Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2011/12! - Chelsea24News
Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2011/12!
Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2011/12!

Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2011/12!

Nie jest tajemnicą, że odkąd Barcelona pokonała Chelsea w sezonie 2008/09, Roman Abramowicz był wielkim fanem Josepa Guardioli. Rosyjski oligarcha za punkt honoru postawił sobie to, aby zatrudnić Katalończyka w swoim klubie. Kiedy Barcelona po raz drugi za kadencji Pepa zdobyła Ligę Mistrzów mówiło się o tym, że będzie to ostatni sezon Hiszpana na Camp Nou. Gdzie miałby trafić? Chyba wiecie. Ostatecznie władze Dumy Katalonii namówiły Guardiolę do pozostania w klubie na jeszcze jeden sezon, co zmusiło Romana Abramowicza do poszukiwania alternatyw.

Wybór padł na młodziutkiego wówczas szkoleniowca FC Porto, który miał za sobą rewelacyjny sezon, podczas którego zdobył potrójną koronę z klubem z Portugalii. Porto rozbiło ligowych rywali, nie przegrywając żadnego spotkania, wygrali również Puchar Portugalii oraz Ligę Europy. Villas-Boas miał wówczas 34 lata, a już nazywany był ‚nowym Mourinho’, chociaż styl jego drużyny przypominał wiele bardziej Barcelonę. Portugalczyk stawiał na posiadanie piłki oraz dominację boiskową, a gra z kontry była dla niego wręcz powodem do wstydu. Kiedy więc okazało się, że Guardiola (przynajmniej w tym sezonie) będzie niedostępny dla Abramowicza, wybrał małego Guardiolę, jakim miał być Villas-Boas.

Doszło więc do kuriozalnej sytuacji, gdzie Villas-Boas pracował wręcz z rówieśnikami. Frank Lampard oraz Didier Drogba byli zaledwie rok młodsi od Boasa, a Anelka oraz Ferreira o dwa lata. Przed Portugalczykiem postawiono niezwykle trudne zadanie, a on sam jeszcze dokładał sobie poziomu trudności, kiedy od początku chciał przebudować zespół w oparciu o młodych graczy. Villasowi-Boasowi zamarzyła się Chelsea grająca piękny, ofensywny futbol, w której ważną rolę będą pełnić piłkarze jeszcze przed szczytem umiejętności.

Transfery klubu przed sezonem wskazywały na ogromną zmianę w funkcjonowaniu Chelsea. Pozyskano młodziutkiego Thibauta Courtois, którego wypożyczono do Atletico. Do klubu trafili również Lukaku, Romeu oraz Mata. Bardzo długo walczono, aby na Stamford Bridge zagrał Luka Modrić (mówi wam coś to nazwisko? 🙂 ). Chorwat wymuszał transfer do Chelsea, do tego stopnia był zdeterminowany, aby odejść, że odmówił występów dla drużyny Tottenhamu. Kolejne oferty nie przekonały jednak działaczy Tottenhamu, Modrić pozostał w obecnym klubie, a Chelsea w ostateczności pozyskała Raula Meirelesa.

Asystentem Villasa-Boasa został Roberto di Matteo, który szukał nowego pracodawcy, po zwolnieniu z West Brom. Jak się potem okazało, Di Matteo wpisał się w historię klubu także jako trener, bowiem jako piłkarz zrobił to wiele wcześniej. Drugim asystentem Portugalczyka został Steve Holland.

Michael Emenalo został awansowany do roli dyrektora sportowego. Abramowicz ufał Villasowi-Boasowi na tyle, że nie potrzebował szpicla w sztabie szkoleniowym Portugalczyka. W roli pierwszego lekarza drużyny została zatrudniona Eva Carneiro, która przez kolejne lata była maskotką fanów Chelsea.

Stroje domowe Chelsea były w mojej opinii jednymi z najładniejszych w historii klubu. Tradycyjny niebieski kolor był przeplatany jaśniejszymi i ciemniejszymi paskami, co dawało rewelacyjny efekt. Za to wyjazdowe koszulki były dość niecodziennie – czarne na dole oraz kratkowane na górze. Trzeci komplet to białe koszulki z żółtym i czarnym paskiem na górze.

Przed sezonem klub opuścili tacy piłkarze jak Fabio Borini czy Yuri Zhirkov. Yossi Benayoun także zaledwie po jednym sezonie pożegnał się ze Stamford Bridge, jednak on został wypożyczony do Arsenalu.

Zimą z klubem pożegnali się Nicolas Anelka oraz Alex. Obaj początkowo byli brani pod uwagę przez portugalskiego menedżera, jednak w trakcie kolejnych tygodni cała trójka nie potrafiła dojść do porozumienia. Villas-Boas miał do obu pretensje o niskie zaangażowanie na treningu, a obaj nie potrafili się pogodzić z krytykiem, co zaowocowało konfliktem ze szkoleniowcem. Obaj zostali odsunięci od drużyny i sprzedani w styczniu.

Sparingi The Blues wyglądały bardzo dobrze. Wszystkie siedem to zwycięstwa niebieskich, jednak żaden z nich nie został rozegrany z żadnym mocnym rywalem. Tak czy inaczej – styl gry oraz wyniki w sparingach napawały optymizmem.

Od początku sezonu Villas-Boas korzystał z trzech formacji, które płynnie wymieniał (4-3-3, 4-2-3-1 oraz 4-4-2). Założenia każdej z nich były jednak podobne – Chelsea miała grać wysuniętą linią obrony i bardzo szeroko, przez co kolejni rywali mogli kontrować zespół The Blues. Zwłaszcza John Terry nie potrafił odnaleźć się w systemie drużyny, gdzie nie mógł nadrabiać braków szybkościowych ustawieniem. Terry popełnił mnóstwo indywidualnych błędów grając dla Boasa, co naturalnie wynikało z jego braków, a nie złych chęci.

