Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Wolves.
Czy Reece James i Pedro Neto będą dostępni na sobotę?
– Jeszcze nie wiem. Dzisiaj mieliśmy trening, który był dniem regeneracyjnym dla chłopaków po naprawdę ciężkim fizycznie meczu we wtorek. Sprawdzimy ich jutro i wtedy podejmiemy decyzję.
Jamie Gittens?
– W przypadku Jamiego wygląda to na coś bardziej długoterminowego. To dla niego naprawdę duża szkoda. Ma naderwanie mięśnia dwugłowego uda, co jest dla niego bardzo przykre. Nie pracowałem z nim zbyt długo. Oczywiście wiem o jego karierze i o tym, jak wybitnym jest zawodnikiem. Tak, to będzie dla nas duża strata.
Czy wiadomo, jak długo będzie pauzował?
– Nie mogę powiedzieć. To zbyt wcześnie, żeby to określić.
Czy Cole Palmer i Estevao Willian są na tyle sprawni, by zagrać 90 minut przeciwko Wolves?
– Tak.
Jak długo, twoim zdaniem, potrwa zanim Cole będzie mógł grać, powiedzmy, mecz po meczu albo dwa razy po 90 minut?
– Myślę, że to znowu bardzo hipotetyczne pytanie. To, co robimy nie tylko z Cole’em, ale ze wszystkimi zawodnikami – mamy najlepszy zespół medyczny, najlepszy dział nauk sportowych. Przeprowadzamy wiele testów. Chcemy mieć pewność, że ci zawodnicy mogą grać na poziomie, na którym muszą grać, żeby pomóc nam wygrywać. Jeśli chodzi o Cole’a, nie ma konkretnego terminu, że za miesiąc, dwa czy trzy będzie „idealny”. To podejście mecz po meczu. Tak z nim pracujemy i myślę, że tak będziemy musieli pracować dalej, z nim i z kilkoma innymi zawodnikami.
I on to rozumie?
– Jest znakomity. Jest znakomity. Chce grać każdą minutę każdego meczu. Wiemy, jakim jest zawodnikiem i jakim jest człowiekiem, ale też dojrzewa jako osoba. Rozumie szerszą perspektywę, czyli swoją karierę. Mając na uwadze – a jestem tego bardzo świadomy – że chłopaki grali w Klubowych Mistrzostwach Świata, potem przeszli przez lato bez przerwy. Muszą rozegrać mnóstwo meczów. Nasz terminarz jest szalony. Do tego dochodzą mistrzostwa świata i mecze reprezentacyjne. Chcę mieć pewność, że dbamy o ich dobrostan, także z myślą o ich karierach.
Było dużo szumu wokół sposobu, w jaki ustawiłeś zespół we wtorek. Czy czujesz się bardziej usprawiedliwiony po tym, co wydarzyło się na Etihad Stadium, patrząc na to, jak Newcastle zagrało przeciwko Manchesterowi City? I czy jesteś zaskoczony, że ten szum i dyskusja wciąż trwają?
– Nie, ten szum w ogóle mnie nie zaskakuje. To część bycia głównym trenerem i menedżerem Chelsea Football Club. Gdybym był tym zaskoczony, to znaczyłoby, że nie byłem przygotowany na tę rolę. To, co robią inne drużyny, jak grają, nie ma ze mną nic wspólnego. To, co ludzie mówią poza klubem, co myślą o sposobie gry moich zespołów, nie ma żadnego wpływu na moje decyzje ani na to, co uważam za właściwe dla drużyny. Z perspektywy czasu – nie przeszliśmy dalej. Zawsze można coś zmienić i poprawić. Ale jednocześnie uważam, że to był bardzo, bardzo solidny występ przeciwko drużynie, która jest bardzo, bardzo mocna u siebie. W drugiej połowie odwróciliśmy losy meczu i spotkanie mogło łatwo pójść w naszą stronę. Rozczarowanie, że nie awansowaliśmy, ale teraz ruszamy dalej i skupiamy się na Wolves.
Krążyło wideo – na pewno je widziałeś – na którym przed meczem krzyczysz w stronę kogoś. Czy to byli zawodnicy Arsenalu?
– To nie byli zawodnicy. Jestem człowiekiem szanującym innych. Podczas rozgrzewki masz swoją połowę, druga drużyna ma swoją połowę. Nigdy nie prosiłem mojego zespołu ani trenerów, żeby wchodzili na terytorium przeciwnika. W tamtym momencie nie uważałem za właściwe, gdzie operowali. Wpływało to na rozgrzewkę moich zawodników i mojego sztabu. Więc poprosiłem ich – może nie w najgrzeczniejszy sposób – żeby zostali na swojej połowie. Nie jestem tutaj po to, żeby prowadzić gierki psychologiczne. To po prostu kwestia tego, co uważam za właściwe i pełne szacunku. Mam nadzieję, że my to respektujemy i inne drużyny również.
