Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Evertonem.
Jakie są twoje pierwsze przemyślenia po tej porażce?
– Tak, to zdecydowanie najbardziej rozczarowujący wieczór do tej pory, jeśli chodzi o rzeczy, o których rozmawialiśmy – nieoddawanie przeciwnikowi bramek „za darmo”, utrzymywanie się w meczu i kontrolowanie go. Tego wszystkiego dziś zabrakło i przerodziło się to w bardzo, bardzo trudny wieczór, gdzie zarówno wynik, jak i występ były dalekie od tego, czego oczekiwaliśmy i czego chcieliśmy.
Mówisz, że występ nie był taki, jakiego chciałeś – wcześniej rozmawialiśmy o indywidualnych momentach. Jakie inne czynniki, poza nimi, miały dziś znaczenie?
– Dla mnie kluczowe jest to, że często wchodziliśmy w ostatnią tercję. W momencie, kiedy straciliśmy pierwszego gola, mieliśmy nerwowy początek – traciliśmy łatwo piłkę. Potem jednak przejęliśmy kontrolę nad meczem, dochodziliśmy do sytuacji, tworzyliśmy momenty, ale ich nie wykorzystywaliśmy – nie byliśmy wystarczająco skuteczni. I potem nagle – tak to się wydaje – oni strzelają gola. I to nie pierwszy raz, kiedy tak się dzieje. W piłce nożnej, kiedy jesteś w trudnej serii meczów z silnymi zespołami, poziom energii i pewności siebie może spaść, jeśli to przeciwnik strzela pierwszy. I tak było dzisiaj. Pickford broni fenomenalnie przy stanie 1:0. Potem wychodzimy na drugą połowę, mamy kontrolę nad meczem, a potem popełniamy błąd i jest 2:0 dla nich, co daje im jeszcze więcej energii. To wszystko kwestia rytmu i momentum – a my tego dziś nie mieliśmy.
W kontekście wypowiedzi Enzo Fernándeza – czy uważasz, że zawodnicy dają z siebie maksimum? Pracują na najwyższym poziomie?
– Kiedy patrzysz na drużynę przegrywającą 3:0, która próbuje pressować i wrócić do meczu, to odległości między zawodnikami zaczynają się wydawać bardzo duże. Dla mnie nie ma braku zaangażowania. Nie ma też braku wiary ani determinacji w zespole. Wręcz przeciwnie – czułem, że Enzo walczył do samego końca dzisiaj. Wiem, że kiedy jesteś w takiej serii porażek i takich występów, jakie mamy, takie zarzuty się pojawiają. Ale nie uważam, że to jest teraz problem.
Z czego wynika to, że w ostatnich meczach bywacie bardziej „otwarci” w pewnych momentach?
– Pierwszy gol był dość podobny do tego z meczu z Newcastle, ale kiedy obejrzysz go dokładnie, to nie jest kwestia taktyki. Nie graliśmy dziś jeden na jednego. Ustawiliśmy się w systemie 4-4-2. Uważam, że nasza struktura była bardzo dobra. Kontrolowaliśmy ich posiadanie piłki – nie spodziewali się tego. Często oddawali nam piłkę, co pozwoliło nam przejąć kontrolę nad meczem. I potem przychodzi moment – moment dekoncentracji. Zawsze chcę chronić moich zawodników i zawsze będę to robił. Biorę odpowiedzialność za ten brak koncentracji, ale to właśnie się wydarzyło. I zdarzało się to zbyt często w ostatnim czasie, żebym nie mówił o tym wprost.
Czy możesz wyjaśnić decyzję o zmianie w przerwie i jej założenia taktyczne?
– Myślenie było takie, że mieliśmy dużą kontrolę nad meczem. Brakowało nam tylko wykończenia. Mieliśmy sytuacje – Pickford obronił niesamowicie, a my coraz częściej dochodziliśmy do tercji ataku. Chcieliśmy zrobić pozytywną zmianę w przerwie i wprowadzić dodatkowego skrzydłowego. Moisés Caicedo wykonał wcześniej bardzo dobrą pracę przeciwko Evertonowi, przeciwko Ndiaye, schodząc do środka z prawej obrony. Starasz się wprowadzać zmiany, które mogą wpłynąć na mecz. I czułem, że ta zmiana działała aż do momentu drugiego gola. Muszę jeszcze raz obejrzeć mecz – widziałem go na żywo raz. Ale dochodziliśmy do tercji ataku raz za razem, bez tego decydującego momentu. I potem popełniamy błąd przy drugim golu.
Jaka jest sytuacja Jamiego Gittensa?
– Niestety Jamie wrócił do treningów z zespołem, a potem ponownie doznał urazu. To było jeszcze przed meczem z Newcastle.
Pojawiły się statystyki, że Everton i inne drużyny przebiegają więcej od Chelsea. Czy to efekt udziału w Klubowych Mistrzostwach Świata?
– Nie. Jeśli spojrzeć na statystyki z całego sezonu, jeszcze sprzed mojego przyjścia, były bardzo podobne. Nie chcę szukać wymówek, bo to nie było wystarczająco dobre. Ostatni tydzień nie był wystarczająco dobry. Ale jeśli patrzysz na to logicznie – na obciążenie i liczbę meczów, które rozegrali zawodnicy – to wnioski nasuwają się same. Dlatego uważam, że przerwa reprezentacyjna przyszła dla nas w dobrym momencie. Oczywiście wielu zawodników poleci na drugi koniec świata grać dla swoich reprezentacji, ale może to będzie dla nich reset, zmiana środowiska i szansa na odświeżenie głowy, zanim wrócą.
Chelsea nie strzeliła gola od ponad 300 minut. Czy to coś, co po prostu wróci naturalnie?
– Jeśli nadal będziemy dochodzić do sytuacji i je tworzyć, to zaczniemy je wykorzystywać. Statystycznie – jeśli przeanalizujesz mecze – to nie jest problem braku strzałów ani wejść w tercję ataku. Problemem jest skuteczność i nad tym musimy pracować.
Czy czułeś, że musisz podejść do kibiców na wyjeździe po meczu?
– Oczywiście. Płacą za bilety, kochają ten klub i przyjechali z daleka. To trudny moment dla klubu – zarówno jeśli chodzi o sposób odpadnięcia z Ligi Mistrzów, jak i ostatnie dwie porażki. Moja rola… to boli. Niezależnie od pozycji, przegrywanie meczów boli. Teraz chodzi o to, żeby spojrzeć szerzej. Jesteśmy punkt od miejsca dającego Ligę Mistrzów. Musimy dalej pracować w ten sposób, budować pewność siebie zawodników i mamy nadzieję, że ta przerwa przyjdzie dla nas w idealnym momencie.


