Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Paris Saint-Germain.
Czy chciałbyś, żeby twoja drużyna pokazała dziś trochę więcej walki?
– Tak, w 100%. Po sześciu minutach i kolejnym naszym błędzie tracimy wiatr z żagli. Myślę, że przy drugim golu rywal uderzył z około 25 metrów w samo okienko. Kiedy tak szybko przegrywasz 2:0, to jest naprawdę bardzo, bardzo trudny wieczór. Oczywiście chcieliśmy pokazać większą walkę niż to, co zaprezentowaliśmy. Trzeba jednak oddać uznanie PSG – ich gra w posiadaniu była na naprawdę wysokim poziomie i na przestrzeni dwóch meczów zasłużyli na awans.
Jak upewnisz się, że ten ostatni tydzień nie będzie miał poważnego wpływu na końcówkę sezonu?
– To musi być pod kontrolą – to moja praca. Sposób, w jaki to zrobię, jest taki sam jak zawsze. Musimy być odporni psychicznie. Musimy pojechać na mecz z Evertonem z odpowiednią organizacją, świeżością i intensywnością, bo chcemy grać w tych rozgrywkach w przyszłym sezonie. Jeśli zagramy tak, jak wiem, że potrafimy, możemy to osiągnąć – pod warunkiem, że wyeliminujemy indywidualne błędy, które teraz popełniamy.
Czy zdjęcie z boiska João Pedro, Cole’a Palmera i Enzo Fernándeza było przyznaniem się do porażki?
– Myślę, że to nie tylko przyznanie się, ale też odzwierciedlenie realnej sytuacji tej grupy. Ci zawodnicy rozegrali ponad 100 meczów w ciągu 18 miesięcy. Nie mieli przerwy – mecze reprezentacyjne, podróże, które wykonują João Pedro, Enzo Fernández czy Moisés Caicedo do Ameryki Południowej. To nie jest wymówka – to efekt uboczny sukcesu, jakim był Klubowy Puchar Świata, co jest świetnym osiągnięciem klubu. Widzimy to na przykładzie Reece’a czy innych zawodników – jeśli nie będę zarządzał ich minutami, ryzyko kontuzji znacznie wzrasta. Chcę, żebyśmy co najmniej zakwalifikowali się do tych rozgrywek w przyszłym sezonie. Nadal walczymy też o Puchar Anglii, ale muszę podejmować trudne decyzje, które w danym momencie mogą wyglądać źle. Nigdy nie chcesz zdejmować najlepszych zawodników, gdy przegrywasz w dwumeczu pięcioma bramkami, ale muszę podejmować właściwe decyzje dla dobra klubu w dłuższej perspektywie.
Jak dbasz o to, żebyś sam nie stracił pewności siebie po tak słabym tygodniu?
– Oczywiście, to jest piłka nożna. Przepraszam, straciłem głos od krzyczenia – nie po meczu na zawodników, tylko w trakcie meczu. W piłce nożnej momenty potrafią zmienić wszystko. Jeszcze dwa i ćwierć meczu temu byliśmy w Paryżu albo po bardzo dobrym występie przeciwko Aston Villi. Było 2:2, ale nie kontrolujemy momentów, wyłączamy się. Moją rolą jest przywrócić nas na właściwe tory i to zaczyna się od eliminowania błędów. Już o tym rozmawialiśmy ze sztabem, ale jutro też porozmawiam z drużyną i upewnię się, że na mecz z Evertonem wyjdziemy w bardzo pozytywnym nastawieniu.
Co sądzisz o wypowiedziach Enzo Fernándeza na temat jego przyszłości?
– Szczerze mówiąc, nie widziałem ich. Trudno mi się odnosić do spekulacji zaraz po meczu. Teraz muszę się skupić na najważniejszym, czyli na tym, żeby osiągnąć dobry wynik przeciwko Evertonowi w sobotę.
Minęły trzy lata od ostatniego występu Chelsea na tym etapie Ligi Mistrzów. Czy jest obawa, że znowu trzeba będzie tyle czekać?
