Home / Artykuł / Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2006/07!

Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2006/07!

Dwa kolejne sezony i dwa mistrzostwa Premier League. Nic wówczas nie zapowiadało, że cokolwiek może poróżnić Romana Abramowicza i Jose Mourinho. Wydawało się, że ten romans będzie trwał latami, a kolejne owoce będą przychodzić pod koniec każdego sezonu. Kampania 2006/07 przyniosła jednak pierwsze rysy na nieskazitelnym obrazie relacji Portugalczyka z klubem. Pojawiały się kolejne zgrzyty i mimo, że Mourinho wytrwał do końca sezonu, jego kres wydawał się coraz bliższy. Mourinho przed sezonem ściął włosy i zapowiadał, że zamierza walczyć niczym żołnierz! Zapraszam do wspólnego prześledzenia tego, co działo się podczas sezonu 2006/07!

Roman Abramowicz spełnił wreszcie swoje marzenie o ściągnięciu prawdziwej gwiazdy na Stamford Bridge. Nowym nabytkiem The Blues został zdobywca Złotej Piłki, Andrij Szewczenko. 30-letni wówczas Ukrainiec, wydawało się, miał wszystko aby osiągnąć sukces w Premier League. Sama Chelsea wydawała się również niezniszczalna, wygrali przecież dwa mistrzostwo, a ich skład wzmocnili Szewczenko, Cole oraz Ballack. Ta maszyna nie miała wad, przynajmniej w teorii.

Producentem koszulek nie było już Umbro. Od tego sezonu za tworzenie strojów Chelsea zabrał się Adidas – podpisując ogromny wówczas kontrakt z klubem.

Ważnym wydarzeniem tego sezonu była także niezwykle poważna kontuzja Petra Cecha, kiedy wydawało się, że piłkarz może nawet zakończyć karierę. Ostatecznie zakończyło się jedynie na strachu, jednak sam piłkarz musiał od tego czasu grać w charakterystycznym ochraniaczu na głowie. Według wielu, nigdy nie grał już tak dobrze, jak przed tą kontuzją, a wynikało to ze strachu zakorzenionego w głowie gracza.

Klub opuścili gracze, którzy podczas tych dwóch sezonów znacznie przyczynili się do sukcesów. Ejdur Gudjohnsen spełnił swoje marzenia i trafił do Barcelony, gdzie miał zastąpić Henrika Larssona w roli zmiennika dla Samuela Eto’o (który był swoją drogą pierwszym wyborem Mourinho, Abramowicz jednak wybrał Szewczenko). Damien Duff zdał sobie sprawę, że będzie grał coraz mniej, dlatego wybrał ofertę Newcastle, a William Gallas został wymieniony na Ashleya Cole’a. Francuz miał wymuszać transfer na włodarzach Chelsea, mówiąc o tym, że jeżeli nie dostanie zgody na odejście to… strzeli samobója w najbliższym meczu. Kiedy Michael Ballack otrzymał jego numer, wydawało się to już pewne, że Gallas odejdzie z klubu. Zaledwie po roku odpalony został również del Horno, który był tylko tymczasowym wzmocnieniem do czasu pozyskania Cole’a – o tym jednak napiszę więcej w kolejnych akapitach.

O odejściu zaczął myśleć również Arjen Robben, o którego pytał Real Madryt. Holender nie lubił zimnej Anglii, gdzie często doznawał urazów, zdecydowanie wolał słoneczną Hiszpanią. W tym sezonie nie udało mu się jednak wymusić odejścia, co się jednak odwlecze… nie uprzedzajmy jednak faktów.

Bajki o Scoobym Doo i jego przyjaciołach kończy się zazwyczaj jednym schematem – gdy złoczyńca jest już w potrzasku wypowiada kultową już sentencję: wszystko by się udało, gdyby nie te wścibskie dzieciaki. Mourinho mógł powiedzieć coś podobnego – tylko o Liverpoolu. Jemu też tak wiele by się udało, gdyby nie Benitez  i jego banda. Tak również było na początku sezonu 2006/07. The Blues zagrali z The Reds o Tarczę Wspólnoty, jednak znowu to czerwoni byli górą. Jedyną bramkę dla Chelsea zdobył Szewczenko, jednak to nie wystarczyło przy dwóch trafieniach graczy z Anfield.

