Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Brighton.
Jak mają się Joao Pedro, Enzo Fernandez i Estevao Willian?
-Joao będzie oceniany do samego końca. Dziś był już na boisku treningowym i decyzję podejmiemy jutro rano, więc to pozytywna wiadomość, bo wróci szybciej niż później. Estevao na pewno wypada z jutrzejszego meczu, co jest dużą szkodą. Prowadzimy dalsze badania i analizę jego urazu. Enzo jest całkowicie w porządku.
A co z resztą zespołu, wszyscy wyszli z tamtego meczu bez problemów?
-Tak, na ten moment wszystko wygląda dobrze. Oczywiście mamy krótki czas na regenerację, ale nie ma innych nowych informacji.
Czy uważa pan, że kolejne porażki w tym sezonie poważnie zaszkodzą walce o Ligę Mistrzów?
-Sami bardzo sobie to utrudniliśmy. Musimy być wobec tego szczerzy i realistyczni. Nie możemy się jednak poddać, musimy dalej walczyć. Trzeba pojechać do Brighton z podobnymi cechami, jakie widziałem przeciwko Manchesterowi United — energią, intensywnością i zaangażowaniem, które były dobre. Tego, czego nie zrobiliśmy, to nie zachowaliśmy czystego konta w kluczowym momencie i nie wykorzystaliśmy swoich okazji. Musimy być bardziej konkretni i bezwzględni w obu polach karnych.
Od marca Chelsea oddała 67 strzałów — więcej niż jakikolwiek inny zespół Premier League — ale nie zdobyła gola. Na ile to pokazuje brak skuteczności?
-Jako trener musisz opierać się na danych i procesie, bo wierzysz, że ten proces ostatecznie działa. Ale w sytuacji, w której jesteśmy teraz, musimy po prostu wygrać mecz piłkarski. To jest podstawa, tego wymaga ten klub, a ostatnio wyników nie było. Dane to jedno, wskaźniki i cała reszta też, ale najważniejszą statystyką jest rezultat. I jutro wieczorem musimy o niego powalczyć.
Jak bardzo szkodliwe byłoby niezajęcie miejsca w pierwszej piątce?
-Nie można tak myśleć. Mówiłem już na poprzedniej konferencji, że będziemy reagować na każdą sytuację, gdy się pojawi. Teraz zadanie jest trudne, ale musimy skupić się wyłącznie na wygraniu jutrzejszego meczu z bardzo dobrą drużyną Brighton. Musimy bardzo dobrze trenować, co dziś zrobiliśmy, pojechać tam i skupić się tylko na zwycięstwie.
Behdad Eghbali bardzo ciepło wypowiadał się o panu w zeszłym tygodniu. Czy czuje pan podobne wsparcie właścicieli?
-W stu procentach. Wspierają mnie w codziennych rozmowach, dyrektorzy sportowi również są zaangażowani. Ich wsparcie dla mnie i drużyny jest znakomite. Liczymy na nich, ale wiemy też, że tu i teraz musimy wygrywać mecze. To nie stoi w sprzeczności z tym, co próbujemy zrobić, czyli dać temu klubowi długoterminowy, stabilny sukces.
Czy zobaczymy jeszcze Leviego Colwilla w tym sezonie?
-Mam wielką nadzieję, że tak. Powinniście zobaczyć go przed końcem sezonu. Plan dla Leviego zakładał spokojny mecz i 60 minut było dla niego bardzo dobrym początkiem. Chcemy, żeby zagrał także w następnym meczu drużyny U-21 w sobotę i stopniowo budował formę, bo wraca po naprawdę poważnym urazie. Rehabilitacja przebiegła bardzo dobrze, dziś trenował, ma ogromny wpływ na grupę. Widać jego obecność na boisku treningowym. Nie mogę się doczekać jego powrotu do zespołu.
Co łatwiej naprawić: brak goli czy brak czystych kont?