– Nie, nie mam żadnych obaw. To fantastyczne rozgrywki. Klub taki jak ten zasługuje, żeby w nich grać i rywalizować. Moją rolą, razem z klubem i zawodnikami, jest dopilnować, żebyśmy byli tam co roku i walczyli o trofea. To jest poziom, na którym Chelsea powinna być.
Jakie są twoje główne wnioski z tych dwóch meczów?
– Uczę się cały czas. To moja praca – nieustannie oceniać zespół. Wnioski są takie, że trzeba mieć zawodników, na których w każdej sytuacji można polegać, jeśli chodzi o właściwe decyzje w defensywie i brak momentów dekoncentracji. Ale też rywale byli bardzo skuteczni w obu meczach – trafienia z dystansu, bardzo kliniczne wykończenie. To jest poziom, do którego musimy dojść.
Czy martwi cię atmosfera na stadionie dziś wieczorem?
– Nie, to działa w dwie strony. To fantastyczny klub, w którym kibice oczekują natychmiastowego sukcesu – i słusznie, biorąc pod uwagę skalę klubu. Rozumiem frustrację kibiców przy takim wyniku w dwumeczu. Chcą, żebyśmy wygrywali. Doskonale to rozumiem i wiedziałem o tym, zanim tu przyszedłem. Chcę ich uszczęśliwić i dać im takie wieczory, na jakie zasługują. Nie tylko ja, ale cały zespół. To była bardzo trudna porażka do przyjęcia ze względu na sposób, w jaki odpadliśmy.
Czego konkretnie twojej drużynie dziś zabrakło?
– Piłka nożna opiera się na rytmie i momentum. Jeśli oddajesz je przeciwnikowi bez większego wysiłku z jego strony, rośnie jego pewność siebie. Oglądałem już fragmenty meczu. Przez pierwsze sześć minut byliśmy w grze, na połowie rywala, a potem tracimy gola. Wiem, że Mamadou to bardzo utalentowany młody zawodnik. Takie rzeczy się zdarzają, ale trzeba się na nich uczyć. Popełniamy indywidualny błąd – to nie kwestia taktyki – a Kwaracchelia, jako topowy zawodnik, to wykorzystuje. To daje im pewność siebie i komfort. Potem Barcola trafia z 25 metrów w okienko. Nie przypominam sobie, żeby mieli inne strzały przed tym i po tym. Na najwyższym poziomie trzeba być skutecznym i jednocześnie szczelnym w obronie. My nie zrobiliśmy ani jednego, ani drugiego w tym dwumeczu – dlatego odpadliśmy.
Czy wcześniej wystawiałeś Sarra na tej pozycji i czy będziesz z nim rozmawiał o zamieszaniu wokół PNA?
– Byłem tak skupiony na tym meczu, że nie wiedziałem o tej sytuacji. Mamadou grał już u mnie na tej pozycji i był znakomity w meczach przeciwko PSG. Myślałem, że jego doświadczenie i znajomość rywali mu pomoże. Ale kiedy zawodnik popełnia błąd tak wcześnie, mecz może stać się dla niego bardzo trudny. Trzeba też pamiętać, że Malo Gusto miał wyjść w pierwszym składzie, ale wypadł – nie z własnej winy, był bardzo chory. Daliśmy mu maksymalnie dużo czasu na powrót. Brakowało też Reece’a. To są decyzje, które chcesz podjąć dobrze. W tamtym momencie Mamadou popełnił błąd, który sprawił, że mecz stał się trudny, bo dał PSG pewność siebie.
Czy możesz powiedzieć coś więcej o kontuzji Trevoha Chalobaha?
– Był bardzo zaniepokojony. Rozmawiałem już ze sztabem medycznym. Oczywiście jutro przeprowadzimy badania i ocenimy sytuację. Mamy nadzieję – i modlimy się – że to nie jest tak poważne, jak początkowo się obawialiśmy.
A co z Reece’em Jamesem – czy są jakieś nowe informacje?
– Jeszcze nie. Czekam na pełne wyniki badań. Mam nadzieję, że wróci raczej wcześniej niż później.



