Polemika na Chelsea24News: Czy Sarri powinien zostać zwolniony? Nie - Chelsea24News
Polemika na Chelsea24News: Czy Sarri powinien zostać zwolniony? Nie
Polemika na Chelsea24News: Czy Sarri powinien zostać zwolniony? Nie

Polemika na Chelsea24News: Czy Sarri powinien zostać zwolniony? Nie

Na potrzebę polemiki na Chelsea24News, w której gościnnie biorę udział, przybrałem rolę adwokata Maurizio Sarriego. Zebrałem 11 (mocno rozwiniętych) powodów, zgodnie z którymi Włoch powinien dostać szansę poprowadzenia „The Blues” w kolejnym sezonie. Mam nadzieję, że i ja was przekonam do (przynajmniej niektórych) swoich racji.

1. Polityka „drzwi obrotowych”

Uwzględniając tylko ostatnią dekadę, średnia zatrudnianych szkoleniowców w zespołach Top6 (nie uwzględniając Chelsea) wynosi 3,6. Nawet wyłączając Arsenal, który większość tego okresu spędził z Arsene’em Wengerem, mamy równo 4. W Chelsea menedżerów w ostatnich dziewięciu latach było 8. Ostatnio natknąłem się na bardzo fajne określenie, które użyłem w powyższym podtytule. Drzwi obrotowe. Ledwo wchodzisz, już wychodzisz. Alex, którego odsunął od składu Andre Villas-Boas przyznał ostatnio, że już od jego czasów w Chelsea istniało zjawisko tzw. „player power”, czyli sytuacja w której, jak zwykł mawiać Mateusz Święcicki, „ogon merda psem”. Wówczas jednak szatnia była pełna olbrzymich nazwisk o potężnym wpływie. Teraz ta samozwańcza władza leży w rękach niewłaściwych ludzi. Antonio Conte i Jose Mourinho mieli nie po drodze z zarządem, a czasem i z piłkarzami i mówili o tym, zarówno między wierszami, jak i otwarcie. Czas się zastanowić, czy trener, jako indywiduum wobec całej drużyny (nie praktykując jakiegoś skrajnego zamordyzmu i terroru) jest w stanie mieć w tej szatni decydujący głos. Problem leży głębiej, niż ciągle się wydaje. Niestety schematem postępowania od lat jest zwolnienie trenera i trzymanie kciuków za następnego.

2. Viva na revolution!

Kontynuując myśl z poprzedniego podpunktu, te rewolucyjne nastroje udzieliły się także rzeszy kibiców Chelsea. Ciągle mówi się o konieczności zmian, wprowadzenia nowej mentalności i korekt w klubowej filozofii. Mimo pełnej świadomości, że te nie zawsze idą w parze z wynikami, po pierwszych symptomach obniżenia formy kibice wyciągają już swoje gilotyny. Znamienny jest przykład tego, co zadziało się w Manchesterze United. Trudno znaleźć jakąś negatywną cechę, której nie przypisano Mourinho. Wichrzyciel, manipulant, malkontent, beton i przeżytek. Później klub zdecydował się na Ole Gunnara Solskjaera. Spójrzcie w kalendarz. W momencie, w którym pisze ten tekst, na moim widnieje data 5 maja. Ledwie dwa miesiące temu OGS wyeliminował PSG i spłynęła na jego mesjańskie oblicze fala braw i laurów. „Uosobienie tego, czym jest ten klub”, „godny spadkobierca Fergusona” i tak dalej. Dwa miesiące wprzód, 7 porażek i ci sami ludzie kwestionują, czy faktycznie powinien dostać umowę, po cichu rozglądając się za alternatywami. Tyle z tej pięknej rewolucji. Kibice są żądni krwi, ale najczęściej jest to zwykły zwierzęcy instynkt.

3. Zmiana dla samej zmiany

Brnąc jeszcze głębiej w ideę, od której swoją mowę adwokacką zacząłem, warto się zastanowić jakie byłyby konsekwencje tej zmiany. Siłą rzeczy usunięcie ze stanowiska jednego człowieka wiąże się z zatrudnieniem drugiego. Nie tylko oznacza to konieczność dwukrotnej wypłaty rocznej pensji Maurizio Sarriego, czyli 6 milionów euro (tym samym powielając błędy z zakończenia współpracy z Antonio Conte), ale i rozpoczęcie poszukiwań na niezwykle ostatnimi czasy okrojonym rynku. Nie ma nań bowiem jednego nazwiska, które już teraz nie prowokuje do myślenia: „czy to oby na pewno się uda?”. Dlaczego zniechęceni jednym, drugim i trzecim eksperymentem, mielibyśmy sięgać po kolejny, z takim samym ryzykiem niepowodzenia? Frank Lampard, Thomas Tuchel, Laurent Blanc, Nuno Espirito Santo czy Massimiliano Allegri to półśrodki. Po co zmieniać dla samej zmiany?

