Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spoktaniu z Brighton.
Słaby występ…
-W podstawach, w dumie, jaką powinno się mieć, nosząc tę koszulkę — to było nie do zaakceptowania. Broniłem zawodników i biorę odpowiedzialność. Zawsze to mówiłem. Po dzisiejszym meczu uważam jednak, że piłkarze też muszą spojrzeć w lustro i ocenić to, co pokazali. Można mówić o taktyce, ale taktyka jest po podstawach. Trzeba mieć więcej odwagi w grze, wygrywać pojedynki, główki, wślizgi, nie tracić fatalnych bramek. To był dziś występ nie do zaakceptowania.
Czy uczciwie można powiedzieć, że jest rozdźwięk między Tobą a zawodnikami, może między kibicami a zawodnikami, a może także między kibicami a Tobą?
-Patrząc na ten występ, tak to wygląda. Nie będę kłamał. To było nie do zaakceptowania. Nie czuję, że jest rozdźwięk między mną a piłkarzami. Bardzo blisko z nimi pracujemy na treningach, w indywidualnych rozmowach, odprawach zespołowych. Dajemy zawodnikom wszystko. Jest natomiast brak ducha, brak wiary, co może tworzyć takie wrażenie. Nie mogę się z tym spierać w obecnym momencie, bo seria, w jakiej jesteśmy, jest nie do zaakceptowania, a ten występ również.
Co sądzisz o przyśpiewkach kibiców na Twój temat?
-Rozumiem kibiców. Rozumiem ich frustrację. To moja praca jako głównego trenera i menedżera tego klubu. Odpowiedzialność spada na mnie. Mam grubą skórę i rozumiem, dlaczego kibice są sfrustrowani. Ja też jestem sfrustrowany poziomem naszych występów. Muszę dalej ciężko pracować ze sztabem i zawodnikami. Ale muszę też naprawdę przyjrzeć się temu, jak podchodzimy do meczów, personaliom w drużynie, komu mogę ufać i na kim mogę polegać w trudnych momentach, bo dziś zbyt mało piłkarzy to pokazało.
Czy trudno jest zobaczyć, jak to odwrócić, kiedy widzisz tak wątpliwe zaangażowanie zawodników?
-Widziałem to przeciwko Manchesterowi United trzy dni temu. To właśnie najbardziej mnie rozczarowało. Przegraliśmy tamten mecz, ale występ był bardzo, bardzo dobry. Dziś było całkowite przeciwieństwo pod każdym względem. To najtrudniejsze do przyjęcia w tej chwili. Mecz skończył się niedawno, jestem emocjonalną osobą. To było nie do zaakceptowania. To jedyne słowo. Przegraliśmy 80% pojedynków. Nie wygraliśmy żadnej główki. Dwa gole padły w sytuacjach, gdy mogliśmy wybić piłkę głową — podstawy futbolu — a tego nie zrobiliśmy. Na każdym poziomie, jeśli popełniasz takie błędy i brakuje zaangażowania, nie będziesz wygrywać meczów.
Sposób, w jaki mówisz o grze zawodników, brzmi tak, jakbyś mówił, że oni dla Ciebie nie grają…
-Nie. W tym momencie nie chodzi o granie dla mnie. Chodzi o granie dla klubu. O granie dla tej koszulki. O granie po to, by wygrywać mecze. Mogę mówić tylko o tym, co dziś widziałem. Możesz interpretować to, jak chcesz — czy grają dla mnie, czy nie — ale sam ten występ był obciążający. Stał w sprzeczności ze wszystkim, w co wierzę.
Myślisz, że zawodnicy są w stanie przyjąć taką krytykę?
-Przekonamy się. Do tej pory ich nie krytykowałem. Broniłem ich. Zasługiwali na to. Ale będę mówił prawdę. Zawsze wychodzę tutaj i mówię prawdę. Obwiniam też siebie. To nie jest tylko obwinianie piłkarzy. Jestem częścią tego procesu.
Czy dla menedżera bycie tak otwartym i tak brutalnym wobec zawodników bywa ryzykowne?
-Zawsze mówiłem, że będę szczery, i byłem szczery wobec zawodników. Jestem szczery wobec was, tak szczery, jak mogę. Nie rzucam nikogo pod autobus. To był występ nie do zaakceptowania. A ja stoję na czele tego wszystkiego. Jesteśmy Chelsea. Ja prowadzę Chelsea. Krytyka i presja są częścią tego klubu. Jeśli ktoś nie potrafi tego znieść, nie powinien tu być. To takie proste. I to jest coś, czym trzeba się zająć w tym tygodniu. Ale trzeba się tym zająć także długoterminowo.
Myślisz, że masz wystarczająco czasu, by to naprawić przed niedzielą?
-Muszę ten czas znaleźć. Muszę pracować ze sztabem 24 godziny na dobę. Musimy podjąć właściwe decyzje dla zespołu przed ogromnym meczem w niedzielę. I zrobimy absolutnie wszystko, co możemy, żeby to odwrócić.


