Xabi Alonso wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Evertonem.

Co możesz nam powiedzieć o kontuzji Jamesa?

-Tak, wszyscy jesteśmy rozczarowani, zwłaszcza z jego powodu. Chciał dobrze wejść w grę po przerwie reprezentacyjnej, ale na ostatnim treningu nabawił się kontuzji. Chcieliśmy być ostrożni i poczekać na wyniki badań, ale teraz operacja przebiegła pomyślnie, zakończyła się sukcesem, a my nadal go wspieramy. Będzie blisko drużyny; ma na nas świetny wpływ nawet wtedy, gdy nie jest gotowy do gry i życzę mu jak najlepszego powrotu do zdrowia. Nie wyznaczamy konkretnych terminów, ale będzie wyłączony z gry przez kilka tygodni.

Jak długiej pauzy się spodziewasz, ponieważ pojawiły się sugestie, że może to potrwać nawet do trzech miesięcy?

-Nie mamy dokładnej daty. Na pewno będzie to kilka tygodni, nie będzie to krótka sprawa na dwa, trzy tygodnie, tylko coś dłuższego. Zobaczymy przed Bożym Narodzeniem, czas po świętach pokaże, ale wszystko musi być zrobione porządnie. Musi czuć się dobrze i być w jak najlepszej kondycji. To rozczarowanie dla każdego z nas, dla niego samego, ale mamy kadrę, która musi poradzić sobie z kontuzjami.

Jak oceniasz swoje obecne opcje w środku pola na ten najbliższy czas?

-Do następnej przerwy mamy przed sobą jeszcze cztery mecze w Premier League i spotkanie w pucharze. Myślę więc, że z piłkarzami, których mamy – tymi, którzy już grali i innymi, którzy są dostępni – poradzimy sobie dobrze. Mamy co do tego dobre przeczucia.

Czy kontuzja Reece’a wpłynie na twoje podejście do styczniowego okna transferowego w kontekście potencjalnego sprowadzenia zawodnika na jego pozycję?

-Nie, nie sądzę, ponieważ spodziewamy się, że do tego czasu wróci – na kilka tygodni wcześniej. Zobaczymy, nie mamy dokładnego terminu jego powrotu, więc nie wpłynie to na nasze plany.

Reece jest dla ciebie wyraźnie niezwykle ważnym zawodnikiem, ale jako menedżer, na ile dużym wyzwaniem jest fakt, że przez ostatnie dwa lata miewał problemy z regularną grą?

-Nadal jest bardzo ważnym piłkarzem i kapitanem. Ma świetny wpływ na zespół i mam nadzieję, że po wyzdrowieniu z tej kontuzji będzie dostępny w wielu meczach. Ciężko pracuje, ma dobrą mentalność i potrzebujemy go.

Czy są w tym tygodniu jakieś nowe informacje o kontuzjach?

-Nie.

Jak dużą wagę przywiązujesz do statystyki oczekiwanych goli (xG)? W tym sezonie wiele się o tym mówiło, a Chelsea znacznie przewyższa swoje xG. Czy to zjawisko da się utrzymać? Czy będziecie potrafili strzelać gole w takim tempie?

-Mam taką nadzieję, naszym celem jest dalsze robienie tego. Z pewnością nie rozmawialiśmy zbyt wiele o tym, by nie tracić tak wielu goli. Jeśli poprawimy to, lub chociaż utrzymamy nasz poziom zdobywania bramek, a jednocześnie zmniejszymy liczbę straconych, będziemy na lepszej drodze. Musimy iść jednak od meczu do meczu, a jutro czeka nas trudne spotkanie na stadionie Evertonu. Nie możemy doczekać się tego meczu – starcia o dużej intensywności, bardzo wymagającego i toczonego w szybkim tempie. Nie byłem jeszcze na tym stadionie, ale powiedziano mi, że to świetny obiekt ze wspaniałą atmosferą, więc bardzo na to czekamy.

Powiedziałeś, że to będzie trudny mecz. To twój pierwszy wyjazd od spotkania z Brentford. Jak bardzo liczysz na to, że twoja drużyna wyciągnęła wnioski z tamtego doświadczenia na stadionie Brentford i co chciałbyś zobaczyć jutro?

-Chcę, żebyśmy rywalizowali, żebyśmy wiedzieli, czego potrzeba do wygrywania meczów wyjazdowych w Premier League na trudnych stadionach. Na stadionach, które tworzą wspaniałą energię, wywołują mnóstwo emocji – żebyśmy byli w stanie sobie z tym poradzić podczas samej gry, ale też odpowiednio rywalizując. Z pewnością doświadczenie z Brentford nie zostało zapomniane.