PREMIER LEAGUE

SIERPIEŃ 

Sezon w Premier League rozpoczął się dla Chelsea bardzo pechowo. The Blues rozegrali pierwsze spotkanie ze Stoke w meczu wyjazdowym i mimo znacznej dominacji nie udało się wygrać. Sama gra mogła jednak napawać optymizmem fanów The Blues, którzy zobaczyli Chelsea, która chce grać niczym Barcelona. W pierwszym składzie na ten mecz wyszedł Fernando Torres, a Didier Drogba usiadł na ławce. Tak miało zostać już do końca panowania Portugalczyka. Villas-Boas widział w Torresie bardziej kompetentnego snajpera do swojej gry, a Drogba mógł liczyć jedynie na wchodzenie z ławki lub grę obok Hiszpana. Ten sezon nie był jednak wybitnym w wykonaniu Iworyjczyka, wielu zarzucało mu wybieranie spotkań, a duża część z nich była całkowicie ‚olewana’ przez snajpera. Mówiono nawet, że Drogba nie dba już nawet o Premier League, liczyła się dla niego tylko Champions League i tam chciał występować i dawać z siebie wszystko.

Drugie spotkanie w sierpniu to już wygrana Chelsea. Co prawda West Brom wyszedł na prowadzenie już w czwartej minucie, jednak The Blues po bramkach Anelki i Maloudy ostatecznie wygrali. Do kuriozalnego wydarzenia doszło w 35 minucie meczu, kiedy to Villas-Boas zdjął Salomona Kalou i wprowadził Florenta Maloudy. Portugalczyk chciał bardzo szybko wprowadzić korekty w ustawieniu drużyny. Początkowo myślano, że Iworyjczyk doznał urazu, jednak wszystko okazało się decyzją trenera – kto wie, być może pierwszą w drodze do zwolnienia.

Ostatnie spotkanie w sierpniu to debiutanckie mecze dla Juana Maty i Romelu Lukaku. Dla zwolenników rozmyślania co byłoby ‚gdyby’ mam pytanie – jak myślicie, co byłoby gdyby Juan Mata zamiast strzelać wystawiłby piłkę młodziutkiemu Lukaku? Czy kariera Belga potoczyłaby się zupełnie inaczej? Tak czy inaczej Chelsea pewnie pokonała Norwich – bramki zdobywali Bosingwa, Lampard oraz właśnie wspomniany Mata.

Zawodnikiem miesiąca w lidze został Edin Dzeko, a menedżerem sierpnia nagrodzony został Sir Alex Ferguson.

Wrzesień 

Sierpień dobrze się skończył, a wrzesień dobrze zaczął. Chelsea pokonała Sunderland po pięknej bramce Daniela Sturridge’a. Anglik otrzymał szansę w roli dziewiątki i nie zawiódł menedżera. Mimo to przez większość sezonu występował jako boczny napastnik. Kolejnym spotkaniem był wyjazd na Old Trafford – to właśnie w tym spotkaniu fatalne pudło zaliczył Fernando Torres. Zabójcze dla Chelsea były pierwsze trzy kwadranse, kiedy to United zdobyło trzy bramki, tuż po przerwie gola honorowego zdobył Torres, a gdy miał szansę wbić drugiego gola, nie trafił na pustą bramkę. Hiszpan zrobił wszystko idealnie, włącznie z oszukaniem bramkarza, zabrakło jedynie dołożenia stopy. Wówczas wydawało się jednak, że to ten moment, gdy Fernando się odblokował, zwłaszcza że w kolejnym meczu także zdobył bramkę – tym razem w spotkaniu domowym ze Swansea. Hiszpan otworzył wynik meczu, jednak jeszcze przed przerwą zobaczył czerwoną kartkę. Mimo to The Blues wygrali ten mecz 4-1.

Menedżerem miesiąca został Harry Redknapp, a graczem września został David Silva.

Październik 

Pierwsze dwa spotkania to popis gry ofensywnej The Blues. Osiem bramek i zaledwie dwie stracone w meczach z Boltonem oraz Evertonem. Chelsea zdawała się być na bardzo dobrym kierunku, jednak wówczas przytrafił się niezwykle pechowy mecz z QPR. Nie dość, że gospodarze zdobyli bramkę już w dziesiątej minucie, to na przerwę Chelsea schodziła w dziesiątkę, wyrzuceni z boiska zostali Bosingwa oraz Drogba. Gracze Villasa-Boasa bardzo dzielnie walczyli do końca o zdobycie wyrównującej bramki, były nawet ku temu okazje, ostatecznie jednak nie udało się zremisować. Wynik z QPR nie był tak bolesny jak kolejny mecz. Chelsea podejmowała Arsenal i wówczas wyszły na wierzch wszystkie problemy defensywne o których pisałem wcześniej – wysunięta linia obrony była niczym woda na młyn dla Arsenalu grającego z kontry. John Terry rozegrał wtedy być może najgorsze spotkanie w karierze, a Arsenal wygrał 5-3 w cudownym meczu dla postronnego fana.

Porażka z Kanonierami sprawiła, że Chelsea zajmowała po dziesięciu kolejkach zaledwie piątą lokatę. Stracili do drugiego miejsca już cztery punkty, a liderujący Manchester City miał już 9 oczek przewagi. Menedżerem miesiąca został Mancini, a graczem października Robin van Persie – między innymi za hat trick na Stamford Bridge.

