Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Aston Villą.

Jakie są twoje główne wnioski po ostatniej porażce?

— Rozczarowanie, stracona szansa. Myślę, że to są dwie najważniejsze rzeczy. I nie chodzi tylko o wczorajszy mecz, ale o ostatnie trzy spotkania, które rozegraliśmy. Uważam, że nasze występy pod względem taktycznym, technicznym, tego jak ustawiliśmy mecz i jak zawodnicy funkcjonowali pomiędzy obiema szesnastkami, były bardzo dobre. Ale w kluczowych momentach nie wykorzystaliśmy naszych okazji. Moim zdaniem powinniśmy mieć cztery punkty więcej z dwóch poprzednich meczów i przynajmniej jeden punkt z naszego występu — gdyby nie te momenty.

Dużo mówiliśmy po meczu o dyscyplinie. Możemy się domyślać, co się dzieje, można mieć pewne przypuszczenia. Co zawodnicy mówią ci na ten temat?

— To musi się poprawić. Musi się poprawić.

I kto weźmie za to odpowiedzialność? Czy to w pewnym sensie musi wyjść od nich, kiedy wracacie i analizujecie te sytuacje?

— Tak. Moją pracą jest stworzenie kultury odpowiedzialności. Takiej, w której jeśli popełnisz błąd, to w porządku — przyznajesz się do niego i dopilnowujesz, żeby się nie powtórzył. Ale najpierw trzeba przyznać się do pierwotnego błędu. Jeśli ja wybiorę zły skład albo coś zrobię źle, moim obowiązkiem jest wziąć za to odpowiedzialność. I tak samo jest z moimi zawodnikami w takich momentach.

Pedro Neto dostaje pierwszą żółtą kartkę za dyskusję z sędzią. W takiej sytuacji kto powinien z nim porozmawiać? Kto powinien powiedzieć: dlaczego to robisz?

— Koledzy z drużyny powinni ci pomóc, ale ostatecznie wszystko sprowadza się też do ciebie samego. Pedro przeprosił drużynę. Zabraknie go w środę. Teraz po prostu muszę zobaczyć poprawę w zachowaniu. To nie dotyczy tylko Pedro. Mieliśmy kartki za dyskusję z sędziami. Mieliśmy niepotrzebne kartki za faule. Jeśli mamy się poprawić i dojść tam, gdzie chcemy dojść, musimy teraz świadomie zrobić krok, żeby upewnić się, że to się nie powtórzy.

Od sierpnia 2023 roku Enzo Fernández dostał 12 żółtych kartek. Jest twoim wicekapitanem. Jeśli wicekapitan ciągle dostaje kartki za dyskusję z sędzią, jaki sygnał wysyła to reszcie drużyny? I czy musisz pomyśleć o jego roli jako wicekapitana?

— Nigdy. Enzo jest świetnym liderem.

Ale twoi liderzy ciągle dostają kartki…

— Tak, jest coś, co musi się poprawić. Tak, jesteśmy młodą drużyną. To nie jest wymówka. Jesteśmy znakomitą drużyną. Jedną z najmłodszych w lidze, jedną z najmłodszych w Europie. Piękno młodej drużyny polega na tym, że czasami trzeba przejść przez pewne doświadczenia, żeby się rozwinąć. To ogromna lekcja dla mojej grupy. Nie chcę jednak, żeby była to lekcja, przez którą nie osiągniemy tego, co chcemy osiągnąć. Ale te trudności, które teraz mamy, musimy wykorzystać do nauki. Bo jeśli się z nich nauczymy, już pokazaliśmy — nawet w tym krótkim czasie — że możemy być elitarną drużyną przez długi czas.

Jak wygląda pewność siebie Roberta Sáncheza w kontekście gry w sposób, jaki chcesz narzucić swojej drużynie?

