Home / Felieton / Długa droga, pozostał tylko szczyt!

Długa droga, pozostał tylko szczyt!

Często mówi się, że bardziej od samego wejścia na szczyt liczy się droga w jego stronę. Piłka jest jednak bezlitosna, zapamiętuje się jedynie zwycięzców. Złote medale i puchary w gablocie zawsze będą przyciągać kolejnych chętnych, nieistotne ile trzeba dla nich poświęcić. Maurizio Sarri, mając prawie 60 lat, nareszcie na horyzoncie widzi perspektywę triumfów. Przed byłym już trenerem Napoli takie możliwości otwiera Chelsea.

W niebieskiej części Londynu lubi się włoską robotę. Gianluca Vialli, Claudio Ranieri, Carlo Ancelotti, Roberto di Matteo, Antonio Conte. Na Stamford Bridge przybywa już szósty menedżer z Półwyspu Apenińskiego w ciągu ostatnich 20 lat. Włosi przepracowali ponad połowę tego okresu. Ile lat dołoży do tego wyniku były neapolitańczyk? Wszystko wskazuje na to, że najwięcej z powyższych.

Maurizio Sarri po raz pierwszy w swojej menedżerskiej karierze wyjeżdża z Italii.  Początkowo pracował jako bankier, łącząc karierę w słynnym włoskim banku Monte dei Paschi di Siena z amatorskim graniem w piłkę i trenowaniem zespołów niezawodowych. Co ciekawe, za sprawą tej instytucji miał okazję pracować w Londynie. W 1999 roku zdecydował się skupić na piłce, choć droga na szczyt wydawała się długa i kręta. 

Nie mając doświadczenia jako profesjonalny piłkarz, ani warsztatu trenerskiego na wysokim poziomie, musiał zacząć od zera. Przez kilka lat pozostał w Toskanii, trenując amatorskie kluby. Już na tym poziomie pokazywał pełen profesjonalizm, który mogą potwierdzić ówcześni piłkarze Sansovino, ćwiczący ponad 33 warianty stałych fragmentów gry (!). Aż dziw bierze, że zawodową drużynę objął dopiero w 2005 roku, przejmując stery Pescary, znajdującej się wtedy w Serie B.  

Przez kilka kolejnych lat Sarri nie był jednak w stanie przeskoczyć drugiego poziomu rozgrywek. W kolejnym sezonie trafił do Arezzo, ale kampanii nie ukończył. Jak się potem okazało, zespół spadł z ligi, choć trzeba dodać, że z powodu afery Calciopoli otrzymał karę odjęcia 6 oczek. Były to kluczowe punkty w walce o utrzymanie. 

W kolejnym sezonie Włoch pracował już gdzie indziej, w Avellino. Spędził tam jedynie… miesiąc. Każda kolejna praca przypominała bardziej dorywczą robotę, niż pełen etat. W Hellas Verona, w Serie C1, wytrwał 2 miesiące. W Perugii – 5 miesięcy. Dopiero w sezonie 2009/10 wrócił na chwilę do Serie B, znajdując zatrudnienie w Grosetto, jednak pracą nacieszył się… 98 dni. Zakończył sezon z drużyną i tyle go w klubie widziano. 

Latem 2010 roku mijało 11 lat, od kiedy porzucił pracę w banku. Maurizio Sarri miał zaledwie jeden przepracowany sezon w całości w zawodowych klubach i na koncie więcej porażek, niż zwycięstw. Włochowi nie można jednak odmówić wytrwałego dążenia do celu. Kolejnym przystankiem w jego trenerskiej tułaczce okazała się Alessandria, jednak nie udało się z nowym klubem awansować do Serie B. Zatrudniony od nowego sezonu w konkurencyjnym Sorrento został jednak zwolniony już w grudniu 2011 roku, z nieznanych powodów. 

Kto zatrudniłby takiego trenera? Obłąkanie byłoby oczywistym doradcą przy jego wyborze. Ale w 2012 roku Empoli nie znajdowało się w normalnej sytuacji, mało który klub utrzymuje się w lidze, w tym wypadku w Serie B… golem w doliczonym czasie gry rewanżowego meczu w barażach. Szybko okazało się jednak, że w tym szaleństwie jest metoda. Nagrywanie treningów za pomocą drona pozwoliło na spojrzenie na taktykę z innej perspektywy. Efekty były wręcz natychmiastowe – pod koniec sezonu 2012/13 Empoli znalazło się ponownie w barażach, tylko że nagradzających promocją do Serie A. Tym razem jednak szczęście nie uśmiechnęło do drużyny Sarriego, porażka w rewanżu odprawiła z kwitkiem marzenia o awansie. 

