Home / Artykuł / Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2007/08!

Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2007/08!

Anna Jantar śpiewała kiedyś: “nic nie może przecież wiecznie trwać, co zesłał los trzeba będzie stracić”. Tak było w przypadku Jose Mourinho, mimo iż Portugalczyk wielokrotnie powtarzał, że praca w Chelsea to spełnienie jego marzeń i chciałby być tam wiele lat, nie udało mu się tego zrealizować. Czwarty sezon był tym najgorszym w wykonaniu Portugalczyka. Mourinho nie dotrwał nawet do końca roku, jednak o tym wszystkim i innych momentach Chelsea z sezonu 2007/08 dowiecie się czytając kolejny wpis z serii ‘historii ery Abramowicza w pigułce. Serdecznie zapraszam.

Sezon rozpoczął się od prezentacji nowych koszulek. Co prawda domowe tryktory pozostały takie same jak w poprzednim sezonie, jednak wyjazdowe, czarne koszulki zostały zastąpione żółtymi fluorescencyjnymi. Trzeci komplet został ‘przemalowany’ na biało.

Letnie okno transferowe było dla Chelsea bardzo pracowite – nie uświadczyliśmy co prawda rekordowych transferów, jednakże latem do klubu przybyło aż ośmiu piłkarzy. Trzech z nich miało trafić do akademii – Jacob Mellis, Danny Phillskrik oraz Fabio Borini. Pozostała piątka była wzmocnieniami pierwszej drużyny, jednak w przypadku niektórych kibice przecierali oczy ze zdumienia, ponieważ nawet w chwili transferu nie byli to gracze, którzy wydawali się odpowiednimi piłkarzami dla klubu walczącego o mistrzostwo kraju. Mowa tutaj o Talu Ben Haimie oraz Stevie Sidwellu. Byli to piłkarze darmowi, bowiem ich kontrakty w poprzednich klubach wygasły, a The Blues wykorzystali ‘okazję’.

Innym darmowym wzmocnieniem był Claudio Pizzaro, któremu znudziła się Bundesliga i postanowił pójść śladem Ballacka i powalczyć o mistrzostwo Anglii.

Podczas letniego okna transferowego Chelsea zapłaciła jedynie za dwóch piłkarzy i była to łączna kwota 20 milionów euro. Z Lyonu został sprowadzony Florent Malouda, a Barcelonę na Londyn zmienił Juliano Belletti.

Co ciekawe – po raz pierwszy w erze Romana Abramowicza, Chelsea wydała więcej pieniędzy podczas zimowego okna transferowego niż podczas letniego. Sprowadzono bowiem Anelkę, Ivanovicia oraz Di Santo, za których zapłacono łącznie około 25 milionów funtów.

Z klubem pożegnali się natomiast Lass Diarra (Arsenal), Geremi (Newcastle), Glen Johnson (Portsmouth) oraz Juan Veron (Estudiantes). Największym transferem wychodzącym z klubu był jednak Arjen Robben, który spełnił swoje marzenie o dołączeniu do Realu Madryt. Holender już w poprzednim sezonie starał się wymusić transfer do Madrytu, jednak do skutku doszedł on dopiero w 2007 roku. Holender przez długi czas był najdrożej sprzedanym piłkarzem w historii Chelsea, a rekord ten pobito dopiero po kilku latach. Był też prawdopodobnie jedynym piłkarzem (do momentu sprzedaży Courtois), który odszedł z Chelsea będąc kluczowym piłkarzem klubu. The Blues przez długi czas słynęli z tego, że nie sprzedają swoich gwiazd, a ugięli się tylko raz – właśnie w sytuacji Robbena.

Mimo iż trofea zdobyte przez Mourinho na Stamford Bridge wskazywały na to, że relacje między Abramowiczem i Portugalczykiem są przynajmniej dobre, tak nie było. Już w poprzednim odcinku pisałem wam o pewnych zgrzytach między panami. W tym sezonie doszło do kulminacji. Roman Abramowicz wprowadził bowiem swojego człowieka do sztabu szkoleniowego Chelsea – Avram Grant został oficjalnie zatrudniony jako jeden z asystentów Portugalczyka. Tak naprawdę jednak był szpiegiem Abramowicza, mówił właścicielowi o wszystkim co działo się na treningach, w szatni, czy na spotkaniach sztabu szkoleniowego. Grant był bliskim przyjacielem właściciela The Blues, a Mourinho zdawał sobie sprawę co to oznacza. Abramowicz w przyszłości dokona podobnego ruchu (domyślacie się o kogo chodzi?) o tym jednak w kolejnych sezonach.

