W szczerej i niezwykle dojrzałej rozmowie ze Sky Sports, Enzo Fernández rzucił nowe światło na swoją ewoluującą rolę w Chelsea oraz na to, jak odnajduje się pod wodzą nowego trenera, Liama Roseniora. Argentyńczyk, który stał się jednym z niekwestionowanych fundamentów drużyny, podkreśla, że bycie liderem w tak dynamicznie zmieniającym się środowisku to dla niego przede wszystkim dbanie o ludzką stronę sportu. W obliczu licznych transformacji kadrowych i taktycznych na Stamford Bridge, Enzo stawia na relacje międzyludzkie, oferując wsparcie kolegom nie tylko podczas meczu, ale przede wszystkim w codziennym życiu klubu. Jak sam przyznaje, bycie dostępnym dla grupy oznacza dopytywanie partnerów o ich samopoczucie oraz pomoc w zrozumieniu wizji nowego szkoleniowca.
Współpraca z Liamem Roseniorem, choć trwa zaledwie od miesiąca, już zdaje się przynosić wymierne korzyści. Fernández nie szczędzi pochwał pod adresem trenera, zaznaczając, że mimo ogromnej presji na wyniki, która jest nieodłącznym elementem wielkiego futbolu, Rosenior zdołał w krótkim czasie zaszczepić w zespole ogromną pewność siebie. „To świetny trener. Pokazuje swój potencjał, dając nam narzędzia do rozwoju zarówno jako grupie, jak i mi indywidualnie” zauważa pomocnik.
Co niezwykle istotne dla kibiców The Blues, nowa wizja taktyczna znacząco uwalnia potencjał ofensywny Argentyńczyka. Rosenior postawił na większą swobodę swojego kluczowego gracza, pozwalając mu na ekspresję w ostatniej tercji boiska. Enzo wyjaśnia, że trener zachęca go do częstszego wbiegania w pole karne, co czyni go dodatkową opcją w ataku i pozwala regularnie dokładać do swojego dorobku gole oraz asysty.
Ta ewolucja roli boiskowej wymagała jednak od mistrza świata tytanicznej pracy nad przygotowaniem fizycznym. Enzo otwarcie przyznaje, że poziom fizyczny w Premier League jest „wyczerpujący” i uznaje ją za najlepszą ligę świata właśnie ze względu na to niesamowite tempo. Gra w roli nowoczesnego pomocnika typu box-to-box, który musi błyskawicznie przemieszczać się między oboma polami karnymi co trzy dni, wymaga perfekcyjnej kondycji. „Przygotowuję się na te momenty. Czuję się gotowy, by biegać od bramki do bramki” deklaruje z przekonaniem.
Dla Chelsea deklaracje Fernándeza są sygnałem stabilizacji. Enzo wyrasta na postać, która nie tylko spaja szatnię w trudnych momentach, ale staje się motorem napędowym nowej, ofensywnej tożsamości zespołu. Połączenie taktycznej swobody od Roseniora z doskonałą formą fizyczną sprawia, że Argentyńczyk wreszcie gra na miarę swojego ogromnego talentu, stając się liderem, jakiego Stamford Bridge potrzebowało od dawna.



