Home / News / Podsumowanie sezonu – Dawid Furdal

Podsumowanie sezonu – Dawid Furdal

Thibaut Courtois –

Zdecydowanie nie był to sezon, w którym Courtois można byłoby okrzyknąć postacią pierwszoplanową. Ot, bronił to co musiał, od czasu do czasu popisując się jakąś świetną interwencją, ale bądźmy szczerzy – wszyscy bramkarze takowe co jakiś czas zaliczają. Zawiódł kompletnie na Camp Nou w rewanżu z Barceloną, jednak zrehabilitował się za tamten tragiczny występ w finale Pucharu Anglii gdzie był zdecydowanie jednym z najlepszych na boisku. Tak czy owak – przeciętny sezon Belga, możliwe że najsłabszy w karierze. Nie wspominając już dodatkowo o gorącej momentami atmosferze wokół niego i jego ewentualnym opuszczeniu klubu, która na pewno nie pomagała Belgowi w żaden sposób.

Willy Caballero –

Tutaj natomiast, można naszego rezerwowego bramkarza tylko chwalić. Był filarem finalnego triumfu w Pucharze Anglii, wygrywając w pojedynkę rzuty karne z Norwich oraz ratując nas niejednokrotnie w spotkaniu z Leicester. Do tego w reszcie spotkań w których grał również trzymał poziom. Oczywiście przytrafił mu się słabszy występ z Tottenhamem na Stamford Bridge, ale który z zawodników Chelsea w tym sezonie nie miewał słabszych momentów? Chyba takowego nie ma. No, i finalnie nie można zapomnieć – Argentyńczyk nie kosztował nas ani grosza, jest to zdecydowanie dodatkowy plus. Zostało Życzyć Willy’emu podstawowego składu na Mistrzostwach Świata i miejmy nadzieję, przedłużenia kontraktu z Chelsea.

Gary Cahill –

Nasz kapitan na przestrzeni sezonu przez wielu traktowany był jako kozioł ofiarny. Czy słusznie? Mam pewne wątpliwości. Oczywiście, popełniał błędy, miał fatalny początek zarówno sezonu, jak i 2018 roku i odstawał wtedy zdecydowanie poziomem od kolegów. Ale tak jak już wspominałem powyżej, ze świecą szukać w tym zespole zawodnika, który takich fatalnych dla siebie okresów nie miewał. Gary pokazał, że niestety nigdy nie udźwignie brzemienia jakim jest opaska kapitańska, ale czy jednocześnie pokazał, że nosi ją niezasłużenie? Śmiem wątpić. Zastąpienie JT26 jest raczej niemożliwe, i jeszcze długi, długi okres czasu możemy czekać na takiego kapitana jak Terry. Co tu więcej o Garym mówić – przeciętny sezon, ale na pewno nie jakiś wybitnie zły na tle kolegów z drużyny. Poprawne ostatnie 2-3 miesiące pokazują, że Cahill na pewno nie chce być w nadchodzących rozgrywkach tylko rezerwowym.