Sezon tradycyjnie już rozpoczynał mecz o Tarczę Wspólnoty. The Blues zagrali na Wembley z Manchesterem United. Spotkanie rozpoczęło się lepiej dla United, już w 35 minucie wynik meczu otworzył Ryan Giggs. Tuż przed przerwą jednak gracze Mourinho wyrównali, a do końca meczu nie padły już bramki. Wówczas doszło do bardzo niespotykanego zjawiska – gracze Chelsea nie wykorzystali żadnego z trzech rzutów karnych, a piłkarze Fergusona uderzali bezbłędnie, więc seria karnych zakończyła się wynikiem 3-0 dla Manchesteru United.

PREMIER LEAGUE

Dobra inauguracja sezonu to już znak rozpoznawczy Chelsea. The Blues podejmowali Birmingham z byłym piłkarzem w składzie. Mikael Forssell postanowił przypomnieć o sobie fanom na Stamford Bridge i już w 14 minucie zdobył gola dla gości. Chwilę później wyrównał jednak Pizzaro, a kilkanaście minut później na prowadzenie swoją drużynę wyprowadził Malouda. Jeszcze w pierwszej połowie wyrównał Kapo, jednak tuż po przerwie trzeciego gola dla Chelsea zdobył Essien i takim wynikiem zakończył się mecz.

Sierpień skończył się dla Chelsea z bilansem 4 spotkań, 3 zwycięstw i jednym remisem – w wyjazdowym meczu z Liverpoolem. Nic nie zapowiadało burzy, która miała przyjść za niecałe trzy tygodnie. Zwłaszcza po losowaniu fazy grupowej Ligi Mistrzów – The Blues trafili na łatwych rywali i wydawało się, że runda jesienna będzie dla niebieskich przyjemna.

Wrzesień był jednak zabójczy dla Jose Mourinho i to dosłownie. Wyniki w tym miesiącu kosztowały głowę menedżera Chelsea. Na początek przyszła porażka z Aston Villą, gospodarze zdobyli dwa gole, a Chelsea nie potrafiła odpowiedzieć żadnym (The Blues we wrześniu nie zdobyli gola w czterech meczach). Potem przyszła kolej na spotkanie domowe z Blackburn – tutaj nie było porażki, jednak bezbramkowy remis także chluby nie przynosi. Czy ktokolwiek się domyślał, że będzie to ostatni mecz ligowy Jose Mourinho w roli menedżera The Blues? Chyba nie.

Kolejnym spotkaniem ligowym był wyjazd na Old Trafford. To spotkanie w roli menedżera The Blues rozegrał już Avram Grant. Mourinho został zwolniony po trzecim z rzędu meczu bez zwycięstwa (remis z Rosenborgiem, jednak o tym później). Sam Mourinho utrzymywał, że to nie było zwolnienie, a odejście za porozumieniem stron. Według Portugalczyka obie strony zdawały sobie z tego, że należy coś zmienić i wspólnie doszły do porozumienia. Jak było? To wie sam Mourinho i właściciel Chelsea. Szpieg Abramowicza został pierwszym szkoleniowcem i to on miał poprowadzić Chelsea do końca sezonu. Czy było to szaleństwo? Czy może była w tym jakaś metoda?

Grant nie potrafił z miejsca zmienić oblicza Chelsea i przegrał mecz z United, a w kolejnym meczu zremisował bezbramkowo z Fulham na Stamford Bridge.

Po ośmiu kolejkach Chelsea znajdowała się na zaledwie 9 lokacie, mając 12 punktów, a liderujący Arsenal zdobył już 20 oczek. Spory handicap.

Październik był już powrotem do normy. Chelsea rozegrała trzy spotkania (wyjazd z Boltonem oraz Boro i domowy pojedynek z City) i wszystkie trzy wygrała, strzelając rywalom dziewięć bramek, nie tracąc przy tym żadnej. Szczególnie zwycięstwo z Manchesterem było satysfakcjonujące, bowiem Chelsea wygrała aż 6:0. Przewaga Arsenalu stopniała do sześciu oczek, a Chelsea była już na piątej lokacie.

