Home / Artykuł / Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2008/09!

Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2008/09!

W poprzednich sezonach opisywanych na łamach naszego portalu trenerzy zmieniali się niezbyt często – dość powiedzieć, że w pięciu ostatnich odsłonach poznaliśmy zaledwie trzech (Ranieri, Mourinho oraz Grant), tak teraz zaczyna się prawdziwa jazda bez trzymanki – Chelsea praktycznie co sezon będzie zmieniała menedżerów, niektórzy przetrwają jedynie do końcówki sezonu, by nawet nie dokończyć go. Tak było również z Felipe Scolarim, jednak nie uprzedzajmy faktów. Zapraszam na przegląd sezonu 2008/09!

Finał Pucharu Ligi oraz Ligi Mistrzów nie wystarczył, aby Avramowi Grantowi, by przekonać Romana Abramowicza do powierzenia mu drużyny na kolejny sezon. Grant postanowił odejść z klubu na stałe, aby poszukać szczęścia w innych klubach, bowiem bardzo mocno przypadł mu do gustu zawód menedżera i nie chciał wracać już do roli asystenta. Musiał jednak poczekać rok, aż przyszła do niego oferta z Portsmouth.

Nowym menedżerem zespołu został Brazylijczyk, Luis Felipe Scolari. Do tej pory pracował on jako selekcjoner reprezentacji Portugalii, jednak zasłynął przede wszystkim z tego, że jako selekcjoner Brazylii zdobył mistrzostwo świata w 2002 roku.

Koszulki Chelsea uległy zmianie, zmienił się również napis na nich – od tego sezonu zabrakło dopisku ‘mobile’, został sam Samsung. Wyjazdowe koszulki były czarne, a trzeci komplet żółty.

Transfery The Blues nie mogły zaskakiwać – Scolari postawił na graczy, których znał dobrze z pracy w reprezentacji Portugalii. Dlatego też do klubu przybyli Deco oraz Jose Bosingwa. Wypożyczony został również kolejny Portugalczyk – Fabio Paim. Ostatnim letnim wzmocnieniem został Mineiro, którego kontrakt w Hercie wygasł i Chelsea pozyskała go za darmo. W zimowym oknie transferowym The Blues wypożyczyli kolejnego Portugalczyka – był nim Ricardo Quaresma.

Do absurdalnej sytuacji doszło jednak przy okazji transferu Robinho do Manchesteru City. Chelsea była praktycznie pewna tego, że to właśnie na Stamford Bridge trafi skrzydłowy Realu Madryt. The Blues byli tak bardzo pewni swego, że mimo braku ostatecznych podpisów zaczęła… sprzedawać już koszulki Brazylijczyka w swoim sklepie. Gdy władze Realu się o tym dowiedziały, postawiły sobie za punkt honoru, aby Robinho nie trafił do Chelsea. Piłkarz ostatecznie został graczem Manchesteru City, a na pierwszej konferencji prasowej powiedział z tego, że jest dumny mogąc zostać graczem Chelsea!

Śmierć matki bardzo mocno odbiła się na psychice Franka Lamparda. Przez cały letni okres transferowy długo mówiło się o tym, że będzie chciał on zmienić otoczenie, a najlepszą do tego okazją będzie powędrowanie razem z Jose Mourinho do Mediolanu. The Special One objął właśnie Inter, a Lampard był mocno łączony z transferem do tego zespołu. Tajemnicą poliszynela jest to, że Anglik na poważnie brał pod uwagę taką możliwość. Co więcej – France Football informowało już swego czasu, że Anglik podpisał umowę z mistrzem Włoch. Ostatecznie jednak – na szczęście dla nas – Frank pozostał w Chelsea.

Klub był bardziej zapracowany w kwestii transferów wychodzących. The Blues opuścili: Makelele, Sidwell, Crespo, Boulahrouz, Ben Haim oraz Shaun Wright-Phillips. Zimą odeszli Bridge oraz Cudicini. Widać było, że czasy Jose Mourinho się skończyły i nadeszła nowa miotła – pytanie tylko, czy była ona lepsza?