Cesar Azpilicueta –

Hiszpana można w tym sezonie określić jednym tytułem – żelazne płuca. Na prawdę, w zasadzie nie było miejsca na boisku gdzie Dave’a nie widzieliśmy. Dawał jakość nie tylko w defensywie, ale i w ofensywie, niejednokrotnie dorzucając piłki na głowę Alvaro Moraty, czy też nawet samemu wykańczając sytuacje, jak chociażby w spotkaniu z Watfordem gdy dał nam tak ważne(jak się wtedy mogło wydawać) 3pkt. Niestety, sama jakość w defensywie na pewno nie była na takim poziomie jak chociażby w zeszłym sezonie. Azpi niejednokrotnie, szczególnie w pierwszej połowie rozgrywek wyglądał bardzo nieudolnie i popełniał na prawdę dużo prostych błędów. Mi osobiście chyba nigdy nie wyjdzie z głowy obraz Wilfrieda Zahy robiącego z Cesara wiatrak w meczu z Crystal Palace na wyjeździe, dodatkowo w czasie gdy Orły były pogrążone w całkowitym kryzysie. Dodatkowo niezbyt szczęśliwy dla naszego vice-kapitana okazał się również dwumecz z Barceloną, gdzie nie pomagał młodszym kolegom w defensywie, a wręcz momentami wyglądał gorzej od nich. Liczę, że pod ręką nowego trenera Cesar wróci na bok obrony i tam pokaże pełny arsenał swoich możliwości. Papiery na legendę klubu zdecydowanie ten zawodnik ma. 95 minuta spotkania z Tottenhamem, przegrywamy 1-3, zerowe szanse na uratowanie wyniku – Azpilicueta biegnie kilkanaście metrów po piłkę, wciska ją w ręce zawodnika Spurs i pogania do rozpoczęcia gry. Nawet takie małe rzeczy kreują obraz zawodnika w oczach kibica.

Antonio Rüdiger –

Dla mnie osobiście największy pozytyw tego sezonu. Może niewielu pamięta, ale przecież Niemiec trafiając do nas traktowany był jako ten słabszy z duetu Manolas-Rudiger. To o Greka zabiegało więcej klubów, i jego nazwisko na rynku było gorętsze. Ja jednak zdecydowanie nie żałuję, że na Stamford Bridge trafił właśnie Antonio. W przeciągu jednego sezonu stał się jednym z moich ulubionych zawodników, i wcale się z tym nie kryję. Poza tym, że zdarzyło mu się kilka pomyłek na początku sezonu(jednak uczciwie trzeba przyznać, te w meczu z Romą na wyjeździe później okazały się bardzo bolesne w skutkach) w zasadzie ciężko cokolwiek temu zawodnikowi zarzucić. W 2018 roku był czołową postacią linii obrony, a z każdym kolejnym spotkaniem zyskiwał pewność Siebie, co finalnie eksplodowało w starciach z Liverpoolem gdzie wyłączył niemal całkowicie z gry najlepszego piłkarza na wyspach w tym sezonie, oraz w finale FA CUP gdzie dwoił się i troił zatrzymując kolejnych zawodników Czerwonych Diabłów, za co zresztą zgarnął tytuł MOTM. Niemiec dysponuje świetnym przeglądem pola, co mogą potwierdzać jego przerzuty na boki boiska które stały się już niemal jego wizytówką. Jest też solidny w ofensywie, 3 strzelone bramki w sezonie gdy długimi momentami ten element gry był naszym głównym mankamentem można traktować jako dobry wynik u środkowego obrońcy. Z niecierpliwością czekam na kolejne rozgrywki, i mam nadzieję, że Rudiger stworzy świetny duet z zawodnikiem do którego właśnie przechodzę:

Andreas Christensen –

Również wielki plus przy tym graczu. Dostał szansę od Antonio Conte i czy ją wykorzystał? Zdecydowanie tak. Zawodzić zaczął w okresie, gdy można było to samo powiedzieć o większości zawodników biegających po boisku. Pierwsza połowa sezonu niemal wzorowa. Wykonywał swoją pracę wyśmienicie, i na jesieni był najjaśniejszym punktem defensywy. W 2018 roku tendencja zniżkowa, ciężko w zasadzie powiedzieć czym spowodowana. Na pewno dwumecz z Barceloną lekko zdołował młodego Duńczyka, gdyż w późniejszym okresie miał problem z powrotem na poziom prezentowany w pierwszej części sezonu, no i dodatkowo zaczął coraz częściej grzać ławkę, zresztą w pełni zrozumiale, bo Cahill i Rudiger zaliczali swoje najlepsze mecze w sezonie, a Azpilicueta u Conte był nie do ruszenia. Tak czy tak, może ta mniejsza ilość minut w ostatnich miesiącach dobrze zrobi Andreasowi. Teraz zostało mu życzyć udanego występu w Rosji, i powrotu do klubu z podniesioną głową i pełną chęcią walki o pierwszy skład.