Przeciwko Bournemouth widzieliśmy Chelsea ustawioną w formacji 4-4-2 podczas gry bez piłki. Jak oceniasz wykonanie tego zadania przez zawodników? Wydawało się, że to ustawienie trochę bardziej im pasuje, i dlaczego zdecydowałeś się na taką formację?

-Cóż, chcemy być elastyczni, ale także solidni niezależnie od tego, czy zakładamy wysoki pressing, czy bronimy się nieco głębiej. Czujemy, że zachowujemy odpowiednie odległości i właściwy balans. Wybraliśmy takie ustawienie na mecz z Bournemouth, przeciwko Evertonowi zagramy inaczej. Robią wiele dobrych rzeczy, mają w swoim składzie wielu bardzo dobrych zawodników, mających za sobą doświadczenie, więc te podstawowe zasady są ważne. Możemy grać w 4-4-2, możemy grać w 5-2-3, ale to właśnie odległości między formacjami, to, jak pomagacie sobie na boisku i jak zachowujecie balans – to jest to, czego potrzebujecie, żeby się bronić. A to, co robimy z piłką przy nodze, to już zupełnie inna sprawa.

I bardziej szczegółowo o twoich pomocnikach podczas gry bez piłki. Wydawało się, że bardzo pomagali w asekuracji środkowych i bocznych obrońców, zwłaszcza gdy zespół ruszał do ataku. Czego oczekujesz przede wszystkim od swoich pomocników podczas gry bez piłki?

-Jak dla mnie, pomocnicy muszą w trakcie meczu podjąć mnóstwo, mnóstwo drobnych decyzji. Wydają się one mało istotne, ale tak naprawdę mają ogromne znaczenie. Oznacza to, że muszą zawsze myśleć o jeden krok naprzód względem tego, co dzieje się na boisku. Uważam, że Moi [Caicedo], [Jordan] Hendo, Rom [Lavia] i [Valentin] Barco pracują nad tym. Kiedy to funkcjonuje, zazwyczaj cała drużyna działa lepiej. Ostatnio Hendo i Moi spisali się naprawdę świetnie, podejmując właściwe decyzje, ponieważ kiedy oni robią wszystko dobrze, pomagają zawodnikom wokół siebie. Są przecież w samym centrum wydarzeń. Trzeba czerpać radość z odpowiedzialności, jaką ponosi się na tej pozycji.

Wielu zawodników wspominało o twoich przemowach do drużyny – konkretnie Morgan Rogers powiedział, że doskonale wiesz, jak zmotywować i nakręcić zespół. Z menedżerami bywa różnie; niektórzy mają bardzo sprecyzowane metody komunikacji z drużyną. Jak podchodzisz do swoich odpraw? Planujesz je wcześniej, czy są w 100% naturalne i dyktowane przez chwilę?

-Są naturalne i podyktowane przez chwilę. Nie przypisuję w tym sobie zasług, to wszystko zależy od piłkarzy. Co do konferencji prasowych, nie sądzę, aby miały one większe znaczenie, bo czasem powiesz coś i przegrasz mecz, więc nie przekłada się to ani na dobro, ani na zło. Na pewno musisz mieć na drużynę jakiś wpływ, ponieważ emocjonalna część gry jest niezwykle ważna. Czasami przemowa przychodzi naturalnie, innym razem ma bardziej podłoże taktyczne. Zależy to od ogólnego nastroju, mojego własnego przeczucia. Nigdy nie wiem dzień wcześniej, co dokładnie powiem zawodnikom przed meczem. Zobaczymy, gdy dotrę na stadion, jak ocenię nastroje, zapach szatni na Goodison… wróć, to nie Goodison, teraz to się nazywa Hill Dickinson. Jestem staromodny!

James jest twoim kapitanem, mianowałeś także Enzo Fernandeza wicekapitanem, a jak teraz funkcjonuje wasza grupa kapitanów?

-Bardzo dobrze. Mamy Moia, Leviego [Colwilla], mamy zawodników, którzy biorą na siebie odpowiedzialność i perfekcyjnie odnajdują się w tej roli. Mają wsparcie reszty zespołu, chłopaki widzą ich z opaską na ramieniu i to nie stanowi żadnego problemu.

Więc teraz, pod nieobecność Reece’a, kto przejmie tę odpowiedzialność? Wspomniałeś Leviego i Moia. Jak chcesz, aby teraz przejęli tę odpowiedzialność pod jego nieobecność?

