Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z West Hamem.

Czego nauczyłeś się o swoim zespole w pierwszej połowie, a czego w drugiej?
– Największa lekcja jest taka, że w tej grupie jest duch, walka i odporność psychiczna, które naprawdę, naprawdę mi się podobają. Wymagam tego od pierwszego dnia, odkąd tu przyszedłem. Nie mamy wielu jednostek treningowych, ale dużo rozmawialiśmy o pozytywnej reakcji na przeciwności. Rozmawialiśmy o reakcjach po stracie piłki, pressingu, energii, intensywności. To wszystko było widoczne w drugiej połowie, a nie było w pierwszej. Nie zrzucam tego wyłącznie na zmiany, których dokonałem. To bardzo trudne – rozegraliśmy mnóstwo meczów w krótkim czasie. Obawiałem się braku energii, i nie chodzi o brak chęci czy zaangażowania, ale w pierwszej połowie nasze podejmowanie decyzji było naprawdę słabe. Kiedy utrzymać piłkę, kiedy doskakiwać w pressingu – byliśmy po prostu za daleko. West Ham był zdecydowanie lepszym zespołem. Zareagowaliśmy w przerwie. Reakcja drużyny w drugiej połowie mówi mi, że mamy tu coś naprawdę wyjątkowego, jeśli tylko będę potrafił właściwie wykorzystać ten skład.

Czy masz jakieś obawy co do wyjściowego składu? Dokonałeś siedmiu zmian…
– Nie. Szczerze mówiąc, indywidualnie i zespołowo nasz występ w pierwszej połowie był daleki od poziomu, którego wymagam i który powinien być standardem. Zawodnicy zeszli z boiska i ludzie będą ich oceniać, ale to nie była ich wina. To był problem kolektywny. W pierwszej połowie mieliśmy zbiorowo bardzo słaby występ. Ci zawodnicy wiedzą, że u mnie zmiany potrafią być szybkie. To nie znaczy, że nagle wypadają z moich planów. Po prostu w pierwszej połowie byliśmy bardzo ospali, natomiast druga połowa była dokładnie tym, co chciałem zobaczyć.

Wolne wchodzenie w mecz to nie jest nowość. Czy byłeś tego świadomy, obejmując drużynę?
– Jeśli w lutym wciąż grasz w czterech rozgrywkach i co trzy dni masz mecz – Liga Mistrzów, Puchar Ligi we wtorek, Premier League, Puchar Anglii – potrzebujesz kadry. Naprawdę bardzo dobrej kadry. I ja czuję, że ją mam, mimo że dzisiejsza pierwsza połowa była bardzo słaba. A West Ham, nawiasem mówiąc, też był bardzo dobry – trzeba im oddać to, co im się należy. Wiedzieliśmy, że to będzie trudny mecz, wygrali trzy ostatnie spotkania z rzędu. Dla mnie kluczowe jest to, żeby dobrze ustawić zespół na pierwszą połowę i dobrze ustawić go na drugą połowę. Ale jednocześnie chcę wygrywać mecze. To jest coś, czemu się przyjrzymy. Mam jednak nadzieję, że to będzie ogromny przełom dla drużyny. Ktoś właśnie mi powiedział, że to pierwszy raz w historii Premier League, kiedy wygraliśmy u siebie mecz, przegrywając 0:2. To ogromna rzecz, zwłaszcza przeciwko zespołowi będącemu w dobrej formie. Jest wiele pozytywów, jest też wiele rzeczy do poprawy – nie uciekam od tego. Ale widzieć serce, mentalność, ducha zespołu i jakość w drugiej połowie sprawia, że jestem bardzo, bardzo szczęśliwym człowiekiem.

W przerwie słychać było niezadowolenie kibiców. Czy czasem zespół też tego potrzebuje, żeby mocniej dotarło, co trzeba zmienić?
– Muszę powiedzieć, że kibice w drugiej połowie byli znakomici. Już po dwóch minutach drugiej połowy czułem, że są z nami. Mieli prawo buczeć. Ja sam bym buczał po pierwszej połowie. Nasz występ był zdecydowanie poniżej wymaganego poziomu, jeśli chodzi o energię i podejmowanie decyzji. To było sprawiedliwe. Dlatego zobaczyć ich po meczu, 45 minut później, tak szczęśliwych i zadowolonych z tego, co zobaczyli, napawa mnie dumą. Powiedziałem zawodnikom w przerwie, że możemy zamienić prawdopodobnie najgorsze uczucie tego sezonu w najlepsze. I myślę, że w drugiej połowie zagrali znakomicie.

Trevoh Chalobah kłócił się z kibicem w przerwie. Wiedziałeś o tym?
– Na pewno nie było tego widać po końcowym gwizdku, kiedy cały stadion oklaskiwał jego występ. Trevoh był znakomity. Spójrzmy prawdzie w oczy – to klub z ogromnymi wymaganiami. Kibice płacą ogromne pieniądze, żeby nas oglądać. Wymagają minimum: wygrywania pojedynków, biegania jeden za drugiego. I w pierwszej połowie tego nie było. Ale muszę oddać drużynie sprawiedliwość, również rezerwowym, którzy weszli na boisko. Enzo Fernández był znakomity przez 95 minut. Na końcu pokazaliśmy to, czego kibice oczekują od nas i od tego klubu.

Kibice bywają impulsywni, ale to nie jest coś typowego dla tego klubu. Myślą, że to przez ostatnie zmiany i poczucie, że klub jest w dziwnym momencie. To teraz trochę spoczywa na tobie, prawda?
– To na mnie, to na mnie. Mam nadzieję, że z czasem powiedzą, że to była najlepsza decyzja, jaką ten klub kiedykolwiek podjął. Ale nie mogę się na tym skupiać. To bardzo dumny klub z niesamowitą tradycją, historią i niedawną historią zdobywania trofeów. Oni tego chcą i ja też tego chcę. Na początek – przyjść do klubu w trakcie sezonu, z niewielką liczbą treningów, i wygrać sześć z siedmiu meczów – to nie jest zły start. Dopóki zespół pokazuje walkę, energię i intensywność, jak w drugiej połowie, kibice pokażą, że są z nami i będą nas wspierać. A ja naprawdę cieszę się, że mogę być częścią tego klubu piłkarskiego.

ŹRÓDŁOfootball.london