Listopad 

Mecz z Blackburn był idealną okazją do tego, aby odkuć się za dwie ostatnie porażki. Tak właśnie się stało – Chelsea dość pewnie, jednak nisko pokonała rywala i zdobyła trzy oczka. Po przerwie na reprezentacje The Blues rozegrali jeszcze dwa mecze ligowe. Jeden z nich to bardzo gładka wygrana z Wolverhampton, ważniejszym meczem było jednak spotkanie z Liverpoolem. Kibice oczekiwali, że na Stamford Bridge to ekipa The Blues wygra, jednak tak się nie stało. Co prawda do 87 minuty było 1-1, jednak wówczas trafienie zaliczył były gracz Chelsea – Glen Johnson. Co ciekawe, dla Chelsea bramkę zdobył przyszły gracz Liverpoolu, Daniele Sturridge. Przez długi czas żartowano sobie, że Maxi Rodriguez już niebawem trafi do Chelsea, wszak poprzedni strzelcy bramek dla LFC w spotkaniach z The Blues – Torres, Benayoun oraz Meireles – ostatecznie trafiali na Stamford Bridge.

Dwa zwycięstwa w trzech meczach nie pomogły Chelsea awansować wyżej w tabeli, jednak strata do czwartego Newcastle wynosiła zaledwie jedno oczko, więc to była praktycznie żadna strata na tym etapie sezonu. Trzeba jednak podkreślić, że liderujący Manchester City uciekał w szybkim tempie – miał już dziesięć oczek przewagi nad Chelsea.

Menedżerem miesiąca ponownie został Harry Redknapp, a piłkarzem miesiąca Scott Parker.

Grudzień 

Grudzień to tradycyjny maraton w Premier League – Chelsea miała do rozegrania sześć spotkań, z których udało się wygrać zaledwie dwa. Początek miesiąca był jednak bardzo dobry – najpierw The Blues pokonali Newcastle, z którym walczyli o czwarte miejsce, a potem udało się wygrać z niepokonanym dotychczas Manchesterem City.

Potem przyszła fala remisów – trzy kolejne podziały punktów sprawiły ogromne problemy w tabeli. Zacznijmy jednak od początku – remis w meczu z Wigan można było wytłumaczyć nieszczęściem, zwłaszcza że rywal zdobył bramkę w 88 minucie spotkania. Potem jednak Chelsea nie potrafiła pokonać Tottenhamu oraz Fulham, dwóch spotkań derbowych, z których wyciąga się zaledwie dwa oczka nie można nazwać udanymi. A jakby było tego mało Chelsea przegrała ostatni mecz w grudniu – tym razem porażka z Aston Villą na Stamford Bridge nie dała się wytłumaczyć niczym, zwłaszcza że Chelsea w tym spotkaniu już prowadziła, jednak nie potrafiła utrzymać prowadzenia choćby dziesięć minut. Standardowo też – bramkę na wagę utraty punktów stracili w ostatnich dziesięciu minutach spotkania. Tradycja.

Tak słaba seria nie mogła utrzymać Chelsea w pierwszej czwórce, jednak rywale w walce o TOP4 również nie grali zbyt dobrze, toteż strata do czwartego miejsca wynosiła zaledwie 2 oczka, a Chelsea nadal była na piątej lokacie.

Martin O’Neil został menedżerem miesiąca, a Demba Ba graczem grudnia.

Styczeń

Styczeń podobnie jak grudzień – rozpoczął się dobrze, aby skończyć słabiej. Najpierw dwa zwycięstwa z Wolves oraz Sunderlandem sprawiły, że dobre nastroje wróciły na Stamford Bridge. Chelsea jednak później zdobyła zaledwie dwa oczka w meczach z Norwich oraz Swansea. Nikt nie mówił otwarcie o zwolnieniu Villasa-Boasa, jednak wydawało się, że klub przerósł Portugalczyka, był zbyt młody na rzeczy, których chciał dokonać już w pierwszym sezonu, tracił do Chelsea w nieodpowiednim czasie i to miało się na nim zemścić.

Chelsea wróciła mimo to do topowej czwórki, miała nawet trzy oczka przewagi nad goniącym Newcastle. Kluby wyżej były już jednak nieosiągalne dla drużyny Boasa, bowiem strata do trzeciego miejsca wynosiła już siedem oczek, a im wyżej tym punktów było więcej. W Premier League jedynym celem pozostało załapać się do czołowej czwórki, bowiem Liga Mistrzów była priorytetem dla klubu odkąd Roman Abramowicz objął zespół.

Menedżerem miesiąca został Brendan Rodgers, a piłkarzem stycznia Gareth Bale.

Luty

Luty podobnie jak styczeń i grudzień… Tak jednak nie było! Tym razem miesiąc rozpoczął się niekorzystnie, bowiem zaledwie remisem z Manchesterem United. Ktoś mógłby powiedzieć, że remis z walczącym o mistrzostwo klubem nie jest złym wynikiem, tak jednak nie było dla ówczesnej Chelsea, która była wręcz przyzwyczajona do walki o mistrzostwo i każde spotkanie z Czerwonymi Diabłami było małym świętem. Zwłaszcza że Chelsea prowadziła już w tym meczu 3-0, a dopiero rzut karny podyktowany dla Manchesteru United w 58 minucie był zapalnikiem dla rywala, któremu udało się całkowicie odrobić straty i zremisować.

Porażka wyjazdowa z Evertonem sprawiła, że czarne chmury zaczęły zbierać się nad Villasem-Boasem, było już niemal pewne, że przyszłość menedżera rozstrzygnie się w najbliższych tygodniach, zwłaszcza że wracała Liga Mistrzów. Ostatnie domowe spotkanie Boasa na Stamford Bridge to mec z Boltonem pod koniec lutego. Chelsea pewnie pokonała rywala, a bramki zdobyli Luiz, Drogba oraz Lampard.

Chelsea była na piątej lokacie, jednak miała tyle samo punktów co Arsenal. Obie drużyny miały nawet taki sam bilans bramkowy, więc o wyższej pozycji Kanonierów decydowały zdobyte bramki.

