Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej przed spotkaniem z Brentford. (15.01.2025)

Po pierwsze, jak wygląda sytuacja z tą chorobą? Czy Liam Delap jest w porządku?

– Nie, on wciąż przebywa w domu i dochodzi do siebie, podobnie jak Jamie Gittens. Nasi lekarze klubowi robią wszystko, co w ich mocy, żeby opanować to, co wygląda na wirusa, ponieważ część członków naszego sztabu również na niego zachorowała. Dziś mieliśmy spotkanie z zawodnikami na temat mycia rąk, podstawowych rzeczy, co jest naprawdę bardzo ważne, i mam nadzieję, że uda nam się to opanować. Przed nami intensywny okres, więc potrzebujemy wszystkich gotowych do gry, sprawnych i zdrowych.

Jak wygląda najnowsza sytuacja Cole’a Palmera i Reece’a Jamesa?

– Tak, obaj dziś trenują, więc musimy ich ocenić po treningu i upewnić się, że przejdą wszystkie protokoły, które muszą przejść. Byłoby wspaniale mieć ich z powrotem w kadrze. W tej chwili wygląda na to, że jest to możliwe.

Czy Facundo Buonanotte odejdzie?

– Po pierwsze, jeśli chodzi o Facundo, uważam, że był znakomity w meczu z Charlton. Uważam, że zagrał naprawdę bardzo dobre spotkanie. Mam wrażenie, że pod względem liczby meczów i minut, które dostał, nie jest to do końca to, czego on chce. Dlatego szukamy najlepszego rozwiązania dla niego. Jestem w stałym kontakcie z dyrektorami sportowymi i właścicielami w sprawie potencjalnych transferów, zarówno przychodzących, jak i wychodzących. Ale powiedziałem im, kiedy tu przyszedłem, że chcę przyjrzeć się tej grupie. Chcę ją ocenić, bo można mieć pozytywne niespodzianki. A jeśli coś będzie dla nas odpowiednie na jakiejkolwiek pozycji i pomoże drużynie oraz klubowi, to się temu przyjrzymy.

Wczoraj mówił pan o Robercie Sanchezie i o tym, że robi pewne rzeczy inaczej. Czy może pan to rozwinąć?

– Tak, dostałem to samo pytanie wczoraj wieczorem. Zawsze są różnice. Każdy menedżer, który przychodzi, ma inną wizję. Są inne wyzwalacze, inne schematy, jeśli chodzi o to, czego oczekuję, nie tylko od Roba, ale od całego zespołu. Pozycje zajmowane przy budowaniu gry – to nigdy nie będzie idealne za pierwszym razem. Kiedy właściwą decyzją jest gra bezpośrednia i przyspieszenie gry, szczególnie przeciwko kryciu indywidualnemu, to jest to właściwe rozwiązanie. Chodzi o to, żeby podejmowanie decyzji – nie tylko Roba, ale całego zespołu – było na odpowiednim poziomie. To przyjdzie z czasem.

– Rob ma za sobą znakomity sezon. Filipe [Jorgensen] również pokazał bardzo, bardzo dobre oznaki zrozumienia gry w meczu z Charlton. Ale moim zadaniem jest znalezienie równowagi. Chcę wygrywać teraz. Chcę poprawiać zespół i zostawić na nim swój ślad. Nad tym będziemy pracować przed meczem z Brentford.

Czy Sanchez pozostaje pańskim pierwszym wyborem na pozycji bramkarza?

– Tak samo jest na każdej pozycji. Jestem tutaj, żeby ocenić każdą pozycję. Nie mam numerów jeden ani numerów dwa. Tak nie pracuję. Jeśli spojrzycie na mnie w każdym klubie, w którym byłem, musi być rywalizacja. Opieram się na formie sportowej, nie tylko wśród bramkarzy, ale na każdej pozycji na boisku. Trzeba zapracować na swoje miejsce w tym zespole. Mam bardzo dobrą kadrę. To jest mój przekaz do wszystkich zawodników. Nie mam gwarantowanych numerów jeden ani gwarantowanych numerów dziewięć. Trzeba zasłużyć na miejsce w drużynie.

Wydaje mi się, że zagrał pan kiedyś przeciwko Keithowi Andrewsowi. Czy pan to pamięta?

– Nie.

W 2011 roku…

– Tak, to było tak dawno temu. Jaki był wynik?

Wygraliście. Hull pokonało Ipswich 1:0.

– O, wow.

To był jedyny raz, kiedy chyba spotkaliście się w waszych profesjonalnych karierach piłkarskich. Zastanawiałem się – oczywiście obaj byliście analitykami, jesteście w podobnym wieku, obaj dostaliście szanse w klubach Premier League – czy utrzymywaliście kontakt? I czy jest pan pod wrażeniem tego, co robi do tej pory…

– Tak, wykonuje świetną pracę. Nie jestem zaskoczony, bo znam Keitha. Przez ostatnie kilka lat odbyliśmy wiele bardzo dobrych rozmów. Zawsze był bardzo pasjonatem futbolu. Ma ogromne doświadczenie trenerskie w różnych rolach. Jego zespół radzi sobie naprawdę bardzo dobrze. Mam z nim dobrą relację, to dobry człowiek. Naprawdę nie jestem zaskoczony tym, co robi do tej pory z Brentford. Trafił do dobrego klubu, w którym mają jasną wizję infrastruktury i tego, co chcą robić. Analizując jego drużynę, są w dobrej formie. To będzie dla nas trudne wyzwanie, ale takie, na które bardzo czekamy.

