Liam Rosenior oraz Reece James wzięli udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Newcastle United.
Reece, opowiedz nam o swojej decyzji podpisania nowego kontraktu z Chelsea.
Reece: Szczerze mówiąc, to nie była jakaś wielka decyzja. Wychowałem się w tym klubie. Kocham ten klub. Doświadczyłem tutaj zwycięstw i wierzę, że w przyszłości wciąż czeka nas jeszcze wiele więcej.
Jeśli chodzi o tę wiarę, jak bardzo jesteś pewny kierunku, w którym klub zmierza w najbliższych latach?
Reece: Rozmawiałem z wszystkimi w klubie — od właścicieli po dyrektorów sportowych — i w pełni popieram projekt oraz to, co staramy się tutaj zbudować.
Jak ważny jest to ruch dla klubu?
Liam: Nie mogę przestać się uśmiechać, bo zabezpieczyliśmy najlepszego piłkarza na świecie na swojej pozycji. Miał wiele, wiele możliwości, żeby odejść z tego wspaniałego klubu. Najważniejsze jest nie tylko to, jak duży i prestiżowy jest ten klub. On jest tutaj od bardzo, bardzo młodego wieku, wierzy i ma zaufanie do tego, co robimy i dokąd chcemy dojść. Rozmawialiśmy o tym wiele razy. To, że podpisał kontrakt i obdarzył nas swoim zaufaniem, to ogromny krok.
Dlaczego uważasz, że Reece jest najlepszym zawodnikiem na świecie na tej pozycji?
Liam: Czy naprawdę muszę to tłumaczyć, kiedy widzisz go grającego? Nie chcę go zawstydzać. Jest topowy. Kiedy poznajesz Reece’a, najpierw podziwiasz go z daleka. Technicznie może grać na wielu różnych pozycjach. Strzela gole, dobrze broni, ma świetną atletyczność i zrozumienie taktyczne. Najbardziej imponuje mi jednak jego pokora jako człowieka. Wtedy rozumiesz, dlaczego miał i będzie miał taką karierę, jaką będzie miał jako kapitan Chelsea tak długo, jak ja tu będę. Będzie moim liderem. Dla mnie te dwa i pół miesiąca pracy z nim były naprawdę bardzo dobre. Teraz dużo lepiej rozumiem, dlaczego jest takim zawodnikiem. Mam nadzieję, że będzie miał tutaj w klubie naprawdę bardzo udaną karierę.
Jakie są najnowsze informacje o Estevao Willianie i Jamie Gittensie?
Liam: Jamie wrócił do treningów z zespołem, co jest świetną wiadomością. Estevao jest jeszcze trochę dalej od powrotu. Chcemy być ostrożni z Estevao ze względu na charakter jego kontuzji. Nie chcemy, żeby uraz wrócił w kluczowym momencie sezonu. Zobaczymy, jak będzie wyglądał przed wtorkowym meczem z PSG.
W tym tygodniu dużo mówiło się o bramkarzach. Czy uważasz, że opcje, które masz, są wystarczająco dobre dla klubu wielkości Chelsea?
Liam: Zdecydowanie tak. Podjąłem decyzję, żeby Filip [Jorgensen] zagrał przeciwko Aston Villi i jego występ był znakomity, a także przyczynił się do bardzo dobrego zwycięstwa z bardzo dobrą drużyną. Myślę, że przez 75 minut jego występ był świetny. Popełnia błąd, zostajemy ukarani i przegrywamy mecz w sposób, w jaki absolutnie nie powinniśmy byli go przegrać. Rob Sanchez jest jednym z najlepszych bramkarzy w lidze. Nie ma żadnych wątpliwości co do jakości tych dwóch zawodników na tym poziomie. Chodzi bardziej o moją decyzję na każdy mecz i o to, w którą stronę pójdę na tej pozycji.
Biorąc pod uwagę to, co wydarzyło się w środę wieczorem, jak czuje się Filip? Czy mentalnie jest gotowy, żeby jutro znów zacząć mecz w pierwszym składzie?
Liam: Oczywiście. Każdy popełnia błędy w życiu i w piłce. Najważniejsze jest to, jak się po nich podnosisz i jak reagujesz na niepowodzenie. Nie mam żadnych problemów ani braku zaufania do dwóch bramkarzy, których mam. Naprawdę nie mogę się doczekać powrotu na boisko po tym, co wydarzyło się w ostatnich 15 minutach w środę.
