Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2012/13
Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2012/13

Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2012/13

Chelsea wreszcie wygrała Ligę Mistrzów, największy cel Romana Abramowicza został spełniony. The Blues czekał na bardziej wymęczający fizycznie sezon w historii, trzeba było bowiem rozegrać Klubowe Mistrzostwa Świata w środku sezonu. Po wygraniu Pucharu Mistrzów apetyty w Londynie znacznie wzrosły, a Roman Abramowicz głowił się, co zrobić z Roberto di Matteo. Nie jest żadną tajemnicą, że Włoch nie był numerem jeden dla właściciela The Blues. Di Matteo mimo wygrania dwóch trofeów bardzo długo czekał na podpisanie nowej umowy z Chelsea, która zmieniałaby jego status z trenera tymczasowego na szkoleniowca stałego. Dziennikarze donosili, że Abramowicz bardzo długo nakłaniał Pepa Guardiolę, aby ten przejął drużynę, po tym jak opuścił Barcelonę. Hiszpan pragnął jednak odpoczynku, więc Abramowicz pokusił się w końcu na umowę dla Di Matteo. Włoch podpisał dwuletni kontrakt i miał nadzieję, że uda mu się napisać podobną historię jako trener, jaką napisał jako zawodnik.

Chelsea nie próżnowała w tym sezonie na oknie transferowym. Jeszcze przed zakończeniem sezonu związała się z Marko Marinem, a najlepsze miało jeszcze nadejść. Pozyskano między innymi Edena Hazarda, Oscara czy Cesara Azpilicuetę. Drużyna bardzo zmieniła oblicze – odeszli bowiem tacy piłkarze jak Drogba, Kalou czy Bosingwa. The Blues miała grać ‚sexy football’, a Di Matteo miał nam to zapewnić, jako że Guardiola odrzucił ofertę Abramowicza. Ostatniego dnia okna transferowego klub opuścił Michael Essien, który na zasadzie wypożyczenia trafił do Realu Madryt prowadzonego przez Jose Mourinho.

Wielu fanów (w tym także ja) zarzucało Di Matteo to, że nie ma odpowiednich umiejętności do tego, aby być pierwszym trenerem na stałe, a wygrana w Lidze Mistrzów to efekt mentalności graczy i sporej dawki szczęścia, a nie umiejętności czy przygotowania merytorycznego Włocha. Fani mieli wątpliwości, czy pozostawienie Di Matteo na stołku będzie odpowiednim ruchem ze strony Abramowicza. Jak się potem okazało – nie było.

Ponownie byliśmy świadkami zmiany na stołku menedżera, sezon w roli trenera klubu kończył Rafa Benitez. Hiszpan nie był lubiany przez fanów Chelsea, za wypowiedzi o nich z czasów, gdy pracował jeszcze w Liverpoolu. Menedżer wykonał jednak na tyle dobrą pracę w klubie, że był żegnany dość ciepło i na pewno ma teraz wielu fanów wśród kibiców niebieskiego klubu.

Klub na początku pragnął wykupić tereny Battersea Power Station, tak aby stworzyć tam nowe Stamford Bridge. Oferty były jednak odrzucane.

W lipcu John Terry został również oczyszczony z zarzutów dotyczących rzekomego aktu rasizmu w stosunku do Antona Ferdinanda. Brat piłkarza Manchesteru United przegrał sprawę, w której oskarżył stopera The Blues o rasistowski atak werbalny podczas spotkania QPR – Chelsea z poprzedniego sezonu.

Klub związał się umową partnerską z Gazprom.

Pierwsze koszulki Chelsea zmieniły się niewiele – wprowadzono jedynie złote elementy w miejsce białych, za to wyjazdowe stroje były białe z błękitnym paskiem. Trzecie stroje to czarne koszulki z żółtymi zdobieniami.

Już w sparingach można było zauważyć pewne problemy. Chelsea na pięć spotkań towarzyskich wygrała tylko jedno, brakowało pomysłu na grę, brakowało odpowiedniej taktyki, brakowało właściwie wszystkiego. Można było jednak to tłumaczyć wieloma zmianami w składzie, przez co gracze nie byli ze sobą zgrani. O ile przegrane w meczach z Milanem czy MLS All Stars dało się jeszcze jakoś wytłumaczyć, tak porażki w ostatnim spotkaniu towarzyskim z drugoligowcem z Brighton w żaden sposób się nie dało. Kibice byli bardzo niepewni tego, co czeka ich w zbliżającym się sezonie. A najgorsze miało dopiero nadejść.

Po zakończeniu sezonu The Blues rozegrali w Ameryce dwa mecze sparingowe z Manchesterem City, były to ostatnie spotkania Rafy Beniteza w barwach Chelsea. Oba przegraliśmy, jednak w spotkaniu tym wystawiane były bardzo eksperymentalne składy – debiut w pierwszej drużynie zaliczył między innymi młodziutki Ruben Loftus-Cheek. Był to również ostatni mecz Paulo Ferreiry, który zakończył piłkarską karierę.

