Wokół Stamford Bridge ponownie zawrzało. Jak donosi ceniony dziennikarz Mario Cortegana, Javier Pastore, czyli agent Enzo Fernandeza, w ostrych słowach skomentował karę nałożoną na swojego klienta. Według niego decyzja klubu o zawieszeniu zawodnika jest całkowicie niezrozumiała i bardzo krzywdząca.
„Enzo nie rozumie tej sytuacji. Kiedy trener poinformował go o decyzji, zaakceptował ją, ponieważ jest profesjonalistą w każdym calu. Zawsze daje z siebie wszystko, gdziekolwiek gra, i szanuje zdanie przełożonych, ale my po prostu nie rozumiemy tej kary”, grzmi Pastore.
Głównym punktem zapalnym był wywiad, w którym pomocnik wspomniał o Madrycie. Agent zawodnika wyjaśnia jednak, że słowa te zostały całkowicie wyjęte z kontekstu. Pastore podkreśla również, że Fernandez nigdy nie zadeklarował chęci opuszczenia Chelsea ani przenosin do konkretnego klubu.
„Enzo wspomniał o Madrycie tylko dlatego, że został zapytany, w którym europejskim mieście chciałby pewnego dnia zamieszkać. Wskazał na Madryt ze względu na język, kulturę i pogodę. To miasto bardzo przypomina Buenos Aires, więc dla Argentyńczyka taka odpowiedź jest czymś naturalnym i logicznym. W żadnym momencie nie stwierdził, że chce odejść z Chelsea czy opuścić Londyn. Wręcz przeciwnie – jest on skupiony na obecnym projekcie” tłumaczył również agent.
Stanowisko osób otaczających piłkarza jest więc jasne: doszło do kosztownej nadinterpretacji niewinnej wypowiedzi, a reakcja klubu była ich zdaniem zbyt gwałtowna. Czy to wystarczy, by uspokoić nastroje w szatni The Blues? Sytuacja pozostaje rozwojowa, ale jedno jest jednak pewne: relacje na linii zawodnik i klub zostały ponownie wystawione na bardzo ciężką próbę.