(Nie wspominając już o tym, że reputacja klubu zmieniającego trenerów jak rękawiczki tylko się na tym umocni. To nie jest jedynie argument do zaczepek w internetowych komentarzach – nikt poważny nie podejmuje się pracy, w której jego kontrakt będzie wisiał na włosku od pierwszej porażki.)

4. Taktyka

Chyba główna podstawa krytyki Włocha. Podobno jest toporna, betonowa i nieskuteczna. Dlaczego Sarri został zatrudniony? Ponieważ zewsząd domagano się, by Chelsea wreszcie zaczęła atakować. By wyszła ze swojej skorupy i stanęła czoło w czoło z największymi. Mourinho i Conte prezentowali futbol pragmatyczny, defensywny i kontratakujący. Momentami w tych aspektach doskonały, wszak obaj świętowali mistrzostwa. Mimo wszystko jednak defensywny. Futbol grany przez Chelsea Sarriego to ledwie procent tego, co obiecywał, wręczając swoje CV. Od samego początku mówiło się, że minął długi czas, nim zaimplementował swoją wizję w Neapolu. Paradoksalnie, na jego nieszczęście, na samym początku jego pracy, piłkarze Chelsea zaczęli brylować w ofensywie. „Sarriball” krzyczały media. Gówno, a nie Sarriball. „Spuszczeni ze smyczy” faktycznie pokazywali swoje atuty pod bramką rywali, próbowali grać po trójkątach, a nad wszystkim pieczę sprawował jedyny w pełni rozumiejący okoliczności Jorginho.

Nie jest jednak fizycznie możliwe, by system (tak skrajnie odmienny) został wprowadzony w tak ekspresowym tempie. Sarri przyznał, że presezon w Napoli składał się z 60 (!) sesji taktycznych. W Chelsea miał 11. JEDENAŚCIE sesji z grupą piłkarzy, która od lat napędza akcje długimi podaniami po głębokich przechwytach. – Musimy grać szybciej piłką i w szybszym tempie szukać rozwiązań – na konferencjach głosi Sarri. Sfrustrowany, to prawda. Niewielu zdaje się rozumieć, że to jest proces.

5. Beton

Kontynuując odpowiedzi na taktyczne zarzuty, biorę na tapet oskarżenie o „zabetonowanie” jednej myśli taktycznej. Wystarczy spojrzeć na dwa ostatnie mecze przeciwko Manchesterowi City, by zrozumieć, że to nieprawda. Owszem, nie żongluje schematami, wyciągając z kapelusza choinki, fałszywe dziewiątki, szóstki czy jedynki, ale wynika to z tego, że wierzy w swój system. Jeżeli działał wcześniej i wywołał aplauz u m.in. Guardioli, nie ma podstaw by nie wierzyć, że i w Chelsea nie uda się go wdrożyć. Kiedyś przeczytałem taką prostolinijną myśl, która wbrew swojej prostocie wspaniale rozrysowuje sytuację: „jaki jest cel w zatrudnieniu trenera na podstawie tego, jaki prezentuje styl, by potem kazać mu ten styl zmieniać?”. David Luiz powiedział, że przed drużyną rysuje się niezwykła przyszłość pod Sarrim. Muszą tylko w pełni w jego filozofię uwierzyć.
Wróćmy jednak do niedokończonej myśli o meczach przeciwko City. W jednym 0:6, w drugim porażka po karnych. W jednym wysoki pressing i odsłonięcie środkowej strefy, próbując zaskoczyć mistrza grą, której drużyna nie opanowała; w drugim zaś zejście do głębszego pressingu i prowadzenie gry znacznie bliżej swojej bramki. Dobry mecz i dobra gra, kosztem dużych korekt we własnej idei. Czy to nie jest analiza i adaptacja?