PREMIER LEAGUE

Sezon rozpoczął się bardzo dobrze. Na inaugurację zagraliśmy bowiem z Manchesterem City, mecz odbywał się na Stamford Bridge, więc celem było wysokie zwycięstwo i tylko to. Tak właśnie się stało – The Blues wygrali 3:0, a bramki dla klubu zdobyli Terry, Lampard oraz Drogba. Ten ostatni nie wiedział jeszcze, że zagra pierwszy wielki sezon dla klubu, wreszcie oczekiwania wobec jego osoby zbiegły się z tym, jak Didier wyglądał na murawie. Już w drugiej kolejce Chelsea musiała oddać wyższość rywalom – kiedy pojechali na wyjazdowe spotkanie z Middlesbrough nic nie zapowiadało tego, że w tym sezonie pierwsza porażka przyjdzie już w drugiej kolejce. Tak się jednak stało, mimo iż na prowadzenie Chelsea wyprowadził Szewczenko, to w ostatnich dziesięciu minutach dwa gole zdobyli gospodarze. Trzeci mecz w lidze to pewne zwycięstwo w wyjazdowym spotkaniu z Blackburn, autorami trafień byli Lampard oraz Drogba. Wrzesień zaczynaliśmy więc na szóstej pozycji, tracąc trzy oczka do liderującego Manchesteru United.

We wrześniu Chelsea nie przegrała żadnego meczu w lidze. Trzy zwycięstwa oraz remis z Aston Villą to bilans The Blues po czterech kolejkach w tym miesiącu. Na uwagę zasługuje wygrana z Liverpoolem, zwłaszcza że przez ponad 40 minut graliśmy w osłabieniu, kiedy to Michael Ballack zobaczył czerwoną kartkę. Pięć bramek po siedmiu meczach – tak dobrego startu Didier Drogba nie miał jeszcze nigdy w Chelsea. Już wtedy wydawało się, że to jest ten sezon Iworyjczyka. Gdyby nie remis z Aston Villą Chelsea byłaby liderem po wrześniowych spotkaniach, jednak przez ten podział punktów musiała podzielić się również pierwszym miejscem z Manchesterem United. Oba kluby miały bowiem po 16 oczek.

W październiku The Blues mieli do czynienia z rywalami, których musiała ogrywać. Trzy mecze i dziewięć oczek z Reading, Portsmouth oraz Sheffield. To właśnie w tym pierwszym meczu doszło do fatalnej kontuzji Petra Cecha – co gorsza z boiska wyleciał John Obi Mikel, a pod koniec meczu urazu doznał również zmiennik Cecha, Carlo Cudicini. Na bramce stanął wówczas John Terry, a gol z rzutu wolnego zdobyty przez Franka Lamparda dał The Blues trzy punkty. Cech pauzował przez trzy miesiące, a do gry wrócił dopiero w styczniu. Październik skończył się tak jak wrzesień, czyli wspólnym liderowaniem Manchesteru United i Chelsea. Czerwone Diabły nie chciały przegrać mistrzostwa po raz trzeci i zamierzali stawiać opór wiele dłużej niż wcześniej.

Listopad przyniósł nam pięć spotkań ligowych. Wśród nich były wyjazdowe mecze z Tottenhamem oraz United, jak możecie się domyślić, to były jedyne spotkania, w których Chelsea nie wygrała. Spurs ograli Chelsea na swoim stadionie, a czerwona kartka stawała się powoli znakiem rozpoznawczym drużyny Mourinho – tym razem z boiska wyleciał Terry. Ważnym wydarzeniem była bramka Makelele. Francuz fantastycznie uderzył zza pola karnego nie dając szans bramkarzowi gospodarzy. Były to jednak miłe złego początki, bowiem później trafiali jedynie gracze Spurs – najpierw Lennon, a potem Dawson. Mecz z United był bardzo taktycznym spotkaniem, w którym padły jedynie dwie bramki. Na prowadzenie Manchester wyprowadził Luis Saha, a na 20 minut przed końcem meczu wyrównał Ricardo Carvalho. Ostatni mecz w listopadzie to spotkanie wyjazdowe z Boltonem, gdzie trzy punkty zapewnił Michael Ballack. Porażka z Tottenhamem sprawiła, że to Manchester United znowu był samodzielnym liderem w tabeli po zakończeniu kolejek w listopadzie. Mieli trzy punkty więcej niż Chelsea.