Listopad był nieco gorszy, jednak tutaj także nie było tragedii. Trzy spotkania, dwie wygrane i zaledwie remis w domowym meczu z Evertonem sprawiał, że Chelsea utrzymała swoje miejsce w tabeli, jednak nie straciła żadnego punktu w stosunku do liderującego Arsenalu. Nadal przewaga Kanonierów wynosiła sześć oczek.

Grudzień tradycyjnie przyniósł nam maraton spotkań. W tym okresie gracze Granta rozegrali sześć spotkań ligowych. Najpierw przyszły dwa domowe zwycięstwa z West Hamem oraz Sunderlandem, potem przyszła druga porażka ligowa Granta. Tym razem w wyjazdowym meczu z Arsenalem, The Blues nie zdołali pokonać lidera ligi. Kolejne trzy mecze to wyjazdowe zwycięstwo z Blackburn, domowy remis z Aston Villą (4-4!!!) oraz wygrana z Newcastle. Nawet porażka z Kanonierami nie sprawiła jednak, by Kanonierzy uciekli The Blues. Ich przewaga ciągle wynosiła sześć punktów, a dość dobra seria w grudniu pomogła The Blues awansować na trzecie miejsce w tabeli. Po raz pierwszy od trzech sezonów The Blues kończyli rok poza pierwszymi dwiema lokatami.

Piłkarze Chelsea z pewnością nie chcieli kończyć sezonu tak jak roku, dlatego już od pierwszych spotkań w styczniu wzięli się do roboty – efektem tego było dwanaście punktów w czterech spotkaniach (wyjazd z Fulham, domowy z Tottenhamem, wyjazd z Birmingham oraz domowy z Reading). Chelsea była coraz lepsza, a Arsenal złapał zadyszkę, stracili nawet pozycję lidera na rzecz Manchesteru United. Kończąc styczeń Chelsea nadal była na trzecim miejscu, jednak tracili do liderującego Manchesteru zaledwie cztery oczka.

Kiedy wydawało się, że wszystko idzie dobrze, to w lutym Chelsea nie potrafiła wygrać meczu w lidze. Dwa remisy – najpierw z Portsmouth, a potem z Liverpoolem sprawiły, że dystans do lidera znowu się powiększył. A na pierwszej lokacie rozsiedli się ponownie Kanonierzy – strata do nich wynosiła osiem punktów. Jedynym plusem meczów w lutym był fakt, że swoją pierwszą ligową bramkę dla Chelsea zdobył Nicolas Anelka.

Często tak jest, że aby ktoś się cieszył, ktoś musi cierpieć. Tak właśnie było w przypadku Arsenalu i The Blues. Ten pierwszy zespół zanotował chyba najgorszy okres w całym sezonie, przez cały marzec (w sześciu spotkaniach) zdobyli zaledwie 7 oczek. Dali się wyprzedzić Chelsea i United. Niebiescy natomiast raz zremisowali (Tottenham 4-4) i pięć razy zwyciężali – West Ham, Derby, Sunderland, Arsenal oraz Boro. To jednak nie pozwoliło zasiąść na fotelu lidera, bowiem tam rządził Manchester United. Czerwone Diabły miały pięć oczek przewagi nad wiceliderem ze Stamford Bridge. Końcówka sezonu zapowiadała się równie pasjonująco jak poprzednio.

Kwiecień gwarantował nam cztery spotkania ligowe – w tym domowy mecz z Manchesterem United. Chelsea jednak tak jak w poprzednim sezonie przegrała tytuł przez bardzo trudne do wyjaśnienia remisy z ekipami słabszymi od siebie. Co z tego, że wygrali z Manchesterem United i City, jeżeli także zremisowali u siebie z Wigan. Gdyby tylko wygrali z Atletami, to kończyliby kwieceń jako liderzy Premier League, a tak musieli zadowolić się pozycją drugą, mieli jednak tyle samo punktów co United. Bilans bramkowy był korzystniejszy dla Manchesteru, dlatego w maju Chelsea musiała wygrać oba mecze i liczyć na potknięcie rywala.

