Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Evertonem.
Jak się ma Trevoh Chalobah?
– Tak naprawdę dopiero później, po meczu, zobaczyłem to zdjęcie. Myślę, że wszyscy je widzieli i wtedy zaczynasz się naprawdę bardzo martwić o następny dzień. Oczywiście to nigdy nie jest dobra wiadomość, kiedy Trevoh wypada na jakikolwiek okres, ale na szczęście nie jest to aż tak poważne, jak początkowo się obawialiśmy. To nadal poważna kontuzja, ale mówimy raczej o okresie około sześciu tygodni, co jest rozczarowujące. Natomiast patrząc na to, gdzie byliśmy parę dni temu, zaraz po meczu, to jesteśmy teraz w zdecydowanie lepszej sytuacji niż wtedy.
Jak daleko od powrotu jest Levi Colwill?
– Przy kontuzji ACL osiąga wszystkie wymagane etapy rehabilitacji, ale musimy dopilnować, żeby dalej przechodził kolejne poziomy. Sam jego powrót na boisko treningowe to już coś świetnego i bardzo się cieszymy z jego obecności. Chcemy zobaczyć go z powrotem na boisku meczowym jak najszybciej, ale we właściwym czasie. Nadal czeka go jeszcze sporo czasu, tak.
Czyli jest szansa, że jeszcze w tym sezonie?
– Mamy taką nadzieję, tak. To byłoby ogromne wzmocnienie.
Co z Reece’em Jamesem i Filipem Jørgensenem?
– Jeśli chodzi o Filipa, niestety przeszedł badania i konieczna była drobna operacja. Nic bardzo poważnego, ale to nadal kwestia kilku tygodni przerwy i obecnie przechodzi trudny okres. Jeśli chodzi o Reece’a, przyjrzymy się temu bardziej po przerwie reprezentacyjnej. To nie jest poważny uraz i będziemy to monitorować po przerwie.
Czy ten ostatni tydzień był najtrudniejszym okresem w twojej dotychczasowej karierze trenerskiej?
– Kiedy przegrywasz mecze, zawsze wiąże się to z pewnymi konsekwencjami. Ale jednocześnie to dla mnie nauka – o drużynie, o sobie, o sztabie i o klubie. W tym tygodniu nauczyłem się bardzo dużo. Wiem też, że mamy w sobie odporność i determinację, żeby wszystko naprawić – zarówno ja, jak i zespół. W najbliższych tygodniach zobaczymy efekty, co do których jestem bardzo, bardzo pewny.
Czy to był twój najbardziej wymagający moment?
– Różne są wyzwania. Każdy trener przechodzi przez takie momenty, przez trudne tygodnie. Miałem już wcześniej trudne okresy – w Strasbourgu przegrywaliśmy mecze. Przegrywałem w wielu miejscach pracy, tak jak każdy trener. Ale zawsze znajdowałem sposób, żeby przez to przejść. Teraz jesteśmy w takim momencie ponownie i jako grupa musimy znaleźć sposób, żeby powalczyć w meczu z Evertonem i wyjść z tego trudnego okresu.
Czy rozmawiałeś z Enzo Fernándezem po jego wypowiedziach?
– Tak, odbyłem z nim bardzo dobrą, długą rozmowę dziś rano przed treningiem – nie tylko o jego wypowiedziach, ale też o tym, jak się czuje i jak jako drużyna możemy się poprawić. Jest jednym z kapitanów klubu. Mogę powiedzieć, że jasno dał mi do zrozumienia, jak bardzo jest szczęśliwy w tym klubie, jak bardzo chce wygrywać i jak bardzo zależy mu na naszym sukcesie. Dodał też, że w tłumaczeniu i emocjach pewne rzeczy mogły zostać źle zinterpretowane. Dla mnie jest w pełni zaangażowany w ten zespół i w wygrywanie tutaj.
Jak bardzo to wszystko – i to, co próbujesz zbudować w klubie – zależy od awansu do Ligi Mistrzów?
– Chcesz grać w Lidze Mistrzów. To ułatwia transfery, planowanie – wszystko staje się bardziej klarowne. Nie chodzi tylko o finanse – ten klub po prostu zasługuje na grę w Lidze Mistrzów. To jest cel i to jest nasz priorytet. Po odpadnięciu z tych rozgrywek musimy się na tym skupić. Reszta sprowadza się do tego, żeby wygrać kolejny mecz i pozostać na właściwej ścieżce.
Jak bardzo ostatni tydzień wpłynął na morale, pewność siebie i wiarę twoich zawodników?
– Myślę, że większość klubów i drużyn przechodzi przez takie momenty w sezonie. To, co widziałem – nie tylko dziś, ale też wczoraj, po meczu, w trakcie meczu, nawet w ostatnich minutach, gdy graliśmy w dziesiątkę – to nie był brak zaangażowania. W trudnym momencie mam bardzo odporną grupę i bardzo odporny sztab. Wiemy, że musimy to naprawić. Nie da się ocenić skali „szkód”, dopóki nie zakończy się sezon. Przed nami osiem ogromnych meczów w Premier League oraz rozgrywki pucharowe, które chcemy wygrać. Nadal jesteśmy w miejscu, w którym możemy wpłynąć na wszystko w pozytywny sposób.
