Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Port Vale.

Aktualności dotyczące kontuzji? Jak się ma Reece James?
– Robi bardzo dobre postępy, ale nie jest jeszcze gotowy do gry. Trevoh również robi naprawdę bardzo dobre postępy. Levi – świetnie, że wrócił do pełnego treningu, ale to zajmie jeszcze kilka tygodni. Musi przejść wszystkie etapy. Natomiast mamy dość świeżą grupę. Estevao, Jamie Gittens wrócił, co jest bardzo pozytywne przed nadchodzącą serią meczów.

Czy Reece wróci na mecz z Manchesterem City w przyszły weekend?
– Nie wiem. Pracujemy dzień po dniu, więc nie chcę podawać konkretnego terminu i potem go nie dotrzymać, ani wywierać presji na zawodnikach. Ale wszyscy pracują w tym momencie naprawdę bardzo dobrze.

Czy rozmawiałeś z Enzo Fernándezem i Marcem Cucurellą?
– Tak, rozmawialiśmy z Enzo godzinę temu. Jako klub – ze mną jako częścią tego procesu – podjęliśmy decyzję. Nie będzie dostępny na jutrzejszy mecz i nie będzie dostępny na spotkanie z Manchesterem City w niedzielę. Myślę, że to rozczarowujące, że wypowiadał się w taki sposób. Natomiast jeśli chodzi o Enzo jako osobę i charakter, nie mam o nim złego słowa do powiedzenia. Uważam jednak, że została przekroczona pewna granica, jeśli chodzi o naszą kulturę i to, co chcemy budować. Dlatego musieliśmy nałożyć sankcję i taką decyzję podjęliśmy.

Jak bardzo te wypowiedzi były zakłócające?
– To nie jest idealna sytuacja. Myślę, że wiele z tego wynika z tego, że mieliśmy naprawdę bardzo trudne 10 dni. Prawdopodobnie najtrudniejsze 10 dni w mojej karierze jako zawodnika czy trenera. Wracając do pierwszego meczu z PSG – wiara w zespole i to, co robiliśmy, była ogromna, występ był bardzo dobry, a potem wszystko się rozpadło w 15 minut i nastąpił ogromny spadek emocjonalny, który przeniósł się na kolejne trzy mecze. Dlaczego był tak duży? Bo zawodnicy byli bardzo zmotywowani i wierzyli, że możemy zrobić coś wyjątkowego w Lidze Mistrzów w tym roku. Czuję, że nie tylko wypowiedzi Enzo, ale też wywiad Cucurelli, wynikają właśnie z tego. To tak naprawdę bierze się z dobrych intencji – chcą dobrze, chcą sukcesu klubu. Ale w takich momentach potrzebujemy większej stabilności emocjonalnej jako grupa zawodników, ode mnie jako trenera i od całego klubu, żeby nie reagować w taki sposób na niepowodzenia.

Czy to była twoja decyzja, żeby wyłączyć Enzo ze składu?
– Nie. Po pierwsze, jeśli chodzi o Enzo jako człowieka i zawodnika – mam do niego ogromny szacunek. To, co osiągnął w karierze i jakim jest piłkarzem. Jest sfrustrowany, bo chciał, żeby Chelsea odniosła sukces w tym sezonie. Nadal tego chce i nadal na niego liczymy. Jeśli chodzi o samą decyzję – mówiłem od pierwszego dnia, że to nie jest tylko moja decyzja. To nie jest tylko decyzja dyrektorów sportowych, właścicieli czy zawodników. Jesteśmy zgodni we wszystkich decyzjach. To była wspólna decyzja. I chcę jasno powiedzieć – drzwi dla Enzo nie są zamknięte. To bardzo ważne. To jest sankcja. Trzeba chronić kulturę klubu – a to klub z tradycją zwyciężania. Uważam, że granica została przekroczona w trakcie przerwy reprezentacyjnej.

Czy z twojej perspektywy – po tej rozmowie – Enzo jest tutaj szczęśliwy?
– Nie mogę mówić za niego. Wiem natomiast, że kiedy jest na boisku – nawet w meczu z Evertonem, który przegraliśmy – nie brakowało mu zaangażowania. Nie brakowało chęci, żeby klub odniósł sukces. Jeśli chodzi o jego przyszłość, to nie jest coś, o czym powinienem mówić. Skupiam się na ogromnym meczu jutro – jeśli wygramy, awansujemy do półfinału FA Cup. Skupiam się też na walce o Ligę Mistrzów, co jest bardzo realne.