— Myślę, że każdy zawodnik jest częścią ogólnego obrazu i funkcjonowania drużyny. Tak, w pierwszych minutach mieliśmy kilka nerwowych momentów. Ale fakt, że budowaliśmy akcje od tyłu, wpłynął na ich pressing i dał nam przestrzeń w strefach, w których chcieliśmy ją mieć. To jest równie oczywiste. Nie chcę wskazywać konkretnych zawodników i mówić, co powinni poprawić albo czego nie. Chodzi o funkcjonowanie drużyny. Myślę, że nikt nie może powiedzieć — poza dwoma golami ze stałych fragmentów — że moja drużyna nie funkcjonowała dobrze w tym meczu. A przypominam, że to lider ligi i drużyna na szczycie Ligi Mistrzów. Przez dużą część meczu funkcjonowaliśmy bardzo dobrze. Powodem porażki było to, że nie poradziliśmy sobie z kluczowymi momentami. Nie ma to nic wspólnego z budowaniem akcji przez Roba ani ze sposobem, w jaki graliśmy. Musimy lepiej zarządzać takimi momentami, żeby wygrywać mecze.

Aston Villa ma więcej goli po strzałach zza pola karnego niż ktokolwiek w Premier League. Zachęcasz swoich zawodników do strzałów z dystansu?

— Nigdy nie powiesz Moisésowi Caicedo, Enzo, Reece’owi Jamesowi, Cole’owi Palmerowi czy Pedro Neto, żeby nie strzelali, chyba że sami uznają, że to nie jest dobra decyzja w danym momencie. Jeśli chodzi o przygotowanie do meczu z Aston Villą — zdobywają piękne gole, bo mają świetnych ofensywnych zawodników. Pokazujemy naszym piłkarzom indywidualne klipy wideo. Znają mocne i słabe strony każdego przeciwnika. To będzie bardzo trudny mecz. Są bardzo skuteczni w stosunku do swojego xG, do jakości sytuacji, które tworzą. To dobra drużyna. Będzie ciężko, bo będą chcieli zareagować po ostatnim wyniku. Musimy być gotowi na bardzo trudne spotkanie.

Kolejne problemy przy bronieniu stałych fragmentów gry. Czy bierzesz udział w ustalaniu ustawienia drużyny przy rzutach rożnych?

— Teraz tak. To nie jest coś do śmiechu, bo to kluczowa rzecz, którą musimy poprawić. Każdy trener ma inny pomysł na to, jak atakować i bronić przy stałych fragmentach. Zawsze będę szczery — w ostatnim tygodniu wziąłem na siebie większą odpowiedzialność, bo wiem, że to coś, co musi się poprawić. Bernardo Cueva udowodnił, jak fantastycznym jest trenerem od stałych fragmentów w ofensywie. Pod tym względem jesteśmy wśród najlepszych w lidze. Ale to nie tylko kwestia treningu. To kwestia mentalności, skupienia i koncentracji. Jeśli trener bierze nad tym kontrolę, mam nadzieję, że także mentalnie zwiększy to wagę tego elementu w naszej pracy.

Czy ten styl gry to prawdziwa tożsamość twojej drużyny, czy raczej coś, co dostosowujesz mecz po meczu?

— Zawsze się dostosowujesz. Niezależnie od tego, jaka jest twoja tożsamość, adaptujesz ją do każdego meczu. Zgadzam się z tobą. Jeśli spojrzymy obiektywnie na nasze mecze, nie potrafię wskazać żadnego od czasu, gdy przejąłem drużynę, po którym można powiedzieć, że nie zasłużyliśmy na zwycięstwo. Nawet z West Hamem, kiedy przegrywaliśmy 0:2, zasłużyliśmy na wygraną. Problem polega na tym, że nie wykorzystujemy kluczowych momentów. A dla trenera to bywa bardzo frustrujące. Trzeba jednak też to rozumieć. To część procesu uczenia się zawodników, o czym już mówiłem. Najważniejszą rzeczą, jakiej się nauczyłem, jest to, że ci zawodnicy są w pełni zdolni grać w stylu, który chcę wprowadzić. Ale to wymaga miesięcy. Musimy wygrywać w krótkim okresie, a jednocześnie być konsekwentnie elitarną drużyną w dłuższej perspektywie.

Jak dokładnie przekazujesz zawodnikom kwestie czerwonych kartek — czy „bijesz ich kijem”?

