Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Charlton.

Jak myślisz, jakie będzie dla ciebie największe wyzwanie w najbliższych miesiącach?

-Myślę, że największym wyzwaniem w każdym klubie, w każdej drużynie, jest upewnienie się, że tworzy się odpowiednią kulturę, odpowiedniego ducha i właściwe wartości. Rzeczywistość w tym klubie jest taka, że poziom talentu, który zobaczyłem w ciągu ostatnich dwóch dni treningów, umiejętności piłkarzy, jest światowej klasy. Mam fantastyczną grupę do pracy, co bardzo mnie ekscytuje.

-Zwycięskie drużyny są konsekwentne wtedy, gdy mają dobrego ducha, dobrą energię, gdy walczą jeden za drugiego, gdy grają z dumą. Myślę, że to teraz jest moja rola. Uważam, że poprzedni trener, Enzo [Maresca], wykonał fantastyczną pracę z tymi zawodnikami pod względem taktycznym. To już bardzo dobra drużyna. Teraz moim zadaniem jest spróbować wynieść ją na kolejny poziom. Ja i mój sztab będziemy bardzo ciężko nad tym pracować.

Ta praca funkcjonuje w strukturze, która jest dość inna niż w innych klubach. Jak bardzo pomaga Ci to, że wiesz, gdzie są granice, gdzie można naciskać, a gdzie nie?

-To wyjątkowe w sposobie funkcjonowania. Muszę powiedzieć, że mój czas w Strasbourgu był najlepszymi 18 miesiącami mojej kariery zawodowej, a nawet mojego życia. Doświadczenia, które tam zdobyłem, to, czego się nauczyłem, ludzie, których poznałem, i ludzie, z którymi pracowałem tutaj — mogę powiedzieć, że osoby, z którymi pracowałem przy całym projekcie, były wobec mnie wyłącznie wspierające.

-Dawali mi pewność siebie, pozwalali mi popełniać błędy, pozwalali mi się uczyć. Zawsze będą spekulacje na temat tego, jak to wszystko działa. Ja cieszyłem się każdą chwilą i zamierzam w pełni cieszyć się tym kolejnym krokiem w mojej karierze razem z nimi i mam nadzieję przynieść wszystkim w klubie sukces.

Tak duża rotacja trenerów. Czy ktoś dawał Ci rady przed objęciem tej posady?

-Myślę, że rotacja trenerów obecnie, niezależnie od klubu, jest ogromna. Presja jest od pierwszego dnia. Jestem tego świadomy. Gdybym nie był gotowy podjąć tej presji — albo raczej tego przywileju — to nie byłoby sensu obejmować tej roli. Im większy klub, tym większa presja, ale też większy przywilej. Muszę brać to pod uwagę.

-Dla mnie to coś, na co czekam. Nie mogę się doczekać. Nie mogę się doczekać jutrzejszego wieczoru. Nie mogłem się doczekać przyjazdu tutaj, kiedy uzgodniliśmy warunki umowy, poznania piłkarzy i sztabu, którzy byli wobec mnie niesamowicie wspierający i sprawili, że poczułem się jak w domu. To część tego zawodu.

-Jeśli ktoś się boi albo odczuwa strach, to nie ma sensu być trenerem. Pracowałem bardzo ciężko przez praktycznie całe swoje życie, żeby dostać tę szansę. Teraz zamierzam się tym cieszyć, co jest bardzo ważne. Będę pracował 24 godziny na dobę. Jestem intensywny w pracy z piłkarzami i będę ich naciskał tak mocno, jak tylko mogę, żeby osiągnąć sukces.

Czego nauczyłeś się, oglądając mecz z trybun przeciwko Fulham, poza tym, że być może trzeba unikać czerwonych kartek i tych żółtych, które przyszły później?

-Myślę, że przede wszystkim nauczyłem się tego, że Calum [McFarlane], z którego ogromną radością mogę teraz powiedzieć, że dołączył do naszego sztabu szkoleniowego, wykonał niesamowitą pracę pod względem samego występu drużyny. Oczywiście bardzo rozczarowujące jest przegrać jakikolwiek mecz.