O ile mecz o Tarczę Wspólnoty z Manchesterem City był bardzo pechowy, tak kolejny już tak nie był. Tak czy inaczej zacznijmy od początku. Po pierwszej połowie spotkania z City prowadziliśmy 1-0 po bramce Torresa, jednak druga połowa wydawała się znacznie trudniejsza, ze względu na czerwoną kartkę, którą ujrzał Ivanović. Przez całą drugą odsłonę spotkania graliśmy w osłabieniu, wobec czego City szybko zdobyło trzy kolejne bramki, a nam udało się odpowiedzieć zaledwie jedną – zdobytą przez Ramiresa.

To jednak mecz o Superpuchar Europy zostanie zapamiętany przez fanów Chelsea jako największy symbol kadencji Roberto di Matteo. Chelsea była całkowicie bezradna, a gdyby nie Petr Cech to wynik mógłby być jeszcze wyższy. Spotkanie życia rozegrał Radamel Falcao, który wręcz ośmieszał defensywę The Blues. Kolumbijczyk zabrał piłkę do domu, gdyż zdobył w tym spotkaniu hat-tricka, a ekipa Diego Simeone całkowicie wbiła w ziemię Chelsea. Jedyną bramkę dla The Blues zdobył Gary Cahill, jednak już przy stanie 1-4, więc było to zaledwie trafienie honorowe.

PREMIER LEAGUE

Sierpień

O ile spotkania w Superpucharach były dla Chelsea fatalne, tak ligę rozpoczęliśmy bardzo dobrze i dopiero potem przyszedł gorszy moment. Inauguracja ligowa przypadła nam na spotkanie wyjazdowe z Wigan – co ciekawe, w barwach gospodarzy zagrał Victor Moses, który kilka dni później został zaprezentowany na Stamford Bridge. Mecz rozpoczął się dla nas bardzo szybko, gdyż najpierw bramkę po podaniu Hazarda zdobył Ivanović, a potem ten sam Hazard był faulowany w polu karnym, a jedenastkę pewnie wykorzystał Lampard. Debiutancki występ Hazarda w lidze był dla niego bardzo dobry, a Chelsea pewnie pokonała rywala, strzelając obie bramki w pierwszych dziesięciu minutach.

Kolejny mecz ligowy to już domowe spotkanie z Reading. Tutaj także bardzo gładko pokonaliśmy rywala, jednak trzeba było się nieco bardziej natrudzić. Wynik otworzył Lampard, jednak szybko rywal odpowiedział dwiema bramkami. Dopiero w drugiej połowie Cahill, Torres i Ivanović dali nam zwycięstwo 4-2.

Ostatni mecz w sierpniu to znowu Stamford Bridge. Eden Hazard i Fernando Torres w dwójkę rozbijają Newcastle, a Hiszpan popisuje się fantastycznym trafieniem zza pola karnego. Znowu rozbudzono nadzieje na to, że El Nino wróci do formy z Liverpoolu. Znowu jednak były to jedynie mrzonki.

Wrzesień

W tym miesiącu rozegraliśmy trzy spotkania ligowe, ponownie bez żadnej porażki, zremisowaliśmy jednak z QPR. Choć to Chelsea dominowała, brakowało bramki, która dałaby zwycięstwo, wobec czego Di Matteo musiał pogodzić się z pierwszą stratą punktów ligowych w tym sezonie. Potem było już lepiej – najpierw zwycięstwo ze Stoke po bramce Ashleya Cole’a w 85 minucie, a potem wyjazdowa wygrana z Arsenalem. Hiszpański duet – Torres i Mata zapewnili niebieskim zwycięstwo, a jedyne trafienie, jakim potrafił odpowiedzieć rywal to bramka Gervinho.

Chelsea była zdecydowanym liderem ligi, mając trzy punkty przewagi nad Evertonem i cztery nad United. Zawodnikiem miesiąca został Steven Fletcher z Sunderlandu, a David Moyes odebrał nagrodę dla menedżera sierpnia.

Październik

W tym miesiącu przytrafiła się nam pierwsza porażka ligowa, jednak w bardzo kontrowersyjnych okolicznościach. Zacznijmy więc od początku. Spotkanie z Norwich City było jednym z tych łatwych i przyjemnych – cztery bramki zdobyte, jedna stracona. Tak miał wyglądać ‚sexi football’ w wykonaniu niebieskich. Kolejny mecz zagraliśmy z Tottenhamem, było to kolejne wygrane spotkanie derbowe. Co ciekawe – trenerem Tottenhamu był Andre Villas-Boas, który w poprzednim sezonie był przecież ‚szefem’ Di Matteo. W tym przypadku jednak uczeń pokonał mistrza. Wynik otworzył Gary Cahill, a tuż po przerwie wyrównał Gallas. Chwilę później było już 2-1 dla Tottenhamu, wtedy do głosu zaczęła ponownie dochodzić Chelsea. Najpierw Mata dwukrotnie zaskoczył bramkarza rywali, a dobił ich wchodzący z ławki Daniel Sturridge. 4-2 w derbach!