Menedżerem miesiąca został Arsene Wenger, a graczem Peter Odemwingie.

Marzec

Bramki tracone w ostatnich minutach były prawdziwą bolączką Chelsea Villasa-Boasa. Ciężko nawet zrozumieć co było przyczyną tak wielu punktów traconych przez gole w końcówkach meczu, nie wiedział tego nawet sam menedżer. Mówiło się nawet, że po jednej z porażek Portugalczyk został na całą noc w swoim biurze w Cobham, gdzie non stop zapętlał spotkanie, aby dowiedzieć się, co poszło nie tak, gdzie popełnił błąd. W pomeczowym wywiadzie z Portugalczykiem można było dojrzeć zawód, być może nawet zaszklone oczy. Młody szkoleniowiec wiedział, że jego czas w klubie dobiega końca i zdawał się domyślać, że już nigdy więcej nie poprowadzi Chelsea. Tak było – dzień później oficjalna strona Chelsea zakomunikowała, że nowym menedżerem klubu zostanie Roberto di Matteo. Włoch miał pełnić rolę tymczasowego szkoleniowca do końca sezonu. W momencie odejścia Villasa-Boasa Chelsea traciła trzy oczka do czwartego miejsca i już nigdy w tym sezonie nie zbliżyła się na mniejszą liczbę oczek do Arsenalu, co więcej – strata do czwórki jedynie się zwiększała.

Pierwszym meczem ligowym Di Matteo był pojedynek ze Stoke. Włoch bardzo szybko przywrócił do składu ‚starą gwardię’, która miała mu wygrywać mecze. Nie było miejsca na eksperymenty, nie było miejsca na młodzież, celem było zapewnienie sobie bytu w kolejnej edycji Ligi Mistrzów. The Blues wygrali mecz ze Stoke, a jedynego gola zdobył Drogba.

W kolejnych dwóch spotkaniach marcowych Chelsea zdobyła zaledwie jedno oczko, trzeba jednak oddać, że nie były to łatwe mecze – wyjazd do Manchesteru City oraz domowe spotkanie z Tottenhamem. Di Matteo podobnie jak Boas nie potrafił poradzić sobie z bramkami traconymi pod koniec spotkania, bowiem jeszcze w 78 minucie meczu Chelsea prowadziła z City, aby ostatecznie przegrać 1-2.

W ostatnim meczu marca Chelsea pokonała Aston Villę 4-2, a jedną z bramek zdobył Fernando Torres, który bardzo długo nie mógł przemóc się w Premier League.

Chelsea traciła już pięć punktów do czołowej czwórki, co więcej – mieli tyle samo oczek co szósty Newcastle.

Menedżerem miesiąca został szkoleniowiec Boltonu, Owen Coyle, a graczem piłkarz Swansea, Gylfi Sigurdsson.

Kwiecień 

Cztery mecze, osiem punktów. Ten miesiąc nie był w wykonaniu wybitny, jednak nie był także fatalny. Najpierw przyszło zwycięstwo ze Swansea, gdzie bramkę na wagę trzech punktów zdobył Juan Mata dopiero w 90 minucie. Następne dwa mecze to remisy z Arsenalem oraz Fulham, szczególnie ten pierwszy był dla Chelsea kluczowy, bowiem praktycznie odbierał szansę na walkę o czołową czwórkę. Liga Mistrzów musiała zostać zagwarantowana drugą drogą – tą nieprzebytą przez The Blues. Ostatni mecz w kwietniu to pogrom na QPR i jedyny hat-trick w karierze Fernando Torresa na Stamford Bridge. Hiszpanowi udało się ustrzelić trzy gole, czym zachwycił siedzącego na trybunach Romana Abramowicza.

Chelsea znajdowała się już na szóstej lokacie i traciła aż siedem oczek do TOP4. Patrząc na to, że zostały trzy spotkania nikt nie wierzył już chyba w fazę grupową Ligi Mistrzów zdobytą przez rozgrywki ligowe. Należało wygrać Ligę Mistrzów i to chciał osiągnąć Di Matteo.

Menedżerem miesiąca został Roberto Martinez, a graczem Nikica Jelavić.

Maj 

Dwa pierwsze mecze to jedna bramka zdobyta i sześć straconych. Najpierw mieliśmy zagrać spotkanie z Newcastle, gdzie przepięknym golem popisał się Papis Cisse, który zagiął prawa fizyki podczas swojego uderzenia. W drugim meczu przegraliśmy 1-4 z Liverpoolem, jednak Chelsea wyszła mocno rezerwowym składem regenerując siły na rozgrywki Ligi Mistrzów. W ostatnim meczu sezonu The Blues wygrali 2-1 z Blackburn.

The Blues ostatecznie skończyli sezon na szóstej lokacie ze stratą pięciu punktów nad czwartym miejscem. Piłkarze Tottenhamu świętowali wówczas awans do Ligi Mistrzów, mieli jednak z tyłu głowy to, że ewentualna wygrana Chelsea w tych rozgrywkach sprawi, że ostatecznie wylądują w Lidze Europy, dlatego jak jeden mąż byli fanami Bayernu w finale, ale o tym za chwilę.

PUCHAR LIGI

Puchar Ligi skończył się dla Chelsea bardzo szybko – The Blues potrafili awansować zaledwie do trzeciej rundy. Najpierw po rzutach karnych pokonali Fulham, a w kolejnej fazie wygrali z Evertonem. Już w trzeciej rundzie tracili na Liverpool i nie byli w stanie pokonać drużyny prowadzonej przez Kenny’ego Dalglisha. Bramki zdobyli Maxi Rodriguez oraz Martin Kelly.