-To, co mi się spodobało, to fakt, że przez 70 minut chłopcy grali w dziesiątkę, grali z prawdziwą energią, grali z pasją, stwarzali sytuacje. Momentami wyglądało to tak, jakbyśmy nadal grali w jedenastu. To były dla mnie naprawdę, naprawdę pozytywne sygnały.

-Oczywiście wynik nie jest tym, czego chcemy, ale jest tam wiele naprawdę dobrych fundamentów, które Calum już wprowadził. Po tym, jak chłopcy — całkowicie słusznie — byli rozczarowani odejściem poprzedniego trenera, czego oczekiwałbym od każdej grupy porządnych ludzi, gdy ich trener odchodzi z klubu.

Czy musisz zająć się problemami z dyscypliną u zawodników?

-To jedna z tych rzeczy, które zdecydowanie możemy poprawić. Wiem, jak to zrobić. Rozmawiałem z zawodnikami w nieco inny sposób o radzeniu sobie z przeciwnościami, bo w życiu, nie tylko w piłce nożnej, zawsze pojawiają się trudne momenty.

-To, co oni pokazują, to pasja, pokazują emocje dla koszulki, i to jest bardzo pozytywne. Chodzi o to, żeby w kluczowych momentach po jakimś niepowodzeniu reagować pozytywnie i zachować spokój. Ale myślę, że te błędy, jeśli w ogóle tak je nazwiemy, wynikają z pasji. Ci chłopcy chcą wygrywać.

-Nie chcę im tego odbierać. Jest cienka granica między przesadą a tym, co potrzebne. Żeby wygrywać, nie można być miłym cały czas. Trzeba mieć charakter, trzeba mieć ostrze. I ja nie chcę tego chłopakom zabierać.

Jak bardzo jesteś zaskoczony tym, że ta grupa wygrała tylko jeden mecz w ostatnich dziewięciu spotkaniach ligowych?

-To niesamowicie trudna seria. To jest bardzo trudna liga. I nie jesteśmy jedynym klubem, który przechodzi przez trudny okres w trakcie sezonu. Każdy klub przez to przechodzi. Najlepsze drużyny, a my jesteśmy topowym klubem, przechodzą przez różne etapy i różne momenty w sezonie.

-Mam nadzieję, że mogę dodać swoje własne pomysły, swój własny stempel, swój własny głos. Czasami inny głos pomaga. Ale ci zawodnicy nie byli daleko. Mecz z Manchesterem City był znakomitym występem. W drugiej połowie mogliśmy ten mecz wygrać. Przeciwko Fulham graliśmy w dziesiątkę przez 70 minut. Nadal byliśmy w meczu, na bardzo, bardzo trudnym terenie. Nie jesteśmy daleko. I to jest bardzo ważne, żeby zawodnicy to wiedzieli.

Wspomniałeś o tym wcześniej, ale w tej pracy, właściwie w każdej dużej pracy trenerskiej, czy naprawdę da się być sobą, mając wokół tyle wpływów? Jak trudne jest znalezienie równowagi?

-Nie sądzę, żeby było możliwe wykonywanie tej pracy i nie bycie sobą. Ludzie bardzo szybko by to przejrzeli. Ja będę podejmował decyzje w tym klubie piłkarskim. Po to zostałem tutaj zatrudniony.

-Rozumiem sytuację. Nie jestem kosmitą. Wiem, co mówi się w prasie. Ale nie ma możliwości, żebyś odniósł sukces jako trener, jeśli nie podejmujesz decyzji samodzielnie. Najlepsze dla mnie jest to, że mam doświadczenie pracy w tym systemie. Ludzie byli wobec mnie niezwykle wspierający w Strasbourgu. Odnieśliśmy tam ogromny sukces, biorąc pod uwagę punkt, z którego startował projekt. I zamierzam pracować dokładnie w ten sam sposób tutaj.

Jakie są cele i ambicje na ten sezon? Co będzie uznane za udany sezon?

-Powiedziałem zawodnikom: skupcie się na wygraniu następnego meczu. Skupcie się na wygraniu następnego meczu, potem kolejnego i kolejnego. W ten sposób buduje się serię.

-Przy talencie, który mamy — i nie tylko talencie, ale także poziomie profesjonalizmu tej grupy, intensywności, z jaką trenowali przez ostatnie dwa dni, ich zaangażowaniu w coś nowego — są tu naprawdę bardzo, bardzo pozytywne sygnały. I ja nigdy nie ograniczam ambicji mojej drużyny.