Wyniki w meczach sparingowych napawały optymizmem. Chelsea straciła tylko jedną bramkę w pięciu spotkaniach i właśnie w tym meczu przegrała (po rzutach karnych) pozostałe to zwycięstwa z drużynami z Chin, Malezji oraz Milanem (5-0!). W sparingach błyszczał Nicolas Anelka i to właśnie Francuz miał być powodem problemów Scolariego z szatnią, jednak nie bezpośrednim.

Po raz pierwszy od trzech lat Chelsea nie rozpoczynała sezonu meczem o Tarczę Wspólnoty.

PREMIER LEAGUE

Sparingi oraz pierwsze mecze ligowe mogły wskazywać na to, że Roman Abramowicz dokonał słusznego wyboru zatrudniając na stanowisko menedżera Scolariego. Drużyna zmieniła system gry – grała teraz bardziej płynnym ustawieniem, w którym dużą role odgrywali boczni obrońcy, którzy mieli pełnić rolę niemal skrzydłowych. W środku pola natomiast operowała piątka pomocników, którzy mieli dominować pole gry i grać przede wszystkim krótkimi podaniami. Scolari był w końcu Brazylijczykiem i dla nich styl gry jest równie ważny co zwycięstwa. Na Stamford Bridge miała przyjść era Samby.

W sierpniu The Blues rozegrali trzy mecze – dwa z nich wygrali i jeden zremisowali. Kontuzjowany był Didier Drogba, dlatego w roli napastnika zastępował go Nicolas Anelka. Jego pierwsze miesiące w Chelsea nie były zbyt dobre, jednak w tym sezonie został królem strzelców Premier League i to właśnie na nim zaczął opierać drużynę Scolari, co w dłuższej perspektywie przyniosło mu konflikt z Drogbą, który nie przebierał w środkach, aby pozbyć się menedżera z klubu – o tym jednak nieco później. Tak więc dwie pierwsze wygrane to mecze z Portsmouth oraz Wigan. Potem przyszedł remis z Tottenhamem w meczu u siebie. Mimo wpadki Chelsea zakończyła miesiąc na pozycji lidera, a nagrodę miesiąca dla najlepszego gracza otrzymał Deco.

Wrzesień rozpoczął się bardzo dobrze – Chelsea pewnie pokonała Manchester City w meczu wyjazdowym, a potem zremisowała bramkowo z United. Ostatni mecz miesiąca to wygrana w meczu wyjazdowym ze Stoke. Po sześciu meczach Chelsea miała więc czternaście oczek i to dało im utrzymanie pozycji lidera. The Blues byli również jedną z dwóch niepokonanych dotąd ekip w lidze, a co ważniejsze – zdobyli aż 12 goli – tylko West Ham zdobył jedną więcej.

Październik przyniósł nam cztery spotkania. Trzy z nich Chelsea wygrała zdobywając trzynaście bramek i nie tracąc przy tym żadnej. Przegrała jednak to najważniejsze – domowy mecz z Liverpoolem. Jedyną bramkę w tym spotkaniu zdobył Xabi Alonso, niszcząc przy tym serię spotkań ligowych Chelsea bez porażki na Stamford Bridge, a została ona rozpoczęta jeszcze za kadencji Claudio Ranieriego. To sprawiło, że po dziesięciu kolejkach liderem Premier League został Liverpool, a The Blues spadli na drugą lokatę. 22 gole po 10 meczach było jednak nadal najlepszych bilansem w lidze, co więcej – nikt nie stracił tak mało bramek jak Chelsea, bo tylko cztery po dziesięciu kolejkach.

Listopadowy maraton dawał nam okazję do obejrzenia aż pięciu spotkań ligowych. Zaczął się on świetnie – Chelsea pokonała Sunderland, Blackburn oraz West Brom, strzelając dziesięć goli i nie tracąc żadnej. Potem jednak przyszły dwa mecze, w których Chelsea zdobyła ledwie jeden punkt – zremisowaliśmy bezbramkowo z Newcastle oraz doznaliśmy drugiej porażki w meczu domowym. Tym razem z Arsenalem. Po piętnastu kolejkach Chelsea miała 33 punkty w tabeli, co mimo wszystko było mniejszą startą do lidera niż w październiku, bowiem The Reds także tracili punkty i mieli tylko oczko więcej niż Chelsea. Nikt nie mógł równać się z Chelsea pod względem zdobytych oraz straconych bramek – mieli ich najwięcej strzelonych i najmniej straconych. Nagrodę dla piłkarza miesiąca otrzymał Anelka, Francuz zdobył w tych pięciu spotkaniach aż siedem goli.