PUCHAR ANGLII

Jak dobrze wiecie nie tylko w Lidze Mistrzów zwyciężyła Chelsea w tym sezonie. Łupem The Blues padł także Puchar Anglii, to w nim wydarzyła się pewna piękna historia dotycząca pojedynku derbowego – o tym jednak za moment.

W styczniu trafiliśmy na Portsmouth, co było praktycznie równoznaczne z awansem do dalszej fazy. Chelsea wbiła rywalowi cztery gole i nie straciła żadnego. W kolejnej fazie przyszło nam zmierzyć się w wyjazdowym meczu z QPR, tutaj już było nieco trudniej, jednak ostatecznie i tak gracze Villasa-Boasa poradzili sobie w tym spotkaniu. Mecz z Birmingham był ostatnim meczem Pucharu Anglii dla Boasa w roli menedżera Chelsea. The Blues nie potrafili wygrać u siebie, a rzut karny zmarnował Juan Mata. Spotkanie musiało zostać powtórzone, jednak w nim klub poprowadził już Di Matteo. Wówczas Chelsea pewnie pokonała rywala z Birmingham.

Ćwierćfinał to pojedynek z Leicester. Dwie bramki w tym spotkaniu zdobył Fernando Torres, a w Leicester chyba jeszcze nikt nie marzył o tym, aby walczyć o mistrzostwo Anglii (nie wspominając o wygraniu go), wówczas drugoligowiec został gładko pokonany przez Chelsea.

To półfinał Pucharu Anglii chyba pozostanie mi w pamięci najbardziej jeżeli chodzi o tamtą edycję. Chelsea pokonała w nim bardzo wysoko rywali ze Spurs, pokazało to wówczas niezwykłą więź w drużynie. Bramkę dającą prowadzenie zdobył Didier Drogba, chwilę po rozpoczęciu drugiej połowy drugiego gola zdobył Juan Mata. Wówczas do głosu doszedł Tottenham, po golu Bale’a tracili zaledwie jedną bramkę. To na nic się jednak nie zdało – The Blues zdobyli kolejne trzy gole i po końcowym gwizdku wynik meczu brzmiał 5-1!

W finale rozgrywek przyszło nam zagrać z Liverpoolem, który napsuł krwi Chelsea w tym sezonie. Dość powiedzieć, że graliśmy z nimi trzykrotnie i ani razu nie wygraliśmy, trzykrotnie przegrywając. Ten finał był jednak zupełnie inny, piłkarze Chelsea byli doświadczeni w tego typu spotkaniach, a gracze The Reds go zwyczajnie nie unieśli. Bramkę na 1-0 zdobył Ramires, a mecz zabił Didier Drogba w 52 minucie. Jedyna bramka dla Liverpoolu padła na 25 minut przed końcem, Andy Carroll był jej autorem. To jednak nie wystarczyło i podopieczni Di Matteo mogli cieszyć się z pierwszego trofeum w sezonie, mając przed sobą jeszcze ważniejszy finał.

LIGA MISTRZÓW

Faza grupowa Ligi Mistrzów była z pewnością bardzo ciekawa dla Juana Maty oraz Michaela Ballacka. Ten pierwszy musiał bowiem zmierzyć się ze swoim byłym klubem z Hiszpanii, zaledwie miesiąc po dołączeniu do Chelsea. Ballack natomiast w poprzednim sezonie trafił do Bayeru, wobec czego miał okazję powrotu na Stamford Bridge. Ostatnim rywalem The Blues było Genk z Belgii, czyli zespół, z którego pozyskaliśmy Courtois.

Kiedy losowano zespoły do naszej grupy można było przewidywać awans z pierwszego miejsca – tak właśnie było, jednak skłamałbym mówiąc, że przez wszystkie kolejki można było z góry zakładać, że będzie to łatwa robota.

W pierwszym meczu Chelsea bardzo pewnie pokonała Bayer Leverkusen, bramki zdobyli David Luiz oraz Juan Mata. Kolejny mecz to wyjazd do Walencji, gdzie nie udało nam się wygrać. Pamiętacie co pisałem o punktach traconych w ostatnich minutach? Tak, tak – Soldado strzelił nam gola w 87 minucie i ostatecznie ten mecz zremisowaliśmy. Spotkanie z Genk było meczem łatwym i przyjemnym, dwa gole zdobył Fernando Torres, była to jego najlepsza seria w tym sezonie, bowiem w trzech kolejnych spotkaniach (United, Swansea, Genk) zdobył cztery bramki.

Mecze rewanżowe nie był kolorowe – już w pierwszym z nich zaledwie zremisowaliśmy z Genk. Co ciekawe – w obu spotkaniach z Chelsea po 90 minut rozegrał Kevin de Bruyne, który był przymierzany do Chelsea, jednak nie udało się go ściągnąć latem, dopiero w styczniu Chelsea pozyskała gracza wypożyczając go na pozostałe pół sezonu do Genk.

Porażka na wyjeździe z Leverkusen sprawiła, że The Blues zaczęli rozmyślać co się wydarzy, jeżeli nie uda się wygrać w ostatnim meczu. Była nawet możliwość, że Chelsea nie wyszłaby z grupy. Ostatecznie jednak gładko pokonaliśmy Valencię i wyszliśmy z grupy na pierwszej lokacie.

Losowanie nie było jednak szczęśliwe, gdyż mimo pierwszego miejsca wylosowaliśmy rewelację tego sezonu, Napoli.

Być może to właśnie spotkanie z Napoli było gwoździem do trumny Villasa-Boasa. Chelsea rozegrala pierwszy mecz na wyjeździe. Pierwszą bramkę zdobył wówczas Juan Mata, wydawało się wtedy, że Chelsea nie zmarnuje tak dobrej sytuacji w tym spotkaniu. Dziesięć minut później było już jednak 1-1, a kilkanaście minut później przegrywaliśmy. Już w drugiej połowie dobił nas Lavezzi. Choć sytuacja nie była komfortowa, to Chelsea nadal miała mecz domowy i w zanadrzu bramkę wyjazdową. Awans do kolejnej fazy był na pewno trudny, jednak nie niemożliwy – co potem potwierdziła ekipa Di Matteo.

