Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Arsenalem.

Rozczarowany pierwszymi dwoma golami Arsenalu? Oba padły po błędach…

-Uważam, że pierwszy gol był rozczarowujący. To był gol całego zespołu. To nie jest wyłącznie wina Roba [Sáncheza]. Proszę Roba o rzeczy, których wcześniej nie robił. Powiedziałem mu to przed meczem i bardzo jasno zaznaczyłem, że kiedy moi zawodnicy popełniają błędy, to ja biorę za to odpowiedzialność. To jest na mnie.

-W drugiej połowie obronił strzał na absolutnie światowym poziomie. To mogło nas wyeliminować z rywalizacji. On będzie się poprawiał pod względem zrozumienia. Ma za sobą bardzo dobry sezon. Było z nim dziś bardzo, bardzo dużo dobrych momentów.

-Będę wobec niego pozytywnie nastawiony, tak jak wobec całej grupy. Moją rolą jest pomagać zawodnikom, a nie ich obwiniać.

O co prosi pan go, co jest inne niż wcześniej?

-Nie wchodząc w zbyt wiele szczegółów, nie chcę, żeby inne drużyny to wiedziały. Są pewne wyzwalacze, są pewne schematy. To był pierwszy mecz Roba ze mną. Mieliśmy razem tylko dwa dni pracy.

-Muszę odcisnąć swoje piętno na drużynie. Po to tutaj jestem. Nie chcę robić tego kosztem wyników, ale muszę zadbać o to, żebyśmy wygrywali teraz, a jednocześnie rozwijali się w kierunku tego, gdzie chcemy być w tym sezonie. To bardzo cienka granica.

-Występ Roba miał dziś wiele pozytywów. Jedno, co można o mnie powiedzieć, to że chronię swoich zawodników. Proszę go o pewne rzeczy. Jeśli popełni błąd, robiąc to, o co go proszę, to jest to na mnie.

-Mam ogromną wiarę, że w dłuższej perspektywie będziemy się poprawiać jako zespół dzięki komunikatom, które mu przekazujemy we wszystkich fazach gry.

Czy czuje się pan jak u siebie na Stamford Bridge?

-Tak. Dzięki sztabowi i zawodnikom. Sprawili, że poczułem się bardzo mile widziany. Uważam, że dziś w trakcie meczu były momenty, kiedy atmosfera, trybuny i energia zespołu były naprawdę wyjątkowe, szczególnie przy wyniku 2:1, gdy wróciliśmy do meczu.

-To właśnie kocham. Mam nadzieję, że kibice zostaną z nami, bo kiedy są z nami, to jest to niesamowicie trudne miejsce do gry dla przeciwników.

Pański zmiennik Garnacho miał duży wpływ na mecz…

-Mam szczęście. Trener jest tak dobry, jak jego zawodnicy. Mam bardzo dobrą kadrę. Uważałem, że wszyscy trzej skrzydłowi dziś zagrali dobrze. Estevão miał kilka magicznych momentów.

-Pedro Neto był dla mnie znakomity, jeden z najlepszych zawodników na boisku, grając na trzech różnych pozycjach. A potem mogłem wprowadzić świeżego Garnacho. Naprawdę nie mogę się doczekać pracy z tą grupą.

-Garnacho zdobył dziś dwa gole, ale było też wiele naprawdę bardzo dobrych występów, biorąc pod uwagę chorobę, która przeszła przez zespół, oraz kontuzje, które mieliśmy.

Duch, który pokazała drużyna, był znakomity, prawda?

-To właśnie sprawiło mi największą radość. Oczywiście nigdy nie jestem zadowolony z porażki, ale zobaczyłem determinację, intensywność i energię.

-Uważałem, że Enzo Fernández był znakomity w środku pola razem z Andreyem Santosem. Biorąc pod uwagę chorobę w zespole, uważam, że Marc Guiu dał z siebie absolutnie wszystko.

-Tego chcę od tej drużyny. Chcę, żebyśmy byli znani jako zespół, który nigdy się nie poddaje, który biega, walczy i pressuje. Nasz pressing w pierwszej połowie był bardzo dobry, ale niestety straciliśmy bramkę po stałym fragmencie. To jest coś, co musimy poprawić.

Czy może pan przekazać informacje o kontuzjowanych zawodnikach, szczególnie o Cole’u Palmerze? Czy będzie mógł wrócić na sobotę?

-Cole — tak. Ten mecz był dla niego zbyt wczesny. Mamy nadzieję, że będzie mógł trenować w piątek i że będzie gotowy na sobotę. Miał drobne naciągnięcie mięśnia uda.