UEFA rozpoczęła dochodzenie po tym, jak Pedro Neto popchnął chłopca do podawania piłek w środę wieczorem. Widzieliśmy też jego czerwoną kartkę przeciwko Arsenalowi wcześniej w tym miesiącu. Wiem, że przeprosił, ale czy martwi cię to, że czasami ma problem z kontrolowaniem emocji na boisku?
Liam: Widziałem już tę sytuację i nie wygląda ona dobrze… Rozumiem jednak perspektywę Pedro. Chciał jak najszybciej wprowadzić piłkę do gry. Chce wygrywać dla klubu. Są jednak sposoby, w jakie należy to robić. To, co zrobiło na mnie ogromne wrażenie, to fakt, że to był jego pomysł — chciał od razu przeprosić. Tak jak powiedziałem wcześniej, czy to bramkarz, czy ja jako trener, czy zawodnik — wszyscy popełniamy błędy. Chodzi o to, żeby się z nich uczyć i dopilnować, by się nie powtarzały.
Biorąc pod uwagę sytuację w dwumeczu z PSG w Lidze Mistrzów, czy nie powinniście bardziej skupić się na Premier League i zapewnić sobie udział w Lidze Mistrzów w przyszłym sezonie?
Liam: Nie traktuję żadnych rozgrywek priorytetowo. Sposób, w jaki gramy, polega na tym, że chcemy wygrać następny mecz. Widziałem wiele razy drużyny, które odrabiały trzy bramki straty w Lidze Mistrzów u siebie. Patrząc na liczbę sytuacji, które stworzyliśmy w tamtym meczu po jego analizie, wciąż mamy bardzo dobrą szansę, jeśli we wtorek wieczorem strzelimy pierwszego gola w pierwszej połowie — oczywiście po tym ważnym meczu jutro.
W środę długo czekałeś ze zmianami. Jaka była twoja logika? Czy po prostu uważałeś, że zawodnicy na boisku dobrze wykonują swoją pracę?
Liam: Czasami to jest tak proste. Byliśmy w naprawdę dobrej sytuacji w meczu. Ostatnią rzeczą, jaką chcesz zrobić, jest zaburzenie rytmu drużyny zmianami tylko po to, żeby je zrobić. Przy stanie 2–2 obejrzałem mecz ponownie — nawet wtedy czułem, że mieliśmy przewagę w tym momencie. Potem popełniamy błąd i robi się 3–2, a reszta jest historią. Dokonuję zmian wtedy, kiedy czuję, że to właściwy moment dla drużyny. Nie myślę zbyt daleko do przodu o kolejnym meczu. Na tym etapie sezonu liczy się każdy mecz, zaczynając od jutrzejszego. Myśl o składzie na PSG i o tym, jak będzie wyglądał, nawet nie pojawiła się jeszcze w mojej głowie na wtorek.
Twoja drużyna straciła w tym sezonie wiele punktów z pozycji prowadzenia. Jak sprawić, żeby była bardziej skuteczna w takich momentach?
Liam: Jestem tu od dwóch i pół miesiąca. Wydaje się, jakby to było długo, biorąc pod uwagę liczbę meczów, które rozegraliśmy. Sposób uczenia się na błędach polega u mnie na tym, że siadamy z zawodnikami i analizujemy wiele fragmentów gry. Reece, który siedzi obok mnie, potwierdzi, że wiele razy był w moim biurze i czasem pokazuje się dwa czy trzy klipy wideo. To, co chcesz zobaczyć później, to poprawa. Jestem tu dopiero dwa i pół miesiąca, więc to wymaga czasu. Nie mamy jednak dużo czasu. Musimy wyciągnąć wnioski, zwłaszcza z meczów z Leeds i Burnley, gdzie straciliśmy cztery punkty u siebie z prowadzenia. Jeśli utrzymamy konsekwencję w naszych występach — ostatni mecz wygraliśmy 4–1 z Villą — jesteśmy w naprawdę dobrej sytuacji, żeby osiągnąć to, co chcemy.
Kiedy podejmujesz takie decyzje, polegasz bardziej na danych czy na intuicji?
Liam: Nie jest to jedno albo drugie. Mamy niesamowity zespół analityków — dziesięć osób w naszym dziale analitycznym. Korzystasz z informacji od nich, ale nigdy nie możesz zignorować własnego oka czy intuicji w danym momencie. Na twoją intuicję i sposób patrzenia wpływają dane, które zbierasz w tygodniu, analizując mecze i formę zawodników. To połączenie obu rzeczy.
