Home / Felieton / Grazie, signor Conte!

Grazie, signor Conte!

Październik, 2015 rok. Chelsea pod wodzą Jose Mourinho nie zadowala, a prawdę mówiąc to rozczarowuje. Wiele mówi się o zwolnieniu Portugalczyka ze stanowiska menedżera londyńskiego klubu. 17 grudnia tego samego roku się to staje, osoba, którą śmiało można nazwać legendą The Blues, zostaje zwolniona. Stery objął wtedy Guus Hiddink, chociaż miał on poprowadzić drużynę tylko do końca sezonu. W tym sezonie właśnie pojawiły się pierwsze plotki o Antonio Conte, selekcjonerze reprezentacji Włoch, i trenerowi, który zdobył z Juventusem Scudetto trzy razy z rzędu.

Kibice Chelsea zadawali sobie pytanie: „Kim do cholery jest Conte?”, nie było to tak znane nazwisko jak Mourinho czy Ancelotti. Antonio był trenerem ze stażem w tylko jednym dużym klubie – Juventusie. Spędził tam trzy sezony i wygrał trzy mistrzostwa Włoch. Zaimponowało to sympatykom klubu ze Stamford Bridge. Ich ukochany klub znajdował się w podobnej sytuacji do tej, w której znajdowali się Bianconeri, w środku tabeli i bez europejskich pucharów. To dało nadzieję na takie same wyniki Conte z Chelsea jak z Juve.

Sezon się skończył, a wszyscy sympatycy futbolu skierowali swój wzrok na największą piłkarską imprezę w Europie. Kibice The Blues bynajmniej nie obserwowali tam jedynie reprezentacji swoich krajów, ich celem także była reprezentacja Włoch prowadzona przez przyszłego szkoleniowca ich klubu. Azzurri ulegli Niemcom w ćwierćfinale po pełnych emocji rzutach karnych. Do dzisiaj chyba każdy fan piłki nożnej pamięta tragicznie wykonaną jedenastkę przez Simone Zazę. Pamiętajmy, że napastnik został wprowadzony przez Antonio na boisko właśnie do konkursu rzutów karnych.

Włochy odpadły, a Conte mógł udać się na zasłużone wakacje, aby niedługo rozpocząć pracę w nowym klubie. Wiele było spekulacji co do stylu gry Włocha. Drużyny prowadzone przez niego miały się cechować wysokim pressingiem nakładanym na rywala. Były piłkarz Juventusu miał wprowadzić na Stamford Bridge ofensywną taktykę 4-2-4. Wydawało się, że to prawda gdy do klubu przybył młody i utalentowany napastnik Michy Batshuayi oraz N’golo Kante, który jest wyborny jeśli chodzi o odbiór piłki w środku pola. Oprócz nich klub zakupił Marcosa Alonso, lewego obrońcę Fiorentiny oraz Davida Luiza, dla którego była to już druga przygoda z Chelsea.

W okresie przygotowawczym faktycznie zdawało się, że Antonio będzie chciał grać ofensywnym ustawieniem 4-2-4. W sparingach tak właśnie ustawiał swoją drużynę. Szansę  na pokazanie się dostał Bertrand Traore, który współpracował w ataku z Diego Costą. Swoją szansę otrzymał także Victor Moses, który ostatecznie znalazł miejsce w pierwszym składzie Chelsea.