Było szczęśliwie i wesoło, jednak musiał nadejść dzień, gdy Chelsea poznała gorycz porażki ligowej. Pisałem jednak, że ta porażka była bardzo pechowa i tak właśnie było – głównie przez arbitra. Największym nieporozumieniem ze strony pana Marka Clattenburga była czerwona kartka dla Torresa – Hiszpan otrzymał drugi żółty kartonik za to, że… był faulowany. Sędzia uznał, że Hiszpan symulował, choć powtórki wykazały, że to był faul ze strony defensora United. A jak potoczył się sam mecz?

Szybko! Najpierw bramkę zdobył David Luiz, jednak nie do tej bramki, do której powinien. Na 2-0 podwyższył Van Persie, jednak wówczas The Blues zaczęli odrabiać wynik. Juan Mata FANTASTYCZNIE uderzył zza pola karnego z wrzutu wolnego, a już po przerwie wynik spotkania wyrównał Ramires! Wówczas jednak najpierw wyrzucono Ivanovicia za (tutaj trzeba oddać sędziemu) faktycznie przewinienie, a chwilę potem dla Torresa (tutaj jak już ustaliliśmy – błędnie). Chelsea grająca w dziewiątkę nie wytrzymała nazbyt długo – Hernandez wbił piłkę do pustej bramki po zamieszaniu w polu karnym, jednak Meksykanin był na pozycji spalonej, czego arbiter nie raczył zauważyć. Tak więc w takich okolicznościach przegraliśmy z Manchesterem United, co zaczęło być zaczątkiem to ogromnego kryzysu Chelsea – kolejne spotkanie ligowe mieliśmy wygrać dopiero w drugim tygodniu grudnia, a w międzyczasie z posadą pożegnał się Di Matteo.

Zawodnikiem miesiąca został Juan Mata, a nagroda dla najlepszego menedżera miesiąca przypadła Fergusonowi. Chelsea mimo porażki zachowała fotel lidera, jednak United tracili do nich zaledwie punkt, podobnie jak Manchester City. Na czwartym miejscu był Tottenham prowadzony przez Boasa.

Listopad

Pierwszy mecz w Listopadzie to bramkowy remis ze Swansea. Wynik otworzył Victor Moses, jednak tuż przed samym końcem spotkania bramkę na wagę remisu zdobył Hernandez. W kolejnym meczu ligowym scenariusz był podobny – Terry zdobywa bramkę dla Chelsea, jednak przed końcem tracimy gola, tym razem za sprawą Suareza. Kolejny remis, a seria meczów bez wygranej to już trzy spotkania – a będzie ich więcej!

Jak dobrze pamiętacie, spotkanie z West Brom było kluczem do trumny Andre Villasa-Boasa w Chelsea, podobnie było w przypadku Roberto di Matteo. Po porażce ligowej z tym klubem (de facto byłym pracodawcą Włocha), trener pożegnał się z posadą. Jego następcą dość nieoczekiwanie został Rafa Benitez, który łagodnie mówiąc, nie być kochany na Stamford Bridge. Hiszpan miał więc trudne początki pracy na Stamford Bridge, jednak jak dobrą robotę wykonał, niech świadczy fakt, jak był potem żegnany.

Start ligowy nie był łatwy – musieliśmy zmierzyć się z Manchesterem City i było to pojedynek taktyczny. Benitez w swoim stylu ‚wygrał ten mecz 0-0’. O ile w meczu z City wynik ten mógł zostać przyjęty pozytywnie, tak już bezbramkowy remis z Fulham musiał być odbierany negatywnie.

Wyniki ligowe w tym miesiącu były bardzo złe, co poskutkowało zmianą menedżera. Zmiana nastąpiła również na czele tabeli, gdyż na szczyt wdrapał się Manchester United, a Chelsea traciła do nich aż siedem oczek. Co ciekawe – na czwartej lokacie zadomowili się gracze West Brom, drużyna ta miała tyle samo oczek co The Blues. Graczem miesiąca został Fellaini, a menedżerem Steve Clark prowadzący West Brom.

Grudzień

Grudzień rozpoczął się tak, jak skończył listopad – marnie. Chelsea przegrała kolejne spotkanie, tym razem z West Hamem, znowu prowadziliśmy (po bramce Maty), jednak nie udało nam się prowadzenia utrzymać. Siedem spotkań bez zwycięstwa w lidze – czy ktokolwiek wierzył wówczas w szanse na mistrzostwo? Co ciekawe – najwięcej przy tych porażkach nadal zarzucano Di Matteo. Mówiło się o tym, że Włoch nieumiejętnie przygotował zespół do sezonu pod względem fizycznym, a dodatkowo przez całkowity brak rotacji na początku sezonu, większość kluczowych graczy była bez formy, ze względu na przemęczenie organizmu.