Tak się jednak nie stało – Manchester wygrał oba mecze, a Chelsea zaledwie jeden. W 38 kolejce zremisowali z Boltonem, jednak nawet zwycięstwo nie dałoby mistrzostwa. Sir Alex Ferguson cieszył się z drugiego mistrzostwa z rzędu, a Avram Grant i jego piłkarze mogli sobie pluć w brodę. Gdyby tylko wygrać domowe mecze z Wigan i Boltonem… gdyby.

PUCHAR LIGI

Avram Grant nie miał szczęścia do meczów finałowych – ligę przegrał na ostatniej prostej, jednak to nie był jedyny finał w tym sezonie. Puchar Ligi The Blues rozpoczęli tuż po zwolnieniu Jose Mourinho – mecz z Hull był pierwszym zwycięstwem Grant w roli menedżera The Blues. Niebiescy pewnie rozgromili rywala w meczu wyjazdowym.

Kolejną przeszkodą w walce o trofeum było Leicester. Tutaj nie było tak łatwo jak poprzednio, jednak znowu The Blues zdobyli cztery gole, z tym że stracili aż trzy. Ostatecznie jednak to Chelsea cieszyła się z awansu do ćwierćfinału.

Paradoksalnie to w tej fazie Chelsea miała najtrudniejsze zadanie – musieli zmierzyć się bowiem z Liverpoolem, który już nie raz napsuł krwi Jose Mourinho. Avram Grant jednak poradził sobie z tą przeszkodą. Chelsea pewnie pokonała The Reds, nie tracąc choćby bramki.

W półfinale znowu trzeba było się zmierzyć z ekipą z Liverpoolu, tym razem chodziło jednak o Everton. The Blues wygrali oba spotkania i pewnie zameldowali się w finale. Avram Grant stanął przed szansą zdobycia pierwszego trofeum. To mógł być także argument za tym, aby dostał szansę prowadzenia Chelsea w kolejnym sezonie.

W meczu na Wembley czekał już Tottenham. Wydawało się, że będzie to spacerek dla Chelsea. Spurs radzili sobie bardzo słabo, więc nie powinni stanowić większej przeszkody. Gdy Didier Drogba zdobył gola w 30 minucie wydawało się, że jest już po sprawie. Na 20 minut przed końcem meczu wyrównał jednak Berbatov, a już w dogrywce bramkę na wagę pucharu zdobył Jonathan Woodgate. Nie udało się, a Tottenham cieszył się z trofeum. Co ciekawe – do tej pory to ostatnie zdobyte przez Spurs trofeum.

PUCHAR ANGLII

Tutaj historia nie była tak okazała – co więcej Chelsea odpadła w dość kompromitujący sposób. Zaczęło się jednak standardowo. The Blues wylosowali QPR i pewnie odprawiła rywala z niższej ligi. Potem na drodze stanęło Wigan, jednak tutaj także było szybko, łatwo i przyjemnie. 1/8 finału to Huddersfield. Chelsea bez większych problemów awansowała do dalszej fazy, a kiedy okazało się, że w ćwierćfinale zmierzą się z Barnsley, nikt nie wierzył, że może się tu wydarzyć coś złego.

Lekceważenie rywali w Anglii nie jest jednak zbyt mądre i Chelsea doskonale odczuła to na własnej skórze. The Blues nie potrafili zdobyć choćby bramki w starciu z wiele słabszą ekipą, a jedynym trafieniem w meczu popisał się Odejayi. Drużyna gospodarzy osiągnęła historyczny wynik z byłym mistrzem Anglii. Kompromitacja – to jedyne słowo opisujące to co wydarzyło się w tym meczu.

LIGA MISTRZÓW

Pisałem już o łatwiej grupie w Lidze Mistrzów i tak w istocie było – Schalke, Rosenborg oraz Valencia. Z tej grupy Chelsea nie miała prawa nie wyjść z pierwszego miejsca.

W pierwszej kolejce The Blues rozegrała jeden z najważniejszych meczów w historii klubu – nie chodziło jednak o rangę wydarzenia. Gracze Jose Mourinho podejmowali Rosenborg, a nad Portugalczykiem zbierały się burzowe chmury. Chelsea nie potrafiła wygrać, a jedyną bramkę w meczu dla The Blues zdobył tak bardzo niechciany przez Mourinho Szewczenko. Spotkanie zakończyło się remisem, a Jose Mourinho nie poprowadził już Chelsea.

