Zmartwychwstanie Sarriego?
Zmartwychwstanie Sarriego?

Zmartwychwstanie Sarriego?

Jak wszyscy doskonale wiemy, 14 lipca 2018 roku, Maurizio Sarri objął stanowisko menadżera Chelsea. Głosy fanów były podzielone. Wielu płakało za innym Włochem, Antonio Conte, a inni (w tym ja) cieszyło się, że w końcu będzie miało przyjemność zobaczyć piękną, ofensywną piłkę serwowaną przez zawodników The Blues. Sympatyczny 60-letni Włoch dołączył do drużyny z niebieskiej części Londynu bardzo późno (pamiętne 48 godzin), gdyż  miał zaledwie 25 dni do przygotowania drużyny na pierwsze poważne starcie, które miało miejsce 5 sierpnia z Manchesterem City w FA Community Shield, które ostatecznie przegraliśmy 0:2.

W ligę weszliśmy kolokwialnie mówiąc „z buta”. 12 pierwszych meczów bez porażki, w nowej lidze, z zupełnie nowym stylem musi robić wrażenie. Do tego dochodziło pokonanie Liverpoolu w EFL Cup 2:1. Rozpędzony, ciągnący drużynę Eden Hazard w końcu wyrastał na zawodnika, który zasługuję na miano jednego z najlepszych. Listopad i grudzień to była prawdziwa karuzela, skrajnie różnych postaw na boisku prezentowanych przez zawodników Chelsea. Bezbramkowy remis z Evertonem, porażka 1:3 z Tottenhamem na wyjeździe, a następnie rozbicie Vidi w Lidze Europy i pewna wygrana w derbach z Fulham. No i kiedy wszystko wracało na właściwe tory, przydarzyła się w moim odczuciu pierwsza porażka, która zaczęła sygnalizować, że coś jest nie tak. Mianowicie spotkanie z Wolves, które przegraliśmy 1:2. Wtedy też zaczęły się głosy, w mojej opinii jak najbardziej słuszne, że wdaje się we znaki brak rotacji, stawianie na zawodników bez formy (Morata, Alonso) oraz forsowanie non stop tego samego modelu gry, który zaskakiwał zaledwie w pierwszych miesiącach, potem został odczytany i doszczętnie rozpracowany.

Prawdziwy kryzys zaczął się na początku obecnego roku, kiedy przegraliśmy pierwszy mecz  z Tottenhamem w EFL Cup (0:1) oraz przegraliśmy z Arsenalem 0:2. Następne mecze to kompromitacje z Bournemouth (0:4) oraz Manchesterem City (0:6) oraz porażka z Manchesterem United 0:2 w FA Cup. Wyniki żenujące, gra jeszcze gorsza, w dalszym ciągu ta sama, toporna taktyka, brak szans dla Rubena czy Calluma, gdzie szczególnie ten drugi w momencie w którym dostawał szanse był najlepszy na boisku no i coraz więcej głosów o konfliktach w szatni.

Po tych wszystkich złych rzeczach, gdzie pozycja Sarriego wisi dosłownie na włosku, przychodzi mecz z City, który dla 60-latka ma być ostatnią deską ratunku. Ku zdziwieniu wszystkich, ten mecz nie jest powtórką ostatniego blamażu, kiedy to wyszliśmy na boisko z The Citizens, a wyrównaną walką o każdy centymetr boiska. Śmiem twierdzić, że w tym meczu byliśmy dużo lepszym zespołem, gdzie ostatecznie przegraliśmy w karnych. Jednak nie gra była w tym spotkaniu najważniejsza. Dobra postawa Chelsea zeszła na drugi plan, kiedy to najdroższy bramkarz świata, Kepa Arrizabalaga odmówił zejścia z boiska. Czy można było bardziej upokorzyć 60-latka, któremu odmawiasz zejścia z boiska, pokazując, że masz, delikatnie mówiąc, odmienne zdanie od swojego szefa? Chyba nie. To wszystko pokazało, jak się pozornie mogło wydawać, że Włoch stracił panowanie nad szatnią, zawodnicy mają go w poważaniu a on sam jest totalnie zagubiony. No właśnie, pozornie.

Obserwując ostatnie dwa spotkania Chelsea, żyje w przekonaniu, że to był punkt zwrotny w tym sezonie. Dlaczego tak uważam? Już tłumaczę. Po spotkaniu z City w pucharze, każdy zastanawiał się, jak drużyna zareaguje na sytuację z Kepą. Sam Sarri na konferencji powiedział przecież, że to była jego wina i dla niego tematu już nie ma. Sympatyczny staruszek jednak okłamał nas wszystkich, gdyż w meczu z Tottenhamem w bramce wyszedł Willy Caballero. Gdyby problemu nie było, a całe zajście było winą Maurizio, Arrizabalaga wyszedłby na derbowe starcie, prawda?

Zatrzymam się na chwilę na wyborze personalnym 60-latka i o tym, że zamknął usta tym, którzy mieli go za popychadło. Po raz pierwszy od objęcia sterów przez Sarriego, poczułem, że drużyna ma trenera z jajami, stąpającego mocno po ziemi, niebojącego się podejmować mocnych, twardych decyzji. Wiele mówiło się, że Włoch rozmawia dużo z zawodnikami, stara się utrzymać dobry kontakt i w moim odczuciu to bardzo mocno widać. Maurizio zaczął wyciągać również wnioski, jeżeli chodzi o dobór personalny składu. Cieszy niesamowicie widok Emersona, który w końcu zastępuje zawodnika, którego imienia nawet nie będę wymawiał, bo zbiera mi się na wymioty. W 3 ostatnich spotkaniach, Włoch wystąpił w 2, to świetny prognostyk, biorąc pod uwagę, że przez 3/4 sezonu nie było go nawet w meczowej 18.

Przechodząc do meritum. Wiele jest jeszcze do poprawy, niesamowicie boli mnie brak gry Hudsona-Odoi, gdyż uważam, że już teraz dawałby więcej od Pedro czy Williana. W dalszym ciągu mamy jedną, przewidywalną taktykę, ale widać postęp, tak uważam. Jak jest źle, trzeba o tym mówić i reagować, ale w mojej opinii najgorsze już za nami, a przecież wchodzimy w decydujący etap walki o TOP4. Nie darzę sympatią Pana Maurycego, uważam go za przeciętnego szkoleniowca, ale skoro już tutaj jest, nie zamierzam ograniczać się jedynie do topornej krytyki, kiedy widzę zmiany, zmiany na lepsze. Być może starego psa da się jeszcze nauczyć nowych sztuczek? O tym przekonamy się już niebawem, widać światełko w tunelu.

A jakie są wasze odczucia dotyczące Sarriego? Dajcie znać w komentarzach!

Patronite

O autorze

Related posts

X