Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Manchesterem City.

Czy dostałeś przeprosiny od Enzo Fernándeza?
– Tak, odbyłem z nim bardzo dobrą rozmowę, właściwie trzy albo cztery rozmowy. Przeprosił mnie, przeprosił klub i zajmiemy się tym po bardzo ważnym meczu w niedzielę.

Jak wyglądały te przeprosiny?
– To było poważne spotkanie dotyczące bardzo poważnej sprawy. Od samego początku mówiłem, że nie kwestionuję charakteru Enzo ani tego, jakim jest człowiekiem. Wierzę, że ludzie popełniają błędy i nie można przesadzać z karą za błąd. Uważam, że nałożyliśmy sankcję, podjęliśmy decyzję – ja podjąłem decyzję – a to, czego chcę dla Enzo, to żeby wrócił tutaj i miał znakomitą karierę.

Czyli wybaczasz i zapominasz, ale jeszcze nie do końca – nadal nie zagra w niedzielę?
– Nie, nie zagra w niedzielę, ale mam nadzieję, że potem będzie ważną częścią zespołu w przyszłości. Jest jeszcze kilka rzeczy do uporządkowania, o których nie będę mówił, ale jednocześnie chcę, żeby każdy zawodnik był teraz maksymalnie skupiony na bardzo ważnym etapie sezonu.

Ale czy to nie jest działanie na własną niekorzyść?
– Piłka nożna to sport zespołowy. Nie chodzi o jednostki ani o działanie na własną szkodę. Są pewne wartości i zasady, w które wierzę ja i które wyznaje ten klub – i jeśli są właściwie realizowane, to wzmacniają drużynę.

Jeśli chodzi o sytuację kadrową – czy ktoś wraca do gry?
– Pozytywem jest to, że Estevao rozegrał 90 minut przeciwko Port Vale. Jeśli chodzi o innych – Trevoh pracuje bardzo ciężko, wrócił już na boisko treningowe. Levi trenuje z zespołem, ale wciąż musi przejść kilka etapów, zanim będzie gotowy do gry. Reece dziś biegał, co jest bardzo dobrą wiadomością. Poza tym mam dobrą kadrę i jesteśmy gotowi na ten mecz.

Calum McFarlane prowadził zespół, gdy Chelsea zremisowała z Manchesterem City w styczniu. Rozmawiałeś z nim o tym meczu?
– Oczywiście, rozmawiałem z Calumem, kiedy dołączałem do klubu. Oglądałem ten mecz na lotnisku, siedząc w samolocie w drodze na rozmowy z klubem. Uważam, że szczególnie w drugiej połowie zagrali znakomicie. Wiemy, jak świetnym zespołem jest Manchester City – światowej klasy zawodnicy, niesamowity trener. Ale wiemy też, że jeśli zagramy swoje, zrealizujemy plan i podejdziemy mentalnie w odpowiedni sposób, możemy sprawić im problemy.

Jak duży wpływ miał na ciebie Pep Guardiola?
– Ogromny szacunek. Można mieć szacunek – nie mam na tyle dużego ego, żeby go nie mieć. Pep wpłynął na wszystkich w piłce nożnej. Wpłynął na samą grę. To niesamowity trener, ma niesamowitą karierę. Ale ja chcę, żeby mój zespół pokazał w niedzielę, na co nas stać.

To mecz, który Manchester City musi wygrać w kontekście walki o tytuł – czy dla Chelsea jest równie ważny?
– Tak, to trzy punkty. Przybliżają nas do naszego celu, którym jest teraz awans do Ligi Mistrzów. Na tym się skupiamy. W tej lidze są drużyny walczące o utrzymanie, zespoły ze środka tabeli i te walczące o czołowe miejsca – to nie ma znaczenia, bo każdy mecz jest bardzo trudny. Wiemy, że w niedzielę czeka nas duże wyzwanie, ale takie, na które czekamy.

Czy możecie pokonać Manchester City?
– Oczywiście. Oczywiście, że możemy. Jesteśmy bardzo dobrą drużyną. Przeszliśmy przez trudny okres, choć nawet wtedy byliśmy karani za błędy, a mieliśmy też dobre momenty. Kiedy analizowałem nasze mecze, widziałem, że sprawialiśmy problemy każdemu przeciwnikowi, ale nie mieliśmy wyników. Musimy zadbać o defensywę, nie tracić koncentracji, nie popełniać błędów, bo Manchester City to wykorzysta. Ale chcę, żebyśmy wyszli i grali swoją piłkę.

Moises Caicedo rozegra swój setny mecz w Premier League. Co sprawia, że tak dobrze pasuje do Chelsea?
– Dla mnie to jeden z najlepszych defensywnych pomocników na świecie, jeśli nie najlepszy. Ze względu na swoją inteligencję, fizyczność, jakość techniczną i rozumienie gry. W niedzielę będzie dla nas kluczowy.

Jak podsumowałbyś dekadę Pepa Guardioli w Manchesterze City?
– Zdobywał trofea. Odświeżał i przebudowywał zespół. Miał czas, żeby stworzyć styl gry. Kiedy masz coś takiego i takie wyniki – nie tylko w Manchesterze City, ale też w Bayernie i Barcelonie – to jest się niesamowitym trenerem. To ktoś, na kogo patrzysz i od kogo się uczysz.

Czy jest szansa, że zobaczymy inny styl twojej drużyny, mając więcej czasu na trening?
– To było bardzo dobre – pierwszy tydzień od mojego przyjścia, kiedy mieliśmy dwa pełne dni treningowe z rzędu. Nie sądzę, żeby ktoś mógł w tak krótkim czasie sprawić, że drużyna będzie wyglądać dokładnie tak, jak chce. Ale chcę się dostosowywać i rozwijać zespół, bez poświęcania wyników w krótkim okresie. Nie można zmieniać zbyt wiele zbyt szybko. To coś, nad czym pracowaliśmy ze sztabem w przerwie reprezentacyjnej – żeby nie zmieniać za dużo, a jednocześnie wygrywać i budować coś na przyszłość.

Czy to było dla ciebie wyzwanie od początku pracy?
– To nie jest wymówka. Każdy trener, który przychodzi w środku sezonu – ja przyszedłem na początku stycznia – ma 20 meczów w 10 tygodni z nową drużyną i w nowym klubie. Starasz się poznać zawodników, wybrać ich, oceniasz ich na bieżąco. To trudne dla każdego. Dla mnie kluczowe jest maksymalne wykorzystanie czasu. Wiem, jak chcę, żeby wyglądał mój zespół. To może zająć czas, ale nie może się to odbywać kosztem wyników i realizacji krótkoterminowych celów.

Czy zawodnicy są mentalnie odświeżeni?
– Wyglądają naprawdę bardzo dobrze. Było to widać. Wiem, że to był mecz, który powinniśmy wygrać, ale sposób, w jaki zagraliśmy przeciwko Port Vale, był bardzo dobry. Mam nadzieję, że to będzie punkt wyjścia do dobrej końcówki sezonu.

Chelsea nie wygrała z Manchesterem City od pięciu lat. Czy to problem?
– Nie, to przeszłość. Nie ma znaczenia dla najbliższego meczu. Skupiamy się na tym, co przed nami – a to będzie bardzo trudne spotkanie.

Czy zwycięstwo nad Manchesterem City mogłoby być przełomem na resztę sezonu?
– Oczywiście. To trzy punkty bliżej naszego celu. Na tym się skupiamy.

ŹRÓDŁOfootball.london