Home / Artykuł / Podsumowanie sezonu – Rafał Hydzik

Podsumowanie sezonu – Rafał Hydzik

Thibaut Courtois

W przypadku Thibaut wyjątkowo uciążliwy stał się podobny casus do tego, który obserwujemy u Roberta Lewandowskiego. Nieważne jak dobry byłby jego sezon, porażka w punkcie kulminacyjnym go przyćmiewa. Oczywiście mowa tu o meczu z Barceloną, który mocno zaważył na opinii rosłego Belga. Warto sobie jednak zadać pytanie – czy był w tym sezonie taki mecz, w którym Courtois wybił się ponad normę? Broni to, co bramkarz jego klasy bronic musi, ale nie jest gamechangerem. Bardzo przeciętny sezon Belga, choć to zaczyna być u niego wartością stałą.

Willy Caballero

Zupełnie inaczej zaprezentował się Willy. Argentyńczyk wskoczył na miejsce pozostawione przez Asmira Begovicia i bez obaw mogę stwierdzić, że przykrył Bośniaka czapką. Kiedy przychodziło zagrać Caballero, kibice nie musieli drżeć przy każdej akcji rywala, a niektórymi paradami (np. w meczach z Norwich czy Hull) wręcz zmuszał do oklasków. Imponuje olbrzymią pewnością siebie oraz fenomenalnym wyczuciem i refleksem. Mam nadzieję, że do Rosji jedzie jako numero uno.

Gary Cahill

Zacznę od kapitana. Gary, jak to mówią Anglicy, wkroczył w wyjątkowo „wielkie buty” , pozostawione przez Johna Terry’ego. Te buty jednak okazały się dla niego o kilka rozmiarów za duże. Już w pierwszej kolejce „popisał” się swoja skrajną bezmyślnością, a zaraz pod odsiedzeniu wyroku za czerwoną kartkę – prawie powtórzył swój wątpliwy wyczyn. Statystyki jasno pokazują, że Chelsea znacznie lepiej sobie radziła, kiedy Gary’ego na boisku nie było. Niechlubny mecz z Bournemouth stanowił sztandarowe podsumowanie jego formy w tym sezonie. O ile jednak wydawało się, że Cahill znajduje się na równi pochyłej, pod koniec rozgrywek odżył. Fenomenalnie prezentował się w meczu z Burnley, gdzie stanowił kluczowy element układanki obronnej i śmiem stwierdzić, że to głównie dzięki niemu Chelsea wróciła z tamtego meczu z tarczą. Bardzo przyzwoita dyspozycja w ostatnich miesiącach z pewnością pomoże mu obronić swoje powołanie na mundial.

Cesar Azpilicueta

Kolejny sezon, w którym Cesar udowadnia, że jest zdolny do wykonywania każdego powierzonego mu polecenia. W tym roku nie tylko spadł na niego znacznie większy ciężar obowiązków (w większości meczów dzierżył opaskę kapitańską), również przyszło mu do swojej gry dorzucić element ofensywny. 7 asyst, spośród których większość będących częścią składową fantastycznego schematu z Moratą, to fantastyczny wynik. Azpilicueta udowodnił swoim kolegom z wahadeł, że jednak piłkę da się wrzucić. O jego grze defensywnej próżno się rozpisywać – naprawdę trudno o jakiekolwiek zastrzeżenia. Jeżelibym musiał jednak wskazać jakąś dziurę w całym, to tak jak w przypadku Courtois – byłby to mecz na Camp Nou. Prawdopodobnie najgorszy występ Hiszpana w koszulce Chelsea. Poza tym jednym wieczorem był fantastyczny, na moim podium dumnie plasuje się na drugim szczeblu.

