Liam Rosenior wziął udział w konferencji prasowej po spotkaniu z Pafos.
Ulga, że w końcu udało się sforsować niski blok rywala?
– Tak, trzeba cały czas dobijać się do drzwi. Oczywiście chcesz przełamać obronę wcześniej, żeby otworzyć mecz. To była dziwna decyzja sędziego w przypadku Enzo [Fernándeza]. Być może położył na nim ręce [przy nieuznanej bramce]. Myślę, że w Premier League to prawdopodobnie byłby gol. Czasami po prostu musisz iść dalej. Musisz cały czas pukać do drzwi, ale jednocześnie musisz mieć zamknięte te tylne. Były rzeczy, z których byłem zadowolony. Były też takie, nad którymi musimy popracować. Ale ogólnie mowa ciała zespołu była bardzo dobra, oni cały czas parli do przodu. Blok po bloku, interwencja po interwencji. Bardzo się cieszyłem z gola Caicedo i z tego, że osiągnęliśmy wynik, na który zasłużyliśmy.
Caicedo strzela więcej goli w tym sezonie…
– Tak, Moi to wybitny zawodnik. Światowej klasy pomocnik. Nie wiem, ile główek strzelił w swojej karierze, ale przy stałych fragmentach jesteśmy zawsze groźni. To topowy piłkarz. Kiedy jednak grasz przeciwko niskiemu blokowi, zawodnicy z drugiej linii mogą ustawiać się wyżej. Strzelił już w tym sezonie kilka goli zza pola karnego. Mam nadzieję, że dalej będzie dokładał trafienia, żeby pomagać nam wygrywać kolejne mecze.
Chcieliście zdobyć dziś jeszcze kilka bramek?
– Oczywiście, zawsze chcesz strzelać więcej goli. Zawsze chcesz wygrywać wyższą różnicą. Ale realia są takie, że jesteśmy teraz w najlepszej ósemce. Jeśli wygramy, mamy fantastyczną szansę na awans. W niedzielę czeka nas bardzo trudny mecz z Crystal Palace, do którego musimy się przygotować. A potem ocenimy to spotkanie i to, jak podejdziemy do kolejnego w przyszłą środę.
Dlaczego Cole Palmer nie znalazł się w kadrze meczowej?
– Profilaktycznie. Poczuł coś bardzo, bardzo drobnego w meczu z Brentford, i to dość wcześnie w trakcie spotkania. Duże uznanie dla niego, że potrafił przez to przejść i grać dalej. Ale na tym etapie nie chcę ryzykować żadnego zawodnika, a szczególnie piłkarzy o jakości Cole’a. Ma bardzo dużą szansę być dostępny i zacząć mecz w niedzielę. Będziemy go do tego dalej przygotowywać.
Czy to ma związek z pachwiną?
– Nie, nie.
Reece James zszedł w przerwie. To była decyzja związana z minutami?
– Tak, z minutami. I z tym, żeby był gotowy, bo gramy środa–sobota–środa–sobota. Chcę mieć Reece’a dostępnego jak najczęściej, bo to wybitny zawodnik i lider w naszej grupie.
Czy Liam Delap ma problem z pewnością siebie?
– Nie powiedziałbym. Liam to znakomity piłkarz. Bardzo trudno jest napastnikowi znaleźć przestrzeń, kiedy rywal broni się tak głęboko, jak zrobił to Pafos. Myślę, że Liam woli otwarte przestrzenie, w które może wbiegać i wykorzystywać swoją szybkość oraz dynamikę. Ale dziś zrobił wiele naprawdę dobrych rzeczy, zarówno z piłką, jak i bez niej. Nie powiedziałbym, że brakuje mu pewności siebie.
Co musisz zrobić, żeby pozyskać wsparcie tych kibiców?
– Muszę po prostu dalej skupiać się na swojej pracy, czyli próbować wygrywać jak najwięcej meczów. Nie mam wpływu na to, jak ludzie mnie oceniają z góry albo jak oceniają to, co się dzieje. Z mojej perspektywy jestem bardzo podekscytowany przyszłością klubu – kadrą, którą mamy, jej młodością i tym, jak bardzo może się jeszcze rozwinąć. Przy drobnych korektach i małych ulepszeniach uważam, że ten zespół może zajść bardzo daleko. Bardzo chciałbym, żeby kibice byli z nami i ze mną, ale żeby tak było, muszę na to zapracować. To działa w dwie strony.
Czy Chelsea powinna obawiać się wyjazdu do Neapolu w przyszłym tygodniu?
– Myślę, że ten klub nigdy nie obawiał się żadnego rywala. Wiemy, że to będzie trudny mecz. Antonio [Conte] to znakomity trener. Ale nie, absolutnie mnie to nie przeraża. Oni muszą wygrać, co trochę zmienia dynamikę spotkania. Natomiast teraz skupiam się na Crystal Palace. Naprawdę rozmawiałem z zawodnikami o tym, jak ważny jest następny mecz. Do Neapolu dojdziemy, kiedy przyjdzie na to czas.
Wielkie pytanie, które chce znać cały świat: naklejka na głowie Billy’ego McCullocha z napisem „always connected” – co ona oznacza?
– Dla mnie to są takie wewnętrzne żarty z zawodnikami. Billy to instytucja w tym klubie. Piłkarze go uwielbiają. To ogromna osobowość. Rozumie tradycję tego klubu. A ja chcę, żeby moi zawodnicy cieszyli się chwilą i potrafili się trochę wyluzować. Jestem wymagający, kiedy trzeba – na pewno – ale miło było zobaczyć kilka uśmiechów na twarzach, bo to też jest potrzebne. Chcę, żeby grupa była blisko siebie i żeby cieszyła się swoim towarzystwem. A Billy to ktoś, kto ich rozśmiesza i sprawia, że lubią to, co robią.
Filip Jørgensen kontuzjowany?
– Tak, niestety coś mu się przytrafiło. To dla niego druzgocące, bo naprawdę zrobił na mnie bardzo dobre wrażenie w czasie, gdy z nami był. Nie tylko w meczu z Charlton, ale też w treningu. Rob Sánchez wszedł i zaliczył fantastyczne wypiąstkowanie przy jednej z nielicznych piłek wrzuconych w nasze pole karne. Mam nadzieję, że Filip bardzo szybko wróci do zdrowia.
Masz jakieś wyczucie, co to dokładnie jest albo jak poważne to może być?
– Nie.



