Home / Felieton / Panie Janie, pora wstać! Fatalny kwadrans Jorginho i najniższy możliwy wymiar kary

Panie Janie, pora wstać! Fatalny kwadrans Jorginho i najniższy możliwy wymiar kary

Na konferencji po meczu z Arsenalem Maurizio Sarri wspomniał o “strasznych” piętnastu minutach, które zamknęły pierwszą połowę spotkania. To właśnie w tym kwadransie podopieczni Unaia Emery’ego “rozgryźli” szyki defensywne “The Blues” i raz po raz bombardowali niebieskie pole karne identycznym schematem: przerzut na bok do Iwobiego/Bellerina i płaskie, przeszywające dośrodkowanie na jedenasty/szesnasty metr. A Chelsea? Chelsea za każdym razem wydawała się co raz bardziej zaskoczona.

“Musimy udoskonalić fazę defensywną, nie mówię tutaj tylko o obrońcach” – kontynuował Sarri. Moment, w którym Chelsea straciła inicjatywę w środku pola, a pressing Williana i Pedro na boki obrony “Kanonierów” osłabł, był kluczowy w aspekcie całej końcówki pierwszej połowy. Odtąd do szyków Chelsea wkradł się cały tabun błędów indywidualnych i panicznych decyzji. Do łagodzenia tego pokroju anarchii wyznaczony jest “strażak”, czyli Jorginho, który jest w stanie jednym balansem ciała przenieść cały ciężar gry.

Brazylijczyk jednak, lekko mówiąc, nie może zaliczyć tego niesławnego kwadransa do najlepszych w swojej niebieskiej karierze. Wyraźnie odpuścił, będąc myślami gdzieś w szatni. Wraz z nim posypało się całe defensywne ustawienie. Żeby rozjaśnić swoje myśli, zacznę od zaprezentowania (nieudolnie) namalowanej przeze mnie strefy, w której ma się poruszać najgłębiej grający pomocnik w “Sarriballu”, czyli w tym przypadku właśnie on.

Zielony to cała strefa manewru, po której orbituje i uzupełnia luki (na boki obrony wędruje wyłącznie w wypadku braku zaangażowania w defensywę ze strony skrzydłowych, niczym w Realu Casemiro). Czerwony z kolei to strefa, w której nie ma prawa źle postawić nogi. to newralgiczny obszar, przez które nie mogą przechodzić podania rywali. To tez obszar, w którym istne piekło na ziemi robi swoim oponentom N’Golo Kante. Francuz jednak został desygnowany do asekuracji innych przestrzeni, a strefę czerwoną przyznano Jorginho.

Wróćmy więc do 30 minuty spotkania. Wówczas wręcz idealną sytuację marnuje Henrich Mychitarian. Dochodzi do niej oczywiście w wyniku płasko bitej piłki spod linii końcowej. Wówczas defensywa Chelsea wszczęła postępowanie adekwatne wobec piłki posłanej wzdłuż bramki, odcinając możliwość zarówno Ozilowi, jak i Aubameyangowi dołożenia stopy do pustej bramki. Naturalne w tym wariancie jest przejęcie nabiegającego na pole karne ofensywnego pomocnika przez “szóstkę”.

W tej sytuacji jednak Jorginho był w pełni skupiony na piłce, zachowując jednak w akcji kompletną bierność. Ani on, ani Barkley nie zwrócili uwagę na Mychitariana, który (jak widać na grafice powyżej) wbiegł w pole karne i oddał strzał, mając dwu-, może nawet trzy-metrowy promień wolnego miejsca (!!!). Gdyby w tej sytuacji padł gol, Jorginho byłby pierwszym winnym. To właśnie ta akcja rozpoczęła bombardowanie ze strony “Kanonierów”. Odtąd każda akcja przebiegała w ten sam sposób, bowiem stało się jasne, że jedenasty metr od bramki jest piętą achillesową Chelsea.

Nie powinno więc nikogo szczególnie dziwić, że ten napór w końcu poskutkował. Pierwszy padł gol Mychitariana zza pola karnego, a niedługo potem Iwobi wykończył dośrodkowanie Ormianina. To właśnie trafienie Nigeryjczyka najtrudniej wytłumaczyć. Całe zło rozpoczął brak powrotu ze strony Williana, któremu regularnie uciekał po lewej stronie Bellerin. W rezultacie Hiszpan znalazł się w sytuacji 2 na 1, wraz z Mychitarianem atakując Alonso. Do asekuracji (bocznej zielonej strefy) zszedł więc Jorginho.