6. Jego nazwisko nie odpycha

Chelsea ma za sobą reżim Antonio Conte. Marcos Alonso, Danny Drinkwater, Davide Zappacosta itd. Wiadomo, o co się rozchodzi. Włoch miał nadzwyczaj dziwne i jasno sprecyzowane umiłowanie do tzw. piłkarskiego „szrotu”. Przez dwa lata sprowadził jednego piłkarza z topu, czyli N’Golo Kante, oraz rozwinął Antonio Rudigera do miana takowego. Jakże miłą odmianą było pierwsze okno w wykonaniu Maurizio Sarriego. Kepa Arrizabalaga, najdroższy bramkarz świata. Mateo Kovacić, rezerwowy Realu Madryt i wicemistrz świata, po którego przyjściu wielu mówiło, że będzie częścią składową jednej z najlepszych linii pomocy w lidze. Jorginho, którego Chelsea wyrwała ze szpon Manchesteru City, w celu adaptacji taktyki Sarriego do Premier League. Ostatecznie Gonzalo Higuain, napastnik, który parę sezonów temu zapewniał Napoli ponad 30 bramek na sezon, w ramach transakcji, w której trudno znaleźć wady. Owszem, można mówić, że Chorwat i Argentyńczyk to niewypały. Tak, łatwo być mądrym po „szkodzie”. Mało kto jednak nie był zwolennikiem tych transferów, jeszcze zanim obaj weszli na boisko. Obiektywnie kaliber każdego ze sprowadzonych przez Sarriego nazwisk jest w Chelsea największy od ponad dwóch sezonów.

7. Przed nim kluczowe okno transferowe

Patrząc realistycznie, Manchester City i Liverpool są w tym momencie kilka kilometrów przed Chelsea. Zarówno czysto piłkarsko, organizacyjnie, jak i pod względem stabilizacji – obaj trenerzy, Guardiola i Klopp mają składy skrojone dokładnie pod futbol, który chcą grać. Nie muszę dodawać, że zbudowanie tych kadr nie było kwestią jednego okna. Dla Maurizio Sarriego najważniejszym okresem będzie przyszłe lato (o ile zostanie zawieszony zakaz transferowy). To będzie okno, w którym pozbędzie się całego, jak mawiają Anglicy „deadwood’u” (czyli eufemistycznie szrotu) i zbuduje kadrę dokładnie taką, jaką potrzebuje. Klub nie będzie szczędził pieniędzy, mając w perspektywie okres transferowej posuchy. Johan Cruyff powiedział kiedyś: „jeśli twoi zawodnicy są lepsi niż ich rywale, to w 90 procentach będziesz wygrywać”. Holendrowi wtórował Jamie Carragher: „generalnie chodzi o to, ze jeśli zbierzesz grupę utalentowanych zawodników, o właściwym nastawieniu, będziesz raczej wygrywać mecze. Nie ma znaczenia, jak innowacyjne będą twoje treningi, jaką strategię obierzesz i co będziesz mówił swojej drużynie. Wszystko jednak może dać ci dodatkowe 10 procent”. Pozostaje wierzyć, że Maurizo Sarri jest w stanie wskazać piłkarzy, wokół których będzie budował nową siłę. Nawet jeśli będzie to metoda prób i błędów, vide Kovacić.

8. „Nepotyzm” i fatalny Jorginho

Lata obserwowania futbolu nie raz udowodniły, że menedżerowie faworyzowali i faworyzować będą. Moyes i Fellaini, Mourinho i Carvalho, Conte i Morata, czy Sarri i Jorginho. Nie ma co udawać zdziwienie, że trenerzy mają swoich „synków”. Było oczywiste, że skoro Maurizio Sarri chciał przyjść do Londynu wyłącznie z Jorginho pod pachą, to Brazylijczyk będzie grał. Możliwie najwięcej. Do tego dochodzi aspekt, że w dniu rozpoczęcia sezonu (a prawdopodobnie nawet i do dziś) to on jako jedyny rozumiał, co Sarri chce przełożyć na boisko. Jako jedyny punkt zaczepienia z neapolitańskiej taktyki, Włoch z uporem maniaka odwoływał się na boisku właśnie do Jorginho.
To nie jest jednak myśl przewodnia tego podpunktu. Skala krytyki i hejtu, z którą spotyka się Jorginho jest porównywalna jedynie do liczby wykonanych przez niego podań. Wielokrotnie umniejsza się zneutralizowanie drugiej linii Chelsea do „nałożenia plastra na Jorginho”. Rozmawiałem o tym z kibicami Napoli. Stanowczą różnicą, jaką udało nam się wspólnie ustalić był fakt, że w trójce pomocników Partenopei, ruch każdego z nich bez futbolówki był na niemal identycznej intensywności. Allan i Hamsik oferowali tak samo wiele w rozegraniu, co właśnie Jorginho. Trudno nie zauważyć, że odkąd Kante zrozumiał swoją rolę i pełni ją w sposób naprawdę przyzwoity, Brazylijczyk wygląda znacznie lepiej i zamiast odpierać uporczywych rywali, skupia się na dyktowaniu tempa gry.
Proszę, niech ktoś z pełną powagą powie, że przez trzy lata Sarriego w Napoli, nikt nie wpadł na to, by „nałożyć plaster” na Jorginho. Chyba nikt w to naprawdę nie wierzy. By Jorginho funkcjonował tak, jak nakazują założenia (i tak jak wiemy, że potrafi), musi być częścią składową idealnie współpracującej trójki. Mało tego, założenia „Sarriballa” zakładają jego zejście do stoperów i szybkie rozegrania po trójkącie w celu pochłonięcia pressingu i wyprowadzenia szybkiego ataku. Jeżeli więc stoperzy w takim wariancie nie czują się pewnie i wolą rozegrać do boku bądź rzucić długą piłkę do przodu, cały schemat nie ma prawa powodzenia.

