej częścią?
-Bardzo. Każde derby są wyjątkowe. Czujesz energię, czujesz ekscytację z trybun. Musimy przenieść tę energię na boisko, bo to świetnie się ze sobą połączy i wiemy, że to może nam dać impuls. Do tego potrzebujemy odpowiedniej mentalności. Potrzebujemy też dobrej kontroli nad emocjami, ponieważ w derbach jest mnóstwo pasji i ogromne zaangażowanie z obu stron. Granie w piłkę z sercem, tego właśnie chcemy.
Jak kluczowa będzie jutro walka w środku pola?
-Jak w każdym meczu. Środek pola to kluczowa część gry. W ostatnich kilku meczach prezentowaliśmy się w nim silniej, oni również mają dobrą linię pomocy. Potrzebujemy bardzo kompletnego spotkania: w ataku, w obronie, pod względem mentalności. Przechodzimy przez trudne chwile, bo na wszystko przyjdzie czas, ale złapaliśmy dobry rytm i chcemy pójść za ciosem.
Mierzyłeś się z Roberto De Zerbim kilka razy w przeszłości, gdy prowadziłeś Real Madryt, a także podczas letniego okresu przygotowawczego. Co sądzisz o nim jako o menedżerze i o tym, jak lubi, gdy grają jego drużyny?
-Ma bardzo jasne pomysły. Myślę, że początek z okresem przygotowawczym to kontynuacja tego, co zrobili w zeszłym roku w trudnej sytuacji, ale to wciąż wczesny etap. W tym sezonie zostało do rozegrania bardzo dużo, ale wiele z tych ram… to sposób, w jaki lubi ustawiać swoje zespoły i zobaczymy to jutro.
Jesteś świadomy niewiarygodnego bilansu Chelsea przeciwko Tottenhamowi? Z tego co pamiętam to zaledwie jedna porażka we wszystkich rozgrywkach na własnym stadionie w 41 meczach. Czy to daje wam przewagę psychologiczną?
-Wiedziałem o tym, ale jutro jest nowy mecz. W zeszłym tygodniu pytaliście mnie o inne statystyki, które przerwaliśmy. To nic nie znaczy, musimy więc znów udowodnić, że potrafimy kontynuować tę serię, ze świadomością, że to wyjątkowe spotkanie. Musimy zagrać z sercem, z głową, z inteligencją, z pełną pasji energią. Potrzebujemy więc o wiele więcej.
Czy zobaczymy jutro inne Spurs?
-Widziałem dobre Spurs, widziałem dobry zespół, nawet przy gorszych wynikach. Spodziewamy się więc trudnego meczu przeciwko dobremu rywalowi. Robią wiele dobrych rzeczy. Musimy być dobrze przygotowani z piłką przy nodze, wiedzieć co robić w poszczególnych fazach meczu. To wciąż dopiero siódma kolejka, to będzie bodajże ósmy mecz. Dla każdego to więc nadal wczesny etap.
Za wami kilka tygodni bez gry w środku tygodnia. Jak bardzo było to korzystne, zwłaszcza z perspektywy defensywy?
-Dla każdego aspektu, mamy więcej czasu, można z wyprzedzeniem bardziej skupić się na samym meczu, przygotowywać pewne rzeczy, pracować nad detalami, pracować nad rzeczami ogólnymi. Wykorzystujemy ten czas i to było dobre.
Teraz gracie z Tottenhamem, Liverpoolem i Manchesterem United na przestrzeni tygodnia. Jak wielkie to wyzwanie?
-Nie, to zdarza się w Premier League, to nic nowego. Kwestią czasu było to, kiedy zaczną się wielkie mecze i w tym tygodniu czekają nas trzy potężne starcia z czołowymi klubami. Idziemy krok po kroku, zaczynamy od jutra.
Czy Emmanuel Emegha jest gotowy do gry?
-Czuje się lepiej, ale musimy poczekać.
Jak odnajdujesz się w zarządzaniu ludźmi? Bo masz kilku zawodników, którzy nie grają zbyt wielu minut…
-Tak jak mówiłem, z pewnością na każdego przyjdzie czas. Rozumiem, kiedy są rozczarowani po tym, jak nie zagrali przez kilka meczów. To normalne, zrozumienie tego zjawiska to nie jest fizyka kwantowa. Jak sobie z nimi radzić? Muszą czuć, że na pewnym etapie będą ważni, że muszą być na to gotowi. Bo tego właśnie wymaga profesjonalny futbol na elitarnym poziomie. Kiedykolwiek dostajesz szansę, musisz udowodnić, że jesteś na to gotowy. Dobrze trenują, każdego dnia mamy dobrą dynamikę pracy. W jakichkolwiek okolicznościach jestem pewien, że ktokolwiek by nie zagrał, będzie do tego przygotowany.
Czy bierzesz ich na bok? Czy brałeś ich na bok i sam im to przekazałeś?
-Tak, dużo rozmawiam z zespołem: indywidualnie, z poszczególnymi formacjami. Czasem musisz wyjaśnić pewne rzeczy, innym razem musisz zachować nieco większy dystans.
Czy częścią argumentacji stojącej za sprowadzeniem Emi Martineza w pierwszej kolejności było to, że klub chciał mieć tak ugruntowaną, doświadczoną postać bramkarza na najbliższy rok czy dwa, dopóki Mike Penders nie będzie w pełni gotowy?
-Cóż, na to pytanie odpowiadałem już przed meczem z Brighton kilka tygodni temu. Powtórzę, uznaliśmy, że to pozycja, którą możemy poprawić. Mogliśmy się wzmocnić bramkarzem o statusie Dibu [Martineza], który miał możliwość zmiany klubu i podjęliśmy taką decyzję. Nie jest łatwo podejmować takie decyzje, kiedy dotyczą tak kluczowej, specyficznej pozycji, jaką jest bramkarz. Ale sprawdziliśmy wszystko, przeanalizowaliśmy i uznaliśmy, że to właściwy ruch. Trzeba było podjąć tę decyzję i jesteśmy z niej zadowoleni.
Czy oczekuje się, że Emi odegra pewnego rodzaju rolę mentora?
-To dzieje się w bardzo naturalny sposób. To nie jest tak, że mówimy: „Dibu, musisz być mentorem, oto twój certyfikat”. Nie, to coś znacznie więcej, to dzieje się naturalnie, spontanicznie, każdego dnia, ponieważ Emi lubi rozmawiać nie tylko z innymi bramkarzami, ale też z obrońcami. Jest bardzo komunikatywny, potrzebuje poczucia tej bliskości z innymi i to właśnie ma miejsce.