Antonio Rudiger

Niemiec jest dla mnie bardzo ciekawym przypadkiem. Kiedy dopinano jego transfer w lecie byłem przekonany, że jest zbędny. Z perspektywy jednak trudno mi sobie wyobrazić jak wyglądałby ten sezon, gdyby nie jego obecność. W pierwszych meczach był mocno elektryczny, piłka u odskakiwała, gubił krycie, czasem nie potrafił wybić z pola karnego. Już wtedy jednak pokazywał przebłyski w formie fantastycznych krosowych podań. Później już było tylko lepiej i obecność Rudigera w kadrze meczowej stała się pozytywnym zwiastunem. Nadal doskwierają mu pewne problemy motoryczne, momentami jest kolokwialnie mówiąc „ślamazarny” przy prowadzeniu piłki, jednak poziom jego gry defensywnej z meczu na mecz rósł w oczach. Swój rozwój zwieńczył fenomenalnym występem przeciwko Liverpoolowi, chowając Mohameda Salaha do kieszeni.

Andreas Christensen

Przed sezonem było jasne, ze Andreas wraca do Londynu po to, żeby grać. Zaznaczał to jego ojciec, zaznaczał to sam zawodnik, a kolejka zainteresowanych musiała obejść się ze smakiem. I faktycznie, młody Duńczyk stał się pierwszym od czasów Johna Terry’ego absolwentem akademii, który regularnie wychodził w pierwszej jedenastce Chelsea. Antonio Conte obdarzył go olbrzymim zaufaniem, powierzając mu najtrudniejszą rolę w bloku defensywnym, z której Christensen bez problemu się wywiązał. Jego statystyki celnych podań, które są w roli centralnego stopera kluczowe, plasują się w ligowej czołówce. Czasami oglądając Andreasa w akcji zastanawiałem się czy ten człowiek w ogóle ma układ nerwowy. Jak pokazał pojedynek z Barceloną w Londynie – ma. Jego fatalne zagranie nie tylko zniweczyło nieludzkie wysiłki jego kolegów, ale także rozpoczęło zjazd jego formy. Odtąd w każdym kolejnym meczu przytrafiał mu się mniejszy lub większy błąd, o mniejszych lub większych konsekwencjach. Mówimy jednak o piłkarzu ledwie 22-letnim – brak wahań formy byłby w tym wieku wręcz nienaturalny, a umiejętności jakie pokazał napawają olbrzymim optymizmem. Nie bez kozery przyglądał mu się Guardiola…

David Luiz

Trudno mi cokolwiek powiedzieć o Luizie. Oficjalnie spędził cały sezon na trybunach przez dręczące go „kontuzje”, jednak zewsząd wypływają informacje o konfliktach z Antonio Conte. W obie wersje jestem w równym stopniu skłonny uwierzyć, zważając na dotychczasową skłonność Brazylijczyka do lekceważenia urazów, a także konfliktowość włoskiego menedżera. Tak czy tak, przekreślił swoje szanse na prawdopodobnie ostatni w karierze mundial i mam szczerą nadzieję, że bynajmniej przyczyną tego nie są spięcia, których można było uniknąć.

Victor Moses

Ilekroć oglądam mecze The Blues w pubie ze znajomymi, liczymy nieudane wrzutki Mosesa. Osobiście uważam to zjawisko za fascynujące – jak to jest możliwe, że ktoś, kto profesjonalnie trudni się grą na wahadle/skrzydle, nie jest w stanie opanować kluczowego elementu gry na tej pozycji? Moses bardzo rzadko w pełni wywiązywał się z zadań defensywnych, a przy tym był skrajnie bezproduktywny. Systematycznie i regularnie to na jego zagraniu kończyły się budowane akcje. Jego opinia jest często budowana na romantycznej historii metamorfozy od niechcianego skrzydłowego do kluczowego wahadłowego, jednak to nie może przyćmiewać jego ułomności. Jest to piłkarz zdecydowanie zbyt słaby, by regularnie grać w pierwszym składzie.

Davide Zappacosta

Moses vs. Zappacosta to jeden z najczęstszych dylematów społeczności kibicowskiej Chelsea. Oczywiście to jak wybór miedzy dżumą, a cholerą, a na tymczasowe prowadzenie w tym sporze zawsze wysuwa się ten, który akurat nie grał. Nigdy dotąd nie widziałem w koszulce Chelsea bardziej ograniczonego piłkarza, niż Włoch. Do tego miana aspirował Ramires, jednak Zappacosta rozkłada go na łopatki. Próżno szukać jakichkolwiek jego udanych występów. Firmowe zagranie Zappacosty to spuszczenie głowy w dół, dobiegnięcie do linii końcowej i (o ile w ogóle zdąży przed jej przebiegnięciem) wrzutka na chybił trafił. Najlepsze zagranie Włocha w tym sezonie to świetna asysta do Alonso przeciwko Arsenalowi, ale na tym kończą się pozytywy. Zappacosta stał się niejako alegorią tego sezonu Chelsea – wszechobecna i nadzwyczaj trudna do wyplewienia przeciętność.