-Mamy tu piłkarzy światowej klasy. Mamy zawodników, którzy wygrywali mistrzostwa świata. Chłopcy wygrali Klubowe Mistrzostwa Świata kilka miesięcy temu. Oglądałem ten mecz i byli absolutnie znakomici przeciwko PSG. Potencjał tego klubu, tej grupy, jest nieograniczony. I ja nie zamierzam ograniczać nieograniczoności.

-Chcę odnosić sukcesy. Jestem ambitny. Ludzie to o mnie wiedzą. Ale jednocześnie muszę upewnić się, że przechodzimy drogę od miejsca, w którym jesteśmy, do miejsca, w którym musimy być. To wymaga czasu. Nie proszę o bardzo dużo czasu. Ale jednocześnie trzeba wiedzieć, dokąd zmierza proces.

Kiedy byłeś w Derby albo w Hull, czy myślałeś wtedy, że w ciągu dwóch lat możesz zostać trenerem Chelsea?

-Po prostu nie ograniczam swoich ambicji. Nie jestem arogancki. Jestem dobry w tym, co robię. Jestem dobry w tym, co robię. I w każdej pracy, w której byłem — czy to jako trener tymczasowy, asystent, pierwszy trener czy menedżer, jakkolwiek to nazwiemy — w odniesieniu do grupy, z którą pracowałem, byłem skuteczny.

-Zawsze chciałem pracować w klubie takim jak ten. Ale nie chodzi tylko o to, żeby tu być. Chodzi o sukces. To jest dla mnie początek. Dam z siebie wszystko. Nikt nie może zagwarantować zwycięstw. Nikt nie może zagwarantować sukcesu. Ale jednocześnie pracowałem bardzo, bardzo ciężko przez długi czas, żeby postawić się w pozycji, w której mogę odnieść sukces.

Keith Andrews udowadnia ludziom w Brentford, że się mylili…

-Tak, ale Keith to świetny facet. Pracowałem z nim przy obowiązkach medialnych. Kiedy został mianowany menedżerem Brentford, wcale nie byłem zaskoczony sukcesem, jaki teraz odnosi.

-To jest to samo w przypadku młodych piłkarzy i młodych trenerów. Jeśli nie da się ludziom szansy, jak mają pokazać, co potrafią? Zawsze trzeba gdzieś zacząć. Jestem bardzo dumny z tego, że jestem młodym angielskim trenerem pracującym teraz w jednym z największych klubów piłkarskich na świecie.

-Ale to jest ciężka praca, determinacja, poświęcenie. Poświęciłem godziny spędzane z rodziną. Byłem z dala od rodziny przez 18 miesięcy. Poświęciłem czas na edukację trenerską, na rozwój kariery. Trzeba dawać ludziom szansę, żeby mogli się pokazać. I to przekłada się na to, jak będę pracował tutaj. Dam młodym zawodnikom szansę, żeby mogli się pokazać, rozwijać, bo potencjał jest niesamowity, kiedy zostaje zrealizowany. I mam nadzieję, że uda mi się również zrealizować własny potencjał.

Poza językiem, jaka jest różnica między trenowaniem w Anglii i we Francji?

-Najważniejsza rzecz, której się nauczyłem, to to, że niewiele się różni. Ludzie to ludzie. To jedna z najlepszych rzeczy, których nauczyłem się, wyjeżdżając za granicę. Oczywiście jest język, jest kultura. Francja to piękny kraj. To fantastyczna liga. Myślę, że to liga, której nie oddaje się wystarczającego uznania, ani pod względem taktycznym, ani pod względem jakości zawodników.

-PSG wygrało w zeszłym sezonie Ligę Mistrzów. Nauczyłem się tam wielu rzeczy, ale powiedziałbym, że najważniejszą lekcją było to, że kiedy nawiązuje się relacje z ludźmi, wszyscy mają te same potrzeby. Nieważne, skąd pochodzisz. Nieważne, jakie masz pochodzenie. Wszyscy mają te same potrzeby. Trzeba czuć, że jest się częścią czegoś. I to właśnie chcę tutaj stworzyć.