Wasz skład wyciekał przed ostatnimi meczami. Czy to jest powód do niepokoju i czy będzie dochodzenie?
– Wiemy, skąd to pochodzi. I nie wynikało to ze złych intencji wobec mnie czy drużyny. Wiemy, skąd się to wzięło i zajęliśmy się tą sytuacją.
Pojawiła się krytyka, że podawałeś zawodnikom kartki z instrukcjami pod koniec meczu z PSG. Co o tym sądzisz?
– Zawsze będę robił wszystko, co mogę, w każdej sytuacji, żeby drużyna grała na najwyższym poziomie – niezależnie od wyniku, czy przegrywamy pięcioma golami, czy wygrywamy pięcioma. W tamtym momencie graliśmy w dziesiątkę, musiałem zmienić ustawienie, potrzebowałem, żeby Moisés Caicedo przeszedł na prawą obronę. Zamiast krzyczeć w hałasie stadionu, najlepszym rozwiązaniem było pokazanie mu tego na kartce. Mam świadomość, że jeśli nie będę wygrywał jako trener tego klubu i jeśli drużyna nie będzie wygrywać, to wszystko będzie poddawane analizie.
Czy zaskakuje cię, że eksperci to tak analizują? Jak radzisz sobie z krytyką?
– To na mnie nie wpływa. Jestem tego świadomy. Oczywiście, moją rolą jest wiedzieć, co się mówi o klubie i o mojej drużynie. Czy jestem zaskoczony? Nie. Może skalą. Ale rzeczywistość jest taka, że muszę pomóc klubowi i zawodnikom wygrywać mecze. Jeśli tego nie zrobię, to nawet sposób, w jaki oddycham albo kicham, będzie komentowany.
Po zdjęciu z kartką ludzie uznali, że próbujesz w ten sposób przekazać swoje pomysły. Czy uważasz, że twoja taktyka dociera do zawodników? Wspominano też o reakcji Alejandro Garnacho…
– Przegrywaliśmy pięcioma golami. Zawodnicy byli rozczarowani – to normalne. Zawsze pojawia się jakaś narracja, gdy drużyna nie osiąga wyniku. Ale to nie jest prawda. Zagraliśmy razem 18 meczów w 10 tygodni. Zawodnicy pokazali momentami, że bardzo dobrze rozumieją to, co chcemy robić, choć w nowy sposób. W takim okresie to normalne, że nie wszystko będzie działać perfekcyjnie. We wtorek nic nie poszło tak, jak chcieliśmy. Ale podanie kartki nie oznacza, że moje przekazy nie docierają do zespołu.
Czy pressing, na przykład we wtorek, nadal wymaga pracy?
– Jeśli spojrzeć na mecz i realia sytuacji – chciałbym mieć okres przygotowawczy z zespołem, ale to nie jest możliwe. To nie znaczy, że nie możemy odnieść sukcesu. Bardzo się cieszę, że dołączyłem do tego klubu w tym momencie. W meczach, w których nie osiągnęliśmy celu, problemem nie była taktyka, tylko momenty. Było 2:2 w pierwszym meczu – tracimy przez indywidualny błąd. To się zdarza. Pierwszy gol, który odebrał energię stadionowi, nie miał nic wspólnego z pressingiem. A potem PSG, jako mistrz Europy, prowadzi czterema golami – dochodzą czynniki emocjonalne. Sama kartka nie opowiada całej historii. Ja chcę, żeby drużyna zawsze grała najlepiej, niezależnie od sytuacji.
Jak ma się Mamadou Sarr? Musiał się zmierzyć z dużą presją po błędzie…
– To bardzo dużo. Dla niego i dla nas wszystkich w klubie, bo oczekuje się od nas natychmiastowych wyników. Pracuję z nim od prawie dwóch lat i jestem bardzo podekscytowany jego przyszłością – dlatego tu jest. Czasem trzeba przejść przez trudne doświadczenia, żeby się rozwinąć. On wróci. Dziś trenował bardzo dobrze. Jest ważną częścią naszych planów na przyszłość. To doświadczenie – choć bolesne – uczyni go lepszym zawodnikiem.
Czy wprowadzanie tak młodych zawodników zawsze wiąże się z większym ryzykiem?
– Im bliżej własnej bramki jesteś… Jeśli jesteś bramkarzem i popełnisz błąd, często kończy się to golem. Tak samo z obrońcami – ryzyko jest większe. Ale Mamadou, Jorrel Hato – Jorrel był znakomity, odkąd tu jestem. Chcesz dawać takim zawodnikom szanse, żeby pokazali, co potrafią, i żeby uczyli się na błędach – tak jak ja. Wszyscy popełniamy błędy. Najważniejsze, żeby się z nich uczyć. Mamadou jest właśnie na tym etapie kariery. Jeśli wyciągnie wnioski, to naprawdę – to, kim może się stać jako zawodnik, jest bardzo ekscytujące.



