Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Arsenalem.

Czy masz swoją najlepszą jedenastkę, czy to nie ma znaczenia?
– Nie mogę mówić za innych menedżerów, jeśli chodzi o mnie – nie mam najlepszej jedenastki. Nigdy jej nie miałem w żadnym klubie, w którym pracowałem. Dlaczego? Ze względu na wymagania, wymagania fizyczne Premier League, Ligue 1 czy Championship, gdzie jest 46 meczów. Potrzebujesz kadry i musisz korzystać z zawodników w odpowiedni sposób, żeby rywalizować przez cały sezon. Nie mogę mówić za innych trenerów, czy mają najlepszą jedenastkę. Tutaj jestem dopiero od trzech i pół tygodnia. Dopiero poznaję zawodników, nie mam w głowie najlepszej jedenastki. Staram się wybierać właściwy skład wyjściowy, ale też tak dobrać ławkę, żeby mieć odpowiedni „zespół na końcówkę” meczu. Jak dotąd muszę powiedzieć, że zmiennicy w każdym meczu, który rozegraliśmy, mieli ogromny wpływ. To nie jest tylko kwestia mojej taktyki – choć ona też ma znaczenie – ale ich mentalności, tego, że wchodzą na boisko, żeby pomóc drużynie.

Twoje zespoły ostatnio bardzo dobrze kończą mecze…
– Tak, zawodnicy mi to pokazują. Pokazują, że są zaangażowani. Ci piłkarze, którzy są bardzo ważni, a są sfrustrowani, że nie zaczynają meczów w pierwszym składzie, wchodzą z ławki i robią różnicę. Rzeczywistość jest taka, że Arsenal jest faworytem tego dwumeczu. Prowadzą jedną bramką i grają u siebie, więc będą się spodziewać awansu. My musimy zajść tak daleko, jak się da, i utrzymać dwumecz jak najdłużej otwarty, a potem, miejmy nadzieję, druga połowa może być kluczowa w kontekście odwrócenia losów rywalizacji.

Czy mogę jeszcze zapytać – przepraszam, jeśli już padło to pytanie – czy jest szansa, że Estevao Willian będzie zaangażowany?
– Jeszcze nie wiem. Jeśli chodzi o Este, to młody chłopak, który przyszedł i był znakomity. Przechodzi teraz bardzo trudny okres z powodów osobistych i jest na urlopie okolicznościowym. Nie będę wywierał na niego żadnej presji. To musi być dla niego właściwy moment i on sam musi czuć się w odpowiednim stanie, żeby grać dla tej drużyny.

Arsenal nic nie wygrał. Czy możesz to wykorzystać przed wtorkowym meczem?
– Myślę, że moi zawodnicy… patrzę chociażby na Enzo Fernándeza, który wygrał mistrzostwa świata, i na grupę, która zdobyła dwa trofea w zeszłym roku. Oni potrafią grać w wielkich meczach i potrafią w nich występować na wysokim poziomie, a wtorkowe spotkanie zdecydowanie będzie wielkim meczem. Rozmowy o tym, co Arsenal lub Mikel Arteta wygrali albo nie wygrali, mnie nie interesują. Moim zmartwieniem jest regeneracja. To kolejny tydzień z trzema meczami. Musimy się odbudować fizycznie. We wtorek czeka nas bardzo fizyczny mecz i moim zadaniem jest jak najlepiej przygotować zespół na to spotkanie.

Wspomniałeś Enzo Fernándeza. W jakiej jest dyspozycji?
– Jest zdrowy. Widzieliście go, wbiegającego w pole karne w 92., 93. minucie. Enzo ma rzadko spotykaną atletyczność, to dar – potrafi bardzo szybko się regenerować. Dystanse, które pokonuje według naszych danych, są absolutnie na najwyższym poziomie, a jakość i przywództwo, które wnosi do zespołu… naprawdę bardzo lubię z nim pracować.

Oczywiście Arsenal wygrał dziś 4:0, ale w ich ostatnich meczach było sporo nerwowości. Czy chcesz to wykorzystać?
– Zobaczymy. Zobaczymy. Pojedziemy tam i zagramy swoją grę.

Kontuzja Jamiego Gittensa?
– Tak, niestety Jamie poczuł mięsień dwugłowy uda. Nie znam jeszcze skali urazu. To wielka szkoda, bo chciałem dać mu miejsce w pierwszym składzie i chciałem, żeby pokazał, na co go stać. Zszedł po 25 minutach, co jest dla niego bardzo rozczarowujące, i mam nadzieję, że to nic poważnego.

A Filip Jorgensen – jest kontuzjowany?
– Jest blisko pełnej sprawności i mam nadzieję, że będzie dostępny albo na mecz z Arsenalem, albo na kolejne spotkanie.

Mamadou Sarr? Co by oznaczał jego powrót w kontekście relacji Chelsea–Strasbourg?
– Nie wypowiadam się na temat zawodników, którzy są w innych klubach. Nigdy tego nie robiłem i nie zacznę dzisiaj.

Czy dobre wyniki są dowodem na to, że nadajesz się do tej pracy?
– Szczerze mówiąc, cała ta kwestia udowadniania, czy nadaję się do tej pracy, czy nie – kompletnie mnie nie interesuje. Jestem tutaj, żeby wykonywać swoją pracę, i tyle. Jeśli dojdziemy do finału, to świetnie dla Chelsea, nie dla mnie. Z czasem okaże się, czy jestem tego wart, czy nie, ale to w ogóle nie jest na pierwszym planie moich myśli.

ŹRÓDŁOfootball.london