Odnoszę wrażenie, że bycie menedżerem Premier League i „przyjemność” to słowa, które rzadko idą w parze…

-Dlaczego?

Bo to ogromna presja…

-Mój przyjacielu, jestem niesamowicie szczęśliwy. Pracuję z wyjątkowo utalentowanymi, znakomitymi piłkarzami. Jestem dobrze opłacany. Mam szczęście, że w ogóle mam pracę. Presja to przywilej.

-Jest wielu ludzi na świecie, którzy chcieliby być na moim miejscu, i staram się o tym pamiętać każdego dnia z pokorą. Tak, będę się tym cieszył. Będą trudne momenty. To nie będzie gładka podróż. Ale jeśli nie czerpiesz radości z tego, co robisz, nie wykonujesz tego najlepiej. Chcę, żeby kibice czerpali radość z oglądania drużyny. Piłka nożna ma sprawiać radość. I zdecydowanie chcę, żeby moi zawodnicy również cieszyli się tym, co robią.

Rozmawiałem wczoraj z Nathanem Jonesem, trenerem Charltonu, który wypowiadał się o tobie z ogromnym uznaniem. Czy to dziwne zmierzyć się z przyjacielem w pierwszym meczu?

-Tak, Nathan to świetny człowiek. Ma za sobą znakomitą karierę trenerską. To będzie bardzo trudny mecz jutro. Grają z dużą intensywnością. Są bardzo, bardzo niewygodnym zespołem.

-Oglądałem wiele ich ostatnich spotkań. To będzie typowy angielski mecz pucharowy trzeciej rundy w styczniu i moi zawodnicy muszą być w stanie sprostać tej intensywności. Pierwsza rzecz w piłce nożnej — to nie są systemy ani taktyka. Trzeba wygrać walkę. Trzeba wygrać pojedynki. Trzeba wygrać główki. Trzeba biegać. I to jest przekaz, który przekazałem zawodnikom przez ostatnie dwa dni.

Co dla ciebie znaczy bycie trenerem Chelsea?

-Jestem bardzo dumny, że siedzę tutaj jako trener Chelsea przed wami. Pracowałem bardzo ciężko. Przez długi czas. I czuję się bardzo szczęśliwy.

-Mam mieszane pochodzenie. Moja mama jest biała, mój tata jest czarny, z Afryki Zachodniej. To nie ma znaczenia, skąd ktoś pochodzi, jakie ma pochodzenie, jaką ma płeć — ważne jest to, żeby był doceniany za to, co wnosi. Jeśli odniosę sukces, być może pomoże to przełamać pewne bariery.

-Nie jest to teraz na pierwszym planie moich myśli. Chcę po prostu być sobą i chcę odnosić sukces w każdej minucie, którą tu spędzę. Jeśli za bardzo będę się nad tym zastanawiał, stracę koncentrację na ogromnym zadaniu, które mam przed sobą.

Jaka jest największa szansa Chelsea na zdobycie trofeum w tym sezonie?

-Próbować wygrać każdy mecz, który się gra. Taka jest rzeczywistość. Jeśli zaczynasz wskazywać i mówić, że jedne rozgrywki są ważniejsze od innych, to jest szaleństwo.

-Trzeba rywalizować każdego dnia na treningu. Trzeba próbować wygrywać każdą jednostkę treningową. Trzeba próbować wygrywać każdy mecz. Jeśli zaczynasz wybiegać za daleko w przyszłość, wtedy się potykasz.

-Dla mnie skupienie jest na Charltonie i na próbie zbudowania serii wyników, która postawi nas w bardzo dobrym miejscu. Nie myślę zbyt daleko w przyszłość. Skupiamy się na tu i teraz.

Wielu trenerów mówi o analizach, danych, oglądaniu po 50 meczów rywala. Czy też jesteś takim trenerem?

-Mamy tutaj bardzo silny proces. Jestem dość otwarty na współpracę ze sztabem, więc jestem otwarty na różne pomysły. Mam tylko jedną parę oczu, ale dbam o to, żeby przy tej jednej parze oczu oglądać jak najwięcej.