Grudzień był miesiącem rozczarowań dla Chelsea. Co prawda nie przegrali żadnego z sześciu ligowych meczów, jednak aż trzy zremisowali. Najpierw przyszło jednak zwycięstwo z Boltonem – tradycyjnie już Chelsea nie straciła bramki, zdobywając dwie. Autorem jednego z nich był nie kto inny jak Nicolas Anelka. Możecie sobie wyobrazić w jak dobrej formie był Francuz, tego nie potrafił zrozumieć jednak Didier Drogba. Wracając jednak do ligi – przyszły potem dwa głupie remisy: West Ham oraz Everton. Chelsea w kolejnych dwóch spotkaniach zdobyła cztery punkty – wygrana z West Brom oraz remis z Fulham. Tak dużo remisów sprawiło, że Chelsea straciła nieco do lidera, na dodatek spadła na trzecią lokatę w tabeli. W tabeli nadal prowadził Liverpool z 45 punktami, drugi był Manchester United, a trzecia Chelsea mająca 42 oczka.

Rozpoczęło się zimowe okno transferowe i ono właśnie było prawdopodobnie kluczowe w kontekście tego, co wydarzyło się za jakiś czas. Felipe Scolari po kilku latach od odejścia z Chelsea wyznał, że chciał wówczas sprzedać Didiera Drogbę. Iworyjczyk nie potrafił zrozumieć tego, że był jedynie zmiennikiem Anelki i robił swojemu trenerowi ogromne problemy w szatni. Brazylijczyk nie chciał otwarcie powiedzieć, że ‘zwolniła go szatnia’, powiedział jednak, że Drogba był piłkarzem niezwykle obrażalskim i trudnym do kontrolowania. Poprosił on nawet Abramowicza o to, aby pozbył się niesfornego napastnika w zimowym oknie, a na jego miejsce sprowadził Adriano. Mówiło się także o tym, jakoby sam Drogba chciał ponownie współpracować z Jose Mourinho i chętnie odszedłby do Interu. To nie był pierwszy raz, gdy Drogba otwarcie rozważał odejście – kilka lat wcześniej (w 2006 roku) udzielił wywiadu w prasie, gdzie potwierdził swoją chęć odejścia z Chelsea, wówczas jednak zatrzymał go Jose Mourinho, a teraz miał być tym, który zamierzał go ściągnąć do innego zespołu. Ostatecznie jednak Abramowicz nie zgodził się na propozycję Scolariego i Drogba pozostał na Stamford Bridge – co było dalej wiemy wszyscy.

Nowy rok rozpoczął się najgorzej jak tylko mógł – Chelsea przegrała spotkanie wyjazdowe z United 0:3, a sytuacja w szatni nie była ciekawa, wszyscy już chyba wiedzieli, do czego to wszystko zmierza i tylko na chwilę widmo dymisji oddaliło się od Scolariego, po tym jak wygrał dwa kolejne spotkania ligowe – Sokte oraz Middlesbrough.

Luty przyniósł nam cztery ligowe mecze – jednak tylko połowę z nich poprowadził Scolari. Chodzi o dwa pierwsze, w których Chelsea nie potrafiła odnieść zwycięstwa. Najpierw porażka z Liverpoolem, a potem domowy remis z Hull przypieczętował los menedżera. ‘Big Phil’ podzielił los Mourinho i został zwolniony przez Romana Abramowicza. W momencie dymisji Chelsea była na czwartym miejscu, tracąc do lidera już dziesięć oczek. W oświadczeniu The Blues mogliśmy przeczytać, że menedżer został zwolniony ze względu na wyniki oraz obawy o to, że awans do kolejnego sezonu Ligi Mistrzów może być zagrożony – Chelsea miała wówczas pięć punktów przewagi nad piątym Arsenalem.