Kolejna kampania przyniosła już jednak bezpośrednią promocję do najwyższej ligi. Przed włoskim trenerem pojawiło się kolejne wyzwanie, jako że nikt nie dawał większych szans klubowi na utrzymanie na szczycie. Mimo to udało się, grając zdaniem wielu najpiękniejszą piłkę we Włoszech, zaraz po Juventusie. Nadszedł moment w karierze, gdzie trener będąc na fali wznoszącej mógł zrobić krok do przodu.

Po 3 latach w Empoli nikt nie wątpił w umiejętności trenerskie, profesjonalizm i pasję Sarriego, która zaprowadziła go do elity. A przynajmniej tak się wydawało, dopóki nie przyszła oferta trenowania Napoli, którą Włoch oczywiście przyjął. Diego Maradona już po pierwszych średnio udanych meczach sezonu stwierdził, że Maurizio nie zasługuje na prowadzenie klubu z Kampanii.

Również w futbolu cierpliwość jest cnotą. Napoli skończyło sezon na drugim miejscu, ustępując jedynie potężnemu Juventusowi, strzelając 10 bramek więcej i tracąc 22 mniej (!) względem poprzedniego sezonu. W ciągu sezonu neapolitańczycy poprawili swój dorobek punktowy o 19 oczek, korzystając z ustawienia 4-3-1-2, które pozwoliło na wprowadzenie ofensywnej gry nastawionej na posiadanie piłki i wymianę podań. A jak wiadomo, najlepszą obroną jest atak. W zasadzie każdy piłkarz pod okiem nowego menedżera pokazał pełnię swoich możliwości, a szczególnie swojemu przełożonemu mógł dziękować Gonzalo Higuain, autor 36 ligowych goli. Standardem stały się wyniki typu 5:0, 5:1, 6:0.

Juventus po sezonie, w którym po kilku latach dominacji pojawił się godny przeciwnik, postanowił podebrać najlepszego strzelca Napoli. Po odejściu Argentyńczyka Sarri musiał wpaść na pomysł, jak zastąpić snajpera i rezultat tych przemyśleń przerósł oczekiwania wszystkich. Dries Mertens, przesunięty odtąd do środka, strzelił ponad 28 bramek w Serie A. Zmieniając formację na 4-3-3, akcent z jednego zawodnika podzielił się na ofensywne trio ówczesnych wicemistrzów Włoch, które zdobyło najwięcej goli w Europie (61), nie licząc tercetu Barcelony. Klub pomimo rekordowo skutecznej gry musiał się jednak zadowolić trzecim miejscem w lidze, ulegając Starej Damie i Romie.

Dopracowywany do perfekcji styl gry miał przynieść efekt w sezonie 2017/18. Wydawało się, że po 6 latach Juventus ustąpi z tronu, heavy metal został zastąpiony bardziej stonowanym rock and rollem. Wcale nie oznaczało to ubytku punktowego – już na po kilku kolejkach Napoli weszło na szczyt ligowej tabeli. Sarri w pełni skupił się na szansie wygrania tytułu mistrzowskiego, odpuszczając w zasadzie europejskie puchary. Do marca przez większość czasu neapolitańczycy utrzymywali się jako liderzy, wtedy jednak przyszła niespodziewana porażka z Romą, którą wykorzystał bezlitosny Juventus wskakując na pierwsze miejsce. Jak wiadomo, Stara Dama swojej pozycji nie oddała już do końca sezonu.

Napoli zakończyło sezon z dorobkiem ponad 91 punktów, ale nawet to nie wystarczyło, by osiągnąć upragniony cel. Wydaje się jednak, że Włoch wycisnął absolutne maksimum ze swoich zawodników, którzy stali się łakomymi kąskami dla wielu klubów Europy. Sam trener zaczął być porównywany pod względem taktyki i perfekcjonizmu do Pepa Guardioli. Obaj panowie zmierzą się ze sobą już w zbliżającym się sezonie Premier League.

Kariera menedżerska Sarriego trwa już ponad 28 lat, jednak dopiero ostatnie 5 z nich są prostą ścieżką na szczyt, zamiast krętej drogi, która często wiodła w dół, zamiast w górę. Włoch ma obecnie wszystko, by sięgnąć po swoje pierwsze trofea. Obejmowana przez niego Chelsea ostatni sezon zakończyła na 5. miejscu w tabeli, podobnie jak Napoli w 2015 roku. Wiadomo, jak zakończyła się przygoda neapolitańczyka ze swym rodzinnym miastem. Z taką kadrą i możliwościami finansowymi w Londynie może być tylko lepiej.

 

 

 

O autorze: Kamil Selwuch

Dodaj komentarz

Please Login to comment