Nabierająca wiatru w żagle drużyna Liama Roseniora liczyła na kolejne punkty w meczu wyjazdowym. Czy The Blues udało się wywieźć trzy punkty z Selhurst Park?

Spotkanie rozpoczęło się pod dyktando gości. Widać było, że zespół Roseniora był głodny gry i od pierwszych minut stanowczo napierał na gospodarzy. Niemniej jednak to Crystal Palace mogło wyjść na prowadzenie już w pierwszym kwadransie, kiedy po fatalnym błędzie Badiashile’a Mateta koncertowo zmarnował sytuację sam na sam.

Po tej akcji ponownie inicjatywę przejęła Chelsea i za sprawą Estevão zespół angielskiego szkoleniowca objął prowadzenie w 35. minucie. Był to genialny rajd młodego Brazylijczyka, który wykorzystał okropne zagranie Mitchella. Kilkanaście minut później arbiter zaprosił oba zespoły na przerwę.

Druga część meczu zapowiadała się arcyciekawie. Kibice Chelsea, po naprawdę dobrej pierwszej odsłonie, z pewnością liczyli na szybkie podwyższenie prowadzenia i uspokojenie gry. W 51. minucie doskonale dysponowany tego dnia brazylijski skrzydłowy Chelsea posłał idealne podanie do swojego rodaka, a João Pedro kiwnął defensora i umieścił piłkę w siatce.

Goście nie mieli zamiaru się zatrzymywać. Idąc za ciosem, strzelec drugiego gola wywalczył rzut karny, który w 64. minucie na bramkę zamienił Enzo Fernández.

Crystal Palace, niczym w ostatnim miesiącu, całkowicie się rozsypało, co potwierdziła czerwona kartka dla Adama Whartona. Można było się spodziewać, że nie zobaczymy już żadnego natarcia gospodarzy, jednak po prawdziwym ping-pongu w polu karnym w 88. minucie ekipa Glasnera zdobyła bramkę na 1:3.

Tym akcentem zakończył się pojedynek, który pozwolił Chelsea awansować na czwarte miejsce w ligowej tabeli.