-Dobre pytanie. Jeśli chcesz wygrywać mecze, musisz zachowywać czyste konto. To znak rozpoznawczy każdej drużyny. Mamy znakomitych zawodników, którzy potrafią strzelać gole w kluczowych momentach. Ostatnio się to nie wydarzało, ale najbardziej rozczarowują mnie gole, które tracimy. Musimy dać sobie platformę w meczu, by nasi ofensywni piłkarze mieli pewność siebie i mogli robić to, w czym są najlepsi. Nie da się wygrywać każdego meczu, strzelając dwa lub trzy gole. Musimy bardzo szybko zatrzymać gole, które tracimy.
Moises Caicedo nosił opaskę kapitańską. Jakim jest liderem w szatni?
-Moi przewodzi przykładem. Cieszę się, że związał swoją przyszłość z klubem na dłużej. Jest kimś, kto daje przykład odwagą, sposobem przyjmowania piłki, pressingiem, odbiorami, bieganiem i walką dla zespołu. To są wartości, które moim zdaniem prowadzą do sukcesu.
Brighton to klub, który dobrze pan zna. Oglądał pan ich mecz ze Spurs i jakie są ich mocne strony?
-Oglądałem go na żywo przed naszym spotkaniem, a później oczywiście analizowaliśmy ten mecz i wiele innych. Fabian Hurzeler wykonuje fantastyczną pracę. To klub zbudowany w sposób nastawiony na stabilność. Mają zawodników, którzy od dawna rozumieją system gry. To będzie naprawdę bardzo trudny rywal.
Jakie było największe wyzwanie w ostatnich czterech miesiącach od momentu objęcia zespołu?
-Największym wyzwaniem dla każdego trenera, który przychodzi w trakcie sezonu, jest jak najszybsze poznanie zawodników. Chcesz wiedzieć nie tylko kwestie taktyczne czy techniczne, ale też do czego są przyzwyczajeni, jakie mają rutyny. Chcesz też nie zmieniać wszystkiego zbyt szybko. To było duże wyzwanie przy liczbie rozegranych meczów, liczbie treningów oraz przy wdrażaniu codziennych wymagań. To wymaga czasu. Jeśli chodzi o wyniki, ostatnio nie były dobre i to musimy przezwyciężyć.
Dlaczego ostatnio nie były dobre?
-Gdy analizujemy mecze, zbieramy mnóstwo informacji, pracujemy na danych. Wiele sprowadza się do momentów. Mecz z Manchesterem United to podsumowuje — mieli jeden celny strzał. Graliśmy w dziesiątkę, a piłka wpada do naszej bramki. Musimy w kluczowych momentach być maksymalnie skoncentrowani, a tego zabrakło. Potem wynik zmienia przebieg meczu, spada pewność siebie zespołu, gdy przegrywasz z kimkolwiek. Do końca sezonu musimy zamknąć tyły i dać sobie szansę, strzelając pierwszego gola.
Często używa pan słowa „proces”. Czy nie czas przestać o nim mówić i skupić się na wygrywaniu tu i teraz?
-Właśnie to robimy. Proces to sposób pracy po to, by wygrać mecz. To proces. Jak trenujemy, jak prowadzimy odprawy, jakie są założenia taktyczne — to wszystko jest procesem. Proces ma prowadzić do wygrywania każdego meczu. Gdy używam tego słowa, mam na myśli proces krótkoterminowy i długoterminowy. Od pierwszego dnia po przyjściu do tego klubu mówiłem jasno: chcemy wygrywać teraz. To proste. Tego wymaga ten klub, a my tego nie robimy. Cały szum i komentarze są w tej sytuacji normalne. Dla mnie proces teraz to wygrać jutro z bardzo dobrą drużyną Brighton.
Ogromny tydzień przed wami…
-To ogromny tydzień. Dla takich meczów jest się w piłce. Mamy wielki mecz jutro wieczorem, a potem półfinał FA Cup z Leeds będącym w formie. Właśnie dlatego pracuje się w futbolu i tego chcemy. Ale teraz jest moment, by to pokazać.
Czy obawia się pan spadku jeszcze niżej w tabeli?