David Luiz –

Szczerze, nie mam ochoty do rozpisywania się na temat Brazylijczyka. Stracił w moich oczach najwięcej ze wszystkich zawodników, i mam nadzieję, że to był jego ostatni sezon w koszulce The Blues. Kompletny brak profesjonalizmu, do tego zerowa chęć walki o miejsce w reprezentacji na Mistrzostwa Świata. Dziwne to rzeczy się podziały z tym zawodnikiem przez ostatni rok, ale ciężko znaleźć jakiś aspekt który można by postawić po stronie plusów.

Ethan Ampadu –

Postanowiłem, że wtrącę też kilka słów o młodziku który otrzymał w tym sezonie zdecydowanie najwięcej minut. Warto pochwalić Walijczyka, gdyż jak mniemam, dla niego musiał być to niesamowity rok. Pierwszy zawodnik Chelsea urodzony po roku 2000 który wybiegł na boisko w podstawowym zespole, do tego w niedużym odstępie czasu debiuty w Premier League, i oczywiście co dla zawodnika najważniejsze, w Reprezentacji Walii. Prawdziwy rollercoaster, niestety z delikatnym wykolejeniem na końcu za jakie można uznać kontuzję Ethana która nie pozwoliła mu dokończyć tego jakże pięknego dla niego sezonu. Jednak wyrzucająć już nawet tą przykrą sytuację, zdecydowanie jest to zawodnik na którym trzeba będzie w przyszłym sezonie skupić wielką uwagę, bo kto wie, może wyrasta nam przyszła ikona klubu? Na takie dywagacje może i jeszcze nie pora, ale trzeba przyznać, że ten chłopak ma coś w sobie, oczywiście poza samym talentem.

Victor Moses i Marcos Alonso –

Tutaj natomiast uznałem, że wezmę tych graczy pod lupę jednocześnie. Dlaczego? Dlatego, że obaj są zdecydowanie piłkarzami zbyt słabymi na pierwszą drużynę klubu aspirującego o najwyższe cele. Rok temu – gdy kroczyliśmy po mistrzostwo, ich braki nie były aż tak odczuwalne. Jednak w obecnych rozgrywkach nie oszukujmy się – ta dwójka pokazała, że są po prostu przeciętnymi zawodnikami. Obaj mięli swoje dobre momenty – Alonso głównie na początku sezonu/w grudniu, a Moses w końcówce sezonu. No, i trzeba też przyznać, że oboje nie zawiedli w dwumeczu z Barceloną. Dali z siebie wszystko, ale to wszystko to po prostu za mało na topowy klub. Dośrodkowania w wykonaniu obu zawodników są wręcz skandaliczne, centry Alonso kończące swój lot za linią bramkową, lub wrzutki po ziemi Mosesa nie przechodzące nawet jednego zawdodnika to zagrywki które osiągną niedługo zapewne status niemal legendy. O umiejętnościach w defensywie obu panów nie ma chyba co się dodatkowo rozpisywać, bo każdy wie na jakim poziomie one są. Tak czy tak, jeśli miałbym zostawić w klubie jednego z tych zawodników – kogo bym wybrał? Chyba jednak Alonso. Hiszpan ma jeden wielki plus, jakim są oczywiście rzuty wolne. Jest w tym aspekcie jednym z najlepszych zawodników na świecie, a takiego speca od tego fragmentu gry zawsze warto mieć na ławce, nawet gdyby miał wejść w końcówce spotkania tylko po to by ten jeden raz kopnąć piłkę i uratować wynik spotkania(jak to zresztą robił w tym sezonie w spotkaniu z Southampton). Victor żadnej „super” umiejętności nie posiada, a jeśli miałby siedzieć bezczynnie na ławce rezerwowych to już lepiej chyba posadzić tam od czasu do czasu chociażby Dujoona Sterlinga i powoli dawać mu się ogrywać. Młody Anglik mimo tak słabego sezonu w wykonaniu obu panów prawdziwej szansy na wahadle nie dostał.

