Początek sezonu obfituje w wiele straconych bramek przez londyński zespół. Przez to Emiliano Martinez w barwach Chelsea budzi mieszane uczucia. Argentyński bramkarz zaliczył kluczowe interwencje w meczu z Hull City, ale znowu nie zachował czystego konta. Dlatego pytanie o złamany w maju palec powraca jak bumerang.
Nowy bramkarz Chelsea, sprowadzony z Aston Villi za 8,5 miliona funtów, zastąpił na Stamford Bridge Roberta Sancheza. Wstępne oceny są mieszane. Z jednej strony Martinez zaliczył w ostatnich meczach kilka kluczowych interwencji. Trener Hull City nazwał go nawet najlepszym zawodnikiem ostatniego spotkania. Z drugiej strony Argentyńczyk znowu nie zachował czystego konta. Drugiego gola Hull można mu częściowo przypisać. Po dośrodkowaniu z rzutu rożnego wyszedł i nie złapał piłki, co wykorzystał Mohamed Belloumi. Dodatkowo Emiliano Martinez broni około 68 procent strzałów, co nie jest wartością tragiczną, ale zarazem nie najlepszą.
Dziennikarz The Athletic Liam Twomey głośno zastanawia się nad przyczyną dyspozycji Martineza i wypluwaniu przez niego piłek. Obserwując owe sytuacje absolutnie nie sposób zapomnieć o wydarzeniach z minionego maja. Właśnie wtedy zawodnik doznał skomplikowanego złamania palca serdecznego prawej dłoni podczas przedmeczowej rozgrzewki w Aston Villi, co mogło zostawić trwały ślad. Dlatego też powraca kluczowe pytanie o aktualny stan zdrowia nowej gwiazdy londyńczyków.
Kontuzje dłoni są dla bramkarzy wyjątkowo problematyczne, gdyż wymagają wielomiesięcznej rehabilitacji. Jeżeli kość nie zrosła się prawidłowo, pewność chwytu spada drastycznie. Ponadto każdy kontakt z mocno uderzoną piłką potęguje ból. W rezultacie klubowi lekarze muszą dokładnie przebadać dłoń reprezentanta Argentyny. Z pewnością zabiegi medyczne powinny wykluczyć wszelkie nieprawidłowości strukturalne po dawnym złamaniu. Ostatecznie tylko pełna diagnoza pozwoli uniknąć kolejnych kosztownych wpadek na boiskach angielskiej ekstraklasy. Kibice wierzą, że faza niepokoju szybko się zakończy, a cała drużyna zyska upragniony spokój. W przeciwnym razie sztab szkoleniowy musi poszukać alternatywnych rozwiązań personalnych na tej newralgicznej pozycji.