Co dokładnie – jeśli mogę zapytać – sprawiło, że byłeś tak zdenerwowany?
– W piłce nożnej istnieją pewne zasady etykiety. Zawsze staram się być tak pełen szacunku, jak to możliwe. Zawsze chcę wygrywać. Nigdy nie prosiłem moich trenerów… Nie mam żadnego problemu z nikim w Arsenal Football Club. Fantastyczny menedżer, Mikel Arteta – mam do niego ogromny szacunek. Po prostu w tamtym momencie nie uważałem, że okazano szacunek mojej drużynie.
Wracając do Cole’a Palmera – jak bardzo jest to dla ciebie frustrujące? Jest do twojej dyspozycji, ale wydaje się, że nie możesz korzystać z niego w pełni jego potencjału w tej chwili…
– Chcesz, żeby wszyscy twoi zawodnicy byli w 100 procentach, przez 100 procent czasu. Ale jednocześnie to po prostu niemożliwe. Nie tylko w przypadku Cole’a, ale każdego zawodnika, zwłaszcza przy naszym terminarzu. Nie powiedziałbym, że to frustracja. Staram się wydobyć z niego i z zespołu to, co najlepsze. Jednocześnie biorę pod uwagę – mam nadzieję – wiele meczów, które jeszcze przed nami, i wiele rozgrywek, w których nadal jesteśmy, żebyśmy w kwietniu i maju wciąż byli bardzo, bardzo mocni. To wpływa na moje decyzje.
Jak wydobyć z niego to, co najlepsze, skoro możesz wystawiać go tylko w niektórych meczach?
– To nie chodzi o to, że można go wystawiać tylko w niektórych meczach. Jak mówiłem wcześniej, to podejście dzień po dniu. Chodzi o to, żeby czuł się dobrze, żeby mógł wnosić wkład w drużynę w sposób, w jaki chce, a ja będę nad tym pracował. Bardzo szybko, jestem pewien, będzie w miejscu, w którym będzie mógł grać każdą minutę każdego meczu, a ja będę bardzo szczęśliwym człowiekiem.
Jaka jest jego najlepsza pozycja? Widzisz go jako klasyczną „dziesiątkę”?
– Jego najlepsza pozycja jest na boisku.
Czy rozmawiałeś z Alejandro Garnacho o jego ostatnich występach? Spotkał się z dużą krytyką…
– Rozmawiałem ze wszystkimi zawodnikami. Nie wiem, skąd bierze się ta krytyka. Myślę, że znowu to część bycia zawodnikiem czy trenerem w tym wielkim klubie. Garnacho, jak wszyscy tutaj, miał trudną połowę przeciwko West Hamowi. Zawsze pokazywał bardzo jasne, pozytywne momenty, wchodząc z ławki przeciwko Arsenalowi, i będzie dla nas bardzo ważny. Przed nami wiele meczów i będzie miał mnóstwo okazji, by pokazać swoją jakość.
Jak zawodnicy zareagowali po wtorkowym wieczorze?
– To był ogromny cios. Wierzyliśmy, że możemy awansować. Chłopaki byli zdruzgotani i słusznie, po meczu w szatni. Ale rozmawiałem z nimi. W życiu zdarzają się niepowodzenia. Liczy się to, jak na nie reagujesz. Reakcja na dzisiejszym treningu i na spotkaniach była bardzo pozytywna. Teraz musimy skupić się na przyszłości, czyli na Wolves w sobotę.
Czy jesteś coraz bliżej ustalenia swojej najlepszej jedenastki?
– Zadano mi to pytanie niedawno. Nie mam najlepszej jedenastki. Nie uważam, że to właściwe podejście. Masz najlepszy wyjściowy skład na dany mecz. Masz najlepszy skład kończący mecz. Oczywiście cały czas uczę się tej grupy, w każdym występie. Nie tylko w meczach, ale na każdym treningu. Charakterów. Oni wiedzą, jaką drogą chcę iść z tym klubem i z nimi. Cały czas oceniam, kto jest odpowiedni, żebyśmy dalej szli we właściwym kierunku.
Przed sobotnim meczem z Wolves – jak jako menedżer przygotowujesz grupę zawodników do rywala, który jest tak daleko w tabeli Premier League?
