Home / Artykuł / Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2005/06!

Historia “Ery Abramowicza” w pigułce – sezon 2005/06!

Nie muszę już przedstawiać tego co wydarzyło się przed pierwszym sezonem Jose Mourinho w Chelsea. The Special One miał za sobą pierwsze mistrzostwo Anglii oraz zwycięstwo w Pucharze Ligi. Cel na sezon 2005/06 był więc prosty – obronić mistrzostwo i wygrać Ligę Mistrzów. To pierwsze udało się bez problemu, a drugie? Tu nie było już tak kolorowo.

Ważnym wydarzeniem przed sezonem była zmiana sponsora na koszulkach. Emirates Airlines zostało zastąpione przez Samsunga, który bardzo długo był kojarzony z The Blues. Producentem koszulek nadal było jednak Umbro.

Klub zaledwie po roku opuścili Keżman oraz Tiago. Szczególnie ten drugi grywał bardzo dużo w drużynie Mourinho, jednakże postanowił zmienić otoczenie. Portugalczyk trafił więc do Lyonu, gdzie miał zastąpić największą gwiazdą klubu, Michaela Essiena. Ten z kolei trafił na Stamford Bridge.

Pozostałe transfery do Del Horno, Diarra oraz Wright-Phillips. Ten przedostatni był jedną z gwiazd ligi i spodziewano się, że wprowadzi do klubu wiele dynamiki oraz efektowności. Tak się jednak nie stało.

Jeszcze przed startem sezonu rozegrano spotkanie o Tarczę Wspólnoty. Chelsea pokonała w tym spotkaniu Arsenal, a bramki dla The Blues strzelał Didier Drogba. Mecz zakończył się wynikiem 2-1.

Z wypożyczenia do Milanu wrócił Hernan Crespo. Argentyńczyk nadal miał w pamięci pechowy finał Ligi Mistrzów z Liverpoolem, w którym jego drużyna prowadząc 3:0 ostatecznie dała sobie wydrzeć zwycięstwo. Początkowo wydawało się, że napastnik nie ma czego szukać u Jose Mourinho, gdyż kiedy Portugalczyk przybył na Stamford Bridge rok temu, Crespo nie potrafił znaleźć z nim wspólnego języka i to było powodem jego odejścia z klubu, okazało się jednak, że panowie nie tylko potrafili współpracować, ale robili to tak dobrze, że Crespo często wychodził w pierwszym składzie.

PREMIER LEAGUE

Sierpień w Premier League rozpoczął się dla Chelsea równie okazale co sierpień przed rokiem. The Blues zagrali w nim cztery spotkania: Wigan, Arsenal, West Brom oraz Tottenham. Zdobyli w nich 8 bramek, nie stracili przy tym żadnej. Co ciekawe – tak dobry start sezonu zaliczyły również dwie inne drużyny, czyli Manchester United i Charlton, co sprawiło że Chelsea mimo czterech zwycięstw bez straty bramki była dopiero trzecia.

Wrzesień kończył się już dla Chelsea samodzielnym liderowaniem w lidze. Trzy kolejne zwycięstwa dały podopiecznym Mourinho komplet oczek, a drugi w tej klasyfikacji Charlton miał 18 punktów, a jedyna porażka rewelacji początku sezonu przypadła właśnie w spotkaniu z The Blues. Co ciekawe – pierwsza ligowa bramka stracona w Premier League to dopiero siódma kolejka ligowa, kiedy to Moore pokonał Petra Cecha.

Walec zwany Chelsea mknął dalej i po zakończeniu października miał już 31 oczek, czyli aż o 9 więcej niż drugi Charlton. W międzyczasie The Blues rozbili Liverpool strzelając aż cztery bramki na Anfield. Wydawało się, że Chelsea nie ma już w tej lidze żadnego rywala i kwestią czasu będzie obrona tytułu, zwłaszcza że pozostali rywale nie punktowali na wystarczająco wysokim poziomie. W dziesiątej kolejce ligowej przytrafiła się jednak pierwsza strata punktów – w wyjazdowym meczu z Evertonem padł remis.