Tymczasowym menedżerem Chelsea został Guus Hiddink. Prowadził on aktualnie reprezentację Rosji i nie zamierzał rezygnować z tego, dlatego zgodził się na prowadzenie Chelsea jedynie do końca sezonu. Jak udany był to okres nie trzeba chyba mówić. Hiddink był wówczas bardzo szanowanym trenerem – udowadniał to w kolejnych klubach czy reprezentacjach. Jego Rosja dotarła do półfinału Euro 2008, czym zaskarbił sobie sympatię Romana Abramowicza. To jak bardzo odmienił Chelsea ciężko opisać.

Pierwsze dwa mecze Guusa to dwa łatwe zwycięstwa: Aston Villa oraz Wigan. Styl gry jednak bardzo uległ zmianie. Chelsea zrezygnowała z ładnego futbolu, przeszła na ten łatwy. Coraz rzadziej decydowali się na koronkowe akcje, Hiddink chciał korzystać przede wszystkim z siły i bezpośredniości graczy The Blues. Efektem tego było 11 zwycięstw w 13 pozostałych spotkaniach ligowych. Najważniejszą zmianą w stosunku do Scolariego było jednak to, że Hiddink znalazł miejsce na boisku zarówno dla Drogby jak i Anelki. Ustawił Chelsea w systemie 4-3-3, grając Drogbą w roli środkowego napastnika i Anelką jako bocznym atakującym.

Luty Chelsea kończyła na drugim miejscu, jednak nadal tracili aż 10 oczek do lidera, co praktycznie zabijało jakiekolwiek szanse na walkę o mistrzostwo.

Marzec to trzy mecze – najpierw przyszły dwa zwycięstwa: City oraz Portsmouth. Co ciekawe – Chelsea w tych spotkaniach wygrywała 1-0. Solidna defensywa to chyba jedna rzecz, która ostała się po czasie Scolariego. The Blues nadal tracili mało bramek, jednak nie tracili aż tyle czasu na to, aby zdobywać je w spektakularny sposób. Hiddink skupił się na zabijaniu spotkań po zdobyciu bramki. Po czterech kolejnych wygranych przyszedł czas na pierwszą i jedyną porażkę Hiddinka w tym sezonie. Chelsea nie potrafiła pokonać Tottenhamu w meczu wyjazdowym, tak naprawdę ten mecz nie mógł niczego zmienić w walce o mistrzostwo, bowiem mimo zdobycia 22 punktów na 24 możliwe w kolejnych spotkaniach, przewaga United nad The Blues utrzymała się na poziomie 7 oczek.

Kwiecień był dla Chelsea ważniejszy w kontekście pucharów niż ligi, bowiem tutaj wydawało się już wszystko wyjaśnione – The Blues mieli znikome szanse na mistrzostwo i tylko cud mógł sprawić, że ostatecznie by je zdobyli. Mimo to nie zamierzali odpuszczać tych rozgrywek i wygrali trzy z czterech spotkań. Pokonali u siebie Bolton oraz Newcastle i West Ham w meczach wyjazdowych. W międzyczasie przytrafił im się też remis z Evertonem. Kwiecień zakończył się więc dla The Blues na 3 miejscu. Mieli już jednak 16 punktów przewagi nad piątą Aston Villą, co zapewniło im awans od Ligi Mistrzów w kolejnym sezonie.

Cztery ostatnie mecze ligowe w sezonie 2008/09 to komplet punktów zdobyty przez drużynę Hiddinka. The Blues podejmowali wówczas Fulham oraz Blackburn oraz grali mecze wyjazdowe z Arsenalem i Sunderlandem. Ostatecznie zakończyli ligę na trzeciej lokacie, a mistrzostwo zdobył Manchester United – trzeci raz z rzędu. Co ciekawe – gdyby liczyć tylko mecze wyjazdowe to mistrzem byłaby Chelsea. The Blues zdobyli w meczach poza Stamford Bridge więcej punktów niż w tych u siebie.