Do rewanżu przystępowaliśmy już jako drużyna prowadzona przez Roberto di Matteo. Chelsea była niezwykle zmotywowana, co pomogło w awansie. Wynik spotkania otworzył Drogba, a tuż po przerwie na 2-0 strzelił Terry. To dawało nam awans dzięki bramce wyjazdowej. Gokhan Inler zdobył jednak bramkę na 2-1, co zmuszało nas do atakowania. Na piętnaście minut przed końcem meczu rzut karny wykorzystał Frank Lampard. Do końca regulaminowego czasu nie zobaczyliśmy bramek, co dało nam dogrywkę. Już w doliczonym czasie gry pierwszej połowy bramkę zdobył Branislav Ivanović. Oszołomione Napoli nie zdołało już odpowiedzieć – Chelsea awansowała do ćwierćfinału Ligi Mistrzów.

Tutaj paradoksalnie trafiliśmy na łatwiejszego rywala niż w 1/8 finału. Benfica nie była rzecz jasna chłopcem do bicia, nie byli jednak także klubem, którego Chelsea miałaby się obawiać. Półfinał w tej sytuacji był oczywistym celem i czymś nie do negocjacji.

W pierwszym spotkaniu wygraliśmy 1-0 po trafieniu Salomona Kalou. W rewanżu na Stamford Bridge działy się jednak ciekawsze rzeczy – już w 21 minucie bramkę dla Chelsea zdobył Frank Lampard. Co stawiało nas w idealnej sytuacji, a czerwona kartka w 40 minucie dla Perreiry praktycznie zamykała mecz. W teorii. Benfica w dziesiątkę grała jednak lepiej niż The Blues, zamykając gospodarzy w polu karnym, a gry Garcia zdobył bramkę na 1-1 kibice Chelsea poczuli nerwowość. Benfica nacierała, a bramka na 2-1 dawałaby awans gościom! Ostatecznie jednak piłkarzom The Blues udało się wyprowadzić kontrę, Raul Meireles popędził na bramkę rywala, po czym uderzył pod poprzeczkę. Bramkę celebrował w swoim stylu – prowokacyjnie machał rękoma w stronę fanów Benfiki, a jako były gracz Porto nie pałał do nich sympatią, oni zresztą mieli podobne odczucia co do niego.

Chichot losu sprawił, że Chelsea musiała ponownie zmierzyć się z Barceloną w półfinale. Gdy ostatnim razem z nimi graliśmy górą byli Katalończycy, chociaż gry mieli chyba więcej gracze The Blues. Roman Abramowicz pragnął ściągnąć Pepa Guardiolę na Stamford Bridge, musiał zadowolić się jednak jednym meczem Pepa na Stamford, w roli menedżera Barcelony.

Już w pierwszym meczu było widać ogromną przewagę graczy Barcelony, jednak los postanowił oddać The Blues to co zabrał kilka lat temu. Piłkarze Guardioli byli niesamowicie nieskuteczni, marnując kolejne dobre sytuacje, dość powiedzieć, że wynik 0-4 wcale nie byłby niesprawiedliwy dla Chelsea. Tak jednak nie było – Chelsea skutecznie i szczęśliwie się broniła, Barcelona marnowała, a jedynego gola w meczu zdobyła Chelsea. Cudowna kontra The Blues i Drogba po podaniu Ramiresa ustala wynik pierwszego meczu.

Mimo prowadzenia w pierwszym spotkaniu nikt nie spodziewał się łatwiej przeprawy, co więcej – nadal bukmacherzy dawali wiele większe szanse Barcelonie. Duma Katalonii była wielkim faworytem, zwłaszcza że rewanż grali u siebie. Już w pierwszych minutach napór Barcy był jeszcze większy niż na Stamford Bridge, a wynik spotkania otworzył Busquets. Kilka minut później czerwoną kartkę zobaczył John Terry – kapitan Chelsea zachował się absurdalnie, faulując Alexisa Sancheza, gdy ten był bez piłki. Zupełnie nierozumiałe zachowanie kapitana plus prowadzenie Barcelony sprawiły, że sytuacja The Blues wydawała się dramatyczna.

Bramka na 2-0 zdobyta przez Iniestę była zabiciem spotkania, a właściwie wydawała się być. Barcelona popełniła wówczas błąd – próbując cały czas z całych sił atakować Chelsea, mając korzystny rezultat i grę w przewadze. To wykorzystała Chelsea, której udało się wyprowadzić jedyną kontrę w tej połowie, a Ramires zamienił ją na pięknego gola. Brazylijczyk przelobował wychodzącego Valdesa, dając swojemu klubowi pozytywny rezultat, który dawał The Blues awans!

Barcelonie wystarczała jednak bramka, a grali przecież w przewadze. Ciągle więc napierali na bramkę Petra Cecha, jednak kolejne sytuacje były marnowane przez graczy ofensywnych The Blues. Co więcej – na początku drugiej połowy Didier Drogba sfaulował w polu karnym, a Leo Messi nawet z rzutu karnego nie potrafił pokonać Cecha! To wszystko sprawiło, że w poczynania Barcy wkradł się pośpiech oraz zdenerwowanie. A na sekundy przed końcem spotkania wydarzyło się coś, co zostanie zapamiętane na lata przez fanów Ligi Mistrzów. Kiedy już praktycznie cała drużyna Barcelony atakowała bramkę Chelsea, piłkę przechwycił Ashley Cole i z całych sił wybił piłkę. Do niej dopadł Fernando Torres, który był tak daleko od obrońców rywala, że mógł spokojnie biec przez około 40-50 metrów na spotkanie z Valdesem. Hiszpan minął kolegę z reprezentacji i umieścił piłkę w pustej bramce. Gary Neville wydał wówczas słynny skowyt. Bramka ta naturalnie niczego nie zmieniała, jednak była z pewnością bardzo ważna dla Chelsea, która mogła celebrować awans (a mając w pamięci bramkę Iniesty z 2009 nawet przy wyniku pozytywnym mogli się denerwować) oraz dla samego piłkarza.