Kolejne ligowe mecze w grudniu to już jednak koncert The Blues – cztery spotkania, cztery zwycięstwa i czternaście strzelonych bramek. Na sam początek pewne zwycięstwo z Sunderlandem i dwie bramki Torresa. Potem byliśmy świadkami najlepszego spotkania The Blues pod wodzą Beniteza – jakie to było spotkanie, niech opisze fakt, że bramkarz Aston Villi, który puścił osiem goli, został przez wielu ogłoszony graczem spotkania. Wynik naturalnie mógłby być jeszcze wyższy, a najlepszą ku temu okazję miał Lucas Piazon, który zmarnował rzut karny przy stanie 8-0. Bramki zdobywali Torres, Luiz, Ivanović, Lampard, Ramires, Oscar i Hazard.

Dwa ostatnie ligowe mecze to wygrane z Norwich oraz Evertonem. Dzięki temu Chelsea znowu zaczęła wyglądać jak drużyna z topu, zapomniano o koszmarze zwanym listopadem.

Dobra seria nie przyniosła nam zbyt wiele jeżeli chodzi o tabelę ligą, nie awansowaliśmy choćby o jedną pozycję, a strata do lidera nadal wynosiła siedem oczek. Menedżerem miesiąca został Andre Villas-Boas, a graczem Robin van Persie z Manchesteru United.

Styczeń

Kiedy wydawało się już, że Chelsea jest na dobrej drodze do odbudowania formy, na początku roku byliśmy świadkami głupiej porażki z QPR. Zabrakło skuteczności i pomysłu, a Shaun Wright-Phillips pogrążył nas pod koniec drugiej połowy.

Kolejne spotkanie przejdzie do historii ze względu na wyczyny zawodnika Stoke, Jonathana Waltersa. Napastnik nie dość, że przestrzelił rzut karny, to zdobył jeszcze dwa gole samobójcze. Złośliwi mogliby powiedzieć, że Waltersowi zamarzyła się gra dla Chelsea i chciał poczuć jak to jest. The Blues ostatecznie wygrali 4-0, jednak należy pamiętać, że bardzo mocno przyczynił się do tego ‚dwunasty gracz’.

Trudno opisać do wydarzyło się w kolejnym spotkaniu – The Blues pewnie prowadzili do przerwy z Southampton, jednak podopieczni Mauricio Pochettino zdołali wyrównać, zdobywając dwa gole i mecz ostatecznie zakończył się podziałem punktów.

Mecz z Arsenalem to kolejne zwycięstwo The Blues – rozpoczynała się wówczas całkiem długa seria Chelsea, jeżeli chodzi o mecze bez porażki z Kanonierami. Bramki zdobywali Mata oraz Lampard, a goście potrafili odpowiedzieć jedynie trafieniem Walcotta.

Pamiętacie mecz z Southampton? No to mecz z Reading to powtórka z rozrywki, jednak w wersji hardcore. Prowadziliśmy 2-0 do 87 minuty, a ostatecznie ten mecz zremisowaliśmy. Niemożliwe? A jednak!

Przewaga Manchesteru United nad Chelsea wynosiła już 13 punktów, nikt już na Stamford Bridge nie myślał o mistrzostwie kraju – liczyło się jedynie to, aby zakończyć ligę w TOP4 i powalczyć o Puchar Anglii oraz Ligę Europy. Menedżerem miesiąca został Brian McDermott, a graczem miesiąca jego podopieczny z Reading, Adam le Fondre.

Luty

Trzy mecze, dwie porażki. Luty nie był najlepszym miesiącem dla Rafy Beniteza. Najpierw porażka z przyszłym pracodawcą, czyli Newcastle, a na sam koniec miesiąca przegrana z City. The Blues byli bezradni, a bramki zdobywali Tevez oraz Toure. Jedynie po spotkaniu z Wigan, fani The Blues mogli się cieszyć, gdyż wygraliśmy wówczas wysoko, zdobywając cztery gole.

Liderujący Manchester United miał już 19 punktów przewagi, a Chelsea musiała patrzeć się raczej w dolne rejony tabeli, gdyż będąc na czwartej lokacie (za City i Spurs) miała tylko 2 punkty przewagi nad Arsenalem. Ponownie menedżerem miesiąca został Villas-Boas, a graczem lutego Gareth Bale.

Marzec

Marcowe spotkania Chelsea były już raczej z gatunku tych ‚o nich’. Co prawda walczyliśmy nadal o TOP4, jednak nie da się ukryć, że dla drużyny, która zdobyła Ligę Mistrzów, ambicje powinny być wyższe, niż bezpieczny awans do Pucharu Mistrzów za rok. Zagraliśmy w tym miesiącu trzy spotkania, jedno niestety przegraliśmy (przeklęte Southampton!). Mecze z West Brom oraz West Hamem gładko wygraliśmy, jednak nie poradziliśmy sobie z drużyną Pochettino.

Sześć oczek w trzech meczach pozwoliło nam jednak odskoczyć od Arsenalu. Skończyliśmy miesiąc na trzeciej lokacie, mając siedem oczek przewagi nad Kanonierami. Menedżerem miesiąca został David Moyes, a graczem Jan Vertronghen.

