Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Crystal Palace.

Wieści kadrowe?
– Nie, jeśli chodzi o choroby, zawodnicy stopniowo wracają do pełni zdrowia. Musieliśmy być z tym bardzo ostrożni. Estevao był bardzo chory, Jamie Gittens był bardzo chory, więc to zmieniło nasze plany na przestrzeni tygodnia pod kątem tego, co chcieliśmy zrobić, ale na szczęście chłopaki przez to przeszli. Cole [Palmer] jest dziś w treningu w dobrym miejscu, co jest bardzo pozytywne, i ocenimy jego reakcję na zajęcia. [Filip] Jorgensen miał wykonane badanie, które jest w gruncie rzeczy dość pozytywne i nie tak złe, jak początkowo się obawialiśmy. Nie będzie dostępny na mecz z Palace, ale potencjalnie może być gotowy na Napoli. Poza tym wszystko jest w porządku.

Czy pojawił się jakiś ruch w sprawie Axela Disasiego i Raheema Sterlinga?
– Nie, ale wiemy, że ostatni tydzień stycznia potrafi być bardzo intensywny. Na ten moment nie ma jednak nic nowego do przekazania.

Czy masz nadzieję, że będą mogli odejść, by rozwijać swoje kariery gdzie indziej?
– Dla mnie najważniejsze jest to, aby każdy zawodnik, z którym pracuję, miał jak najlepszą możliwą karierę. Niezależnie od tego, czy oznacza to pozostanie tutaj, czy zmianę klubu, chodzi o znalezienie najlepszego rozwiązania dla danego piłkarza. W przypadku tej dwójki nie jest inaczej.

Pojawiły się plotki łączące Cole’a Palmera z transferem do Manchesteru United. Jak oceniasz tę sytuację? Jak szczęśliwy jest on obecnie jako zawodnik Chelsea?
– Odbyłem z Cole’em wiele rozmów i wydaje się on bardzo, bardzo szczęśliwy tutaj. Naprawdę jest bardzo zadowolony z bycia w tym klubie. Jest ogromną częścią naszych długoterminowych planów. To wybitny piłkarz. Każdy zawodnik przechodzi w swojej karierze trudne momenty związane z urazami. Nie uważam, żeby to w jakikolwiek sposób odzwierciedlało jego jakość. To znakomity piłkarz. Moim zadaniem oraz zadaniem klubu jest doprowadzenie go do takiego stanu, w którym będzie mógł regularnie prezentować poziom, jakiego sam od siebie oczekuje. Frustracja w meczu z Brentford nie wynikała z tego, że nie jest tu szczęśliwy, tylko z tego, że nie mógł grać tak, jak chciał. Odczuwał ból. Nie był w stanie zaprezentować się na poziomie, którego oczekiwał od siebie dla dobra klubu. To świetny chłopak i wybitny piłkarz, ale musimy dbać o niego w odpowiedni sposób. Dlatego nie włączyłem go do składu na ostatni mecz.

Czy on jest w stu procentach sprawny? Czy jesteś pewien, że zmierza w tym kierunku?
– To jest teraz moje zadanie. Chcę dbać o zawodników nie po to, żeby być dla nich miłym, ale po to, by mogli grać na absolutnie najwyższym poziomie. Myślę, że nie tylko w przypadku Cole’a – jest kilku piłkarzy w naszej kadrze, o których musimy zadbać w inny sposób, a nie po prostu wypychać ich na boisko, gdy nie są gotowi. Mam zaufanie do grupy. Rotowałem składem i będę to kontynuował, ponieważ chcę, abyśmy byli zaangażowani w wielkie mecze i wielkie rozgrywki na końcu sezonu. Teraz mamy styczeń. Chcę, żeby zawodnicy przeszli ten okres ze zwycięstwami, ale też w pełnym zdrowiu, a Cole jest jednym z tych piłkarzy.

Jakie wnioski wyciągnąłeś z pierwszych czterech meczów?
– Jest mnóstwo lekcji dla mnie i mojego sztabu, a pewnie jeszcze wiele kolejnych przed nami.

Cieszysz się tym?
– Uwielbiam to.

Czy to dobry moment, by grać z Crystal Palace?
– Można to tak przedstawić, ale ja wiem jedno: to znakomity zespół. Selhurst Park jest dla mnie jednym z najtrudniejszych stadionów w Premier League. Trzeba być gotowym na fizyczną walkę. Atmosfera na stadionie będzie bardzo gorąca, więc absolutnie nie lekceważymy tego meczu. Miałem okazję grać przeciwko Crystal Palace na początku sezonu i wiem, jak dobrym są zespołem. Będziemy musieli zagrać naprawdę bardzo dobrze, żeby wygrać.

Jak dużą szansą może być to, by złapać serię zwycięstw i zbudować energię?
– Nie patrzę na to w ten sposób. Skupiam się na kolejnym meczu. To bardzo proste. Koncentruję się na Crystal Palace, a potem będzie Napoli. Jeśli zaczynasz myśleć o seriach czy wybiegać w przyszłość, w tej lidze szybko możesz się potknąć. Skupiamy się więc na Palace i na tym, by zagrać jak najlepiej.