To że Chelsea jest drużyną do ‘zrobienia’ pokazał dopiero listopad, kiedy Chelsea przyjechała na Old Trafford i musiała uznać wyższość gospodarzy. Jedynym trafieniem w meczu popisał się Darren Fletcher, jednak przewaga Chelsea nad United nadal była bardzo duża, wynosiła bowiem aż siedem punktów. Dodatkowo porażka w prestiżowym spotkaniu niezbyt mocno podziałała na Chelsea, gdyż kolejny mecz przegrali dopiero w lutym, a dwa spotkanie kończące mecze w listopadzie wygrali bez straty bramek.

Grudzień przyniósł nam prawdziwy maraton ligowych potyczek – Chelsea rozegrała w nim aż sześć ligowych meczów, jednak jeżeli ktokolwiek myślał, że w tym okresie The Blues złapią zadyszkę musieli się niezwykle rozczarować. Chelsea straciła jakiegokolwiek gola tylko w jednym meczu, kiedy to pokonała w meczu domowym Fulham wynikiem 3:2. Pozostałe spotkania to zwycięstwa bez choćby straty gola, a wśród nich domowe zwycięstwo z Arsenalem i wyjazdowy mecz z City. Gracze Mourinho mogli świętować sylwestra bardzo wesoło, ponieważ po 20 kolejkach mieli 11 punktów przewagi nad Manchesterem United i tylko niewiarygodny pech mógł pozbawić ich mistrzostwa.

Styczeń przyniósł malutką zadyszkę The Blues, jednak nawet to nie sprawiło, że Chelsea nie powiększyła swojej przewagi w tabeli. Zwycięstwo z Sunderlandem i dwa remisy z Charlton oraz Aston Villy nie pomogły goniącemu Manchesterowi United. Styczeń się skończył, a Chelsea miała 14 punktów przewagi nad drugim w tabeli zespołem.

Pamiętacie jeszcze jak pisałem, że kolejny mecz Chelsea przegra dopiero w lutym? Tak właśnie było, The Blues przegrali i to jak! Middlesbrough w meczu u siebie wręcz rozbili obrońców tytułu, strzelając w tym meczu aż trzy bramki. Chelsea nie potrafiła odpowiedzieć choćby trafieniem. Była to najbardziej bolesna porażka Jose Mourinho w roli trenera. Gracze Portugalczyka jednak bardzo szybko się otrząsnęli i ostatni mecz w lutym wygrali 2-0. Co ciekawe – tydzień przed porażką z Boro, Chelsea nie miała problemów, aby pokonać Liverpool strzelając im dwie bramki.

Marzec przyniósł kolejną niespodziewaną porażkę, tym razem pogromcą Chelsea był Luis Boa Morte. Przez cały poprzedni sezon ligowy The Blues polegli tylko raz, a teraz już w marcu mieli trzy porażki, które nie były jeszcze ostatnimi w tym sezonie. Znowu jednak na tydzień przed porażką The Blues pokonali mocniejszego rywala – tym razem chodziło o Tottenham. Kiedy wydawało się już, że Spurs wyjadą ze Stamford Bridge z remisem, fanów Tottenhamu uciszył William Gallas, który zdobył gola w 94 minucie spotkania.

Kwiecień przyniósł Chelsea mistrzostwo, znowu bowiem The Blues zapewnili sobie zdobycie tego trofeum jeszcze przed zakończeniem sezonu. Tym razem jeszcze w lepszym stylu, ponieważ mistrzostwo zapewnili sobie w domowym spotkaniu z Manchesterem United. Gracze Jose Mourinho pozbawili jakichkolwiek złudzeń rywali i pokonali ich trzema bramkami. Dwa lata i dwa mistrzostwa. Jose Mourinho stawał się legendą Chelsea.

Maj to miesiąc, gdzie The Blues nie zdobyli choćby punktu. Zarówno spotkanie z Blackburn jak i z Newcastle zostały przegrane. To jednak nie miało już znaczenia, bowiem Chelsea była mistrzem kraju.

PUCHAR LIGI

Co mogę napisać? Chelsea odpadła już w pierwszej rundzie. Pogromcami The Blues okazali się piłkarze Charlton. Spotkanie zakończyło się rzutami karnymi, w których lepsi byli goście.

Mistrzostwo Premier League zostało obronione, jednak Puchar Ligi stał się własnością innej drużyny.

PUCHAR ANGLII

Tutaj historia Chelsea była dłuższa niż w przypadku występów w Pucharze Ligi. W pierwszej rundzie The Blues musieli pokonać Huddersfield i tak się stało. W kolejnej fazie trafili na Everton, tu potrzebny był jednak powtórzony mecz. Na Goodison padł remis 1-1, a na wyjeździe Chelsea nie dała już szans rywalowi wygrywając 4-1.