-Można być kapitanem bez opaski, to dla mnie wcale nie jest żaden problem. Gdy już ją zakładasz, musisz być z tego dumny i wziąć na siebie odpowiedzialność, ale możesz też posiadać zdolności przywódcze i udowadniać je bez opaski na ręku. To bardzo ważne, dlatego mamy tę grupę kapitanów. To oni muszą ciągnąć do przodu resztę zespołu, nie tylko w dniu meczu, ale i w trakcie samego tygodnia.

Więc kto jeszcze jest kapitanem i co takiego wnoszą do zespołu? Co wnosi Levi, co wnosi Moi, a co pozostali – powiedzmy Jordan czy Cole [Palmer]?

-Każdy wnosi własną osobowość, każdy z nich jest inny. Levi jest inny niż Reece, Moi jest inny, tak samo Cole, Hendo, każdy z nich jest po prostu inny. Mają inne umiejętności, inny profil. Dlatego tak ważne jest dla mnie, aby posiadać dobrą mieszankę osobowości, umiejętności i różnych etapów kariery, by wzajemnie sobie pomagali. Myślę, że pod tym względem jesteśmy w bardzo dobrym miejscu.

A żeby doprecyzować – dlaczego [w wygranym w zeszły weekend 5:1 meczu z Bournemouth] to Levi nosił opaskę, a nie Moi?

-Nie mogę wypowiadać się tu o konkretnych powodach.

Kiedy do gry powróci Emmanuel Emegha?

-Jeszcze nie jest gotowy. Wczoraj poczuł jakiś drobny uraz. Będzie trenował w przyszłym tygodniu, ale wciąż nie jest w 100% gotowy, by zagrać w meczu. Kiedy jest zdrowy, jest zawodnikiem bardzo wyjątkowym – ma 1,95 m wzrostu, jest szybki, atakuje wolną przestrzeń, stanowi zagrożenie. Ale musi być w pełni formy fizycznej. Obecnie boryka się z drobnymi dolegliwościami i niestety nie był do mojej dyspozycji. Czekamy na moment, w którym poczuje się dobrze i pomoże drużynie. Zapewniam, że gdy będzie w odpowiedniej formie, obrońcom będzie przeciwko niemu bardzo ciężko.

Czy masz na myśli jakąś konkretną datę powrotu?

-Jeszcze nie, to potrwa dobrych kilka tygodni.

Jeden z poprzednich menedżerów Chelsea sugerował, że gdy kilka lat temu Reece leczył kontuzję, oczekiwałby od niego jako kapitana więcej pod względem bycia liderem i przywództwa w samej szatni.

-Kto tak powiedział?

Jeden z twoich poprzedników – to był Enzo Maresca. Jak bardzo jesteś przekonany, że dostaniesz od swojego kapitana to, czego potrzebujesz?

-Jestem tego bardzo pewien, ponieważ uważam, że bycie zawodnikiem tego klubu i gra w tym zespole to dla niego wielki powód do dumy. Gra tu od wielu lat, jest dumny z tego, że doszedł do tego momentu i przeszedł przez różne etapy. Teraz bierze na siebie tę odpowiedzialność bardzo naturalnie, ze swoim własnym, wrodzonym stylem przywództwa. Ale jest też bardzo szanowany przez swoich kolegów z drużyny i otrzymuje od nich wsparcie.

Oglądanie twojego zespołu jest naprawdę ekscytujące. Jestem pewien, że z perspektywy ławki trenerskiej nie jest to dla ciebie aż tak ekscytujące, o co byłem momentami spokojny, ale czy myślisz, że abyście zachowywali czyste konta – o czym zresztą mówią wszyscy związani z Chelsea – będziecie musieli się poświęcić? Czy zdołacie strzelać tyle samo bramek, co grając z tak dużym animuszem do przodu? Czy to dla ciebie spora zagwozdka w pierwszych tygodniach pracy tutaj?

-Nie, musimy to zrobić. Myślę, że to przyjdzie z czasem. Nie musi to być z naszej strony żadna obsesja. Naszą główną obsesją jest wygrywanie meczów i rywalizowanie z najlepszymi, z najwyższą możliwą jakością z naszej strony. Czyste konta przyjdą, jestem tego całkowicie pewien. Chcemy grać z zachowaniem właściwego balansu, ze sporą kontrolą, ale ze względu na naszą jakość, będziemy kreować sobie okazje do zdobycia goli. Nasza siła w ataku jest po prostu fantastyczna, mają świetną chemię. Musimy stale to maksymalizować i być pod tym względem bardziej regularni. Myślę, że do tej pory nie byliśmy z tego zadowoleni, więc pozostaję pozytywnie nastawiony i wierzę, że w nadchodzącym czasie nasza gra na tym polu ulegnie polepszeniu.

ŹRÓDŁOfootball.london