-Jeśli w styczniu wystawisz zawodnika z takim urazem zbyt wcześnie, może to zamienić się w sześć tygodni przerwy. Nie mogę sobie pozwolić na stratę Cole’a Palmera na sześć tygodni, bo jest aż tak dobry.

-Reece [James] miał mocno stłuczone biodro. Było to dziś zbyt bolesne, więc mamy nadzieję, że wróci na sobotę. Biorąc pod uwagę, że tych dwóch zawodników zabrakło, Jamie Gittens był chory wczoraj w nocy, Liam Delap miał dziś zagrać, ale zachorował cztery godziny przed meczem i nie mógł wystąpić.

-Kto jeszcze? Moises Caicedo był zawieszony, Malo Gusto był niedostępny. Jest bardzo wiele pozytywnych aspektów w postawie zespołu dzisiaj.

Czy choroba dotknęła jeszcze kogoś?

-Mam nadzieję, że nie. Staram się trzymać chorych zawodników z dala od grupy, żeby to się nie rozprzestrzeniło. Poziom energii zespołu dzisiaj był naprawdę bardzo pozytywny.

To była grypa?

-Tak, u obu zawodników bardzo wysoka temperatura, wręcz niebezpiecznie wysoka. Mam nadzieję, że odpoczną i że będą gotowi, miejmy nadzieję, na sobotę.

Czy będzie pan musiał rozmawiać z kibicami i próbować zabrać ich ze sobą w procesie budowania gry od tyłu?

-Tak, oczywiście. Graliśmy dziś przeciwko prawdopodobnie najlepszemu zespołowi pressującymi w Europie, przy ich najmocniejszym składzie. A my byliśmy zespołem, któremu brakowało wielu zawodników.

-Byłem dumny z odwagi zawodników, że próbowali realizować pewne elementy tego, o co ich prosiłem. W ciągu sześciu dni zagraliśmy dwa mecze. Nie proszę o czas, bo uważam, że ta grupa jest wystarczająco dobra, żeby wygrywać już teraz.

-Ale muszę też odcisnąć swoje piętno na drużynie. W przeciwnym razie nie ma sensu, żebym tu był. To delikatna równowaga i mam nadzieję, że kibice zobaczą progres zespołu. Jednocześnie musimy wygrywać.

Jakie bardziej negatywne elementy zauważył pan w grze zespołu, które wymagają poprawy?

-Chodzi o zrozumienie. Uważałem, że Arsenal bardzo, bardzo dobrze zamknął środek boiska. W takiej sytuacji musimy korzystać z szerokości i właśnie to zrobiliśmy w drugiej połowie.

-Trochę to zmieniłem. Ustawiłem Estevão jako zawodnika grającego bardzo szeroko i Pedro również jako zawodnika szeroko ustawionego. Otworzyliśmy grę i częściej korzystaliśmy z szerokości w drugiej połowie.

-To przychodzi z czasem i ze zrozumieniem tego, czego chcę. Muszę powiedzieć, że zawodnicy byli wobec mnie znakomici i bardzo dobrze przyjęli przekazywane przeze mnie informacje. Wprowadzam drobne, niewielkie korekty.

-Mój styl jest bardzo podobny do stylu poprzedniego trenera. Ale zawsze musisz mieć swój własny sposób gry i własną ideę. Oni starają się to wdrażać. Największym problemem było to, że mieliśmy dużo chorób i kontuzji, a graliśmy przeciwko naprawdę bardzo dobrej drużynie.

Było dziś kilka dobrych momentów po kontratakach. Czy tak chce pan, aby grała pana drużyna?

-Zdecydowanie tak. Chcę, żebyśmy grali w wysokim tempie. Chcę, żebyśmy byli zespołem grającym do przodu. Chcę, żebyśmy kontrolowali i dominowali mecze.

-Tworzyliśmy dziś sytuacje po przejściach z obrony do ataku, ale tworzyliśmy też sytuacje po rozegraniu i w posiadaniu piłki, co jest bardzo budujące. Graliśmy przeciwko bardzo dobrej defensywnie drużynie.

-Jestem bardzo zachęcony wieloma rzeczami, które dziś zobaczyłem. Nie jestem zadowolony z żadnej porażki, ale jako fundament pod sobotni mecz jest wiele elementów, które mogę pokazać zawodnikom jako obszary do dalszego rozwoju.

ŹRÓDŁOfootball.london