Kwiecień

Patrząc jedynie na rozgrywki ligowe był to zdecydowanie najlepszy miesiąc Rafy Beniteza w klubie. Rozegraliśmy cztery spotkania, trzy wygraliśmy, jeden pechowo zremisowaliśmy. Najpierw sześć oczek zdobyliśmy w meczach z Sunderlandem oraz Fulham. Co ciekawe – wszystkie bramki w tych meczach zdobywali nominalni obrońcy (Terry, Luiz oraz Ivanović). Napisałem jednak celowo słowo ‚nominalni’, gdyż David Luiz w meczu z Fulham grał na pozycji defensywnego pomocnika.

Kolejny mecz to spotkanie, w którym byliśmy świadkami ogromnych kontrowersji. Wszystko za sprawą niesfornego Luisa Suareza. Wynik spotkania otworzył Oscar, a w drugiej połowie wyrównał Daniel Sturridge, który zimą zmienił klub. Chwilę później było już 2-1 dla The Blues – rzut karny pewnie wykorzystał Eden Hazard. Luis Suarez nie mógł poradzić sobie z tym, że jego drużyna przegrywa i jednej z sytuacji podbramkowych… ugryzł Branislava Ivanovicia. Sędzia powinien wyrzucić wówczas napastnika, jednak tego nie zrobił. Już w doliczonym czasie gry (97 minucie!), ten sam Suarez zdobył bramkę wyrównującą. Nie dość, że sędzia przedłużył mecz o mniej minut, to na dodatek napastnika nie powinno być na boisku. Ostatecznie tak się jednak nie stało i Liverpool bardzo szczęśliwie zremisował spotkanie. Suarez oczywiście został zawieszony, jednak niesmak pozostał.

Ostatni mecz w kwietniu to wygrana ze Swansea, czyli rewanż za półfinał Pucharu Ligi (o czym nieco później).

Gdy wszyscy rozegrali swoje zaległe mecze i pozostały nam cztery kolejki ligowe, byliśmy świadkami bardzo ciekawej walki o TOP4. Chelsea miała 63 punkty, podobnie jak Arsenal. Tottenham miał zaledwie oczko mniej. Manchester United pewnie zmierzał po mistrzostwo, mając 84 punkty, a City było w stanie pośrednim – nie walczyli już o mistrzostwo, ale także nie musieli się martwić bitwą o czwórkę. Menedżerem miesiąca został Rafael Benitez, a graczem Robin van Persie.

Maj

W tym miesiącu rozegraliśmy cztery mecze. Dwa z nich były szczególne ważne dla losów klubu w kolejnym sezonie – porażki z United oraz Spurs mogłyby oznaczać brak gry w LM w kolejnym sezonie (zakładając brak sukcesu w LE). Tak się jednak nie stało. Najpierw pokonaliśmy Manchester United w wyjazdowym spotkaniu (zabierając im okazję do świętowania mistrzostwa już w tamtym momencie), a potem zremisowaliśmy ze Spurs bardzo utrudniając im walkę o czwórkę.

Dwa ostatnie mecze ligowe to 2-1 z Aston Villą i 2-1 z Evertonem.

Sezon zakończyliśmy sezon na trzecim miejscu, mając trzy punkty przewagi nad Spurs oraz dwa nad Arsenalem. Sami widzicie, jak ważne były cztery oczka w dwóch pierwszych spotkaniach maja. Tottenham zdobywając 72 punkty był pierwszą drużyną od dawna, która mając tyle oczek nie zakwalifikowała się do Ligi Mistrzów.

PUCHAR LIGI

Dotarliśmy aż do półfinału, gdzie wydarzyło się bardzo dużo. Zacznijmy jednak od początku. W trzeciej rundzie (pierwszej dla nas) trafiliśmy na drugoligowe Wolves, których łatwo odprawiliśmy, zdobywając aż sześć bramek. Potem byliśmy świadkami niecodziennego wydarzenia, bowiem w meczu z United padło aż dziewięć bramek. Mecz musiała rozstrzygnąć dogrywka, w której bramkę zdobył Ramires. Spotkanie to jednak miało być jednym z gwoździ do trumny Di Matteo, bowiem nawet wtedy wystawił dość mocną jedenastkę, w porównaniu do Fergusona, a o zmęczeniu graczy pisałem później.

W grudniu zagraliśmy z Leeds, a zespół prowadził już naturalnie Rafa Benitez. Pewnie odprawiliśmy rywala z niższej ligi, ponownie zdobywając pięć bramek.