Grudzień był zapowiedzią tego, co wydarzy się pod koniec sezonu, tego w jak frajerski sposób Chelsea da wydrzeć sobie trzecie z rzędu mistrzostwo. Był to miesiąc w którym Chelsea co prawda nie przegrała, jednak na sześć spotkań wygrała tylko trzy. Co gorsza wszystkie trzy remisy to spotkania domowe: Arsenal, Reading oraz Fulham. Te dwa ostatnie to mecze, w których The Blues dali sobie strzelić po dwa gole. Spotkanie z Arsenalem będzie zapamiętane jednak na zawsze – wszystko przez fantastyczne trafienie Michaela Essiena, który w niewiarygodny sposób podkręcił piłkę strzelając z dystansu. Didier Drogba miał już 13 bramek po 21 kolejkach, co oznacza że pobił już swoje życiowe rekordy jeżeli chodzi o trafienia w poprzednich sezonach Premier League. Remisy sprawiły jednak, że liderujący Manchester uciekł jeszcze mocniej – The Blues tracili już sześć oczek.

Nowy rok przyniósł nam… remis. Wyjazdowe spotkanie z Aston Villą zakończyło się bezbramkowym podziałem punktów. Był to już szósty remis Chelsea w tym sezonie, a to nie był jeszcze koniec, najgorsze było przed klubem, a co gorsza – nic nie tego nie zapowiadało. Styczeń dał nam porażkę z Liverpoolem, jednak był to mecz przełomowy z dwóch powodów. Po pierwsze – po kontuzji wrócił Petr Cech. Po drugie, Chelsea co prawda przegrała, jednak była to ostatnia porażka The Blues w tym sezonie ligowym. The Reds nie dali szans rywalowi w meczu na Anfield, a jedyne bramki w spotkaniu strzelali Kuyt i Pennant w pierwszych 20 minutach. W tym miesiącu były jeszcze dwie wysokie wygrane: Wigan oraz Blackburn. Chelsea strzeliła w nich 7 goli, nie straciła żadnego. Porażka z The Reds nie sprawiła, że United jeszcze uciekli. Na koniec stycznia przewaga lidera nad Chelsea była taka sama jak przed miesiącem – wynosiła sześć oczek.

Luty to tylko dwa spotkania. Dwie pewne wygrane The Blues nie pozwoliły jednak dogonić United, drużyna Sir Alexa Fergusona pewnie zmierzała po tytuł i także nie popełniała błędów. Oba kluby zdobyły w tym okresie po sześć oczek.

Jeżeli któryś z miesiąców mógł dać nam do zrozumienia, że Manchester United nie zamierza oddać pierwszego miejsca w lidze, to był to z pewnością marzec. Chelsea grała w nim cztery spotkania, wygrała wszystkie nie tracąc choćby bramki. Czy sprawiło to, że przybliżyli się do lidera choćby o punkt? NIE! Zwycięstwa z Portsmouth, City, Sheffield oraz Watford dały The Blues jedynie przewagę nad trzecim miejscem, bowiem Manchester United również wygrał wszystkie spotkania i szedł po rekord punktowy w historii ligi. Po 31 spotkaniach mieli bowiem 78 oczek, a Chelsea “zaledwie” 72.

Wtedy nastąpił kwiecień. To co działo się w lidze na przestrzeni kwietnia oraz maja przechodziło ludzkie pojęcie – prześledzimy więc wszystko kolejka po kolejce, abyście zdali sobie sprawę jak blisko i jednocześnie daleko była Chelsea, aby odrobić stratę i po raz trzeci zostać mistrzem kraju.

32 kolejka: Chelsea wygrywa swoje spotkanie z Tottenhamem, a grający nieco później Manchester United przegrywa wreszcie z Portsmouth. The Blues w tym momencie mają zaledwie trzy oczka straty do lidera i co więcej – spotkanie domowe z United. Problemem był jedynie bilans bramek, który Czerwone Diabły miały sporo lepszy. Trzeba było więc wygrać wszystko do końca i liczyć na to, że United choć jeden mecz zremisuje. Tylko tyle i aż tyle.

33 kolejka: Jako pierwsi mecz rozgrywają Czerwone Diabły – Manchester pewnie pokonuje Sheffield, więc w tym momencie znowu mają sześć oczek więcej. Na drugi dzień to Chelsea rozbija West Ham i kolejka kończy się tak jak zakończyła się poprzednia. United lideruje z trzema punktami przewagi.