Czy rozmawiałeś także z Cucurellą?
– Tak, świetna rozmowa z Marcem wczoraj – pół godziny w moim biurze. Dla mnie rozczarowujące jest to, nad czym próbujemy pracować tutaj – jestem tu dopiero trzy miesiące, ale bardzo to doceniam, nawet w trudnych momentach. Od pierwszego dnia mówiłem zawodnikom, że jeśli mają jakiekolwiek problemy z tym, jak funkcjonujemy, powinni przyjść do mnie albo do dyrektorów sportowych. Moje rozczarowanie dotyczy tego, dokąd poszedł jego wywiad. Uważam, że powinien najpierw porozmawiać z nami o tym, co czuje. Chcę, żeby zawodnicy mogli mówić otwarcie i szczerze – dla dobra klubu. Takie rozmowy prowadziliśmy z Reece’em Jamesem – dlatego podpisał nowy kontrakt, bo wierzy w kierunek, w którym zmierzamy. Jako klub wiemy, że musimy się poprawić – ja również. Wiemy też, co zrobimy latem, żeby osiągnąć te cele.

Dlaczego twoim zdaniem Marc nie przyszedł najpierw do ciebie?
– Każdy, kto zna Marca Cucurellę, zna jego charakter – to świetny człowiek, pełen pasji, chce dobrze. Myślę, że udzielił długiego wywiadu, w którym mówił emocjonalnie i szczerze. Wczoraj, kiedy rozmawialiśmy pół godziny, przypomniałem mu, że może przyjść do mnie i być szczery. To wymaga czasu. Jestem tu dwa i pół miesiąca, rozegraliśmy 20 meczów. Budowanie relacji i więzi wymaga czasu. Ale Marc jest w pełni zaangażowany, chce tu być i jasno mi to powiedział. Wierzy też w kierunek, w którym zmierzamy.

Jak ważne jest dla ciebie wygranie FA Cup w pierwszym sezonie?
– Chcemy wygrywać. Ale to nie jest o mnie – mówiłem to wcześniej. Nie chodzi o moje trofea. Chodzi o to, żeby klub odnosił sukcesy teraz i w dłuższej perspektywie. Żeby to osiągnąć, trzeba przejść przez trudne momenty. Wtedy poznajesz charakter ludzi – nie tylko zawodników, ale też sztabu i samego siebie. Trzeba przejść przez ten proces i ten ból, żeby podejmować dobre decyzje w przyszłości.

Czy Cucurella otrzymał podobną sankcję jak Enzo?
– Nie, to osobna sprawa. Marc jest dostępny i będzie brał udział w jutrzejszym meczu.

Kogo postrzegasz teraz jako liderów w drużynie?
– Mamy wielu liderów. Moisés Caicedo w naszej grupie liderów, Tosin, Cole Palmer, João Pedro, Marc Cucurella. Mamy liderów w zespole. Decyzję o kapitanie podejmę później, gdy ogłoszę skład.

Wspominałeś o planach na lato – czy rozmawialiście o sprowadzeniu bardziej doświadczonych zawodników?
– Chodzi o sprowadzenie zawodników ze stabilnością emocjonalną. Dobrych charakterów, którzy w trudnych momentach wiedzą, jak wygrywać. Prowadziliśmy bardzo dobre rozmowy – z właścicielami, z dyrektorami – o tym, co zrobimy latem. Rozmawialiśmy też z niektórymi zawodnikami, którzy są bardzo zadowoleni z kierunku, w którym zmierzamy. Ale wcześniej musimy powalczyć o Ligę Mistrzów, awansować do niej i – miejmy nadzieję – wygrać FA Cup.

Czy czujesz, że masz taką relację z zawodnikami, że mogą przychodzić i rozmawiać o tym, co działa, a co nie?
– Prowadziliśmy naprawdę wiele ważnych rozmów – nie tylko o grze czy wynikach, ale też o tym, jak się rozwijać i co poprawić. Jest wiele rzeczy do poprawy, ale chcę stworzyć kulturę otwartości, przejrzystości i wzajemnego wymagania. To musi wychodzić również od zawodników. Chcę, żeby wymagali od siebie nawzajem. Do tego potrzebne są trudne rozmowy, ale też umiejętność doceniania, gdy coś robisz dobrze. W najbliższych tygodniach zobaczycie rzeczy, które wydarzą się w klubie i które pokażą więcej niż słowa – zobaczycie zaangażowanie zawodników w ten projekt.

Czy w drużynie była jakaś reakcja na publiczne wypowiedzi z ostatnich dni?
– Są rozmowy, które muszą pozostać za zamkniętymi drzwiami. Natomiast chcę jasno powiedzieć – nie ma żadnego konfliktu ani podziałów. Nie ma grup zawodników, które ze sobą nie rozmawiają. Jesteśmy razem – ja również. Każdy klub przechodzi trudne momenty w sezonie. My mieliśmy bardzo trudne 10 dni – wyniki, odpadnięcie z Ligi Mistrzów. Teraz czas, żeby się zjednoczyć po przerwie reprezentacyjnej i wrócić do gry z odpowiednim nastawieniem i jakością.

ŹRÓDŁOfootball.london