9. Już raz zastąpił swoją największą gwiazdę

W ostatnim sezonie Gonzalo Higuaina przed odejściem do Juventusu, 38 strzelonych przez niego bramek stanowiło ponad 1/3 (36,5%) całej liczby trafień Napoli. 90 milionów euro trafiło na stół i Argentyńczyk rozstał się z Neapolem. Można mówić o wielkim pechu, że sprowadzony w jego miejsce Arkadiusz Milik zerwał więzadła, ale odpowiedzialność przejął Dries Mertens, którego Sarri postawił na pozycji Higuaina. Belg w następnym sezonie (w klasyfikacji kanadyjskiej) zanotował o 172% (!) większe liczby, niż w poprzednim. Można to tłumaczyć dziełem przypadku, ale jedno jest pewne – także wtedy (analogicznie do sytuacji z Hazardem) zapanował chaos i podważano szanse Napoli na poradzenie sobie bez największej gwiazdy. Bramki Hazarda stanowią 19,2% ogółu Chelsea. Można więc wysunąć stwierdzenie, że Napoli było w większej mierze uzależnione od liczb Higuaina, niż Chelsea od Hazarda. A przepowiadanej zewsząd sportowej zapaści udało im się uniknąć.

10. Skontrowanie kilku mitów i oskarżeń

Zacznę od Rudigera. W przypadku Niemca pojawiają się głosy, że Sarri umyślnie ryzykował jego zdrowiem, desygnując go do pierwszej jedenastki, przez co Niemiec musiał sięgnąć po blokadę. Bzdura. W każdym klubie, czy to na naszym rodzimym podwórku, czy w Premier League, piłkarz ma dyspozycji sztab medyczny. Sztab, który na bieżąco kontroluje jego stan zdrowia i reaguje na najmniejsze wątpliwości. To oni, do spółki z samym zainteresowanym, mają decydujący głos, czy dany piłkarz będzie gotowy do gry. Nie ma opcji, by Rudiger zagrał pod przymusem, mając kontuzję. Sarri zostałby pociągnięty do bardzo poważnych konsekwencji, już nie tylko natury sportowej. Niemiec sam zgłosił gotowość. Sarri mógł oczywiście zaprotestować, ale zdecydował się zaufać osobom mądrzejszym od siebie, czyli sztabowi medycznemu. Nieco inna była sytuacja Kante, który zapewne odczuwał mniejszy ból w mięśniu dwugłowym. Sarri jednak uderzył się w pierś i przyznał, że mógł dać Francuzowi odpocząć.