Włoski szkoleniowiec zrezygnował jednak z ustawienia 4-2-4 i skupił się na 4-1-4-1. Początek sezonu wyglądał… średnio. Nie bójmy się tego powiedzieć. Mimo trzech wygranych z rzędu było widać, że o zwycięstwie dużo bardziej decydowało tu szczęście niż taktyka. Następnie w meczu ze Swansea padł wynik 2-2. Przegraliśmy starcie z Liverpoolem 2-1. Wszyscy czekali wtedy na derby z Arsenalem. No i doczekali się trzema straconymi bramkami już w pierwszej połowie spotkania. W 11 minucie wynik meczu otworzył Alexis Sanchez, trzy minuty później na 2-0 podwyższył Theo Walcott, a w kilka minut przed końcem pierwszej połowy bramkę zdobył jeszcze Mesut Ozil. Wtedy właśnie na boisko w zamian za Cesca Fabreagasa wszedł Marcos Alonso, a The Blues zmienili ustawienie na 3-4-3. Gra Chelsea odmieniła się wraz z tą zmianą, Arsenal już nie miał nic do powiedzenia, ale jednak meczu tego nie udało się już wygrać i zakończył się on wynikiem 3-0.

Wtedy to właśnie rozpoczął się zwycięski marsz drużyny ze Stamford Bridge. Układanka Conte wreszcie zaczęła działać tak jak powinna. Dużą rolę odgrywała tu trójka stoperów, którą tworzyli Cesar Azpilicueta, David Luiz oraz Gary Cahill. W środku pola rządzili N’golo Kante wraz Nemanją Maticiem. Marcos Alonso oraz Victor Moses natomiast biegali na pozycjach wahadłowych. Z przodu szalało trio Hazard-Costa-Pedro. Wszystko funkcjonowało perfekcyjnie, wybitna forma niektórych piłkarzy przyćmiewała błędy innych. Tak właśnie The Blues wygrali 13 spotkań w lidze Z RZĘDU. Wydawali się maszyną nie do zatrzymania. Diego Costę w tamtym okresie, moim zdaniem, można było śmiało określić najlepszym piłkarzem w lidze.

Problemy zaczęły się jednak w styczniu. Kolejne derby Londynu, tym razem z Tottenhamem. Podopieczni Atonio Conte ulegli drużynie prowadzonej przez Mauricio Pochettino 2-0 na White Hart Lane. Chelsea do końca tamtego sezonu wygrała jeszcze 14 spotkań na 18 rozegranych co zatuszowało nieco słabszą formę piłkarzy. Wielki spadek formy można było zauważyć u Diego Costy, który nie przypominał już tego „najlepszego piłkarza ligi”, do miana którego mógł aspirować aż do końca grudnia. Jeśli wierzyć mediom Brazylijczyk podpadł włoskiemu szkoleniowcowi, ten zaś postanowił sprzedać napastnika do Chin. Reprezentant Hiszpanii jednak ani myślał opuszczać Europy, uwielbiał grać dla Chelsea, a jedynym klubem do którego chciał ewentualnie wrócić był jego były klub, Atletico Madryt.

Sezon się skończył, a kibice The Blues mogli cieszyć się z tytułu mistrza Anglii. Nawet porażka w finale FA Cup nie odebrała im radości jaka płynęła z wygrania Premier League. Radość sympatyków drużyny ze Stamford Bridge nie miała jednak trwać zbyt długo. Z klubem pożegnał się Diego Costa, którego Antonio Conte nie widział więcej w składzie. Nemanja Matić podzielił jego los. Włoch zamierzał zastąpić ich młodymi Alvaro Moratą oraz Tiemoue Bakayoko. Teraz wszyscy już wiemy jak fatalna była ta decyzja włoskiego szkoleniowca. Nie tylko oni dołączyli do klubu w tym okienku transferowym. Klub „wzmocnił” się także Davide Zappacostą oraz Dannym Drinkwaterem. Jedynym chyba dobrym transferem letnim był Antonio Rudiger. Włoch nie miał nosa do transferów w tamtym okienku.