Pierwsze spotkanie półfinałowe rozegraliśmy na Stamford Bridge. Co można napisać o tym meczu? Byliśmy sporo lepsi od Swansea! Ivanović popełnił jednak dwa kardynalne błędy, które pomogły rywalowi. Po pierwszym spotkaniu Walijczycy mieli więc przewagę dwóch bramek, a rewanż miał rozegrać się na ich obiekcie. Nie udało nam się odrobić strat, a pod koniec spotkania byliśmy jeszcze świadkami incydentu z udziałem chłopca do podawania piłek. Chcąc zabrać nieco czasu położył się on na futbolówce, gdy rzut rożny powinna wykonywać Chelsea, wówczas Eden Hazard wykopał piłkę spod brzucha chłopca, nie dotykając go właściwie wcale. Chłopak wówczas zaczął jednak zwijać się z bólu, a sędzia wyrzucił zaskoczonego Belga z boiska. Do końca meczu nie wydarzyło się już nic i to Swansea zagrało w finale.

PUCHAR ANGLII

Rafa Benitez mógł powalczyć w Chelsea o ‚potrójną’ koronę, gdyż zagrał w trzech półfinałach, trzech różnych turniejów. Jak już dobrze wiecie, odpadliśmy w tej fazie z Pucharu Ligi. Jak było w przypadku Pucharu Anglii?

O ile w lidze Pochettino miał na nas niesamowity patent, tak tutaj nie potrafił pokonać drużyny Beniteza. Gładko pokonaliśmy Southampton w trzeciej rundzie FA Cup, aplikując im aż pięć bramek.

W kolejnej fazie byliśmy świadkami czegoś, co mogło być nawet kompromitacją Chelsea. Do 83 minuty przegrywaliśmy bowiem z Brentford, dopiero pod sam koniec spotkania Fernando Torres zapewnił nam remis i powtórzony mecz na Stamford Bridge. Tutaj już nie daliśmy żadnych szans rywalom i pewnie pokonaliśmy ich, strzelając aż cztery bramki.

Kolejna faza to pewne zwycięstwo z Middlesbrough. Dopiero w ćwierćfinale przyszło nam się zmierzyć z mocniejszym rywalem. Był to Manchester United.

W meczu na Old Trafford padł remis, mimo że po jedenastu minutach przegrywaliśmy już 0-2. W drugiej połowie jednak Hazard i Ramires potrafili wyrównać stan spotkania, a w powtórzonym spotkaniu nie daliśmy już żadnych szans rywalom. Demba Ba zdobył wówczas wspaniałą bramkę.

Znowu odpadliśmy w spotkaniu półfinałowym! Tym razem naszym pogromcą został Manchester City prowadzony przez Roberto Manciniego. Ponownie rywal prowadził już 2-0, jednak tym razem nie udało nam się wyrównać. Trafienie kontaktowe zdobyte przez Ba było jednocześnie ostatnim golem The Blues w Pucharze Anglii.

KLUBOWE MISTRZOSTWA ŚWIATA

W połowie grudnia piłkarze Chelsea wyjechali do Japonii, aby zagrać o wygranie Klubowych Mistrzostw Świata. W półfinale zagraliśmy z meksykańskim Monterrey – pewnie pokonaliśmy rywala, bramki zdobywali Mata, Torres oraz Chavez (samobójcze).

Finał z Corinthians miał być spotkaniem, które dla Chelsea miało być łatwe i przyjemne. Tak jednak nie było, rywale postawili naprawdę twarde warunki, a jedyną bramkę w spotkaniu zdobył znany z europejskich boisk Paolo Guerrero. Fernando Torres w końcówce meczu mógł doprowadzić do wyrównania, jednak zmarnował świetną sytuację. Chelsea nie została więc najlepszą drużyną globu.

LIGA MISTRZÓW

Roberto di Matteo sprawił, że Chelsea przeszła do historii Ligi Mistrzów. Zostaliśmy pierwszym tryumfatorem tych rozgrywek, który w kolejnej edycji nie wyszedł z grupy. Grupa wydawała się dość prosta – Juventus, Szachtar oraz Nordsjelland. Co mogło pójść nie tak?

W pierwszym meczu zagraliśmy z Juventusem, dwie bramki zdobył Oscar, w tym jedną cudownej urody, kiedy to zagrał piłkę pod nogami Pirlo i uderzył z dystansu obok bezradnego Buffona. Spotkanie z trybun obserwował Antonio Conte, było to pokłosie zawieszenia za korupcyjne zarzuty. Włoch był zawieszony przez kilka miesięcy i obserwował spotkania klubu jedynie z wysokości trybun. Ciekawe czy już wtedy myślał o tym, że kiedyś poprowadzi klub ze Stamford Bridge.

Kolejne spotkanie to już pogrom na Duńczykach. 4-0 po bramkach Maty, Luiza i Ramiresa nie pozostawiały złudzeń. W trzeciej kolejce przyszła nieoczekiwana porażka z Szachtarem, a wyróżniającym się piłkarzem w tym spotkaniu była dziesiątka Szachtara, niejaki Willian. Rewanż z Szachtarem wygraliśmy, jednak zdobywając trzy gole straciliśmy aż dwa (oba Williana), przez co w ‚dwumeczu’ z Ukraińcami byli gorsi i to właśnie było kluczowe dla losów rywalizacji w Lidze Mistrzów.