Kolejne dwa spotkania to zwycięstwa, najpierw wyjazdowe z Valencią, a potem domowe z Schalke. Nawet remis w rewanżowym meczu z Schalke nie sprawił, by Chelsea choćby przez moment bała się o wyjście z grupy, a po wyjazdowym zwycięstwie z Rosenborgiem świętowali awans. Remis w ostatnim meczu z Valencią dał im natomiast pewne pierwsze miejsce w grupie.

Los uśmiechnął się do The Blues, bowiem w 1/8 wylosowali chyba najsłabszego możliwego rywala. Musieli zagrać bowiem z Olympiacosem. Choć w wyjazdowym meczu padł bezbramkowy remis, to w rewanżu The Blues nie dali szans rywalom – bramki zdobywali Ballack, Lampard oraz Kalou. Awans do ćwierćfinału Ligi Mistrzów stał się faktem.

Rywal wylosowany w ćwierćfinale też był chyba najsłabszym ze wszystkich możliwych. Ekipa Granta musiała zmierzyć się z tureckim Fenerbahce, a dodatkowo rewanżowe spotkanie grali u siebie. Nawet porażka 1-2 w pierwszym meczu nie sprawiła, że ktokolwiek stracił wiarę w awans. Co ciekawe – The Blues nawet prowadzili po samobójczym trafieniu gracza tureckiej drużyny, jednak w drugiej połowie zdołali oni najpierw wyrównać, a potem wyjść na prowadzenie.

Drugi mecz to już popis niebieskich – w czwartej minucie na prowadzenie gospodarzy wyprowadził Lampard (ten wynik dawał już awans Chelsea), a pod koniec spotkania dwumecz zabił Ballack zdobywając drugiego gola.

W półfinale znowu trafiliśmy na Liverpoolu (który to już raz?!). Avram Grant jednak w przeciwieństwie do Jose Mourinho potrafił radzić sobie z ekipą Beniteza. Dość powiedzieć, że zagrał z nimi 4 spotkania i ani razu nie przegrał. W wyjazdowym spotkaniu The Blues zaledwie zremisowali i to w dość szczęśliwych okolicznościach, bowiem w 95 minucie samobójcze trafienie zanotował Riise.

W rewanżu potrzebna była dogrywka, ale od początku. Wynik spotkania otworzył Didier Drogba w 33 minucie meczu. W drugiej połowie Liverpool wyrównał, a autorem bramki był Fernando Torres, który stał się swoistym katem The Blues. Do końca regulaminowego czasu gry nie uświadczyliśmy bramek, dlatego potrzebne były dodatkowe dwie połowy dogrywki.

Karnych jednak nie zobaczyliśmy, wszystko rozstrzygnęło się bowiem jeszcze podczas dogrywki. Na prowadzenie The Blues wyprowadził Lampard, a kilka minut później poprawił Drogba. Liverpool zdołał odpowiedzieć zaledwie jednym trafieniem. Najważniejszym wydarzeniem było jednak trafienie Lamparda – Anglik zagrał w tym meczu ledwie kilka dni po śmierci matki. Avram Grant powiedział Frankowi, że ten nie musi wystąpić, może zrobić sobie wolne i odpocząć od wszystkiego. Lampard wolał jednak rozegrać spotkanie, w którym zdobył gola dającego awans do kolejnej fazy Ligi Mistrzów.

Chelsea awansowała do finału Ligi Mistrzów! Po raz pierwszy Roman Abramowicz był o krok od swojego wymarzonego pucharu, a do tego doprowadził go tymczasowy menedżer, a nie opłacany wielkimi tygodniówkami Jose Mourinho. Ciężko jednak oprzeć się wrażeniu, że ta drużyna niewiele zmieniła się pod wodzą Granta. Grali w podobnym systemie, Grant stawiał na tych samych graczy, zmienił się jedynie menedżer. Czy doszliby do finału również z Mourinho? Tego nie wiemy.

Moskwa. 21 maja 2008.