To wszystko musiało być dla pana dość intensywne. Jak podsumowałby pan ostatnie 10 dni? Czy coś pana zaskoczyło, czy wszystko jest dokładnie takie, jak się pan spodziewał?

– Nieszczególnie, jeśli chodzi o zaskoczenia. Największym zaskoczeniem było to, jak bardzo poczułem się jak w domu, jak serdecznie zostałem przyjęty. Szczerze mówiąc, sztab, wszyscy związani z klubem – tutaj na ośrodku treningowym, na stadionie wczoraj wieczorem. Również zawodnicy. Bardzo ułatwili mi życie. To świetna grupa, do której można wejść. Myślę, że wiele przekazów, które przekazałem zawodnikom, zostało przez nich dobrze przyjętych. To rozczarowujący wynik, rozczarowujące bramki stracone w taki sposób, ale widziałem też naprawdę bardzo zachęcające sygnały. Chcę to kontynuować. Ogólnie rzecz biorąc, zaskoczeniem jest to, że tak naprawdę nie było żadnych zaskoczeń.

Kibice Chelsea śpiewali wczoraj pana nazwisko. Jak ważna jest dla pana ta relacja?

– Myślę, że to działa w obie strony. Żeby śpiewali moje nazwisko, muszą podobać im się to, co widzą na boisku. Muszą widzieć, że atakujemy, że biegamy, ale przede wszystkim, że osiągamy wyniki. Żeby to trwało, musimy dobrze prezentować się na boisku. Na tym skupiam swoją uwagę. Mam nadzieję, że zbuduję z nimi naprawdę dobrą relację – nie przez to, co mówię tutaj, ale przez to, co zobaczą na murawie.

Powiedział pan, że Brentford to świetna drużyna. Co, pana zdaniem, czyni ich niebezpiecznymi w tym sezonie?

– Myślę, że niebezpieczni są dzięki swojej jakości w każdej fazie gry. Cała jedenastka jest gotowa bronić. To również bardzo dobry zespół przy stałych fragmentach gry – długie wrzuty z autu, dośrodkowania z bocznych rzutów wolnych czy rzuty rożne. To drużyna bez ego, w jak najbardziej pozytywnym znaczeniu tego słowa. Bardzo ciężko pracują jeden dla drugiego. Są bardzo dobrze zorganizowani, jak każda drużyna w Premier League. Wiemy, jakie to wyzwanie. Wiemy, że w sobotę musimy być na bardzo wysokim poziomie. Przygotujemy się do meczu w najlepszy możliwy sposób.

Jak można poprawić domową formę Chelsea?

– Przeszłość to przeszłość. Powiedziałem to zawodnikom, gdy przyszedłem. Mogę wpływać tylko na teraźniejszość. Jeśli wpływam na teraźniejszość, wpływam na przyszłość. Nie skupiam się na tym, co było wcześniej. Chcę, żebyśmy byli zespołem grającym ofensywnie, w wysokim tempie, zwłaszcza na początku meczu, i żebyśmy narzucali swoje warunki rywalom, tak aby wiedzieli, że przyjazd na Stamford Bridge to trudne wyzwanie. Chcę grać w taki sposób, żeby wciągnąć kibiców w mecz. O tym wszystkim będziemy rozmawiać w najbliższych dniach. Najważniejsze jest jednak to, żebyśmy bardzo dobrze wykonywali podstawy. Wygrywali pojedynki, bronili stałych fragmentów. To coś, co musimy poprawić. Nawet patrząc na wczorajszy mecz – wszystkie trzy bramki: jedna po rzucie rożnym, jedna po aucie, jedna po rzucie wolnym. Musimy być bardziej skoncentrowani w takich momentach. Jeśli to zrobimy, przy talencie i jakości, jaką mamy, mamy dużą szansę wygrać mecz.

Na sobotę zaplanowane są protesty kibiców. Jak trudne jest środowisko, do którego pan trafia?

– Oczywiście jest część kibiców, którzy nie są w tej chwili zadowoleni. Jak mówiłem, mogę skupić się tylko na swojej pracy, a moja praca dotyczy boiska. Rozumiem kibiców. Wszyscy kibice płacą pieniądze, kochają swój klub i chcą dla niego jak najlepiej. A najlepsze dla klubu jest wygrywanie meczów. Im częściej to robimy, tym mniejsze jest prawdopodobieństwo demonstracji. Jestem tutaj po to, żeby pomóc temu klubowi wygrywać trofea w krótkiej i długiej perspektywie. Na tym się skupiam – na wygraniu kolejnego meczu i sprawieniu, by ludzie byli zadowoleni.

Czy do takiego postępu potrzebna jest cierpliwość?