Roberto di Matteo szalał z radości skacząc na kolejnych piłkarzy Chelsea. The Blues mieli awans do finału! Tym razem rywalem był Bayern, co więcej – spotkanie miało odbyć się w Monachium.

Ciężko było wytłumaczyć to co wydarzyło się w spotkaniu z Barceloną, jednak równie ciężko było wyjaśnić, jakim cudem Chelsea wygrała finał. Bayern miał wszystko po swojej stronie – atakowali, tworzyli okazje, grali u siebie, a Chelsea nie do końca potrafiła cokolwiek stworzyć w tym meczu. Co więcej – wydawało się, że będzie to kolejne spotkanie, w którym The Blues przegrają przez bramkę w końcówce. Gola na 1-0 zdobył Thomas Muller dopiero w 83 minucie meczu, piłkarze Bayernu byli już chyba pewni awansu, jednak Chelsea zaraz miała wykonywać pierwszy rzut rożny w meczu. „Wywalczył” go Fernando Torres, jednak ciężko było mówić o umyślnym zdobyciu rzutu rożnego, była to bardziej bezwładna próba dryblingu, która została przerwana, to pokazuje jednak jak wielkim szczęściem dysponowała wówczas Chelsea. Był to pierwszy rzut rożny The Blues, a jednak tak kluczowy. Gdyby nie on, to zapewne The Blues nadal byliby bez najważniejszego trofeum w Europie. Tak czy inaczej – David Luiz wbiegł w pole karne i zaczął krzyczeć do graczy Bayernu, że zaraz stracą bramkę i tak właśnie się stało. Juan Mata idealnie dośrodkował na głowę Drogby, ten wykonał wyrok. Było 1-1!

Dogrywka nie przyniosła rozstrzygnięcia, a rywal ponownie zmarnował rzut karny. Tym razem Arjen Robben nie potrafił pokonać Petra Cecha i przybliżył swój klub do ostatecznej porażki.

Rzuty karne nie rozpoczęły się dobrze dla Chelsea, bowiem pierwszego z nich zmarnował Juan Mata, a po trzech kolejnych karnych Bayernu wszystkie trzy były strzelone poprawnie. Dopiero w serii Ivicy Olicia nastąpiła zmiana – Chorwat przestrzelił, a swoją jedenastkę wykorzystał Cole. Było 3-3 i ostatnia seria. Do karnego podszedł Schweinsteiger i on także nie trafił! Do ostatniej jedenastki podszedł Didier Drogba – Iworyjczyk musiał trafić, aby Chelsea wygrała Ligę Mistrzów. Tak właśnie było.

Wygrana Chelsea sprawiła, że Tottenham mimo czwartej lokaty nie awansowal do kolejnej edycji Ligi Mistrzów. Dopiero ‚dzięki nam’ zmieniono ten przepis, co bardzo mocno przydało się Manchesterowi United dwa lata temu. Roberto di Matteo jako trener tymczasowy wygrał dwa trofea, co zmusiło Romana Abramowicza do przemyślenia sytuacji szkoleniowca i rozważenia dania mu szansy w kolejnym sezonie.

TRANSFERY

Chelsea dokonała kilku ważnych transferów w tym sezonie. Pozyskiwaliśmy głównie piłkarzy młodych, jednak nie zabrakło również transferów ‚na już’.

Thibaut Courtois został pozyskany na zaledwie dziewięć milionów euro, został od razu wypożyczony do madryckiego Atletico. Przed obecnym sezonem pożegnał się z klubem i trafił do Realu Madryt, jednak jego transfer był w każdym aspekcie strzałem w dziesiątkę. Pozyskaliśmy za kilka milionów piłkarza, który wyrósł na światowy top. Przez cztery lata bronił barw The Blues, gdzie zapamiętam go głównie z tych lepszych momentów. Niesmak budzi jedynie sposób opuszczenia klubu, jednak jestem w stanie zrozumieć jego powody. Kwota, którą otrzymała za niego Chelsea jest zdecydowanie niska, jednak ostatecznie zarobiliśmy na tym graczu. Decyzja o pozyskaniu go była fenomenalna. Ciekawostką może być także fakt ‚wyłapania’ Courtois przez Pieeta de Vissera, skauta Chelsea. Szef skautów klubu był bowiem na meczu Romelu Lukaku, jednak na boisku niewiele się działo, wówczas zobaczył gracza Genk. Od razu zakochał się w tym ‚nowym wcieleniu Van der Saara’, jak mówi o nim De Visser. Tak naprawdę klub nie wiedział nic o bramkarzu i dopiero z polecenia De Vissera został on zatrudniony.

Oriol Romeu to piłkarz ze szkółki Barcelony, który miał wprowadzić katalońskie myślenie do środka pomocy Chelsea. Oriol był piłkarzem, którego od początku do końca chciał sprowadzić menedżer Chelsea, Villas-Boas. Hiszpan rozegrał kilka dobrych meczów w barwach The Blues, jednak po odejściu trenera, który go sprowadzał zaczał być pomijany i ostatecznie skończyło się to wypożyczeniami i sprzedażą. Nawet na nim Chelsea jednak zarobiła.