Sezon się zaczął i od razu było widać, że coś jest nie tak. Nic nie działa tak jak powinno, Chelsea miała tylko jeden schemat gry – piłka na skrzydła i dośrodkowanie w pole karne w nadziei, że znajdujący się tam Alvaro Morata strąci futbolówkę do siatki rywali – o dziwo, taka taktyka była stosowana również gdy Hiszpana na boisku nie było, a na jego pozycji występował… Eden Hazard. Nie było więc nic dziwnego, że taka sytuacja będzie Belga drażnić. Obecnie ma on już dość gry pod wodzą Włocha i nie bał się przyznać, że jego pozostanie w Chelsea zależne jest od tego kto będzie trenerem The Blues w następnym sezonie.

David Luiz także był ofiarą konfliktu z byłym piłkarzem Juventusu. Prawie cały sezon przesiedział na trybunach, podczas gdy Conte uparcie powtarzał, że jest on kontuzjowany. W tę wersję nie wierzył raczej nikt, nawet sam Włoch. W miejsce Brazylijczyka do składu wskoczył młody Andreas Christensen, który pokazywał się z naprawdę dobrej strony, aż do meczu z Barceloną w Lidze Mistrzów, gdzie popełnił błąd, przez który Thibaut Courtois musiał wyciągać futbolówkę z własnej bramki. Duński stoper nie był przygotowany na taką presję, Conte powinien wprowadzać go do składu trochę wolniej, wystawiać go w mniej ważnych meczach. Po tym spotkaniu Duńczyk stracił pewność siebie i obniżył loty, nie grał już tak dobrze jak wcześniej.

Coraz bardziej widoczny był brak umiejętności gry w piłkę u Marcosa Alonso. Nic więc dziwnego, że klub zdecydował się na kupno 23-letniego Emersona Palmieriego z AS Romy. Brazylijczyk z włoskim paszportem nie zdobył jednak uznania w oczach Antonio Conte, mimo dobrych występów po otrzymaniu swojej szansy – wciąż byliśmy zmuszeni do oglądania wychowanka Realu Madryt na lewej obronie.

W zimie oprócz Emersona do Londynu przybyli także Ross Barkley oraz Olivier Giroud, który zamienił Arsenal na Chelsea. O ile Anglik także nie zdobył uznania w oczach Włocha, tak Francuz wygryzł ze składu Alvaro Moratę, który zdawał się być nietykalny, jako, że był jednym z ulubieńców Conte. Sezon powoli się kończył, a na Stamford Bridge na próżno było szukać chociażby prób zmian taktyki, aby zaskoczyć rywali, wciąż graliśmy tymi samymi, znanymi już przez wszystkich schematami. Ligę zakończyliśmy na zbyt niskim miejscu, gdyż wypadliśmy poza czołową czwórkę. Na osłodę po fatalnym sezonie ligowym piłkarze pod wodzą Włocha zdołali wygrać z Manchesterem United Jose Mourinho i zdobyć Puchar Anglii.

Antonio Conte objął Chelsea po naprawdę fatalnym sezonie. Podmuch świeżości sprawił, że piłkarze The Blues grali na naprawdę wysokim poziomie, lecz Włoch zapomniał, że stojąc w miejscu, tak naprawdę się cofamy, a my nie dość, że po mistrzowskim sezonie osłabiliśmy kadrę to nie zmieniliśmy nic w naszej grze co mogłoby zaskoczyć rywali. Dlatego też włoski szkoleniowiec nie zagrzał sobie miejsca w Londynie i będzie musiał poszukać miejsca pracy gdzie indziej. Pomimo tego powinniśmy być mu jednak wdzięczni za wszystkie rekordy, pozytywne emocje i dwa wygrane trofea.

 

O autorze: Adrian Malec

Sympatyk dwóch najfajniejszych lig na świecie - Premier League oraz Serie A. Uwielbiam pisać o piłce, to czysta przyjemność.

2
Dodaj komentarz

Please Login to comment
najnowszy najstarszy oceniany
Bartek
Bartek

świetny tekst, 100% prawda, ciężko się nie zgodzić. grazias 🙂

Michal
Michal

Dobry felieton, teraz czas na kolejny rozdział w historii Chelsea pod wodzą Sarriego.