34 kolejka: Manchester United gra u siebie z Middlesbrough, wszyscy przewidują łatwe zwycięstwo, jednak tak się nie staje. Czerwone Diabły zaledwie remisują z niżej notowanym rywalem, mają więc cztery punkty przewagi nad Chelsea, jednak mecz więcej. W tym momencie Chelsea wygrywające wszystkie mecze do końca zdobywa mistrzostwo. Tak się jednak nie stało – dzień później The Blues bezbramkowo remisują z Newcastle. Co oznacza że sytuacja w tabeli od trzech kolejek jest taka sama.

35 kolejka: Oba kluby grają mecz w tym samym czasie. Chelsea gra u siebie z Boltonem, Everton natomiast podejmuje Czerwone Diabły. Chelsea prowadziła z Boltonem już 2-1, aby ostatecznie zremisować. United natomiast przegrywały 0-2, aby wygrać 4-2. Po tej kolejce United miały już pięć punktów więcej niż Chelsea. Mistrzostwo dla United wydawało się już pewne, jednak do 54 minuty obu spotkań Chelsea miała tyle samo oczek co United.

36 kolejka: United rozgrywa mecz wyjazdowy z Manchesterem City, Chelsea natomiast ma przed sobą także wyjazdowe spotkanie, jednak z Arsenalem. Czerwone Diabły pewnie wygrywają swój mecz i zostają mistrzem Anglii.

Na dwie kolejki przed końcem United zostało mistrzem – co gorsza, pierwszy mecz po tym, było spotkaniem wyjazdowym z Chelsea. Piłkarze The Blues musieli więc ustawić symboliczny szpaler przed zawodnikami Sir Alexa Fergusona. Ci wyszli na ten mecz bardzo rezerwowym składem, którego nie potrafili pokonać gracze Mourinho. The Blues zremisowali czwarty mecz z rzędu.

Ostatnia kolejka to kolejny remis. Tym razem w meczu domowym z Evertonem. Chelsea w całym sezonie zremisowała aż jedenaście spotkań, przegrali jedynie trzy (mistrzowski United przegrał pięć) i to właśnie te remisy zadecydowały o tym, że stracili mistrzostwo po dwuletniej dominacji. Co zawiodło? Ciężko stwierdzić, na pewno jednak cała sytuacja znacznie pogorszyła stosunki Mourinho i Abramowicza, które i tak nie były już tak dobre jak na początku.

PUCHAR LIGI

Brak mistrzostwa Mourinho odbił sobie dwoma pucharami krajowymi. Pierwszy z nich – Puchar Ligi wygrał pokonując Arsenal w meczu finałowym. Droga do tego finału była jednak wyjątkowo łatwa, bowiem najpierw przyszło im się zmierzyć z Blackburn, a potem z Wigan. W ćwierćfinale rywalami byli gracze Newcastle. Ogromną niespodziankę sprawili gracze Wycombe Wanderers, którzy dotarli aż do półfinału, gdzie niestety musieli zmierzyć się z Chelsea. The Blues co prawda pierwszy mecz zremisowali, ale w rewanżu na Stamford Bridge nie dali szans rywalowi i zmiażdżyli ich zdobywając aż cztery bramki – po dwie Szewczenko oraz Lamparda.

W finale bramki zdobywał jedynie pogromca Arsenalu, Didier Drogba. Co ciekawe – w tym meczu początkowo prowadził Arsenal, kiedy to młodziutki Theo Walcott zdobył gola. Jednak Drogba dał Chelsea ten puchar po golach w 20 i 84 minucie.

PUCHAR ANGLII

Zdradziłem już, że Puchar Anglii również padł łupem Chelsea. Tutaj również jednak ciężko mówić o piekielnie trudnej ścieżce w walce o finał tych rozgrywek. W styczniu zagraliśmy z Macclesfield Town, hattricka w tym meczu zdobył Frank Lampard! Kolejne rundy to dwa mecze domowe: Nottingham Forrest oraz Norwich.

Trudniejsze zadanie przyszło nam w marcu, kiedy to na drodze The Blues stanął Tottenham. Pierwszy mecz nie przyniósł rozstrzygnięcia, kiedy to spotkanie zakończyło się remisem 3-3, jednak w rewanżu górą już była Chelsea. W spotkaniu tym prawdopodobnie swoją najładniejszą bramkę w barwach klubu zdobył Andrij Szewczenko.

