Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Paris Saint-Germain.

Jak oceniasz ten mecz?

– To bardzo rozczarowujący wynik. W wieczór, w którym przez dużą część meczu byłem naprawdę, naprawdę zadowolony z naszej gry. Ostatnie 15–20 minut było szalone pod wieloma względami. To moja odpowiedzialność. Muszę być lepszy w takich momentach — niepowodzenia i błędy się zdarzają. Ale trzeba zachować spokój w danej chwili, ja również. A my tego nie zrobiliśmy i zostaliśmy ukarani przez bardzo dobrą drużynę, co sprawia, że wynik jest bolesny, bo przez 75 minut byliśmy w tym dwumeczu i w samym spotkaniu.

Czy podtrzymujesz decyzję o Filipie Jorgensenie?

– Zawodnicy popełniają błędy. Filip nie jest pierwszym, który popełnił błąd. To część piłki nożnej. Oczywiście jest to gorzkie… W tamtym momencie, przy stanie 2–2, myślę, że mieliśmy przewagę. Byliśmy o cal od wyniku 3–3. Myślę, że gol João Pedro był o włos na spalonym. Ale na najwyższym poziomie, w Lidze Mistrzów, decydują detale. A piąty gol był najbardziej bolesny — nie uspokajamy gry. Nie radzimy sobie z podstawowym schematem rozegrania. Oni strzelają piątego gola i sprawiają, że dwumecz staje się dla nas bardzo trudny.

Chciałbym zapytać o sytuację, gdy Enzo Fernández rzucił piłką w Jorgensena i gdy Pedro Neto popchnął chłopca do podawania piłek.

– Szczerze mówiąc, w obu przypadkach jeszcze tego nie widziałem ponownie. Widziałem, że była jakaś sytuacja z chłopcem do podawania piłek. Jeśli jednak z naszej strony wydarzyło się coś niewłaściwego lub nie na miejscu, przepraszam w imieniu klubu. Myślę też, że Pedro już o tym mówił w wywiadach. Naprawdę jeszcze tego nie widziałem. Dużo rozmawialiśmy o tym aspekcie — o dyscyplinie, o zachowaniu spokoju w danym momencie. To na mnie spoczywa znalezienie rozwiązania, bo teraz — i słusznie — nikt nie będzie mówił o tym, jak wiele dobrego było w naszej grze. To nie ma znaczenia, bo jesteśmy tutaj po to, żeby wygrywać. W pewnym sensie sami strzeliliśmy sobie w stopę i sprawiliśmy, że ten dwumecz stał się dla nas bardzo, bardzo trudny, choć nie niemożliwy do odrobienia.

Czy nadal jesteście w tym dwumeczu?

– Nawet przy stanie 4–2, biorąc pod uwagę jakość sytuacji, które tworzyliśmy po naszych wyprowadzeniach piłki i momentach posiadania, nawet przy 4–2 można było powiedzieć, że to oczywiście nie jest dla nas dobry wynik, ale nadal jesteśmy w grze przed rewanżem na Stamford Bridge. Piąty gol — to ten naprawdę bolesny. To coś, co naprawdę muszę rozwiązać, bo jesteśmy bardzo blisko, bardzo blisko bycia znakomitą drużyną, ale musimy pokonać tę przeszkodę, żeby tak się stało.

Masz trudną decyzję dotyczącą bramkarzy. Czy obawiasz się, że nie masz takiego, który jest na poziomie pozwalającym rywalizować w tych rozgrywkach?