Emerson i Davide Zappacosta –

Tą dwójkę również mogę bez żadnych przeciwwskazań podkreślić jedną linią. Dlaczego? Dlatego, że przychodzili do klubu mając za zadanie dać dodatkowową jakość na wahadłach, której zdecydowanie brakowało. Czy im się to udało? Oczywiście nie. Trzeba jednak pamiętać, że Zappacosta rozegrał w podstawowym składzie ponad 20 spotkań, a Emerson 5, i ja również mam to na uwadze. Oboje zaliczyli dobre wejścia do klubu – Zappacosta w debiucie w podstawowym składzie strzelił pamiętną bramkę z Karabachem, Emerson natomiast świetnie współpracował z Giroud w spotkaniu z Hull City. Potem jednak było słabiej, szczególnie w przypadku byłego piłkarza Torino. Jego fatalne dośrodkowania poziomem zaczęły coraz bardziej przypominać te które oferują Marcos Alonso i Victor Moses, aż finalnie różnica zaczęła się stawać niemal nie do wychwycenia. Mecz wyjazdowy z Liverpoolem był chyba najgorszym meczem Włocha w tym sezonie, i muszę przyznać, śniły mi się po nim koszmary w których brylowały właśnie dośrodkowania Zappacosty. Wracając do Emersona – na pewno nie można mieć do niego większych pretensji za to co prezentował w końcówce rozgrywek gdy dostawał szansę, ale w mojej opinii nie pokazywał niczego, co mogłoby sugerować, że jest jakimś zdecydowanym upgrade’m Alonso. Oczywiście nie wyciągam żadnych pochopnych wniosków, bo chciałbym by Palmieri w przyszłych rozgrywkach dostał od początku szansę w podstawowym składzie, ale podchodzę do tego zawodnika bez nadmiernej ekspresji, bowiem wciąż nie jestem pewien, czy będzie to zawodnik odpowiedny dla klubu mającego za cel zdobywanie trofeów nie tylko na krajowych boiskach, ale i w Europie.

N’Golo Kante –

Tutaj w zasadzie nie ma się nawet co rozpisywać. Tego zawodnika nie sposób nie lubić, nawet będąc kibicem innego zespołu. Wiecznie uśmiechnięty, skromny i co najważniejsze – prezentujący nieprzerwanie światowy poziom. Oczywiście, może się wydawać momentami, że Ngolo wciąż ma duże braki w ofensywie – i można się z tym zgodzić, ale Francuz nie przechodził do nas by strzelać bramki i zaliczać asystę za asystą. Mimo tego, w tym sezonie znaczna poprawa była widoczna gołym okiem. Ngolo o wiele lepiej czuje się z piłką przy nodze, a nie tylko gdy piłkę przy nodze ma rywal który za chwilę ją straci na rzecz Ngolo. Kante coraz chętniej podłącza się do akcji ofensywnych, i mimo, że czasami jeszcze brakuje mu przekonania by wejść w kluczowym momencie w pole karne to jest to aspekt który zdecydowanie przy ofensywnym trenerze będzie mógł zostać wdrążony w życie. Bo zakrywanie środka pola w pojedynkę Kante ma już opanowane do perfekcji, i można go śmiało nazywać jednym z 2 najlepszych defensywnych pomocników na świecie. Zresztą, nagrody dla najlepszego Francuskiego piłkarza grającego poza krajem, oraz najlepszego piłkarza w klubie według piłkarzy mówią sama za siebie.