W piątej kolejce przegraliśmy wysoko z Juventusem, przez co nawet zwycięstwo w ostatnim meczu z Nordsjelland nie dawało nam awansu. Ostatnie spotkanie poprowadził już Rafael Benitez i nawet zwycięstwo 6-1 nie sprawiło, że zakwalifikowaliśmy się do kolejne fazy Ligi Mistrzów. Odpadliśmy mając tyle samo punktów co Szachtar, zadecydowały bramki wyjazdowe Ukraińców – zdobyte przez Williana.

LIGA EUROPY

Po raz pierwszy w erze Abramowicza Chelsea grała w innych rozgrywkach europejskich niż Liga Mistrzów. Dla fanów The Blues były to rozgrywki drugiej kategorii, jednak Rafa Benitez chciał dołożyć trofeów do swojego CV, wobec czego nie lekceważył rywali. Co prawda młodzież także dostawała swoje szanse, jednak w żadnym ze spotkań Chelsea nie wyszła całkowitymi rezerwami.

W 1/16 trafiliśmy na Spartę Praga – w pierwszym meczu wygraliśmy, a w rewanżu jedynie zremisowaliśmy.

1/8 to wycieczka do Rumunii. Zagraliśmy ze Steuaą Łukasza Szukały. W pierwszym meczu nie udało nam się wygrać, jednak w rewanzu na Stamford Bridge nie daliśmy szans rywalom.

Ćwierćfinał to kolejny kraj ze wschodu Europy – tym razem Rubin Kazań. Tak jak w poprzednich przypadkach, u siebie wygraliśmy mecz, jednak w rewanżu to Rubin okazał się lepszy, nie zdołali jednak odrobić dwubramkowej straty. Chelsea była w półfinale!

Tutaj musieliśmy zmierzyć się ze szwajcarskim Basel. W tym przypadku oba mecze pewnie wygrali zawodnicy The Blues, chociaż na wyjeździe było blisko remisu, gdyż bramka dająca prowadzenie padła już w czwartej minucie doliczonego czasu gry – autorem trafienia był David Luiz.

W finale zmierzyliśmy się z Benficą. Był to naturalnie najmocniejszy rywal z którym przyszło nam się zmierzyć w tej edycji Ligi Europy. Mecz finałowy został rozegrany na Amsterdam Arena i okazał się on szczęśliwy dla The Blues.

W 60 minucie bramkę zdobył Fernando Torres, jednak szczęście Chelsea nie trwało długo, gdyż już osiem minut później Oscar Cardozo wyrównał stan rywalizacji. Na rozstrzygającą bramkę musieliśmy czekać do samego końca regulaminowego czasu gry – kiedy wydawało się już, że czeka nas dogrywka to w polu karnym najwyżej wyskoczył Branislav Ivanović i dał klubowi kolejne europejskie trofeum – tym razem nieco mniej okazałe jak rok temu.

TRANSFERY

Do klubu trafiła trójka braci – Lamisha, Charly oraz Tika Musonda. Tak naprawdę The Blues chcieli jedynie tego drugiego, lecz on nie chciał zgodzić się na transfer bez jednoczesnego pozyskania przez klub jego braci. Między innymi dlatego Belg odrzucił starania Barcelony, która nie chciał sprowadzić również jego rodzeństwa. Chelsea przystała na jego warunki i cała trójka powędrowała do Londynu, jednak od początku tylko co do jednego posiadano jakiekolwiek plany i oczekiwania.

Innym z młodych graczy był utalentowany stoper Brondby, Andreas Christensen. 16-letni wówczas Andreas został włączony do zespołów młodzieżowych The Blues, od razu dostrzeżono w nim ogromny potencjał i przyszłego lidera formacji defensywnej klubu. Co więcej – obecnie wobec Chelsea toczyła się sprawa dotycząca sprowadzenia obrońcy. Zarzucano klubowi, że w walce o młodego gracza użyto nielegalnych ‚argumentów’ w postaci wynagrodzenia dla ojca i zatrudnienia go w klubie, co jest według przepisów FIFA nielegalne.

Jeszcze przed zakończeniem sezonu 2011/12 kontrakt z klubem podpisał Marko Marin. Gracz Werderu Brema był wówczas bardzo cenionym piłkarzem, jednak ciągnęła się za nim bardzo długa historia urazów, które przeszkadzały mu w utrzymaniu formy. Po bardzo udanym okresie przygotowawczym (dla piłkarza) doznał on urazu przed samym rozpoczęciem rozgrywek i potem bardzo długo wracał do formy, co przeszkodziło mu w zrobieniu kariery w klubie. Wydano na niego zaledwie 6 milionów funtów, wobec czego trudno mówić o jakieś większej wpadce.