-Analizuję bardzo dużo meczów. Bardzo mocno skupiam się też na naszej własnej grze i to będzie kontynuowane tutaj. Chcę, żebyśmy byli dominujący. Chcę, żebyśmy mieli silną tożsamość, żeby ludzie czerpali przyjemność z oglądania tego, co robimy.

-Jednocześnie trzeba być elastycznym taktycznie. Pracuję blisko ze swoim sztabem. Mam przy sobie znakomity sztab szkoleniowy. Mamy bardzo mocne procesy w tym, jak przygotowujemy mecze dla zawodników i w jaki sposób im to przekazujemy — zawodnicy zapoznali się z tym już dzisiaj. Z czasem się do tego przyzwyczają.

-Wchodzi w to bardzo dużo detali. Każdy jest inny. Ja chcę skupiać się na mocnych stronach mojej drużyny, ale jednocześnie neutralizować mocne strony rywala i w ten sposób będziemy dalej pracować.

Bramkarze w drużynie Strasbourgu często grali bardzo wysoko. Czy zamierzasz wprowadzić to również w Chelsea?

-Każda drużyna jest inna. Pracuje się pod możliwości zawodników i ich mocne strony. Jestem bardzo szczęśliwy, bo zarówno Jorgensen, jak i Sanchez to bramkarze światowej klasy w grze nogami, co idealnie pasuje do tego, jak chcę grać.

-Ale nie przyjdę tutaj pierwszego dnia i nie powiem Robowi, żeby grał z połowy boiska, ani Filipowi, żeby grał z połowy boiska. To wymaga czasu, to jest proces. Czuję się bardzo pewnie w tym, że potrafię wydobyć z tej grupy to, co najlepsze, w różnych aspektach.

-Granie w jeden sposób z jedną drużyną jest czymś innym niż granie w inny sposób z inną drużyną. Potrafię się dostosować. To zawsze jest o zawodnikach i o ich mocnych stronach.

Atmosfera na wyjeździe przeciwko Fulham była dość toksyczna i może się to utrzymywać. Jaki jest twój przekaz do kibiców, jeśli chodzi o zyskanie ich wsparcia?

-Myślę, że w klubie tej wielkości kibice chcą sukcesu i mają pełne prawo chcieć go teraz. Ten klub ma w swojej historii głęboko zakorzenione wygrywanie trofeów, szczególnie w ostatnich latach — mistrzostwa, Liga Mistrzów.

-Kibice powinni mieć takie wymagania i takie standardy. Moim zadaniem, żeby ich do siebie przekonać, jest wygrywanie meczów piłkarskich. Ale też muszą zobaczyć drużynę, która ich reprezentuje.

-Znam tę okolicę bardzo dobrze. Urodziłem się niedaleko stąd. Chodzi o ciężką pracę. Chodzi o determinację. Chodzi o ducha zespołu.

-Pamiętam, jak grałem na Stamford Bridge przeciwko drużynie Jose Mourinho w jej najlepszym okresie. To było niezwykle trudne fizycznie. John Terry, Carvalho, Paulo Ferreira, Essien, Makelele, Didier Drogba, Joe Cole — Joe jest tutaj, macha do mnie z tyłu sali. Ta drużyna miała fizyczność. Miała mentalność zwycięzców. I tego kibice wymagają.

-Budujemy coś w inny sposób. Jestem bardzo, bardzo pewny, że z czasem pokażemy ludziom, dlaczego robimy to w ten sposób. Moim zadaniem jest popchnąć ten klub do miejsca, w którym drużyny naprawdę boją się przyjeżdżać na Stamford Bridge, a kibice z niecierpliwością czekają na każdy mecz.

Doświadczyłeś czegoś podobnego w Strasbourgu. Czy to Ci pomaga?

-Tak, szczerze mówiąc. Kiedy przyszedłem do Strasbourga, byłem pośmiewiskiem w mediach. Mówiono, że mój zespół spadnie, że to projekt niemożliwy do zrealizowania, że zawodnicy są za młodzi i zbyt niedoświadczeni. Byłem nikim z Anglii.

-Skończyliśmy sezon trzy punkty od miejsca dającego grę w Lidze Mistrzów. Zewnętrzny hałas to tylko hałas. Jeśli skupisz się na pracy, na zawodnikach, na sztabie i na procesie, uważam, że można osiągnąć niesamowite rzeczy.