Biorąc pod uwagę problemy zdrowotne Romeo Lavii i Dario Essugo, czy klub mógłby rozważyć sprowadzenie pomocnika w styczniu?
– Tak, niestety Dario doznał bardzo pechowej kontuzji. Poślizgnął się na treningu i będzie pauzował przez dłuższy czas, ponad miesiąc, co jest ogromną stratą, bo to także znakomity zawodnik, z którym bardzo chciałem pracować. Romeo wraca na właściwe tory, co jest świetne, bo – jak mogę powiedzieć o każdym piłkarzu – to zawodnik bardzo wysokiej klasy. Jeśli chodzi o opcje w pomocy, mamy Enzo [Fernándeza], Moiego [Caicedo], Andreya Santosa, Reece’a Jamesa. To nie jest zła sytuacja. Byłem w tej kwestii bardzo jasny: nie chcę sprowadzać zawodników, którzy nie podnoszą poziomu zespołu ani chemii, którą budujemy. Musimy być bardzo selektywni na tym etapie sezonu. Jeśli już sprowadzimy odpowiedniego piłkarza na daną pozycję, musi on mieć wyraźny wpływ na drużynę.

Czy lepiej, żeby Lavia skupił się na dojściu do pełnej sprawności przez resztę sezonu, zamiast przyspieszać jego powrót?
– Chcę, żeby wrócił jak najszybciej. Ale chcę też, żeby wrócił jak najszybciej bez kolejnych kontuzji. I to jest różnica. Nie chcę go forsować. Właśnie rozmawialiśmy o Cole’u i innych zawodnikach. Uważam, że mam wystarczająco dobrą kadrę, by zarządzać zespołem i osiągać wyniki. Jednocześnie chcę, by Lavia wrócił w takim momencie, w którym będziemy wiedzieli, że może grać regularnie, łapać rytm meczowy, bo to wybitny piłkarz.

Czasami w Strasbourgu grałeś trójką z tyłu. Czy rozważałbyś coś takiego tutaj?
– Dostosowuję się do każdego meczu. Na ten moment dostosowuję się do mojej grupy. Przychodzić w trakcie sezonu i próbować zmieniać wszystko naraz – to byłoby szaleństwo. Zresztą, zanim tu przyszedłem, wiele rzeczy funkcjonowało całkiem dobrze. Z czasem zobaczycie, jak adaptuję systemy, szczególnie w organizacji defensywnej. Jestem elastyczny, ale obecnie chodzi o to, co jest najlepsze dla zespołu i do czego zawodnicy są przyzwyczajeni. Jak już mówiłem wcześniej, w tej chwili praktycznie nie ma czasu na treningi na boisku. Gramy, regenerujemy się i znowu gramy. Przez najbliższe dwa–trzy miesiące tak to właśnie będzie wyglądać.

Czy VAR to coś, co chciałbyś zachować, czy raczej byś to zmienił?
– Myślę, że przy takim poziomie kontroli i presji wokół meczów zawsze chcesz mieć coś, co pomaga sędziom podejmować najlepsze, właściwe decyzje. Jedyną kwestią jest dla mnie czas – wpływ na płynność gry, na widowisko, na to, by kibice mogli oglądać i cieszyć się meczem. Jeśli dałoby się szybciej dochodzić do właściwych decyzji, byłoby to dla mnie najlepsze rozwiązanie.

Chelsea nie wygrała na wyjeździe w Premier League od dwóch miesięcy…
– Brzmi to szalenie. Szczerze mówiąc, nawet nie byłem świadomy tego rekordu przed przyjściem tutaj. Skupiam się na każdym kolejnym meczu. To nie jest coś, na co zwracam uwagę. Wiem, że jeśli ta grupa zawodników będzie grała w taki sposób, jakiego od nich oczekuję, mamy bardzo dużą szansę wygrać każdy mecz, z każdym rywalem. Na tym musimy się skupić przed spotkaniem z Crystal Palace.

Czy jesteś zadowolony z liderów w zespole?
– Jestem zadowolony z przywództwa w mojej grupie. Grałem z zawodnikami, którzy są bardzo głośni, dużo krzyczą i pokazują palcem, a w rzeczywistości nie są liderami, bo chowają się od piłki i nie biorą odpowiedzialności. Nie będę wymieniał nazwisk. Są różne sposoby bycia liderem. Moje pokolenie różni się od młodszego pod względem komunikacji. Ale uwielbiam tę grupę – czy to Reece, Enzo, Moises, Trevoh Chalobah czy Tosin [Adarabioyo]. Wszyscy są liderami na swój sposób i muszą pozostać sobą. Nie będę od nich wymagał, by byli kimś, kim nie są. Jednocześnie jestem bardzo, bardzo zadowolony z przywództwa w tej drużynie.

Co sprawia, że ktoś jest dobrym liderem?

– Ktoś, kto jest autentyczny i szczery, godny zaufania oraz wierny samemu sobie.

ŹRÓDŁOfootball.london