Największym transferem tamtego okna było z pewnością pozyskanie Edena Hazarda – Belg był rozchwytywany przez pół piłkarskiego świata, a największym rywalem Chelsea był Manchester United. Jak wszyscy wiemy – to pieniądz rządzi światem i to właśnie on zadecydował o tym, że Hazard gra obecnie dla The Blues. Agent Belga zażądał bowiem ogromnego bonusu za podpis, którego nie chciał zapłacić klub z Old Trafford, Chelsea natomiast przystała na te warunki. Co ciekawe – Belg mógłby trafić także do Tottenhamu, jednak temat Spurs upadł w momencie, gdy Chelsea wygrała Ligę Mistrzów, zabierając miejsce w kolejnej edycji rozgrywek swojemu lokalnemu rywalowi. Dla skrzydłowego kluczowa była gra w tych rozgrywek, więc bez wygranej w Monachium, na Hazarda nie byłoby szans. Podobnie jak w przypadku braci Musonda, tutaj także Chelsea postawiła na braterską miłość i miesiąc po pozyskaniu Edena, klub pozyskał młodszego z braci Hazard – Thorgana.

 

Innym sporym transferem było pozyskanie Oscara z Internacionalu. Pomocnikiem interesował się początkowo Andre Villas-Boas w Tottenhamie i kiedy wydawało się, że piłkarz trafi do Spurs, to Chelsea przebiła ich ofertę i pomocnik trafił na Stamford Bridge. Oscar jest piłkarzem, na którym Chelsea ostatecznie bardzo dużo zarobiła, gdyż po kilku latach odszedł za 60 milionów funtów, co dało 40 milionów ‚na czysto’.

Najlepszym letnim transferze przy wyliczeniu cena/jakość był z pewnością Cesar Azpilicueta. Hiszpan przybył na Stamford Bridge z Marsylii tak naprawdę mało kto go znał na tyle, aby domyślać się jak wielką karierę zrobi w Chelsea. Hiszpan znany jest z pracowitości, świetnej gry w defensywie oraz tego, że powoli stawał się jednym z największych liderów drużyny. Obecnie jest wicekapitanem, jednak tak naprawdę przez większość czasu pełni rolę pierwszego kapitana. The Blues zapłacili za niego zaledwie 7 milionów funtów. Bez problemu umieściłbym go wśród dziesięciu najlepszych transferów The Blues w historii.

Ostatnim letnim transferem było sprowadzenie Victora Mosesa – ten tak naprawdę został doceniony dopiero po kilku latach, kiedy na Stamford Bridge zawitał Antonio Conte. Włoch zobaczył w Mosesie doskonałego wahadłowego i to właśnie on na prawym wahadle był podstawowym graczem The Blues w sezonie mistrzowskim.

Zimą do Chelsea dołączyli Wallace oraz Demba Ba. Ten drugi był następcą Sturridge’a, który zapragnął odejść, ponieważ Roberto di Matteo praktycznie na niego nie stawiał, a Anglik posmakował już regularnej gry w pierwszym zespole pod wodzą Villasa-Boasa.

Najważniejszymi piłkarzami, którzy opuścili Chelsea byli Didier Drogba, Salomon Kalou oraz Raul Meireles. Szczególnie odejście tego ostatniego było zagadkowe, gdyż miał za sobą udany sezon w barwach The Blues. Di Matteo nie widział w nim jednak zbyt wiele i chętnie pożegnał pomocnika, kiedy pojawiła się oferta z Fenerbahce (już po zamknięciu angielskiego okna).

CIEKAWOSTKI I STATYSTYKI

Najczęściej wybierana jedenastka przez Di Matteo: Cech – Cole, Luiz, Cahill, Ivanović – Obi Mikel, Ramires – Hazard, Mata, Oscar – Torres
Najczęściej wybierana jedenastka przez Beniteza: Cech – Cole, Ivanović, Cahill, Azpilicueta – Ramires, Lampard – Hazard, Mata, Oscar – Torres

Chelsea rozegrała 69 spotkań, wygrała zaledwie 39. Przegrała aż 16.

Zdobyliśmy 147 bramek, aż 82 straciliśmy.

Najwięcej żółtych kartek – Luiz (16), Ramires (13), Azpilicueta (8)

Najwięcej bramek – Torres (22), Mata (19), Lampard (17), Hazard (13), Oscar (12)

Najwięcej asyst – Mata (35), Hazard (24), Oscar (12), Torres (11), Ramires, Lampard (8)

Najwięcej minut – Petr Cech (5655)

Najwięcej spotkań: Torres, Oscar, Mata – 64

Najczęściej wchodzący z ławki: Oscar – 21, Moses – 16, Torres – 11

Najczęściej schodzący w trakcie meczu: Mata – 30, Hazard – 23, Oscar – 18

Jedenastka sezonu Premier League: De Gea, Baines, Ferdinand, Vetronghen, Zabaleta, Carrick, Bale, Mata, Hazard, Suarez, Van Persie

Ivanović został piłkarzem roku w Serbii.

Chalobah został najlepszym młodzieżowym piłkarzem w Anglii.

Cole został trzecim najlepszym piłkarzem w reprezentacji.

Cech zotał piłkarzem roku w Czechach.

Kalas został młodym piłkarzem roku w Czechach.

Patronite

O autorze

Related posts

X