-Nie chodzi o to, gdzie skończymy ani o zespoły pod nami. Chodzi o nasze standardy i nasze występy. Musimy zatrzymać tę serię słabszych wyników. Ostatnio nie wygraliśmy wystarczająco wielu meczów i to musi się zmienić. Jeśli zaczynasz myśleć o konsekwencjach albo o Lidze Mistrzów, nie skupiasz się na tym, co robisz. Musimy skupić się na jutrzejszym meczu, na sposobie gry i na wygrywaniu.
Jak ważne jest utrzymanie kibiców po swojej stronie poprzez zwycięstwa w końcówce sezonu?
-Musimy wygrywać. Tego ten klub słusznie wymaga i tego oczekują kibice. Dla mnie chodzi o wygrywanie meczów, bo na tym polega futbol. Nie mogę mówić o długim terminie, jeśli nie wykonujesz pracy w krótkim terminie. I mówiąc uczciwie, ostatnio nie radziliśmy sobie wystarczająco dobrze. To musi się zmienić, a odpowiedzialność spoczywa na mnie jako głównym trenerze.
Behdad Eghbali mówił o sprowadzeniu latem bardziej doświadczonych zawodników. Czy to temat rozmów za kulisami?
-Mogę zapewnić, że od momentu mojego przyjścia w styczniu odbyliśmy wiele rozmów o tym, czego klub potrzebuje teraz i w przyszłości, by znaleźć się tam, gdzie chcemy. Myślę, że jasno powiedział to na swojej konferencji. Chce regularnych trofeów i regularnych sukcesów dla tego klubu. O tym rozmawiamy teraz, o lecie i o tym, jak budować zespół. Wszyscy mamy jasność co do tego, czego potrzebujemy, co chcemy zrobić i co musimy zrobić, by przywrócić klub tam, gdzie jego miejsce.
Były nagrania reakcji Wesleya Fofany po wejściu na boisko. Czy był pan rozczarowany jego zachowaniem?
-Wysłano mi dwa nagrania. Jedno z Enzo, który przechodzi obok mnie, ale ucięto je zanim się odwrócił, przytulił mnie i podał rękę. Wiem, jak działają takie rzeczy. Wes to bardzo emocjonalny człowiek — w dobrym sensie. Lubię go. Nie boi się okazywać emocji. Rozmawiałem z nim i był po prostu rozczarowany tym, że przegrywaliśmy mecz. Uważam, że mógł okazać te emocje w lepszy sposób i o tym rozmawialiśmy, ale to, jak to wyglądało, nie oddaje rzeczywistości. Rzeczywistość jest taka, że mam naprawdę dobrą grupę. Bardzo ciężko pracują dla mnie, sztabu i klubu. Wyniki teraz nie idą po naszej myśli, więc ludzie dopisują do tego więcej, niż naprawdę jest. Wes przeprosił za reakcję, ale to młodzi piłkarze i czasem będą popełniać błędy pod wpływem chwili.
Czyli nie ma problemów pod względem selekcji?
-Nie.
Mówił pan o stuprocentowym wsparciu klubu. Jak jeszcze się ono objawia?
-Nie chodzi o potrzebę uspokajania mnie. Chodzi o otwartość. O spojrzenie, gdzie popełniłem błędy, gdzie popełniliśmy błędy, co trzeba poprawić. Otwarte, szczere, wymagające rozmowy ulepszają proces, bo jeśli nie jesteś uczciwy i nie przyznajesz się do błędów, nigdy się nie poprawisz. Popełniłem błędy. Popełnię kolejne, każdy trener je popełnia. Ale ludzie tutaj wspierają mnie, bo wszyscy chcemy sukcesu tego klubu. Możemy więc rozmawiać szczerze i otwarcie. Im mniej błędów, tym lepiej, ale wspierali mnie na wiele różnych sposobów. Czuję też, że piłkarze rozumieją, iż wszyscy jesteśmy zgodni co do tego, co chcemy osiągnąć.