W piątej rundzie trafili na słabiutkiego rywala – musieli bowiem pokonać Colchester United. The Blues skromnie wygrali 1-0 i zameldowali się w ćwierćfinale.

Tutaj czekało na nich Newcastle, jednak Jose Mourinho nie zamierzał odpuścić tego trofeum, dlatego też jego drużyna wyszła na ten mecz niezwykle skoncentrowana i awansowała do półfinału.

Tutaj jednak pojawiły się schody, Chelsea musiała się bowiem zmierzyć z Liverpoolem. Podopieczni Rafy Benitezy nie dali szans rywalom i wygrali to spotkanie 2-1.

LIGA MISTRZÓW

W fazie grupowej Ligi Mistrzów doszło do precedensu! Jako że Liverpool był piątą drużyną z Anglii grającą w Lidze Mistrzów (a właściwie w kwalifikacjach) mogli trafić oni na inną drużynę z Premier League w fazie grupowej tych rozgrywek. Tak się właśnie wydarzyło – los przydzielił nam drużynę The Reds i już w fazie grupowej byliśmy świadkami pasjonujących pojedynków, które skończyły się dwoma remisami 0-0. Cóż.

Pozostałe ekipy w Lidze Mistrzów to Real Betis oraz Anderlecht, jednak już podczas losowania było wiadomo, które drużyny zagrają w 1/8. Kwestią nierozstrzygniętą było jedynie to, która ekipa wyjdzie z drugiego miejsca. Okazała się nią być Chelsea, która niespodziewanie przegrała w wyjazdowym spotkaniu z Hiszpanami, mimo iż na Stamford Bridge pewnie rozbiła ich 4-0.

Drugie miejsce w fazie grupowej oznaczało kłopoty już od pierwszej fazy rundy pucharowej. The Blues byli bowiem losowani jako drużyna nierozstawiona i trafiła wówczas na Barcelonę. Pojedynki The Blues i Azulgrany stawały się już niemałą tradycją, jednak tym razem górą miała okazać się Duma Katalonii.

W pierwszym meczu na prowadzenie The Blues wyprowadził… Thiago Motta. Zdobył on bowiem bramkę samobójczą. Radość Anglików nie potrwała zbyt długo, bowiem już dwanaście minut później wyrównanie Barcelonie dał John Terry. Tak, Anglik również popisał się trafieniem samobójczym. Na dziesięć minut przed końcem spotkania ostatnią bramkę w meczu zdobył przyszły gracz Chelsea, Samuel Eto’o, jednak w tym spotkaniu był zawodnikiem Barcelony i to jej dał zwycięstwo.

Rewanż był więc czymś bardzo trudnym dla Jose Mourinho i jego bandy. Gospodarze stawiali bardzo trudne warunki, a na 12 minut przed końcem spotkania praktycznie zamknęli kwestię awansu, Ronaldinho popisał się kolejnym trafieniem przeciwko Chelsea, a The Blues potrafili odpowiedzieć jedynie jedną bramką w doliczonym czasie gry.

Chelsea odpadła już w 1/8 finału, co było ogromnym rozczarowaniem, zwłaszcza że pojedynków z Barceloną można byłoby uniknąć, gdyby Chelsea wygrała z Realem Betis w fazie grupowej.

TRANSFERY

Najdroższym transferem przed tym sezonem było sprowadzenie Michaela Essiena z Lyonu. Negocjacje trwały bardzo długo, a prezydent klubu z Francji nie chciał pozbywać się swojej największej gwiazdy. Ostatecznie Roman Abramowicz uznał, że nie ma sensu negocjować i wyłożył kwotę, której klub z Francji nie był w stanie odrzucić. Michael Essien przez długi czas był niezwykle ważnym ogniwem Chelsea, nawet po odejściu Jose Mourinho. W późniejszych latach trapiły go jednak kontuzje kolana, które przeszkodziły mu w kończeniu kariery na wysokim poziomie. Kwota zapłacona za niego była jednak całkowicie słuszna, kiedy popatrzy się na to, jak dużo wniósł Bizon do gry Chelsea i jak dobrym piłkarzem stał się na Stamford Bridge. Do dziś można się spierać, czy nie był to nawet najlepszy pomocnik tego typu w historii Premier League.