-Nie obiecuję tego. Pracuję na to. Ale bardzo mocno wierzę, że możemy tutaj odnieść sukces.

Czy praca z młodymi zawodnikami w Strasbourgu pomoże Ci tutaj?

-Przede wszystkim, poza Benem Chilwellem, który był znakomity w wieku 28 lat, w Strasbourgu pracowałem wyłącznie z młodymi zawodnikami i była to ogromna przyjemność. Pracowałem również z doświadczonymi piłkarzami. Pamiętam bardzo dobrą relację z Philem Jagielką, który miał wtedy 41 lat, oraz z Curtisem Daviesem, który miał 38 lat.

-Wiek to jedno. Najważniejsza jest zdolność do uczenia się i chęć zaangażowania się w coś. Nie zamierzam tutaj siedzieć i mówić o swoich mocnych stronach jako trenera. Moją rolą jest pokazanie tego na boisku, w dniu meczowym i na treningach, prowadząc zajęcia i odprawy na najwyższym możliwym poziomie. Pozwolę innym mówić za mnie. To nie do mnie należy mówienie o własnych zaletach.

Jakie podobieństwa widzisz między tym, co budowałeś w Strasbourgu, a tym, co będziesz budował tutaj?

-Wyjątkowo utalentowani zawodnicy z ogromnym potencjałem. Ale moim zadaniem jest zamienić potencjał w rzeczywistość. Jest wiele podobieństw w rekrutacji obu projektów. Jest pewna idea dotycząca stylu gry zespołu i ja się w nią wpisuję.

-Jestem bardzo podekscytowany pracą z tą grupą. Zostałem wspaniale przyjęty przez wszystkich. Już czuję się tutaj jak w domu. Zawodnicy byli wobec mnie znakomici, jeśli chodzi o zaangażowanie i to, jak mnie i mój sztab przyjęli. Teraz chcę już przejść do grania meczów razem z nimi.

Czy grupa liderów pozostanie taka sama? I czy Reece James jest pomocnikiem czy obrońcą?

-Jest bardzo, bardzo dobrym piłkarzem. Dobry piłkarz może grać na wielu pozycjach. Oczywiście analizowałem ostatnie mecze przed moim przyjściem i muszę powiedzieć, że Reece, jeśli chodzi o wpływ na grupę i występy, kiedy był na boisku, rozwija się każdego dnia.

-To bardzo ekscytujące pracować z Reece’em na tym etapie jego kariery, bo uważam, że ma jeszcze kolejne poziomy do osiągnięcia. Ma poziomy, na które może wejść, nawet ponad to, co prezentuje obecnie.

-Myślę, że to dotyczy wielu tych zawodników. Zawsze jest trudno, gdy trener odchodzi. Enzo odniósł tutaj sukces na swój sposób, zdobywając dwa trofea. Kiedy trener opuszcza klub, grupa powinna być rozczarowana. To zły znak, jeśli trener odchodzi, a zawodnicy nie są rozczarowani.

-W ciągu ostatnich dwóch dni nauczyłem się, że wszyscy oni chcą sukcesu. Wszyscy są szczerzy. Pracowali dla mnie znakomicie i nie mogę się doczekać, aż lepiej ich poznam i pomogę im rozwijać ich przywództwo na długie lata w tym klubie.

Czy potrafisz wskazać jakąś negatywną cechę tej kadry, nad którą trzeba pracować?

-Czy pyta pan o coś negatywnego?

Tak, o negatywne cechy…

-Oczywiście, że pan pyta — jest pan dziennikarzem.

-Powiedziałbym, że nie mówię o negatywach. Myślę, że największą przeszkodą, jaką mamy, jest uświadomienie sobie ogromnego potencjału, jaki tkwi w tej grupie — i zrealizowanie go.

-Posiadanie potencjału to jedno. Ja potencjalnie mogę być bardzo dobrym trenerem. Niektórzy z moich zawodników już teraz są piłkarzami światowej klasy. Musimy przestać być zespołem o potencjale światowej klasy, a stać się zespołem światowej klasy.

-I to jest miejsce, do którego próbuję zaprowadzić ten klub.

ŹRÓDŁOfootball.london