PUCHAR LIGI

W poprzednim sezonie Chelsea dotarła do finału tych rozgrywek, tym razem było inaczej. Co ciekawe – Chelsea nie przegrała żadnego spotkania w regulaminowym czasie, odpadła po karnych. Zacznijmy jednak od samego początku. W trzeciej rundzie (pierwszej dla The Blues) trafiliśmy na Portsmouth – tutaj Chelsea bardzo łatwo odprawiła z kwitkiem słabszego rywala w meczu wyjazdowym. Cztery bramki strzelone, zero straconych i mamy awans.

W czwartej rundzie znowu wyszedł największy mankament Chelsea w tamtym sezonie – domowe spotkania ze słabszymi rywalami. Burnley to drużyna, którą The Blues powinni odprawić bez problemu, tak się jednak nie stało. Mimo prowadzenia 1-0, nie udało się doprowadzić sprawy do końca, a Chelsea ostatecznie odpadła w rzutach karnych, kiedy to swoją jedenastkę zmarnował John Obi Mikel.

PUCHAR ANGLII

Puchar Anglii to jedyne trofeum Chelsea w tamtym sezonie. Rozpoczynał je Felipe Scolari, jednak większość meczów poprowadził już Hiddink. Zacznijmy jednak od pierwszych rund. Nie muszę chyba przypominać co było największym problemem Chelsea? The Blues nie potrafili pokonać u siebie czwartoligowego Southend United. Remis 1-1 doprowadził do powtórzonego meczu, tym razem na wyjeździe, gdzie Chelsea bardzo pewnie wygrała strzelając cztery gole.

Kolejna runda to domowe spotkanie z Ipswich – tutaj Chelsea nie miała problemów i pewnie awansowała do 1/8 Pucharu Anglii. Był to jednocześnie ostatni mecz Scolariego w tych rozgrywkach.

Kolejna faza – już pod wodzą Hiddinka – to było wyjazdowe spotkanie z Watford. The Blues bez problemu pokonali rywali i awansowali do ćwierćfinału krajowego pucharu. Tutaj czekał na nich kolejny słabszy rywal, aby awansować do czwórki najlepszych drużyn wystarczyło bowiem pokonać Coventry.

Tu pojawiły się już schody, bowiem na Wembley przyszło nam zagrać z Arsenalem. Kanonierzy prowadzili już w meczu, jednak chwilę później wyrównał Malouda. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry znać o sobie dał ‘król Wembley’, Didier Drogba. Iworyjczyk wprowadził swój zespół do finału Pucharu Anglii strzelając gola w 85 minucie.

Finał z Evertonem był także finałem pracy Guusa Hiddinka w Chelsea. Holender nie dał się przekonać Abramowiczowi do tego, by pozostał w klubie na kolejny sezon, więc finał krajowego pucharu był oficjalnie ostatnim meczem Hiddinka w Chelsea (wiemy do kiedy). Piłkarze mieli więc podwójną motywację – nie dość że było to ostatnie i jedyne trofeum do zdobycia w tym sezonie, to mogli jeszcze podziękować trenerowi za odmianę ich sezonu. Dali z siebie wszystko i pokonali Everton 2-1.

LIGA MISTRZÓW

Faza grupowa Ligi Mistrzów nie przyniosła nam zbyt wiele emocji – co prawda rywale nie byli wyjątkowo słabi, jednak ciężko było szukać tutaj jakichś hitów jak w niektórych sezonach. Los ‘odwdzięczył’ nam się jednak w kolejnych fazach turnieju. Zacznijmy jednak od początku. Chelsea trafiła w grupie na Romę, Bordeaux oraz Cluj. Tylko ta ostatnia drużyna była mistrzem swojego kraju, Bordeaux natomiast miało dopiero nim zostać.

Chelsea nie miała jednak problemów z pokonaniem Francuzów i już w pierwszym meczu rozbili ich strzelając cztery gole i nie tracąc żadnej. Drugi mecz to wyjazd do Cluj i tutaj padł dość rozczarowujący bezbramkowy remis. Zwycięstwo nad Romą w trzeciej kolejce sprawiała jednak, że Chelsea nie miała już się chyba czego obawiać w kwestii awansu, zwłaszcza że przed sobą mieli jeszcze domowy mecz z Cluj, a dziesięć punktów zazwyczaj dawało pewny awans. Dwa kolejne mecze to jednak ogromne rozczarowanie – wyjazdowa porażka z Romą oraz remis z Bordeaux sprawiły, że Chelsea mogła pomartwić się nieco o awans, nadal jednak wystarczyło wygrać u siebie z outsiderami. Tak właśnie było – The Blues pokonali Cluj i zameldowała się w 1/8 LM z drugiej lokaty.