Marcos Alonso

Alonso nie zaliczył nawet marginalnego progresu względem poprzedniego sezonu, w którym był ewidentnie najsłabszym elementem mistrzowskiej układanki. Obniżenie poziomu krytyki wynika wyłącznie z tego, że pojawili się wokół niego, o zgrozo, jeszcze gorsi piłkarze. Nadal jest to jednak piłkarz wolny, ociężały, niekompetentny defensywnie i mający podstawowe braki w kwestii panowania nad futbolówką. Co trzeba mu jednak oddać to nie same gole, za które jest notorycznie wychwalany, ale skłonność do urastania do wielkich momentów. Pierwsze, co mi przychodzi do głowy to spotkania z Tottenhamem i Southamptonem, kiedy drużyna nie była w stanie przebić się przez szyki obronne rywali i dopiero moment geniuszu Hiszpana zagwarantował Chelsea punkty. Wahadłowego nie można jednak oceniać przez pryzmat bramek, a w pozostałych aspektach Alonso ma zbyt głęboko zakorzenione braki, by kolejny sezon wychodzić regularnie w pierwszej jedenastce.

Emerson Palmieri

W momencie, w którym Emerson dołączał do Chelsea, każda lewy wahadłowy niebędący Marcosem Alonso wydawał się być wybawieniem. Brazylijczyk był uznaną marką na włoskim rynku i o ile słowo „alternatywa” bardzo źle się nam kojarzy, był całkiem przyzwoitym planem B dla pozyskania Alexa Sandro. O ile jednak jego rola miała się sprowadzać do rotacji z Alonso, przyszło mu oglądać Hiszpana z wysokości ławki rezerwowych. Dopiero zawieszenie Alonso pozwoliło mu złapać względnie regularny rytm meczowy i pokazał się wówczas ze świetnej strony. Wypełnił wszystkie braki, do jakich przyzwyczaił jego konkurent. Wniósł dynamikę, ciekawe rozwiązania, szybkość i polot, jednocześnie nie odstając w grze obronnej. Wydawałoby się, że zapewnił sobie miejsce w pierwszej jedenastce, jednak pozycja Alonso wydaje się być niepodważalna.

N’Golo Kante

Od czego by tu zacząć. Sezon 2016/17 N’Golo był fantastyczny, fenomenalny wręcz. Zgarnął wszystkie możliwe nagrody, zajął miejsce w drużynie roku i uniósł kolejne w swojej karierze trofeum. Wytykało mu się jednak pewne znaczące ułomności. Bardzo często mówiło się, ze to piłkarz zbyt skrajnie defensywny, ograniczony i upośledzony w grze ofensywnej. Faktycznie, jego udanych zagrań do przodu było jak na lekarstwo – preferował najbezpieczniejsze opcje. Ten sezon w jego wykonaniu to była kompletna metamorfoza, zupełnie jakby N’Golo całe wakacje spędził czytając komentarze internetowych krytyków. Nowy Kante już nie oddaje piłki pierwszemu koledze. Nowy Kante podnosi głowę, przeprowadza futbolówkę za linię środkową w pełnym biegu i napędza akcje. Przy piłce prezentuje ten sam poziom pewności siebie co Willian i Hazard. To jemu przypadła rola kreatywnego pomocnika, kiedy w środku występował w duecie z Bakayoko. A poza tym ze swoich sztandarowych defensywnych zadań wywiązywał się dokładnie tak, jak nas do tego przyzwyczaił. Pierwszorzędny sezon filigranowego Francuza, śmiem stwierdzić, że jeszcze lepszy od dwóch poprzednich. Pierwsze miejsce na podium bezapelacyjnie.