Tiemoue Bakayoko –

Czy był to najgorszy piłkarz Chelsea w tym sezonie? Bardzo prawdopodobne. Czy należy dać mu jeszcze jedną szansę? Zdecydowanie tak. Cała napięta atmosfera w klubie w czasie minionego sezonu zdecydowanie nie sprzyjała Bakayoko, który ewidentnie nie mógł się odnaleźć i nie czuł wsparcia ani u trenera, ani u kibiców. Jednak z drugiej strony, czy na takowe zasługiwał? W środku pola motorycznie wyglądał momentami niemal jak zawodnik z League Two, do tego nie sprawiał wrażenia specjalnie przejmującego się kolejnymi fatalnymi spotkaniami w swoim wykonaniu i zawodził wciąż i wciąż. Kulminacją wszystkiego był pamiętny występ z Watfordem, gdy większość oglądających ten mecz zapewne przecierała oczy nie dowierzając, że tak słaba gra jest w ogóle możliwa. Ja osobiście uważałem, że właśnie ten mecz(oraz blamaż z Bournemouth pare dni wcześniej) były gwoźdzmi do trumny Francuza, ale w końcówce sezonu pokazał, że mogą jeszcze być z niego ludzie. Świetne mecze z Liverpoolem i Manchesterem United na prawdę mogą dawać nadzieję. Czy były to tylko wypadki przy pracy, czy może widzieliśmy zawodnika jakim Bakayoko miał być przez całe rozgrywki? Nie pozostało nic, jak tylko przekonać się w przyszłym sezonie. Jeśli Tiemoue wróci do swojej komicznej formy ze środka sezonu, nie pozostało nic jak się z nim pożegnać nawet w okienku zimowym.

Cesc Fabregas –

Co tutaj o Hiszpanie powiedzieć? Rok temu bardzo dużo osób narzekało, że zawodnik ten nie dostaje szans w podstawowym składzie robiąc dużą różnicę po wejściach z ławki. Sezon 2017/18 dobitnie pokazał, że zawodnik ten nie jest już w stanie rozgrywać meczów od początku, nawet do 60 minuty. Dynamika u tego zawodnika jest już niemal na poziomie zerowym, do tego trzeba dołożyć problemy kondycyjne. No i z samą chęcią do gry też nie zawsze było chyba tak jak powinno być, przypominając chociażby spacerowanie po murawie Cesca w spotkaniu z Manchesterem City. Do tego, również był jednym z tych którzy dwumeczu z Barceloną nie zaliczą do udanych, a szczególnie spotkania na Camp Nou gdzie zawalił drugą bramkę, a wcześniej zdjął piłkę z nogi Kante w świetnej sytuacji w polu karnym. Słaby sezon Fabregasa, może i najsłabszy w karierze.

Danny Drinkwater –

Kompletnie niezrozumiały transfer. Danny miał być wzmocnieniem składu? Uzupełnieniem? Czy miał po prostu zwiększyć ilość Anglików w zespole? Finalnie chyba do niczego z tego nie można przypisać Drinkwatera, bo grał bardzo mało, a jak już grał to nie prezentował niczego specjalnego. Momentami wręcz można było zapomnieć, że posiadamy takiego zawodnika w kadrze. 40mln funtów wyrzucone w błoto. A wystarczyło dać szansę Loftus-Cheekowi(chociaż jeśli pozostanie u nas zabrałoby mu miejsce w kadrze na Mundial to wyrzucam ostatnie zdanie).

Ross Barkley –

Kolejny transfer którego sens ciężko odgadnąć. Anglik przychodził do nas z urazem, który zresztą nękał go do końca sezonu. W meczach w których grał prezentował się fatalnie. Miał problemy z przyjęciem prostych podań, do tego był bardzo elektryczny. Ponadto Antonio Conte nie chciał za wszelką cenę na niego stawiać, nawet gdy Barkley zasiadywał już na ławce. Takie coś na pewno nie wpływało dobrze na psychikę zawodnika. Ciężko napisać coś więcej o tych paru miesiącach gry Rossa w Chelsea, jedyne co sprawia że może nie trzeba jeszcze tego nazywać kompletnym niewypałem to cena która była stosunkowo niewielka. Tak samo jak w przypadku Bakayoko, powinien dostać szansę w przyszłym sezonie, ale jeśli nie wypali lub zaczną go nękać kolejne urazy nie widzę sensu trzymania go w klubie, tymbardziej, gdy mamy w Crystal Palace wychowanka z krwi i kości, i do tego po tak świetnym sezonie w jego wykonaniu.