Pisałem o braku utytułowanych rywali w fazie grupowej Ligi Mistrzów. Faza pucharowa przyniosła nam jednak same takie spotkania. Na pierwszy ogień poszedł Juventus – mecze poprowadził już naturalnie Guus Hiddink. Pierwszy mecz Chelsea rozgrywała u siebie, pokonaliśmy wówczas Starą Damę 1-0, a jedyną bramkę zdobył Drogba. Rewanż był bardzo wyrównanym spotkaniem, jednak czerwona kartka Cheilliniego na dwadzieścia minut przed końcem sprawiła, że Chelsea grało się wiele łatwiej i nawet bramka na 2-1 zdobyta przez Del Piero nie dawała awansu Juventusowi. Tuż przed końcem meczu wyrównał Drogba, który zabił stan rywalizacji.

Cóż byłaby to za Liga Mistrzów bez meczów Chelsea z Liverpoolem i Barceloną, prawda? Los także tak ‘myślał’, dlatego w ćwierćfinale przyniósł nam mecz z Liverpoolem. Rywalizacja z The Reds była niezwykła, bowiem w dwumeczu padło aż jedenaście trafień, to jednak pierwszy mecz ustawił stan rywalizacji, a rewanż był już starciem bez trzymania gardy – cios za cios, tak można opisać ten mecz.

Pierwszą bramkę w meczu zdobył Liverpool, Fernando Torres uszczęśliwił fanów na Anfield, słynne powiedzenie mówi jednak, że nieważne jak zaczynasz… Tak było w tym przypadku – mimo szybkiego objęcia prowadzenia przez Liverpool to Chelsea ostatecznie wygrała i to jak! Dwie bramki w meczu zdobył Ivanović, a rywala dobił Drogba. Wyjazdowe zwycięstwo 3-1 mogło naprawdę napawać optymizmem przed rewanżem.

O ile patrząc już po rewanżowym meczu można było powiedzieć, że pierwsze spotkanie całkowicie ustawiło dwumecz i to ono było kluczowe, tak po 28 minutach rewanżu ciężko było tak przypuszczać. Liverpool bardzo ofensywnie wyszedł na mecz rewanżowy i właśnie w tej minucie zdobyli drugą bramkę. Prowadzili 2-0 i jedno trafienie dzieliło ich od awansu. Trzeba jednak przyznać, że to był mecz pomyłek bramkarskich – najpierw babola popełnił Cech, któremu Aurelio strzelił gola w kuriozalny sposób, a potem jeszcze większą pomyłkę popełnił Reina przy golu Drogby na 1-2. Potem wszystko potoczyło się szybko – wspaniała bramka Alexa z rzutu wolnego i mieliśmy już 2-2. Dwumecz zabił Lampard, który zdobył dwie bramki, ale szczególnie ta na 3-2 była kluczowa, bowiem wtedy Liverpool musiałby strzelić trzy nie tracąc żadnej i co ważne – było blisko! Najpierw Lucas, a potem Kuyt sprawili, że znowu blisko było ogromnej niespodzianki, od czego jest jednak Lampard? Anglik zdobył gola na 4-4 na minutę przed końcem regulaminowego czasu gry i to zamknęło sprawę awansu.

Przyszedł czas na jeden z najsłynniejszych i najbardziej dramatycznych półfinałów w Lidze Mistrzów. Dwumecz ten jest już owiany legendą, milionami teorii spiskowych i opiniami różniącymi się o 180 stopni. Nie zamierzam jednak zajmować się domysłami czy ocenami poszczególnych wydarzeń boiskowych, piłkarzy czy arbitra. Streśćmy po prostu ten dwumecz.