Enzo Fernández rzucający piłką w stronę Jorgensena — czy to normalna reakcja w sporcie na najwyższym poziomie?
Liam: Obejrzałem to później, bo po meczu mnie o to pytano, a wcześniej tego nie widziałem. Jako zawodnik z pasją chce wygrywać. Roy Keane prawdopodobnie robił takie rzeczy. Roy Keane był moim trenerem, ale jako piłkarz pewnie robił to 20 razy w meczu. Chcę drużyny z kulturą odpowiedzialności, w której możemy wymagać od siebie nawzajem w danym momencie. Enzo lubi Filipa, chce dla niego jak najlepiej, wierzy w niego. W tamtym momencie był po prostu sfrustrowany tym, co się wydarzyło — to normalne.
Reece, czy Enzo jest bardziej agresywnym liderem, a ty spokojniejszą postacią?
Reece: Nie, myślę, że działamy ramię w ramię. On też ma duży wpływ na szatnię, szczególnie wśród zawodników, którzy nie mówią po angielsku. Współpracujemy ze sobą i ostatecznie obaj chcemy jak najlepiej dla klubu i chcemy, żeby drużyna osiągała dobre wyniki.
Czy myślisz, że możecie stworzyć długoterminowy duet liderów, skoro obaj jesteście jeszcze młodzi i możecie rozwijać się jako przywódcy?
Reece: Tak, zdecydowanie. Nie jestem kapitanem od bardzo dawna. Nadal jestem młody i wciąż się uczę. Im dłużej gram, tym więcej się uczę. Staram się po prostu dawać z siebie wszystko i wykorzystywać każdą okazję do rozwoju.
Mówiłeś o rozmowach z ludźmi z góry klubu. Czy częścią tych rozmów było też poznanie planów transferowych i upewnienie się, że klub będzie dalej się wzmacniał, aby Chelsea była konkurencyjna?
Reece: Nie powiedziałbym, że chodziło konkretnie o transfery. Chciałem raczej upewnić się, że kierunek i wizja są spójne. I zdecydowanie wszyscy — od góry do dołu — są zgodni, że ambicją tego klubu jest wygrywanie. Każdego roku, odkąd tu jestem, klub zdobywał trofea i będziemy nadal próbować to robić.
Jesteś jedynym zawodnikiem w kadrze, który wygrał Ligę Mistrzów, a także zdobyliście kilka trofeów w zeszłym sezonie. Czego twoim zdaniem Chelsea potrzebuje, żeby znów wygrać Ligę Mistrzów?
Reece: Wygrywanie tak wielkich trofeów sprowadza się do drobnych szczegółów. Mówimy o małych detalach i kilka z nich uciekło nam ostatnio w końcówce tamtego meczu. Przeanalizujemy to z drużyną i trenerem i spróbujemy poprawić pewne rzeczy przed rewanżem.
Jeśli chodzi o twoją osobistą drogę i kwestie zdrowotne — gdzie teraz jesteś pod względem formy fizycznej?
Reece: Przeszedłem przez wiele — dwa lub trzy lata trudnych momentów i kontuzji jedna po drugiej. Teraz jestem w naprawdę dobrym miejscu. Moje ciało czuje się dobrze. Gram regularnie, dwa lub trzy mecze w tygodniu. Staram się po prostu pomagać drużynie tak bardzo, jak tylko mogę, i robić to, co jest właściwe.
Jeśli chodzi o Enzo — czy lubisz widzieć zawodników wyrażających taką złość na boisku, czy raczej lepiej rozwiązywać takie rzeczy za zamkniętymi drzwiami?
Liam: Jeśli grasz w piłkę przed 50 czy 60 tysiącami ludzi, adrenalina buzuje w twoim organizmie i chcesz wygrać — będziesz pełen pasji. Ja chcę obu rzeczy. Chcę, żeby zawodnicy wymagali od siebie nawzajem, zawsze z szacunkiem, ale potem siadamy i rozmawiamy o tym razem w szatni. W obecnym klimacie mediów społecznościowych nawet najmniejsza rzecz może stać się ogromną historią w zależności od liczby kliknięć. W rzeczywistości zwykle nie jest to nawet w przybliżeniu tak duża sprawa, jak się ją przedstawia.
Czy rozmawiali o tym później?
Liam: Oczywiście. Jako koledzy z drużyny rozmawiali o tym od razu, gdy tylko wróciliśmy do szatni.