– Nie, obaj są na tym poziomie. Mają różne cechy. Rob jest znakomity przy dośrodkowaniach i świetnie broni strzały. Ja próbuję wygrywać zarówno w krótkim, jak i w długim okresie. Filip ma inne atuty i jednym z nich — co pokazał przeciwko Aston Villi, jednym z powodów, dla których wygraliśmy tam 4–1 — był spokój w naszych momentach posiadania piłki. Wcześniej tego brakowało, nie tylko z Robem, ale w całym zespole. Przyjeżdżając tutaj przeciwko drużynie, która bardzo wysoko pressuje, jeśli zachowasz spokój i przejdziesz przez pierwszy pressing, możesz stworzyć dużo problemów, co właśnie robiliśmy. To po prostu bolesne, że popełniliśmy ten błąd w tamtym momencie, przez co było 3–2 i teraz jesteśmy w bardzo, bardzo trudnej sytuacji w tym dwumeczu.

Twój skład wyciekł dziś po południu do francuskich mediów. Czy byłeś tego świadomy i jaka jest twoja reakcja?

– Nie, nie byłem tego świadomy. Jeśli tak było, na pewno dojdziemy do tego, skąd to się wzięło. Takie rzeczy zdarzają się teraz dość często. My też zdobywamy informacje o naszych przeciwnikach. Bardziej martwi mnie końcowy wynik niż początek meczu.

Powiedziałeś, że musisz być lepszy. Co konkretnie masz na myśli?

– Muszę sprawić, żebyśmy potrafili zachować spokój w momentach niepowodzeń. To moja odpowiedzialność. To nie jest obwinianie drużyny. Mówimy o tym od mojego pierwszego dnia tutaj — o pozytywnych reakcjach, o zachowaniu spokoju w trudnych momentach — a tym razem tak się nie stało. Dlatego biorę to na siebie. Nie wskazuję palcem na zawodników. Intensywność naszego pressingu, część naszej gry i niektóre stworzone sytuacje były znakomite. Jeśli nie pokonamy tej przeszkody, nie osiągniemy naszego pełnego potencjału i moją pracą jest znalezienie rozwiązania.

Zawodnicy wyglądali, jakby się załamali…

– Myślę, że nie powiedzielibyśmy tego, gdyby nie fakt, że do wyrównania na 3–3 zabrakło centymetra — Enzo był minimalnie na spalonym przy golu João Pedro. To były milimetry. Ostatecznie była to prawidłowa decyzja. Ale czwarty gol, od Kvaratskhelii, to absolutnie niesamowite uderzenie. Żaden bramkarz na świecie tego nie obroni. W takim momencie trzeba pamiętać, że to dwumecz. Trzeba zachować spokój przy okazjach, które tworzyliśmy, i przy momentach, które mieliśmy. Nawet przy dwóch golach straty dwumecz wciąż był do odrobienia. Teraz, przy trzech bramkach różnicy, jest to bardzo, bardzo trudne.

PSG ma wielu zawodników dobrze dryblujących i często strzelających z dystansu. Czy dają wam coś, z czym nie spotykacie się tak często w Premier League?

– W Premier League nie ma Dembélé, Doué, Kvaratskhelii, Vitinhi ani João Nevesa. To znakomita drużyna. To znakomici mistrzowie Europy. Dlatego jestem tak rozczarowany, bo nasza gra aż do trzeciego gola była bardzo, bardzo dobra. Teraz nie będzie się o tym mówić z powodu końcowego wyniku. Ale musimy lepiej zarządzać momentami i pamiętać, jakiej jakości zawodnikom stawiamy czoła.

Jak czuje się Jorgensen?

– Myślę, że przede wszystkim trzeba oddać mu uznanie. W szatni przyznał się do błędu. Błędy się zdarzają. Ja popełniam błędy. Każdy popełnia błędy. Czasami są one bardziej kosztowne i bardziej bolesne niż inne. To jest jeden z takich momentów. To, co musimy zrobić — dla Roba, dla Filipa i dla wszystkich zawodników — to wspierać się nawzajem. To wielki test naszego charakteru. Za dwa dni mamy ogromny mecz z Newcastle i musimy się na niego odbudować. Chcę zobaczyć prawdziwą reakcję i odporność w następnym spotkaniu.

ŹRÓDŁOfootball.london