Alejandro Garnacho trafił do Aston Villi na wypożyczenie z Chelsea, ale jego sytuacja szybko stała się patowa. Żaden z klubów nie posiada opcji wcześniejszego rozwiązania umowy, co czyni styczniowe wyjście niemal niemożliwym bez obustronnej zgody.

Argentyński zawodnik trafił do ekipy z Villa Park na zasadzie rocznego transferu czasowego z opcją obowiązkowego wykupu wynoszącą 43 miliony funtów. Wspomniana kwota została jednak ściśle uzależniona od rozegrania odpowiedniej liczby spotkań w barwach ekipy z Birmingham. Tymczasem gracz zaliczył zaledwie 31 minut na boisku, przegrywając rywalizację z konkurentami.

Wskutek tego władze w Londynie analizują obecny stan rzeczy, gdyż brak występów blokuje gwarantowany zarobek. W umowie pomiędzy klubami nie zawarto klauzuli pozwalającej na jednostronne skrócenie wypożyczenia w zimowym okienku transferowym. W rezultacie wcześniejszy powrót zawodnika wymaga pełnej zgody obu stron.

Co istotne, londyński klub zgodziłby się na taki ruch wyłącznie pod warunkiem, że Garnacho znajdzie nowy zespół gotowy zaoferować mu regularne występy. Sytuację zawodnika bacznie obserwują kluby z La Liga, które rozważają przejęcie warunków umowy w styczniu.

Unai Emery podkreśla, że Alejandro Garnacho potrzebuje czasu na adaptację po urazie twarzy, który wykluczył go z Superpucharu Europy. Szkoleniowiec wskazuje na konkurencję w postaci George’a Hemmingsa, Ibrahima Mbaye oraz Emi Buendii. Menadżer Aston Villa zaznacza, że Argentyńczyk musi wykazać się cierpliwością i ciężką pracą na treningach, aby zasłużyć na zaufanie trenera.

ŹRÓDŁOMatt Law