Pierwsze spotkanie odbyło się na Camp Nou. Ważne było dla Chelsea to, aby zdobyć gola wyjazdowego, co mogło być kluczowe w kontekście dwóch spotkań (tak naturalnie by było). Ostatecznie mecz zakończył się wynikiem remisowym, jednak sytuacje miały obie z drużyn. Drużyna Pepa Guardioli nie potrafiła zwyciężyć u siebie, co mogło, a być może nawet powinno się zemścić.

Faworytem w dwumeczu była z pewnością Barcelona, wiele osób skreślało Chelsea już przed pierwszym spotkaniem. Drużyna Hiddinka była jednak doskonała taktycznie, co udowodniła także w tym meczu. Spotkanie ułożyło się wspaniale dla gospodarzy. Już w 8 minucie meczu prowadzenie The Blues dał Essien, który uderzył tak, że nie dało się lepiej – Bizon zdobył piękną bramkę, która przez lata będzie wspominana. Dwadzieścia minut po rozpoczęciu drugiej połowy czerwoną kartkę otrzymał Eric Abidal, co sprawiało, że The Blues byli jeszcze w lepszej sytuacji. Mieli prowadzenie, grali w przewadze, stwarzali sobie sytuacje, czego zabrakło? Mówią że niewykorzystane sytuacje się mszczą i ten mecz był jednym z takich gier. Zemściło się to w najgorszy sposób. Chelsea spokojnie mogła zdobyć więcej bramek, jednak w ostatnich chwilach zawsze czegoś brakowało. Błędem było również wycofanie się w ostatnich minutach meczu – Hiddink nie przewidział, że Barcelona grająca w dziesiątkę będzie potrafiła cokolwiek wykreować. Bramkę Iniesty można rozłożyć na czynniki pierwsze – cofnięcie się przed rywalem grającym w dziesiątkę, Essien który nie trafił w piłkę (gdyby ją zbił na aut gol by nie padł), Iniesta ze strzałem życia. Fortuna sprzyjała Barcelonie i to oni awansowali do finału rozgrywek, które ostatecznie wygrali. A co gorsza – byłaby to doskonała okazja do rewanżu za poprzedni sezon, gdyż drugim finalistą był Manchester United.

Ostatecznie jednak dwumecz skończył się skandalem, gdyż dyspozycja arbitra w meczu rewanżowym nie należała, łagodnie mówiąc, do najlepszych. Ovrebo popełnił kilka kuriozalnych błędów (w obie strony), lecz więcej było ich na niekorzyść Chelsea. Najbardziej boli z pewnością sytuacja z ostatnich minut, kiedy to arbiter nie odważył się na podyktowanie karnego po oczywistej ręce gracza Barcy w polu karnym. Didier Drogba musiał być po tym meczu zaciągany siłą do szatni, gdyż nie omieszkał wypowiedzieć kilku niecenzuralnych słów w kierunku kamer – na zawsze słynne już zostaną słowa wypowiedziane przez Iworyjczyka, gdy mówił o ‘pierdolonej hańbie’.

TRANSFERY

Najdroższym transferem w tym sezonie był sprowadzony za około 17 milionów funtów, Jose Bosingwa. Prawy obrońca Porto imponował bardzo ofensywnym stylem gry, więc Scolari chciał go ściągnąć za wszelką cenę, aby – w przeciwieństwie do Ferreiry – boczny obrońca oferował dośrodkowania i drybling tak dobry jak Ashley Cole. Portugalczyk nie był drogim piłkarzem, więc tak naprawdę niewiele można mu zarzucić, miał dobre początki w klubie, jednak wraz z kolejnymi sezonami było coraz gorzej. Tak czy inaczej ciężko powiedzieć, aby The Blues straciła na jego transferze, a co by nie mówić – przyczynił się on do zdobycia Ligi Mistrzów.

Niespodzianką było przybycie Deco – kiedy Josep Guardiola zadecydował o tym, że nie widzi miejsca dla niego w Barcelonie niemal pewnym dla wszystkich było to, że powędruje on do Jose Mourinho, z którym przecież wygrał Ligę Mistrzów w Porto. Deco wolał jednak współpracować ze swoim selekcjonerem z reprezentacji. Być może chodziło o styl gry obu panów, gdzie Deco po latach gry w Barcelonie nie chciał wracać do bezpośredniego futbolu. Brazylijczyk z portugalskim paszportem miał bardzo dobre wejście w ligę – stąd nagroda dla gracza miesiąca w sierpniu. Po odejściu Scolariego jego blask nieco przygasł, ale był ważnym ogniwem składu Chelsea w kolejnym sezonie, dlatego tutaj też stawiam plus.