Chelsea captain John Terry lifts the FA Cup

Półfinał to już łątwe spotkanie z Blackburn. Potrzebowaliśmy jednak dogrywki, aby zapewnić sobie bilety na Wembley. A tam przyszło nam się zmierzyć z Manchesterem United. Regulaminowy czas nie przyniósł rozwiązania, a kiedy w dogrywka dobiegła końca, kibiców United uciszył Didier Drogba.

LIGA MISTRZÓW

Barcelona i Liverpool – to dwie największe zmory Chelsea za ery Mourinho. Dwa kluby ciągle wpadały na The Blues w Lidze Mistrzów. Tak było również tym razem. W fazie grupowej The Blues trafili na Barcę, Werder oraz Levski Sofia. Po losowaniu pytanie było jedno: kto wygra tę grupę. Po trzech zwycięstwach z rzędu faworytem była Chelsea, a kiedy na wyjeździe zremisowała z Barcą zdobywając cztery punkty w dwóch meczach z Hiszpanami to było już pewne, że to właśnie Anglicy wygrają grupę i trafią na słabszego rywala w kolejnej fazie.

Kiedy Chelsea wylosowała Porto, Barcelona trafiła na Liverpool. Wyjazdowe spotkanie z Portugalczykami przyniosło nam remis, obie bramki padły w pierwszych szesnastu minutach meczu. Najpierw prowadzenie Porto dał Raul Meireles (skądś znam tego pana), a cztery minuty później wyrównał Szewczenko. Więcej goli nie uświadczono. Rewanż rozpoczął się podobnie jak pierwszy mecz – tym razem jednak prowadzenie Porto dał Quaresma (jego też kojarzę), po przerwie to jednak Chelsea rządziła na boisku – trafienia Robbena oraz Ballacka dały The Blues wygraną.

Ćwierćfinał przyniósł nam kolejnego dość łatwego rywala – była to hiszpańska Valencia. Tym razem Chelsea grała pierwszy mecz u siebie i niespodziewanie go zremisowała bramkowo, co przed rewanżem stawiało w nieco lepszej sytuacji gospodarzy. Znowu to rywal trafiał pierwszy – David Silva wyprowadził drużynę na prowadzenie w 30 minucie, a po przerwie wyrównał Drogba. Gracze Chelsea przed sezonem Ligi Mistrzów postawili chyba sobie za cel to, że chcą w każdym meczu odrabiać straty. W rewanżu bowiem Valencia prowadziła już 1-0 po trafieniu Morientesa. The Blues potrzebowali wówczas dwóch trafień, które przyszły po przerwie. Najpierw wyrównał Essien, a tuż przed gwizdkiem (przed dogrywką) ukłuł Michael Essien. The Blues byli już w półfinale, a tam czekał… zgadniecie? 🙂

Pierwsze spotkanie z Liverpoolem zostało rozegrane na Stamford Bridge i co ciekawe – Chelsea nie musiała odrabiać w nim strat. Już w 29 minucie wynik spotkania ustalił Joe Cole, do końca meczu mieliśmy do czynienia z piłkarskimi szachami. Taki wynik stawiał jednak Chelsea w bardzo uprzywilejowanej sytuacji przed rewanżem – wystarczyło nie stracić gola, aby awansować. Tak się jednak nie stało, w 22 minucie meczu na Anfield gola zdobył Daniel Agger. Taki wynik dawał dogrywkę. Ona również nie przyniosła rozstrzygnięcia – zostaliśmy więc świadkami serii rzutów karnych. Swoich jedenastek nie wykorzystali Arjen Robben oraz Geremi, natomiast w drużynie The Reds strzelali wszyscy.

Jose Mourinho po raz drugi w Chelsea odpadał w półfinale Ligi Mistrzów. Po raz drugi po dwumeczu z Liverpoolem. Wyobraźcie sobie jak bardzo musiał pałać nienawiścią do Rafy Beniteza i jego zespołu. Jak bardzo musiał przeklinać w myślach ten zespół. Na pewno ucieszył się, gdy ostatecznie rozgrywki wygrał Milan. Z drugiej strony Szewczenko miał czego żałować.

Roman Abramowicz znowu musiał włożyć do kieszeni marzenia o wygraniu najbardziej prestiżowych rozgrywek w Anglii, a przecież The Special One miał mu je zagwarantować.