Sarri nie ma doświadczenia w pracy z młodzieżą, jest to fakt. W jego pierwszym sezonie w Napoli jedynym zawodnikiem U20, który zagrał więcej, niż 5 spotkań, był… Nathaniel Chalobah. Później te liczby windowali Amadou Diawara i Adam Ounas, czyli klubowe nabytki. W Neapolu nie ma sprawnie działającej akademii, która gwarantowałaby zawodników do pierwszego składu. Co więcej, Sarri w ogóle takowej nie potrzebował. Zderzenie z Chelsea, gdzie nacisk na minuty dla młodzieży teoretycznie jest (a dopiero od tego sezonu jest egzekwowany) to dla niego kompletne novum. Cały spór rozchodzi się o Calluma Hudsona-Odoi. Niemożliwe jest, by zweryfikować czy pierwszy raz Chelsea ma w rękach talent takiego kalibru, ale brzmi to dość mało prawdopodobnie. Na pewno jednak presja zarówno zarządu, trybun, jak i zainteresowanych młodym Anglikiem klubów wymogła na Sarrim, by ten zawodnik grał. To sytuacja, jakby nie patrzeć, dosyć kuriozalna. Włoski trener zaznaczył bowiem, że Hudson-Odoi nie do końca funkcjonuje w jego systemie, oraz zawodzi w fazie defensywnej. Rzeczywiście, gołym okiem widać u niego braki w grze bez piłki. Bryluje z futbolówką przy nodze, ale to nie jest pełnia gry. Oczywiście, musi zbierać szlify. Czy 24 występy i 1167 minut nie stwarza mu jednak okazji, by to doświadczenie zebrać? Trudno wskazać jakiegoś wychowanka (będącego w pełni produktem akademii), który w ostatniej dekadzie grał więcej:

10/11 – Josh McEachran (Carlo Ancelotti) 17 meczów, 558 minut
11/12 – Ryan Bertrand (Andre Villas-Boas i Roberto Di Matteo) 15 meczów, 1217 minut
12/13 – Ryan Bertrand (Roberto Di Matteo i Rafael Benitez) 38 meczów, 2523 minuty
15/16 – Ruben Loftus-Cheek (Jose Mourinho i Guus Hiddink) 17 meczów, 717 minut
16/17 – Nathaniel Chalobah (Antonio Conte) 15 meczów, 532 minuty

Jak widać, jedynie Bertrand, jako 21/22 latek, w swoim drugim i trzecim sezonie uzbierał więcej minut.

Bardzo szybko także padają osądy dotyczące sytuacji Gary’ego Cahilla. Nie będę ich tutaj dokładnie przytaczał, gdyż z kazdej strony da się usłyszeć coś innego. Od samego początku było oczywiste, że u Sarriego grać nie będzie. Na wejściu do drużyny Włoch nie miał na tyle mocnej pozycji, by podważyć jego rolę jako kapitana. Jestem daleki od krytyki Cahilla za odrzucenia ofert kosztem obniżenia płacy, ale nie da się ukryć, że jest on zwyczajnie zbędny. Do tego rosną podejrzenia, że jest głównym informatorem Matta Lawa w kwestii szatni Chelsea. Nie chcę się wypowiadać na temat relacji na liniach trener-zawodnik-drużyna, gdyż nie mam pojęcia co właściwie zaszło, a głównie źródło informacji kibiców to zażalenia Cahilla. Nieco inna jest sytuacja Danny’ego Drinkwatera. Tutaj sytuacja nie ulega żadnym wątpliwościom. Sarri przyznał na konferencji, że w sierpniu mu powiedział, że nie ma w klubie czego szukać, a ten pozostał, by napełniać portfel. Cytat ten wyselekcjonowali ludzie odpowiedzialni za oficjalnego Twittera klubu i zamieścili go na stronie, co sugeruje, że nawet sam klub odcina się od Drinkwatera.

11. Zejdźmy na ziemię i bądźmy wdzięczni

Niech pierwszy rzuci kamieniem, kto przed sezonem nie brałby trzeciego miejsca w ciemno. Założenia zostały spełnione. Oprócz tego Mauruzio Sarri Chelsea przegrał Puchar Ligi dopiero w karnych z najlepszą drużyna w kraju, a za niecały miesiąc być może stanie przed szansą triumfu w Lidze Europy. To wszystko bez „dziewiątki” z prawdziwego zdarzenia (Morata, Giroud i Higuain do spółki mają 13 ligowych trafień), będąc w trakcie implementacji nowego systemu w skrajnie dla siebie nowych warunkach, a także będąc z każdej strony bombardowanym przez media, które co miesiąc go zwalniały, albo dyktowały mu założenia taktyczne, „przestawiały” pomocników i wytykały problemy. Kolokwialnie mówiąc, Chelsea wiedziała, co bierze. Obserwując pracę Włocha w Napoli nikt się nie spodziewał, że nagle zacznie rotować. Nikt się nie spodziewał, że zacznie wyciągać z kapelusza różne warianty taktyczne. Nikt się nie spodziewał, że młodzi piłkarze będą zbierać duże ilości minut. Dlaczego więc wszystkich to tak zaskakuje? W całej tej zawiści nie znalazł się jeden moment, by po prostu docenić to, co udało się osiągnąć.