Jednym z założeń “fazy defensywnej” taktyki Maurizio Sarriego jest krycie jeden do jednego. Wyraźne było to m.in. w prawie doskonałym taktycznie spotkaniu z Interem. W tym momencie widać, że nawet gdyby Bellerin urwał się Alonso, Jorginho pilnuje skrzydłowego, a w przeciwnym razie Luiz i Barkley antycypują linię podania, Rudiger zabezpiecza napastnika, a Azpilicueta i Kante tworzą mur na szesnastym metrze. Na papierze wygląda to perfekcyjnie i zarazem beznadziejnie dla Arsenalu. Proponuję się jednak przyjrzeć ruchowi ciała Jorginho. Odskakuje on od Mychitariana, dublując, a nawet potrajając stojących na linii potencjalnego dośrodkowania.

Bellerin sprytnie odegrał piłki za siebie, gdzie Mychitarian po raz n-ty miał zdecydowanie za dużo miejsca. Posłał futbolówkę w chaos, który wytworzył się w polu karnym (w wyniku którego Kante zgubił krycie), gdzie najlepiej odnalazł się Iwobi, pokonując Kepę. To trafienie to cegiełka do ogródka kilku piłkarzy “The Blues”, od Williana począwszy, na Kante kończąc, jednakże to lekkomyślność i brak dyscypliny Jorginho, które przejawiał już od ponad 10 minut doprowadziły do katastrofy, która wydawała się być zupełnie pod kontrolą.

Koszmarny kwadrans trwał nadal. Arsenal z minuty na minuty łapał co raz mocniejszy wiatr w żagle, z kolei podopieczni Sarriego już modlili się o koniec rundy, by zebrać jak najmniejsze baty. Arsenal miał jednak swoje  ̶p̶i̶ę̶ć̶ piętnaście minut i ani myślał kończyć. Ostatnia groźna piłka wpadła w pole karne Chelsea tuż przed gwizdkiem, autorstwa Iwobiego. Na boku szesnastki silnie pressował go Pedro (który od początku kadencji Sarriego wykazuje olbrzymie zaangażowanie w defensywę), jednak Nigeryjczyk mimo to zdołał posłać piłkę w kierunku napastnika. Przygotowałem krótkie nagranie z tej akcji, ponieważ sam nie jestem w stanie wytłumaczyć, czy ktoś nałożył jakiś czar paraliżu na defensywę Chelsea, czy też zupełnie zapomnieli, że nie grają w szachy.

Fakt zamarcia w miejscu ustępuje jednak absurdem kompletnemu brakowi dyscypliny w kryciu. Mam tutaj na myśli Luiza i ponownie Jorginho. Powyżej widać jak na dłoni, że Aubameyang bez najmniejszego trudu znalazł miejsce między obrońcami, a Ozil wbiegł truchtem, niezauważony. O ile Niemiec nie miał na sobie peleryny niewidki, o tyle nie sposób wytłumaczyć dlaczego Jorginho nie wykonał nawet ruchu w jego kierunku. Jego głowa odwróciła się dopiero kiedy Aubameyang już łapał się za swoją po kolejnym pudle. Gdyby Gabończyk podkręcił nieco celownik, zupełnie inaczej rysowałaby się gama bohaterów tego wieczoru.

Ten kwadrans prowadzi więc do wniosków, które potęgują te z przegranego starcia z Manchesterem City. Jorginho wskoczył do jedenastki z miejsca, co wydawało się idealnym rozwiązaniem w celu wcielenia “Sarriballu”, którego nie mozna się nauczyć z dnia na dzień. Istotnie, fascynuje swoją niebotyczną ilością podań i kontaktów, dyrygowaniem pressingu na połowie rywali, czy też fenomenalnym ruchem  bez futbolówki, którym przez 90 minut otwiera swoim kolegom możliwości zagrań.

Pozycja ostatniego pomocnika w aspekcie czysto defensywnym zdaje się jednak być dla niego nieco za ciężka pod kątem samej odpowiedzialności. Niektóre zagrania przypisane do tej roli są absolutnie kluczowe w kwestii całej fazy defensywnej, a jemu zdarza się te obowiązki zaniedbać. Dodatkowo, jego obecność “wypchnęła” N’Golo Kante w kierunku bramki rywali, wbrew jego naturalnym instynktom. Francuz bez cienia wątpliwości ma na tyle szeroki wachlarz, by zaadaptować się do nowej pozycji, jednak marnują się walory, którymi czarował jako “szóstka”.

Nawet najlepsi potrzebują czas na adaptację. W tym przypadku nie chodzi o taktykę (tę bowiem zna doskonale), ale o tempo gry w nowej lidze. Niektóre decyzje trzeba podejmować o sekundę szybciej, a czasem trzeba zrobić dwa kroki więcej. Zwłaszcza, kiedy nie wszyscy dookoła są jeszcze tak zdyscyplinowani, jak wymaga tego taktyka. Nie mam wątpliwości, ze Chelsea nauczy się od Jorginho futbolu Sarriego,jednak najpierw to Jorginho musi się nauczyć od Chelsea grać w Premier League.

Ranking meczu

O autorze: Rafał Hydzik

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
Powiadom o