TRANSFERY

To nie pozyskanie Andrija Szewczenki oraz Michaela Ballacka zrobiło największy szum przed sezonem. Ashley Cole zmieniający Arsenal na Chelsea sprawił, że wielu kibiców zaczęło nazywać Anglika Cashleyem, sugerując że decydowały jedynie pieniądze. Prawda była inna – Cole chciał po prostu wygrywać i wiedział, że mógł trafić do najlepszej drużyny w Anglii. Obrońca był blisko Chelsea już półtora roku wcześniej, kiedy zimą 2005 roku rozmawiał z działaczami The Blues. W spotkaniu uczestniczyli: Cole, Zahavi, Mourinho oraz Peter Kenyon. Panowie spotkali się w jednym z hoteli w Londynie i rozmawiali o dołączeniu Anglika do The Blues. Mourinho jak sam mówi ryzykował karą od FA, aby spojrzeć w oczy Cole’a i sprawdzić, czy w tych oczach pali się żar – innymi słowy, czy chce on przejść do Chelsea, czy chce on jedynie zarabiać w Chelsea. Jak widać płomienie w oczach Cole’a były na tyle duże, że mimo kary, Chelsea nadal walczyła o pozyskanie go i po kilkunastu miesiącach ostatecznie się to udało. “Pomocny” w całej transakcji był William Gallas, który chciał wyrwać się z klubu za wszelką cenę, a Arsenal chętnie skorzystał z jego usług. Tak więc – Chelsea zapłaciła 5 milionów funtów i oddała Gallasa w zamian za Cole’a.

Czym byłaby Chelsea bez skandali transferowych? Można zapytać retorycznie. Pisałem o Cole’u, jednak przed sezonem 2006/07 również mieliśmy do czynienia z dziwnym ruchem transferowym. Młodziutki Nigeryjczyk, John Obi Mikel był już kontraktowo związany z Manchesterem United, kiedy do wszystkiego wtrąciła się Chelsea i pozyskała gracza, mimo iż był on już prezentowany jako nowy zawodnik Czerwonych Diabłów. Bardzo ciekawe jak potoczyłaby się kariera Obiego, gdyby trafił pod skrzydła Fergusona. Mourinho bowiem uczynił z tej niezwykle kreatywnej dziesiątki kogoś, kto miał być długoletnim następcą Makelele. Tak czy inaczej Mikel na pewno wpisał się do historii klubu i jest miło wspominany przez fanów The Blues.

Do klubu trafił także inny młody talent – Feyenoord sprzedał do Chelsea Salomona Kalou. Co można o nim powiedzieć? Zapowiadał się wspaniale, jednak ciężko powiedzieć, że wykorzystał swój potencjał w stu procentach. Zawsze był jednak solidnym zmiennikiem w drużynie Chelsea, przetrwał wielu trenerów i dopiero tuż przed powrotem Jose Mourinho odszedł z Chelsea. Można więc powiedzieć, że dziewięć milionów wydane na Salomona zwróciły się ze spokojem.

Największą niespodzianką dla fanów było sprowadzenie Holendra, Khalida Boulahrouza. Chelsea zapłaciła za niego niecałe 9 milionów. Najciekawszą informacją jest jednak to, że ten obrońca wybrał numer “9”. Boulahrouz nie odegrał w Chelsea żadnej poważnej roli i szybko o nim zapomniano. Jose Mourinho argumentował ten transfer tym, że zaimponowała mu agresja Holendra i chciałby, aby zaszczepił on w jego drużynie podobne zaangażowanie i hart ducha. Czy to się udało? Ocenę pozostawiam wam.