Eden Hazard –

Jakim piłkarzem jest Belg, chyba każdy wie. To zawodnik który skupia na sobie uwagę wszystkich zawodników drużyny rywala. Jest zdolny abosolutnie do wszystkiego, potrafi zrobić coś z niczego. W tym sezonie wszystko to pokazał. Co prawda nie poprawił swojego dorobku bramkowego z zeszłych rozgrywek, ale 17 goli wystarczyło by zostać najlepszym strzelcem zespołu w sezonie. Miewał swoje słabsze chwile, zwłaszcza w końcówce sezonu ale jak już wspominałem nie raz – nie było zawodnika, który by takowych momentów nie przeżywał. Poza tym Hazard grał w zasadzie niemal bez przerwy, i do momentu gdy Willian wrócił na swój dobry poziom w pojedynkę ciągnął drużynę. Naturalne jest w takiej sytuacji, że w końcówce sezonu mogło go dopaść zmęczenie. Wrócił jednak na swój optymalny poziom w finale FA CUP, gdzie znowu w pojedynkę nękał całą defensywę Manchesteru United. Hazard to zawodnik, którego zatrzymanie powinno być kluczową sprawą w lato, i nie ma nawet co z tym polemizować. Jeśli Belg dostanie wreszcie klasowych zawodników do swojego otoczenia, technicznie i motorycznie nie odbiegających za daleko od niego to może ponownie stać się najlepszym zawodnikiem Premier League. Nie pozostało nic innego jak trzymać za to kciuki, i modlić się, by Belg grał w niebieskiej koszulce jak najdłużej, i dalej sprawiał obserwującym frajdę z oglądania go, nawet gdy reszta piłkarzy wokół kopie się po czole. A ja, osobiście będę trzymał kciuki za Belgów na Mundialu i mam nadzieję, że Eden jako kapitan poprowadzi tą świetną generację nareszcie do jakiegoś pożądnego wyniku na turnieju wielkiej rangi. 🙂

Pedro –

A właśnie, jak już wspomniałem o piłkarzach kopiących się po czole… Hiszpan zdecydowanie jest jednym z tych których miałem na myśli. Trzeba przyznać, że w sezonie 2016/17 niejednokrotnie ratował nas strzelając ważne bramki, nawet jeśli poza tym wyglądał słabo to trzeba powiedzieć, że gdyby nie jego strzały z dystansu w meczach z Evertonem czy Spurs finalnie moglibyśmy nie wznosić pucharu Premier League do góry. W obecnych rozgrywkach już tych goli było jak na lekarstwo, a czysto piłkarsko Pedro wyglądał zdecydowanie najsłabiej ze wszystkich zawodników ofensywnych(na przestrzeni całego sezonu). Do tego nie sposób zapomnieć o jego głupich zagraniach jak w meczach z Arsenalem czy Norwich, gdzie osłabiał zespół schodząc z czerwoną kartką. I tak na prawdę, obok meczu z Leicester w FA CUP gdzie dał nam awans do kolejnej rundy strzelając gola w dogrywce, te czerwone kartki to jedyne z czego można Hiszpana zapamiętać po tym sezonie. Fatalne miesiące, zdecydowanie jeden z zawodników do sprzedania.