Chelsea stoi przed szansą zdobycia pierwszego w swojej historii pucharu Ligi Mistrzów. Sir Alex Ferguson zdobył już taki kilka dobrych lat temu, Avram Grant po raz pierwszy stanął przed taką szansą.

Wynik spotkania w 25 minucie meczu otworzył Cristiano Ronaldo. Obrońcy Chelsea nie upilnowali Portugalczyka, a ten wyskoczył ponad wszystkich i głową umieścił piłkę w siatce obok bezradnego Petra Cecha. Jeszcze przed przerwą błąd rywali wykorzystał Frank Lampard, który zdobył gola po ogromnym zamieszaniu w polu karnym.

Potrzebna była dogrywka, bowiem więcej goli w regulaminowym czasie gry nie było. Chwilę po jej rozpoczęciu Lampard mógł wyprowadzić na prowadzenie swoją ekipę – uderzył bowiem w poprzeczkę.

Na kilka minut przed końcem dogrywki byliśmy świadkami iście kretyńskiego zachowania ze strony Didiera Drogby. Iworyjczyk uderzył w twarz Vidicia, przez co otrzymał czerwoną kartkę. Tajemnicą poliszynela jest to, że to właśnie Drogba miał uderzać piąty rzut karny, a nie John Terry. Kto wie – być może wtedy Liga Mistrzów padłaby łupem Chelsea?

Tak się jednak nie stało – Chelsea musiała zmienić piątego strzelca rzutów karnych i został nim kapitan.

Pierwsza seria – Tevez i Ballack strzelają gola.
Druga seria – Carrick i Belletti strzelają gola.
Trzecia seria – Ronaldo pudłuje, Lampard strzela gola.
Czwarta seria – Heargreaves strzela, Cole strzela.

W piątej serii do rzutu karnego podszedł Nani, który zdobywa gola. To jednak niewiele zmienia w sytuacji The Blues – wystarczy trafić ostatniego karnego. John Terry ustawia piłkę, zaczyna rozbieg i tuż przed strzałem wpada w poślizg. Jego strzał ostatecznie ląduje na słupku. Musimy grać dalej.

Szósta seria – Anderson strzela, Kalou strzela.
Siódma seria – Giggs strzela, Anelka pudłuje.

To właśnie Anelka ‘wyrzuca’ Chelsea z serii rzutów karnych, jednak najbardziej zapamiętaną sytuacją jest właśnie poślizgnięcie się Terry’ego. Po strzale Anelki widać było zapłakaną twarz Anglika, wiedział doskonale, że to on zawiódł najbardziej. Zwłaszcza że kilkukrotnie podczas treningów zauważano iż technika strzału przy rzutach karnych u Anglika nie jest idealna i ma on problem z ślizganiem się stopy postawnej. Problem nie został jednak zażegnany i zemściło się to w finale Ligi Mistrzów, na tamten moment prawdopodobnie najważniejszym meczu Terry’ego w karierze.

Avram Grant ostatecznie pozostał bez trofeum, nie miał więc zbyt wielu argumentów za pozostaniem na stanowisku. Po zakończeniu sezonu Grant rozstał się z klubem szukając dla siebie nowej pracy.

TRANSFERY

Najdroższym transferem Chelsea było sprowadzenie Florenta Maloudy i to chyba on był najlepszym transferem The Blues w sezonie 2007/08 – patrząc jedynie na ten sezon. Francuz wniósł do klubu sporo polotu i możliwości taktycznych, mógł bowiem grać na skrzydle oraz jako środkowy pomocnik. Przez kilka lat był także ważnym ogniwem drużyny i znacznie przyczynił się do rekordowego sezonu 2009/10. Z pewnością był to udany transfer.

Tal Ben Haim nie wniósł niczego do zespołu, a wielokrotnie wręcz przeszkadzał. To właśnie w meczu z Chelsea, Fernando Torres zdobył swojego pierwszego gola w Premier League i to właśnie Ben Haima wręcz zniszczył w indywidualnym pojedynku. Ten transfer ratuje jedynie cena, a właściwie fakt, że Chelsea nie zapłaciła nic.

Podobnie jak kolega wymieniony wyżej, Steve Sidwell także niewiele wniósł do Chelsea. To był kolejny transfer z cyklu ‘darmowa zapchajdziura’. Swoje zagrał, jednak ciężko było mówić o nim jako o wzmocnieniu drużyny. Zarówno Ben Haim jak i Sidwell po sezonie opuścili Stamford Bridge.

