Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Aston Villą.
Zakładając, że nie pojawiły się żadne kontuzje, ten wieczór nie mógł pójść dużo lepiej…
– Mogliśmy zachować czyste konto. Nie, to naprawdę bardzo dobry wieczór i jak dotąd nie słyszałem o żadnych problemach z urazami. Byłem dziś z nich bardzo dumny. Dostaliśmy kilka ciosów. Rozmawialiśmy przed meczem o pozytywnej reakcji. Musieliśmy zakończyć mecz, bo przede wszystkim pierwszy atak – oni zdobyli bramkę po fantastycznym wykończeniu. Nie rozumiem, jak nie dostajemy rzutu karnego. Fakt, że wygraliśmy 4:1, tego nie zmienia. To jest ewidentny karny na Reece’u. To kolejny cios. A jednak zawodnicy zagrali w taki sposób, w jaki zagrali, z piłką i bez piłki, co sprawia, że jestem dziś bardzo dumnym menedżerem.
Jak oceniłbyś występ Joao Pedro?
– Tak, to topowy zawodnik. Myślę, że nabrał pewności siebie. Jego gra tyłem do bramki, energia, którą daje drużynie w pressingu, jego ruch bez piłki, gol lewą nogą – to światowa klasa. Wykończenie jest znakomite. Ale tak naprawdę jestem bardzo, bardzo zadowolony z dwóch jego dobić z bliska. Był we właściwym miejscu we właściwym czasie. Ciężko z nim nad tym pracowaliśmy, ale zdobywa hat-tricka. Naprawdę trudno wyróżnić jedną osobę. Uważam, że to był wybitny występ całej drużyny – zaczynając od Filipa, przez linię obrony, pomoc, Moisesa, Enzo, Romeo kiedy wchodzi, Garnacho, o którym już mówiliśmy. Po prostu znakomity występ zespołu.
Musisz być zadowolony z tego, jak dziś odpowiedzieliście na wcześniejsze niepowodzenia?
– Oczywiście. W trakcie sezonu zawsze będą niepowodzenia – czy to strata punktów, czy przegrane mecze, których nie powinieneś przegrać, czy stracenie pierwszego gola. Dojrzałość drużyny, jakość, z jaką graliśmy – może być jeszcze lepiej, oczywiście. Ale jeśli chodzi o ducha zespołu i to, co chcesz widzieć w drużynie, byłem dziś naprawdę bardzo zadowolony.
Twoi piłkarze ustawieni w kręgu przed pierwszym gwizdkiem i przed drugą połową zdawali się rozzłościć Aston Villę. To był twój pomysł?
– Nie, to nie był mój pomysł. Pomysł wyszedł od zawodników i bardzo mi się to podoba, bo pokazują jedność, wspólnotę i ducha drużyny – a to jest potrzebne. Zanim w ogóle zacznie się mówić o taktyce czy systemach, potrzebujesz grupy zawodników gotowych biegać i walczyć za siebie nawzajem. W czasie mojej pracy muszę powiedzieć, że nie było ani jednego meczu, w którym mógłbym powiedzieć, że nie dali z siebie wszystkiego albo że byłem rozczarowany ich zaangażowaniem – a to dobrze wróży. To dobra grupa, zgrana grupa, lubią swoje towarzystwo i to już połowa sukcesu.
Alejandro Garnacho – przed meczem mówiłeś o jego poziomie treningowym. Musisz być zadowolony z tego, jak przeniósł to na dzisiejszy mecz?
– To zazwyczaj tak działa. Kiedy jesteś profesjonalistą i robisz wszystko właściwie na treningu. W ostatnich tygodniach zrobił na mnie naprawdę duże wrażenie. Najbardziej zaimponował mi wtedy, kiedy był poza składem, bo jego reakcją na bycie poza drużyną był profesjonalizm. Intensywność, z jaką trenował – to nie jest przypadek, że dziś zagrał w ten sposób. To dla mnie najbardziej satysfakcjonujące, że na to zasłużył. Powinien był zdobyć gola, ale był w odpowiednim miejscu i podobało mi się, jak bezinteresownie zachował się przy bramce Joao.
Liam, czy ten wynik może być znaczący w walce o Ligę Mistrzów?
– Będzie znaczący tylko wtedy, jeśli to potwierdzimy. Musimy być konsekwentni. Mamy ogromny mecz w FA Cup, potem wielki mecz w Paryżu, a potem kolejny wielki mecz z Newcastle. Musimy po prostu to potwierdzić i nie patrzeć na znaczenie tych spotkań. Musimy grać na odpowiednim poziomie, a jeśli będziemy grać tak jak dziś, będziemy w dobrej sytuacji.
Czy gdybyście przegrali, to byłby koniec?
– Nie, to nie byłby koniec. Wahania formy – to nie tylko my i Villa jesteśmy w tej pogoni. Są jeszcze inne zespoły, z którymi będziemy grać. To nie byłby koniec, ale oczywiście dziś jestem szczęśliwszy, że nie tracimy dziewięciu punktów.



