Zespół Fulham liczyl na pierwsze punkty w sezonie, a Chelsea na kontynuacje zwycięskiej ścieżki. Oto jak przebiegło starcie na Fulham Road.

Spotkanie rozpoczęło się niczym przedsezonowy sparing. Obie drużyny zachowawczo się badały i ostrożnie konstruowały akcje. Pierwsze poważne zagrożenie przyszło w 24 minucie kiedy King popędził lewa flanką i zamienił dobrą sytuację na gola. Na szczęście dla fanów The Blues we wcześniejszej fazie akcji bramkowej, Chalobah został sfaulowany i sędzia anulował gola.

Po wolnych, statycznych i ciężkich dla oka 45 minutach mogłoby się wydawać, że pierwsza odsłona meczu zakończy się wynikiem 0-0, ale Joao Pedro miał inny plan. Brazylijczyk świetnie wygrał sobie pozycję w polu karnym i po dośrodkowaniu Enzo Fernandeza dołożył głowę i mieliśmy premierowe trafienie dla Niebieskich. Niemniej jednak, wielu kibiców cieszyło się, że to koniec tego widowiska na chociażby kwadrans.

Drugie 45 minut rozpoczęło się zdecydowanie lepiej. Obie drużyny chciały wręcz rzucić się sobie nawzajem do gardeł i zdobyć bramkę. Ekipa Marco Silvy naciskała skrzydłami, ale defensywa Chelsea była cały czas czujna i nie dawała gościom dojść do sytuacji bramkowej. W 54 minucie dośrodkować próbował strzelec jedynej bramki, ale na jego drodze stanęła ręka defensora Fulham. Nic innego, niż rzut karny nie mogło zostać podyktowane w tej akcji i przed szansą na 2:0 stanął Enzo Fernandez, który wykorzystał jedenastkę. Pewne prowadzenie gospodarzy, ku niezadowoleniu Portugalskiego szkoleniowca.

Minuty mijały, gra obu zespołów wciąż nie powalała, ale wynik był na korzyść The Blues, więc ekipa Mareski skupiała się na dowiezieniu prowadzenia. Oprócz kilku zrywów nie mieliśmy wielu groźnych sytuacji. Jedyną taką, możnaby nazwać wybroniony strzał błyszczącego w tym sezonie Pedro.

Godzina 15:35, ostatni gwizdek spotkania na Stamford Bridge i Chelsea zasłużenie wygrywa derby dzielnicy Fulham.