Fabio Paim i Mineiro? Tak naprawdę nie potrafiłbym znaleźć jakichkolwiek plusów sprowadzenia obu panów, ten pierwszy nie rozegrał meczu dla Chelsea, drugi zagrał dwa. Dziś nikt o nich nie pamięta – jedyny plus to fakt, że pierwszy został wypożyczony, a drugi przyszedł za darmo.

Zimą do klubu przybył jeszcze Ricardo Quaresma. Niegdyś ogromny talent, jednak nie podołał trudom Premier League. Ciężko jednak powiedzieć o tym, by dostał prawdziwą szansę od klubu, szybko bowiem pozbyto się Scolariego, który stał za ściągnięciem go, a tymczasowy menedżer nie dbał o ogrywanie piłkarzy, liczył się dla niego wyłącznie wynik i najlepszy możliwy skład. Dlatego przygoda Quaresmy w Chelsea skończyła się na pięciu spotkaniach.

CIEKAWOSTKI I STATYSTYKI

Menedżerem West Hamu w tym sezonie został Gianfranco Zola. Włoch prowadził klub przez niecałe trzy sezony, a w tym konkretnym zajął dziewiątą lokatę. Asystentem Zoli był Steve Clarke, który odszedł z Chelsea, by móc pracować z Włochem.

Chelsea 2008/09 to trzecia najlepsza defensywa w historii klubu – The Blues stracili zaledwie 24 gole w 38 meczach. Tylko w sezonach 2004/05 i 2005/06 traciliśmy mniej goli w lidze.

Frank Lampard został wybrany piłkarzem sezonu w Chelsea. W głosowaniu samych piłkarzy wybrany został jednak Ashley Cole.

Trafienie Michaela Essiena z Barceloną zostało uznane za najładniejszą bramkę sezonu w Chelsea.

Petr Cech został wybrany najlepszym bramkarzem w 2008 w Europie w nagrodzie przyznawanej przez UEFA European Club.

Frank Lampard został wybrany najlepszym pomocnikiem w 2008 roku w Europie w nagrodzie przyznawanej przez UEFA European Club.

John Terry został wybrany najlepszym obrońcą w 2008 roku w Europie w nagrodzie przyznawanej przez UEFA European Club. Anglik znalazł się również w drużynie roku UEFA za 2008 rok.

Nicolas Anelka został królem strzelców Premier League – 19 trafień. Znalazł się również w jedenastce sezonu.

Najlepszym młodym piłkarzem sezonu w Chelsea został Michael Mancienne.

Frank Lampard wspólnie z Robinem van Persie zostali najlepszymi asystentami ligi – po 10 asyst.

Najczęściej grający piłkarze w tamtym sezonie: Cech – Cole, Terry, Alex, Bosingwa – Mikel, Ballack, Lampard – Kalou, Drogba, Anelka

Najlepszym strzelcem klubu został Anelka – 25 goli. Drugi był Lampard – 20, trzeci Drogba – 14.

Najlepszym asystentem klubu został Lampard – 21 asyst, drudzy byli Kalou i Anelka – 10, trzeci Malouda – 9.

Najczęściej wchodzącym z ławki piłkarzem był Belletti – 25 razy. Drugi był Di Santo – 16. Najczęściej schodzącym w trakcie meczu był Joe Cole – 19 razy, drugi był Kalou – 18.

Piłkarzem z największą liczbą minut w sezonie został Frank Lampard – 5025 minut.

ARCHIWALNE ZDJĘCIA

O autorze: Michał Małolepszy

Niczym Ron Swanson nie uznaję rządów tego świata. Lubię krytykować, ale najbardziej lubię pisać i mówić. Chyba umiem to robić.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Aprilis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aprilis
Użytkownik
Aprilis

finał był blisko ,,, bardzo blisko ,,,