Willian –

Dwie z goła odmienne twarze pokazał nam Brazylijczyk w tym sezonie. W drugiej połówce rozgrywek prezentował się świetnie, zastępował godnie nawet Hazarda gdy temu nie szło. Kto wie, może i na wiosnę był najlepszym zawodnikiem zespołu, a jak nie to na pewno w TOP3. Jednak, jesień w wykonaniu Brazylijczyka była poniżej jakichkolwiek standardów. Machanie rękami, wywracanie się przy każdej możliwej sytuacji, fatalna forma strzelecka – to wszystko prezentował Willian w pierwszej części rozgrywek. Zdecydowanie szczytem wszystkiego był mecz z Atletico na Stamford Bridge w fazie grupowej gdy to zmarnował w końcówce mnóstwo kontraataków które mogły dać nam pierwsze miejsce w grupie, a dodatkowo nie trafił do niemal pustej bramki. Zdecydowanie były to najgorsze miesiące tego zawodnika w barwach Chelsea, i był to w mojej opini najgorszy zawodnik pierwszej połowy sezonu. Jednak sumując, wychodzi że cały sezon Brazylijczyka był solidny. I zdecydowanie się z tym zgadzam. Solidny, ale na pewno nie na tytuł najlepszego zawodnika sezonu, jaki nadali mu koledzy z boiska.

Alvaro Morata –

Klapa sezonu? Raczej tak. Od razu na wstępie powiem, że wierzyłem w tego piłkarza od jego pierwszych minut w niebieskiej koszulce. Cieszyły mnie jego bramki z Burnley, a następnie hat-trick ze Stoke, bo Hiszpan wtedy na prawdę wyglądał świetnie. Zresztą nominacje do tytułów piłkarza miesiąca Premier League nie brały się z niczego. Potem jednak przyszło całkowite załamanie. Chyba można powiedzieć, że meczem który zablokował Moratę było spotkanie z Arsenalem gdzie zmarnował trzy stuprocentowe sytuacje i tylko przez to nie wywieźliśmy wtedy z Emirates trzech punktów. Potem zaczęło być coraz gorzej, symulki stały się pożądkiem dziennym za co wreszcie Hiszpan doczekał się czerwonej kartki w spotkaniu z Norwich. Do tego oczywiście nie strzelał bramek, nie asystował , zaczęły się tajemnicze problemy z plecami które do teraz ciężko wyjaśnić. Wreszcie do klubu trafił Giroud, i z czasem posadził Alvaro na ławie. A jeśli ponad 30 letni napastnik sadza w ciągu dwóch miesięcy na ławie niemal trzykrotnie droższego napastnika który miał być zawodnikiem na lata, to znak, że dla takiego piłkarza raczej nie ma przyszłości w tym klubie. Zwłaszcza, jeśli plotki związane z transferem Lewandowskiego/Icardiego okażą się prawdą.

Olivier Giroud –

W zasadzie powiedziałem to co chciałem już opisując Moratę. Przyszedł za śmieszne jak na ówczesne realia pieniądze, i robił swoje. Świetne spotkania z Liverpoolem, Hull, czy z oba mecze Southampton niech świadczą o tym, że był to bardzo udany transfer. Świetna gra głową, tyłem do bramki, szybko złapana nić porozumienia z Willianem i Hazardem w tak krótkim odstępie czasu pokazują, jak bardzo skrojony do tej ligi jest to zawodnik. Jednak czy Francuz to materiał na podstawowego zawodnika zespołu? Na pewno nie. Braki techniczne są u Oliviera widoczne, podobnie jak u Moraty gra nogami pozostawia sporo do życzenia. Jednak jeśli mamy trzymać na ławce ogranego w lidze Francuza który dodatkowo słynie z tego, że jest świetnym jokerem, lub zagubionego Hiszpana za którego możemy dodatkowo wyciągnąć jeszcze trochę pieniędzy to wybór jest bardzo prosty. Giroud to na pewno cichy bohater drugiej połówki sezonu.

O autorze: Michał Małolepszy

Największy fan zespołów młodzieżowych Chelsea, zakochany w ofensywnym futbolu i pressingu. Krzysztof Jarzyna ze Szczecina tej strony, jednak mimo to najbardziej lubię pisać kolejne newsy.

Dodaj komentarz