Do klubu trafił również Romelu Lukaku. Belg przypominający Didiera Drogbę. Romelu nigdy nie ukrywał, że był fanem Chelsea i to właśnie Stamford Bridge było miejscem, gdzie chciał kopać piłkę przez długie lata. Mimo innych ofert wybrał Chelsea ze względu na klub jak i swojego idola – Drogbę. Co ciekawe – to właśnie pod wodzą Villasa-Boasa rozegrał najwięcej minut w barwach Chelsea. U żadnego innego menedżera nie dostał już tylu szans, a potem ostatecznie opuścił klub na rzecz Evertonu. Na nim również Chelsea zarobiła spore pieniądze. To właśnie jednak sprzedaży Lukaku i De Bruyne’a najbardziej żałował architekt pozyskania ich do klubu – Piet de Visser.

Juan Mata szybko stał się ulubieńcem fanów na Stamford Bridge. Dość powiedzieć, że w swoich pierwszych dwóch sezonach został wybrany dwukrotnie najlepszym piłkarzem Chelsea w sezonie. Skromny Hiszpan czarował techniką, ostatnim podaniem oraz błyskotliwością. Wielu fanów marzyło o tym, aby Mata został w Chelsea bardzo długo, stając się legendą klubu, jak dobrze wiecie, tak się nie stało. Ponownie jednak Chelsea zarobiła na jego sprzedaży, a przez jakiś czas był nawet najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii klubu. Według mnie był to jeden z najlepszych transferów w historii klubu i nadal żałuję tego, że tak szybko rozstano się z Juanem. Całkowicie rozumiem decyzję piłkarza, który z miejsca został odsunięty od pierwszego składu, będąc najlepszym graczem poprzedniego sezonu. Piękna historia, zakończona tragicznie. Jestem przekonany, że po oficjalnym ogłoszeniu odejścia Juana z oczu kibiców The Blues pociekła niejedna łza.

Kevin de Bruyne to kolejny z piłkarzy zbyt szybko ‚odstrzelonych’ z klubu, pokazując jak dobre oko do talentów miał De Visser i jak mogłaby wyglądać nasza drużyna, gdyby zaufano Boasowi, który chciał tych młodzieżowców ściągnąć i wprowadzać. De Bruyne został zakupiony za kilka milionów funtów, również został sprzedany z dużym zyskiem. To jednak niewiele zmienia, gdyż niecały rok później zmienił Wolfsburg na City za około 50 milionów funtów. Do dziś jest liderem klubu Guardioli, a działacze Chelsea mogą do dziś sobie pluć w brodę, że nie posłuchano szefa skautów, który przepowiadał taki scenariusz.

Ostatnim letnim transferem w sezonie 2011/12 było pozyskanie Raula Meirelesa jako substytut Luki Modricia. Portugalczyk na pewno w niewielu aspektach dorównywał Chorwatowi i na pewno był po stokroć mniej pożyteczny w systemie Villasa-Boasa. Nie zmienia to jednak faktu, że uważam ten transfer za bardzo dobry, zwłaszcza patrząc na sytuację w tamtym momencie. Meireles kosztował kilkanaście milionów funtów, a mocno przyczynił się do wygrania Ligi Mistrzów. Charakterny Portugalczyk na zawsze pozostanie w pamięci fanów The Blues, mimo iż grał w Chelsea zaledwie rok.

W styczniu 2011 do klubu trafił Gary Cahill. Niepozorny defensor z Boltonu pozyskany za kilka milionów funtów miał być jedynie uzupełnieniem składu, kimś kto zastąpiłby odchodzącego Alexa. Niewiele osób spodziewało się, że Gary zostanie ostatecznie kapitanem Chelsea i będzie wznosił najważniejsze klubowe trofea. Anglik jest dowodem na to, że ciężka praca i determinacja może sprawić, że osiągniesz wiele więcej niż wydaje się wszystkim wokół. Sam nigdy nie powiedziałbym, że ten obrońca będzie w stanie osiągnąć tak wiele. Szkoda, że jego przygoda w klubie kończy się w taki sposób, jednak kiedy Gary spojrzy wstecz, będzie miał wiele powodów do dumy. Czy Cahill ma wielkie umiejętności? Według mnie nie. Jest jednak człowiekiem z ogromnym serduchem do walki i niezwykle zdeterminowanym. Może być dumny ze swojej kariery.

CIEKAWOSTKI I STATYSTYKI

Najczęściej wybierana jedenastka Villasa-Boasa: Cech – Cole, Luiz, Terry, Ivanović – Ramires, Lampard, Meireles – Mata, Torres, Sturridge
Najczęściej wybierana jedenastka Di Matteo: Cech – Cole, Terry, Cahill, Ivanović – Ramires, Mikel – Mata, Lampard, Kalou – Torres

Chelsea rozegrała 61 meczów, wygrała zaledwie 32. Aż 13 przegrała.

Najwięcej żółtych kartek obejrzał Raul Meireles – 14.

Najwyższe zwycięstwo The Blues to 6:1 z QPR. Największa porażka to 1:4 z Liverpoolem.

Najwięcej bramek – Lampard (16), Sturridge (13), Drogba (13), Mata (12), Ramires (12)
Najwięcej asyst: Mata (20), Torres (16), Lampard (10), Cole (9), Malouda (7), Ramires (7)

Najwięcej wejść z ławki: Malouda (22), Torres (17), Lampard (11)
Najwięcej zejść w trakcie spotkania: Mata (25), Sturridge (18), Ramires (16)

Najwięcej rozegranych minut: Petr Cech (5025), Ashley Cole (4225), Juan Mata (4078)

Chelsea została najgorszą drużyną w lidze pod względem liczby kartek, The Blues obejrzeli aż 69 żółtych i cztery czerwone.

ARCHIWALNE ZDJĘCIA