Nicolas Anelka miał bardzo słabe wejście do drużyny – Francuz przez pół roku zdobył zaledwie dwie bramki dla The Blues, nie potrafił się odnaleźć w nowym otoczeniu. Gdyby oceniać ten transfer tylko przez pryzmat pierwszego półrocza mógłby śmiało kandydować na największą porażkę transferową w historii klubu – brak goli, słaba gra i przestrzelony karny w finale Ligi Mistrzów. Czego chcieć więcej? Nico udowodnił swoją wartość w kolejnych sezonach, dlatego mimo wszystko wspominam go bardzo dobrze.

Ivanović nie rozegrał żadnego spotkania w barwach Chelsea w sezonie 2007/08. Mimo iż do klubu trafił w styczniu, Grant nie ufał mu tak bardzo, że nie dał szansy w żadnym spotkaniu. Z perspektywy czasu wiemy jednak jak ważną postacią był Brana w klubie w kolejnych latach, podobnie jednak jak w przypadku Anelki – początki były dla niego bardzo trudne, nawet trudniejsze niż w przypadku Francuza, bowiem Serb nie otrzymywał w ogóle szans, dopiero w kolejnych sezonach wspinał się w hierarchii klubu, a teraz z pewnością można nazwać go jedną z ikon The Blues.

Pizarro uzupełnia trio Ben Haim, Sidwell. On także nie był ważną postacią w tym sezonie, zdobył zaledwie 2 bramki, a najczęściej na boisku meldował się z ławki. 28-letni wówczas snajper nie pokazał tego, z czego słynął w Bundeslidze. Po sezonie został wypożyczony do Werderu Brema.

CIEKAWOSTKI I STATYSTYKI

Piłkarzem sezonu w Chelsea został Joe Cole, jednak w głosowaniu samych piłkarzy najlepszym wybrany został Ricardo Carvalho.

Avram Grant został wybrany najlepszym menedżerem kwietnia w Premier League.

Trafienie Juliano Bellettiego z Tottenhamem zostało uznane najładniejszym trafieniem piłkarza Chelsea.

Specjalną nagrodę otrzymał Frank Lampard za 100 bramek dla klubu.

Chelsea oraz United zachowały czyste konta aż w 21 meczach ligowych. Tylko w 17 traciły bramki.

Frank Lampard zdobył 4 bramki w spotkaniu ligowym – był to mecz z Derby County.

Piłkarze The Blues zobaczyli najwięcej czerwonych kartek w lidze – aż 6.

Chelsea i Arsenal przegrały w lidze tylko trzykrotnie.

85 punktów bez zdobycia mistrzostwa było rekordową liczbą w historii Premier League. Jeszcze nigdy nie zdarzyło się, by drużyna która zdobyła tyle punktów nie wygrała mistrzostwa.

Dwóch przyszłych graczy Chelsea znalazło się w jedenastce sezonu – Fabregas oraz Torres.

Najczęściej grający piłkarze w tamtym sezonie: Cech – Cole, Carvalho, Terry, Belletti – Essien, Lampard, Mikel – Cole, Drogba, Kalou

Najlepszym strzelcem drużyny został Lampard – 20 bramek we wszystkich rozgrywkach. Drugi był Drogba (15), trzeci Kalou (11).

Najlepszym asystentem został Kalou – 12 asyst. Drugi był Lampard (11), trzeci byli Malouda oraz Cole (8).

Najczęściej wchodzącym z ławki był Pizarro – aż 22 razy pojawił się tak na boisku. Najczęściej schodzącym w trakcie meczu był Cole – 29 razy.

Po raz pierwszy od trzech lat najwięcej minut w sezonie nie rozegrał Lampard. Joe Cole był najbardziej eksploatowanym piłkarzem – 4027 minut.

ARCHIWALNE ZDJĘCIA

OLYMPUS DIGITAL CAMERA

 

O autorze: Michał Małolepszy

Niczym Ron Swanson nie uznaję rządów tego świata. Lubię krytykować, ale najbardziej lubię pisać i mówić. Chyba umiem to robić.

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o