Nieco mniej niż za Essiena, Chelsea zapłaciła za Wrighta-Phillipsa. Filigranowy skrzydłowy Manchesteru City miał wnieść polot do gry Chelsea, jednakże zupełnie nie potrafił odnaleźć się w nowym otoczeniu. Mimo iż był Anglikiem i grał już wcześniej w Premier League na wysokim poziomie, założenia taktyczne oraz presja gry na takim poziomie sprawiły, że skrzydłowy nie poradził sobie w nowym klubie. Oczekiwano od niego bardzo dużo, a nie potrafił dać właściwie niczego. Jedna z większych pomyłek transferowych w erze Romana Abramowicza.

Świetnym transferem był za to Lassana Diarra. Francuski pomocnik został pozyskany z Le Havre za kwotę miliona funtów. Defensywny pomocnik był często porównywany do Makelele jeżeli chodzi o wygląd i styl gry obu panów. Mimo iż Diarra nigdy nie był kluczowym graczem Chelsea, to wniósł sporo, zwłaszcza patrząc na kwotę, która została na niego wydana.

Ostatnie wzmocnienie to Asier del Horno. Hiszpan był zawodnikiem Athletic, a jego transfer kosztował 8 milionów funtów. Podobnie jak w przypadku Wrighta-Phillipsa, nie mógł odnaleźć się w nowej rzeczywistości i na pewno nie można było nazwać go dobrym wzmocnieniem.

CIEKAWOSTKI I STATYSTYKI

To był dla Jose Mourinho pierwszy od trzech lat sezon, gdzie jego drużyna nie zdobyła nic oprócz mistrzostwa. Pierwsze dwa sezony w Porto to zwycięstwa w Europie, a w Chelsea zdobył przecież Puchar Ligi. The Blues zdobyli co prawda Tarczę Wspólnoty, jednak mało kto zalicza te rozgrywki do ‘major trophies’.

Dziewięć zwycięstw z rzędu na start ligi był nowym rekordem Chelsea w rozgrywkach Premier League.

Chelsea pobiła również rekord zwycięstw w ligowych spotkaniach domowych – tylko raz bowiem nie wygrała takiego meczu ( 1-1 z Charlton).

The Blues spotkali się w sezonie 2005/06 aż pięciokrotnie z Liverpoolem. Dwa mecze wygrali, dwa zremisowali i przegrali tylko jeden – w półfinale Pucharu Anglii.

Najlepszym strzelcem drużyny w sezonie był ponownie Lampard. Anglik zdobył 16 goli w Premier League i 20 bramek ogólnie. Na drugim miejscu znalazł się Drogba (16), a na trzecim Crespo (13).

Iworyjczyk był z kolei najlepszym asystentem w drużynie, posłał aż 15 ostatnich podań. Drugi był Lampard (13), a na trzecim miejscu znaleźli się w trzech: Robben, Gudjohnsen oraz Cole (po 6 asyst). Drogba został również najlepszym asystentem ligi z 11 podaniami.

Najczęściej wchodzącym z ławki piłkarzem był Wright-Phillips. Aż 24 razy pojawiał się na murawie w trakcie meczu. Najczęściej schodzącym w trakcie spotkania był Cole (23 razy).

Chelsea oraz Manchester United były drużynami, które zdobyły najwięcej bramek w Premier League – po 72 trafienia.

Menedżerem sezonu ponownie został Jose Mourinho.

Najwięcej minut w sezonie zagrał John Terry – 4500.

Najczęściej grający zawodnicy w tamtym sezonie: Cech – Del Horno, Terry, Carvalho, Gallas – Makelele, Essien, Lampard – Cole, Drogba, Robben

ARCHIWALNE ZDJĘCIA

 

O autorze: Michał Małolepszy

Niczym Ron Swanson nie uznaję rządów tego świata. Lubię krytykować, ale najbardziej lubię pisać i mówić. Chyba umiem to robić.

1
Dodaj komentarz

avatar
1 Comment threads
0 Thread replies
0 Followers
 
Most reacted comment
Hottest comment thread
1 Comment authors
Aprilis Recent comment authors
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Aprilis
Użytkownik
Aprilis

obroniony tytuł, ale apetyty były większe … dużo większe …