– Przygotowujemy się dokładnie tak samo jak do każdego innego meczu. Oglądałem ostatnio drużynę Roba. Zagrali bardzo dobre spotkanie przeciwko Bournemouth. Mieli pecha, że nic z tego nie wyciągnęli. Uważam, że zagrali bardzo, bardzo dobrze. W ostatnich meczach notują bardzo pozytywne występy. Najważniejsze dla mnie, jako menedżera tej grupy, jest zobaczyć konsekwencję w poziomie naszych występów, zaangażowania, intensywności w każdym meczu. O tym rozmawiałem z zespołem. Następny mecz jest najważniejszy, a Wolves to kolejne ogromne spotkanie dla naszego sezonu.
Ponieważ jesteś tu stosunkowo krótko, jak długo – twoim zdaniem – może potrwać dojście do tego poziomu? Jak próbujesz to osiągnąć?
– Ciągle dostaję takie hipotetyczne pytania. W Premier League wygraliśmy trzy na trzy. W ośmiu meczach wygraliśmy sześć. Zawodnicy pokazali bardzo, bardzo wiele dobrych rzeczy pod tym względem.
Dwóch brytyjskich menedżerów naprzeciwko siebie w sobotę. Czy uważasz to za pozytywny sygnał?
– Nie chcę wypowiadać się w imieniu wszystkich brytyjskich menedżerów. Mogę mówić tylko o własnym doświadczeniu. Jestem dumny, że pochodzę z tego kraju. Jestem dumny, że reprezentuję ten klub, urodziłem się w Londynie. Uważam, że w Premier League, Championship, League One i League Two są znakomici brytyjscy trenerzy. Ponieważ Premier League jest tak globalną ligą, z takim rynkiem, każdy chce tu być. Dla brytyjskich trenerów – poza awansem – bardzo trudno jest zrobić ten krok. Myślę, że brytyjscy trenerzy, Michael [Carrick] wykonuje świetną pracę, Rob [Edwards] jest znakomitym trenerem. Potrafimy sobie poradzić i mam nadzieję, że pokażemy to w naszych rolach.
Kiedy byłeś w Strasbourgu, czy miałeś poczucie, że to młodszy partner w modelu wieloklubowym? Mamadou Sarr został oczywiście odwołany z wypożyczenia…
– Nie. Nie, nie miałem takiego poczucia. Widzicie, że Mamadou wrócił. Aaron Anselmino to nie byle jaki zawodnik, fantastyczny piłkarz. Datro Fofana odszedł. To pytanie nie dotyczy bycia młodszym czy starszym partnerem. To dwa ogromne kluby. Strasbourg to wielki klub z własną tożsamością, kulturą i celami. Dziś grają wielki mecz z Monaco, który będę oglądał. Gary [O’Neil] zaczął bardzo, bardzo dobrze. Ideą tego projektu jest to, by oba kluby były bardzo, bardzo skuteczne i wierzę, że tak będzie.
Czy widzisz Trevoha Chalobaha jako długoterminowego partnera dla Leviego Colwilla?
– Trevoh, patrząc na to, jak gra – powiedziałem zawodnikom, że wszystko będę oceniał nie na podstawie tego, co było przede mną, ale na podstawie tego, co widzę teraz. Będę mówił tylko o tym, co widzę teraz. Trevoh jest jednym z naszych najjaśniejszych punktów pod względem występów, zrozumienia tego, czego chcemy – nie tylko taktycznie na boisku, ale w kontekście kultury, tego, co daje grupie. Kocha ten klub. Rozumie, co trzeba zrobić, by wygrywać, i zrobił fantastyczne wrażenie na mnie i na moim sztabie.
Jakie postępy, twoim zdaniem, poczyniliście?
– Myślę, że każdy menedżer powie, że zanim przyjdzie do klubu, ogląda i analizuje wcześniejsze mecze. Ale dla mnie bardzo ważne jest, by nie używać tych informacji zbyt mocno. Trzeba przyjmować informacje na bieżąco, kiedy już jesteś w środku. Nie wyrabiać sobie – nie uprzedzeń, ale osądów – na temat zawodników, zanim ich nie zobaczysz i nie poznasz. Kiedy przyszedłem, byłem sobą, razem z moim sztabem, w naszym własnym stylu pracy, a potem ocenialiśmy na treningach. Wiele z tego, o czym rozmawialiśmy z zawodnikami, nie dotyczyło piłki nożnej. To już fantastyczni piłkarze i fantastyczni ludzie – tego się nauczyłem. Ale dużo mówiliśmy o reakcjach, mowie ciała, duchu zespołu. Myślę, że to te niematerialne elementy robią ogromną różnicę w sukcesie klubu piłkarskiego.