Teraz czas na dwa największe (pod względem nazwisk) letnie transfery The Blues. Andrij Szewczenko odszedł z Milanu jako 30-letnia legenda. Inaczej nie da się opisać tego, co przez lata zbudował w Mediolanie. Uznał jednak, że czas zmienić otoczenie, poznać nowy kraj i nową ligę. Roman Abramowicz nigdy nie ukrywał, że jest fanem tego napastnika – próbował ściągnąć go już w poprzednich sezonach. Szewa zawsze jednak grzecznie odmawiał. Pozyskanie Ukraińca owiane jest wieloma tajemnicami, a największą z nich jest to czy Jose Mourinho chciał tego piłkarza? Sam Portugalczyk gubił się w zeznaniach. Raz mówił o tym, że nalegał na sprowadzenie Szewczenko, by za kilka dni powiedzieć, że on sam chciał Samuela Eto’o, bo to jedyny piłkarz który mógłby grać obok Drogby. Według niektórych pogłosek Roman Abramowicz (nie po raz pierwszy i nie ostatni) postanowił nie słuchać trenera i sprowadził swojego ulubieńca na Stamford Bridge. Cena jak na tamte czasy była wysoka, a sam Szewczenko miał już 30 lat. Transfer ten przed faktem miał z pewnością wiele plusów, jednak można było się doszukać wielu minusów. Niektórzy dziennikarze sugerowali nawet, że Mourinho celowo w niektórych spotkaniach wystawiał Szewczenko na dziwnych pozycjach, aby pokazać Abramowiczowi to, że nie godzi się na ten transfer, co także mogło mieć wpływ na konflikt Portugalczyka z właścicielem The Blues. Sam Szewczenko nie potrafił się odnaleźć w nowych realiach, to był zawsze cichy i wycofany człowiek i to także mogło przeszkodzić mu w odniesieniu sukcesu na Stamford Bridge.

Drugie głośne wzmocnienie Chelsea to Michael Ballack. Nad Niemcem nie ciążyła presja wydanych pieniędzy, ponieważ przybył do klubu zupełnie za darmo. Początkowo dziennikarze zastanawiali się, gdzie grać ma Ballack. Mówiono nawet, że Frank Lampard ma opuścić klub i on będzie następcą kochanego przez fanów Anglika. Tak się jednak nie stało, a panowie złapali bardzo dobry kontakt zarówno na boisku jak i poza nim. Ballack w przeciwieństwie do ukraińskiego kolegi był osobą niezwykle towarzyską i szybko złapał kontakt z innymi piłkarzami klubu, a na dodatek potrafił pokazać tę pewność siebie na boisku. Z miejsca stał się ważnym elementem drużyny i udowodnił, że wiek to tylko liczba. Kto wie, być może swoje najlepsze lata w karierze rozegrał właśnie po trzydziestce w barwach Chelsea?

CIEKAWOSTKI I STATYSTYKI

Odkąd Jose Mourinho rozpoczął pierwszy pełen sezon w Porto, nie zdarzył się w taki, gdzie nie zdobył choć jednego ‘major ‘trophy’. Był to jednak pierwszy jego sezon, w którym nie zdobył mistrzostwa.

Nikt w lidze nie przegrał mniejszej liczby spotkań niż Chelsea – tylko trzy porażki nie pomogły jednak w walce o mistrzostwo. The Blues stracili także najmniej bramek w lidze – zaledwie 24.

Chelsea przez trzy kolejne sezony Jose Mourinho na Stamford Bridge nie przegrała meczu domowego w Premier League.

Królem strzelców ligi został Didier Drogba. Iworyjczyk zdobył 20 bramek ligowych.

Do nagrody dla piłkarza sezonu został nominowany Didier Drogba, jednak ostatecznie nagroda przypadła Cristiano Ronaldo.

Jedynie Drogba znalazł się w jedenastce sezonu Premier League.

Najczęściej grający piłkarze w tamtym sezonie: Cech – Cole, Terry, Carvalho, Ferreira – Makelele, Ballack, Essien, Lampard – Drogba, Szewczenko

Najlepszym strzelcem drużyny został Didier Drogba – Iworyjczyk ustrzelił 33 gole. Drugi w tej klasyfikacji Lampard zdobył 21, trzeci Szewczenko 14.

Najlepszym asystentem został Lampard (21), drugi był Drogba (11), trzeci Szewczenko (10).

Najczęściej wprowadzanym na boisku graczem był Salomon Kalou, aż w 33 spotkaniach wchodził z ławki. Najczęściej zmieniany był natomiast Szewczenko, aż 32 razy.

Najwięcej minut rozegrał tradycyjnie już Lampard – 5358.

ARCHIWALNE ZDJĘCIA

 

O autorze: Michał Małolepszy

Niczym Ron Swanson nie uznaję rządów tego świata. Lubię krytykować, ale najbardziej lubię pisać i mówić. Chyba umiem to robić.

2
Dodaj komentarz

avatar
2 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
2 Comment authors
terry1996Aprilis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aprilis
Użytkownik
Aprilis

Artykuł kosmos, brawo Michał!

terry1996
Użytkownik
terry1996

kiedy update rankingu w typerze?