– Myślę, że każdy menedżer chciałby cierpliwości. Czy to jest realne, to już nie zależy ode mnie. Ja chcę skupić się na teraźniejszości. Musimy być najlepszą możliwą drużyną tu i teraz. Muszę koncentrować się na pewnych rzeczach, bo nie mamy zbyt wiele czasu treningowego. Dziś zespół regeneruje się. Jutro mam może pół godziny, jeśli chodzi o obciążenie fizyczne, żeby popracować nad schematami i elementami gry. Ale są też inne rzeczy, nad którymi mogę pracować – to, jak wyglądamy, jakie wartości reprezentujemy jako grupa. Przy zawodnikach, których mamy, wierzę, że możemy osiągnąć znaczący postęp w krótkim czasie.

To musi być trudne, prawda?

– Czuję się uprzywilejowany i szczęśliwy, że mogę wykonywać ten zawód. Jestem szczęściarzem, że jestem menedżerem tego klubu. Zawsze wiedziałem, że to będzie trudna praca, ale to praca, którą lubię i która sprawia mi radość. Mam nadzieję, że będę w niej skuteczny.

Czy uważa pan, że w tym miesiącu trzeba sprowadzić nowych zawodników?

– Jeśli to zrobimy, muszą to być odpowiedni piłkarze. Musimy być cierpliwi. Chcę ocenić tę grupę, to dla mnie naprawdę bardzo ważne. Lubię dawać zawodnikom szansę na pozytywne zaskoczenie. Wciąż mamy czas. Codziennie rozmawiam z zarządem o potencjalnych transferach, zarówno wychodzących, jak i przychodzących, ale jednocześnie muszę skupić się na piłkarzach, którzy są już w klubie. Jeśli uznam, że to właściwy moment lub właściwy zawodnik, wtedy podejmiemy decyzję.

Czy Tyrique George jest częścią pana planów, czy może odejdzie w tym miesiącu?

– Szczerze mówiąc, nie wiem. Tyrique to zawodnik o ogromnym potencjale, którego znam od dłuższego czasu. Miał trochę pecha. W pierwszym meczu z Charlton pojechał z zespołem, ale nie znalazł się w kadrze. Wczoraj był na ławce. Powiedziałem zawodnikom: nieważne, czy jesteś wychowankiem akademii, czy zostałeś kupiony za 100 milionów – liczy się to, co robisz na treningu. Muszę powiedzieć, że jego podejście do treningów i funkcjonowanie w grupie są na najwyższym poziomie. Kto wie? Żeby zawodnik odszedł, musi złożyć się wiele czynników: odpowiednie zainteresowanie, odpowiednia oferta, to musi być dobre dla piłkarza. W tej chwili nie ma nic konkretnego w sprawie Tyrique’a i nadal pracuję z nim w grupie.

Jak wygląda sytuacja zdrowotna Romeo Lavii?

– Romeo jest już na boisku. Nie trenuje jeszcze z zespołem, ale widząc go na murawie podczas rehabilitacji, wygląda naprawdę bardzo dobrze. Wszyscy wiemy – ja wiem – że uwielbiam go przede wszystkim jako człowieka i jako piłkarza. To ktoś, z kim chciałbym pracować długoterminowo, bo jest po prostu wybitnym zawodnikiem. Najważniejsze jest teraz, żeby go nie przyspieszać, tak aby kiedy wróci, wrócił na dobre i żebym mógł naprawdę popracować z nim taktycznie. Bardzo nie mogę się doczekać momentu, kiedy wróci do grupy.

Nie ma żadnych ram czasowych?

– Nie ma. Nie ma ram czasowych. Chodzi o to, żeby wrócił we właściwym momencie i na stałe.

Jak widzi pan rolę Josha Acheamponga do końca sezonu?

– Piękne w przypadku Josha jest to, że może grać na pięciu różnych pozycjach: na lewej stronie, jako lewy środkowy obrońca, prawy środkowy obrońca, w pomocy, na skrzydle. To ogromny atut jak na zawodnika w jego wieku i o jego charakterze. Byłem pod wielkim wrażeniem tego, co pokazał w ostatnich dwóch meczach oraz na treningach. To bardzo poukładany chłopak, z dużą pokorą, co jest świetnym znakiem. Będę go dalej naciskał, będę wymagał od niego różnych rzeczy, bo ma przed sobą naprawdę bardzo jasną przyszłość.

Czy osobiście przypisuje pan dużą odpowiedzialność bardziej doświadczonym zawodnikom w kwestii pomocy młodszym graczom na tych samych pozycjach?

– Tak. Kiedy byłem piłkarzem, najważniejsze rozmowy odbywałem z bardziej doświadczonymi zawodnikami. Trenerów słuchałem wtedy mniej, niż mam nadzieję, że moi zawodnicy słuchają mnie teraz. Chcę takiej interakcji w zespole. Czy to Josh rozmawiający z Reece’em Jamesem – to może być niesamowita rozmowa, biorąc pod uwagę doświadczenia Reece’a. Chcę to wspierać, ale jednocześnie chcę, żeby zawodnicy byli pewni swojej gry i swoich umiejętności.

ŹRÓDŁOfootball.london