Liam Rosenior doskonale rozumie, czego oczekuje się od trenera Chelsea – dlatego z dumą i ekscytacją podjął się tej roli. W swoim pierwszym, obszernym wywiadzie opowiada, czego kibice mogą spodziewać się po jego Chelsea, jak ważne jest dla niego zbudowanie bliskiej relacji z zawodnikami oraz dlaczego kluczowe jest pielęgnowanie tradycji i wartości klubu.

Liam, na początek – witamy w Chelsea. Jak się czujesz, siedząc tu jako trener Chelsea?
Dumny. Podekscytowany. Nie mogę się doczekać startu. To efekt wielu lat ciężkiej pracy w moim życiu, by dotrzeć do tego miejsca. Ale tak jak już powiedziałem zawodnikom – samo trafienie do tego klubu to jedno, a wygrywanie tutaj, z tymi piłkarzami i tym sztabem, to drugie. Na tym skupiam całą swoją uwagę. Gdy po raz pierwszy usłyszałem, że Chelsea  jest zainteresowana moją osobą jako nowym trenerem, był to jeden z najbardziej dumnych dni w moim życiu. A dziś, po spotkaniu ze sztabem i piłkarzami, to dzień, którego ja i moja rodzina nigdy nie zapomnimy.

Pochodzisz z piłkarskiej rodziny, więc to musi być również wyjątkowy moment dla nich?
Pochodzę z dumnej, piłkarskiej rodziny i wiem, co ten klub znaczy dla Londynu, jak reprezentuje to miasto na całym świecie. Znam historię trofeów, trenerów, którzy mieli przywilej być tu, gdzie ja dziś jestem, oraz wielkich piłkarzy. Tutaj istnieje kultura zwyciężania, tradycje i wartości, które chcę podtrzymywać. Naprawdę nie mogę się doczekać rozpoczęcia pracy.

Jesteś londyńczykiem, więc to nadaje temu jeszcze większego znaczenia?
Wiem, jak wyjątkowy jest ten klub. Czekam na to nie tylko ja, ale cała moja rodzina – moje dzieci, mój syn AJ, dalsza rodzina i przyjaciele. Wszyscy są bardzo szczęśliwi. Ale jedyny sposób, by utrzymać ich szczęście, to wygrywać. Wiem, po co tu jestem. Mając takich zawodników i taki sztab, jestem bardzo pewny, że możemy to osiągnąć.

Miałeś już okazję poznać piłkarzy i sztab. Jakie są Twoje pierwsze wrażenia?
Czuję się jak w domu – to niesamowite po zaledwie jednym dniu. Calum (McFarlane) wykonał znakomitą pracę, podobnie jak Harry (Hudson). W zespole panuje bardzo dobra energia. Występ na wyjeździe z Manchesterem City był fantastyczny – widziałem wszystko to, czego oczekuję od zespołu: energię, intensywność, jedność, solidarność i jakość. Jest bardzo dobry klimat wokół klubu i mam nadzieję, że będę mógł go jeszcze wzmocnić.

Jak opisałbyś siebie jako trenera?
Jestem wymagający. Jestem szczery. Jestem troskliwy – zależy mi na drużynie, zawodnikach i sztabie. Jestem skrupulatny, zorganizowany i mam jasną wizję tego, jak chcę, by grano w piłkę. Chcę być zapamiętany jako trener, który wygrywa – regularnie. Ale to nie jest tylko kwestia mojej osoby. To klub, piłkarze i sztab.
Moim zadaniem jest stworzyć środowisko, w którym ludzie lubią to, co robią. Jeśli lubisz to, co robisz, grasz lepiej. A jeśli grasz lepiej, wygrywasz mecze. Jeśli odniesiemy sukces, nie będzie to tylko moja zasługa. Moją rolą jest zadbać o organizację, zaangażowanie, determinację i dumę z noszenia tej koszulki. Jeśli to wszystko jest, zwykle wygrywa się mecze.

Jak ważna jest dla Ciebie pasja i nastawienie zespołu?
To absolutnie kluczowe. Poczułem to już na pierwszym spotkaniu z drużyną. Między tymi zawodnikami jest bardzo dobra więź. Mówi się dużo o młodym wieku zespołu, ale młodość może być siłą. To energia, intensywność, zaangażowanie. Chcę, by kibice to widzieli. Chcę grać szybki, agresywny futbol, na połowie rywala.
Chcę, by kibice na Stamford Bridge już w pierwszych dziesięciu minutach wstawali z miejsc. Kiedy grałem przeciwko Essienowi, Lampardowi, Drogbie, Robbenowi czy Joe Cole’owi, wiedziałeś, że to będzie bardzo trudny dzień. Chcę przywrócić to uczucie. Intensywność, odwaga, brak strachu. Jeśli to wszystko będzie, możemy razem przeżyć coś naprawdę wyjątkowego.

Jak ważny jest dla Ciebie rozwój zawodników?
To jest istota trenowania. Żeby wygrywać, trzeba się poprawiać. A żeby się poprawiać, trzeba rozwijać zawodników indywidualnie. Pracowałem z Liamem Delapem w Hull, znam Roba Sáncheza od czasów, gdy miał 16 lat w Brighton. Trenowałem Andrey’a Santosa w Strasburgu. Ale chcę jak najszybciej poznać wszystkich – bo znając ludzi, możesz ich rozwijać, a wtedy rozwija się cała drużyna.

Pierwszy mecz domowy – półfinał Pucharu Ligi z Arsenalem. Co to dla Ciebie znaczy?
To dokładnie dla takich momentów żyję i pracuję. Ale trener nie jest najważniejszy. Trener ma służyć innym. Czekam na ten mecz, ale też na wiele dobrych dni, które dopiero nadejdą.

Czy trenerka była w Twojej głowie już podczas kariery piłkarskiej?
Zawsze. Trenerka jest we mnie. Kocham to, co robię – i chcę, by zawodnicy też to kochali. Ale przede wszystkim chcę wygrywać.

Kto najbardziej wpłynął na Ciebie jako trenera?
Mój tata – bez dwóch zdań. Brendan Rodgers, Chris Hughton – wielu trenerów miało na mnie ogromny wpływ. Trenerka to nie tylko piłka. To ludzie. Zrozumienie ludzi i wydobycie z nich tego, co najlepsze.

Co najbardziej Cię ekscytuje w tym wyzwaniu?
Potencjał. Jest ogromny. Jakość, wiek zawodników, kibice, atmosfera. Moim celem jest stworzyć środowisko, w którym będziemy regularnie wygrywać – teraz i w przyszłości.

Na koniec – Twoje przesłanie do kibiców Chelsea?
Wierzcie. W klub. W piłkarzy. Wasza energia pomaga wygrywać. Jesteśmy tu, by zwyciężać – razem.

ŹRÓDŁOchelseafc.com