— Czasami naszym „kijem” jest pokazanie wartości gry bez czerwonej kartki. Jeśli spojrzycie na nasze statystyki — zarówno przed moim przyjściem, jak i po nim — gdy mamy 11 zawodników na boisku, nasze szanse na zwycięstwo gwałtownie rosną. To samo w sobie powinno być motywacją, żeby zachować dyscyplinę w kluczowych momentach. Reagowanie na trudności jest ważne. Czasem taką trudnością jest strata piłki. Czasem decyzja sędziego, z którą się nie zgadzasz. W takich momentach trzeba reagować pozytywnie i myśleć o kolejnej akcji. To właśnie nad tym musimy pracować, żeby poprawić naszą dyscyplinę.

Mówisz o wynikach, ale jak sprawić, żeby to naprawdę do nich dotarło?

— Myślę, że pierwsza rzecz to wybieranie zawodników, którzy pokazują tę poprawę. Nie mogę sobie pozwolić, żeby co dwa lub trzy mecze przez cały sezon dostawać czerwoną kartkę. To po prostu niemożliwe. Muszę zobaczyć poprawę w tym aspekcie. I muszę dostosować wybór składu na podstawie tego, kto pokazuje odpowiednie zachowanie.

Przy tylu golach po stałych fragmentach — czy nie tracimy czegoś z piękna futbolu?

— Myślę, że właśnie na tym polega piękno piłki nożnej. Można wygrywać na wiele różnych sposobów. Nie ma jednej właściwej drogi gry w futbol. Jestem pewien, że kiedy wczoraj zdobyliśmy gola z rzutu rożnego po zgraniu głową, nasi kibice nie przejmowali się tym, jak wyglądała ta bramka. I jestem pewien, że kibice Arsenalu też nie przejmowali się wyglądem swoich goli. Piłka nożna polega na wygrywaniu. Natomiast jeśli chodzi o rzuty rożne, uważam, że po sezonie powinna nastąpić analiza tego, jak drużyny wpływają na bramkarzy, jak trzymają przeciwników przy bronieniu stałych fragmentów. Bo myślę, że daje to niektórym drużynom niesprawiedliwą przewagę.

Paris Saint-Germain zdołało przełożyć swój mecz między spotkaniami z Chelsea. Co o tym sądzisz?

— To ich prerogatywa. PSG to klub, do którego mam ogromny szacunek, podobnie jak do ligi, w której grają. To nie jest coś, o czym ja powinienem się wypowiadać. Nie ma to ze mną nic wspólnego. My musimy jak najlepiej zarządzać naszym kalendarzem, żeby być jak najbardziej świeżymi fizycznie i zdrowymi mentalnie na ten mecz.

Wczoraj Cole Palmer upadł na murawę z urazem. Czy to znowu był problem z pachwiną?

— Nie. To było uderzenie. Wszystko z nim w porządku.

Czy są jakieś obawy związane z tym, jak go wykorzystujesz w tak intensywnym okresie?

— Wygląda naprawdę dobrze — myślę, że to widać. Widać też, jak nim zarządzaliśmy przez ostatnie sześć tygodni. Zagrał 83 minuty przeciwko Arsenalowi. To była decyzja taktyczna. Kiedy zdjąłem jego i Enzo, obaj mieli już żółte kartki, a chciałem wprowadzić Garnacho i Liama Delapa, żeby dali świeżość, co moim zdaniem zrobili. Cole jest w pełni gotowy do gry w środę.

Jakieś inne informacje kadrowe?

— Jesteśmy coraz bliżej. Cucu wygląda naprawdę dobrze. Mamy nadzieję, że będzie dostępny — jeśli nie w środę, to na pewno w sobotę — co jest świetną wiadomością przy naszym napiętym terminarzu. Estevao wrócił już do biegania na boisku, co jest bardzo dobrą informacją. Jamie Gittens radzi sobie bardzo dobrze. Świetnie było też zobaczyć pierwsze minuty Romeo Lavii po długiej przerwie. Wyglądał naprawdę mocno. Im szybciej wszyscy zawodnicy będą zdrowi, tym lepiej.

A jeśli chodzi o Romeo — jak blisko jest pierwszego składu?

— Blisko. Chcę zarządzać jego powrotem trochę inaczej w kontekście rehabilitacji i mam nadzieję, że kiedy już wróci do pełnej sprawności — a właściwie już wrócił — pozostanie zdrowy.

A Reece James jest gotowy do gry?

— Tak, absolutnie wszystko z nim w porządku.

ŹRÓDŁOfootball.london