Chelsea stanęła przed kolejną okazją na dopisanie 3 punktów w tabeli Premier League. Rywalem ostatnia w tabeli drużyna, ale czy to będzie ułatwienie?
Pierwsze minuty rozpoczęły się od bardzo aktywnej gry gospodarzy, którzy często pojawiali się pod bramką The Blues. W 11 minucie Chelsea przeprowadziła jedną z pierwszych groźniejszych akcji. Neto pociągnął piłkę prawym skrzydłem, wrzucił piłkę w pole karne, gdzie Joao Pedro został sfaulowany przez Doherty’ego. Palmer pewnie zamienił karnego na bramkę, Chelsea obejmuje prowadzenie po dość niemrawym początku. Od tego momentu zaczęliśmy przejmować inicjatywę w tym meczu, zaczynając przeprowadzać coraz groźniejsze ataki. Efektem wielu kolejnych akcji ofensywnych była sytuacja z 32 minuty, gdzie Mosquera popycha Joao Pedro – drugi rzut karny dla The Blues. Palmer znowu bezbłędnie umieszcza piłkę w siatce. Nie trzeba było długo czekać, bo już 5 minut później Enzo Fernandez na lewym skrzydle został uruchomiony przez Pedro Neto, następnie do środka boiska pięknie ścina Cucurella, który zauważa Palmera wchodzącego w drugie tempo i Anglik strzałem pod poprzeczkę umieszcza piłkę w siatce – hat-trick.
Wolverhampton w drugiej połowie nie chciało tylko „odbębnić” tego spotkania. Gospodarze aktywnie grali, a w 53 minucie przeprowadzili groźną akcję, która zakończyła się strzałem w słupek. Chwilę później Wolves wykonuje rzut rożny i po zamieszaniu w polu karnym Arokodare strzela gola na 1:3. Można było odnieść wrażenie, że Chelsea trochę przespała początek drugiej połowy, a gospodarze wyszli bardzo zmotywowani. Cole Palmer nie miał już więcej szans na powiększenie swojego dorobku bramkowego – w 60 minucie został zmieniony przez Garnacho. W 73 minucie na boisku melduje się Delap oraz Acheampong, odpowiednio zastępując Joao Pedro i Gusto. W 84 minucie na boisku melduje się Hato, zmieniając Santosa. Druga połowa była zdecydowanie wolniejsza w naszym wykonaniu. Pod koniec meczu jeszcze Neto, Delap i Fernandez oddawali strzały na bramkę Jose Sa, ale bez większych efektów. Wolves zaliczyło zryw, po którym zdobyli bramkę, było to jednak za mało.