Tiemoue Bakayoko

Tiemoue miał być następcą Maticia. Niewymuszonym, bowiem Serb miał bardzo dobry sezon, jednak z jakiegoś powodu zdecydowano się na wymianę, teoretycznie na”lepszy model”. W praktyce jednak do klubu przyszedł człowiek, który nie tylko systematycznie zawodzi, przede wszystkim jednak nawet nie sprawia wrażenia, jakby chciał to zmienić. Kiedy Bakayoko wychodził w pierwszym składzie, można było odnieść wrażenie, że Conte wytypował dziesięciu, a nie jedenastu zawodników. Przy piłce był skrajnie bezproduktywny, często decydował się na indywidualne akcje ofensywne, do których jawnie brakowało mu umiejętności w zakresie panowania nad piłką, a jego defensywne niedołęstwo zmuszało Kante do pracy za dwóch. Skłamałbym jednak, gdybym powiedział, że nie było od tego wyjątków. Francuz zdawał się pokazywać z pozytywnej strony w dużych meczach, kiedy motywacja sięgała zenitu. Przykładowo spotkania przeciwko Tottenhamowi czy Atletico, albo rewelacyjny debiut. Bakayoko ewidentnie brakuje pewności siebie i przytłaczają go codzienne oczekiwania, jednak w przeciwieństwie do Moraty, nie ma to aż tak kluczowego skutku na grę Chelsea. Udany sezon przygotowawczy może w jego przypadku zdziałać cuda.

Cesc Fabregas

Fabregas od poprzedniego sezonu stanowi już jedynie alternatywę, rzadziej występuje w pierwszej jedenastce. Powodem tego są rażące braki motoryczne, które dopadły Hiszpana w jeszcze względnie młodym wieku. Brakuje mu już dawnego dynamizmu i w grze bez piłki oferuje drużynie naprawdę niewiele. Statystyki wykreowanych szans (73, trzecie miejsce w lidze) jednak udowadniają, że jego przegląd pola jest wartością niepodważalną. Wyższa skuteczność piłkarzy ofensywnych również przyniosłaby mu fantastyczne liczby, którymi broniłby swoje braki w tym sezonie. W bloku dwóch pomocników jednak powoduje zbyt duże dziury, obarczając jednocześnie Kante zbyt dużym natłokiem obowiązków. W przyszłym sezonie widzę dla Cesca rolę jokera, bądź elementu trzyosobowej linii pomocy.

Danny Drinkwater

Danny Drinkwater jest dobrym piłkarzem. Nie świetnym, dobrym. Ale za dobrych piłkarzy nie wykłada się 40 milionów funtów.Nie jestem w stanie pojąć logiki stojącej za tym transferem. Anglik jest na dokładnie tym samym (bądź niższym) poziomie co wypuszczony za grosze Nathaniel Chalobah, jednak to jemu, a nie wychowankowi zdecydowano się dać szansę. Może wierzono w odtworzenie jego mitycznej współpracy z Kante, nie widzę innego wytłumaczenia. Wygląda ona faktycznie przyzwoicie, prawdopodobnie najlepiej spośród dostępnych opcji ale i to o niczym nie świadczy. Drinkwater byłby więc świetną opcją rezerwową (którą nota bene faktycznie jest), jeżeli byłby sprowadzony za połowę z tego, ile faktycznie zapłacono. Tymczasem jednak zarówno on sam, jak i klub powoli zaczynają się rozglądać za nowym pracodawcą i jest to zdecydowanie najbardziej słuszna z opcji.

Ross Barkley

Jakkolwiek niepopularna stała się ta opinia, uważam ten transfer za udany. Ross jest bardzo dobrym piłkarzem z olbrzymim potencjałem i mimo, że w lecie byłby dostępny za darmo, nie jest powiedziane, że Chelsea wówczas wygrałaby rywalizację o jego podpis. Niestety padł ofiarą urazów mięśniowych, wyjątkowo modnych w szatni Chelsea w ubiegłym sezonie. Poskutkowało to oczywiście bardzo niewielka ilością minut, w których widać było jak na dłoni brak ogrania, ale lekko przyćmiony pewnością siebie. Barkley sprawiał wrażenie piłkarza wierzącego w swoje umiejętności i wyjątkowo zdesperowanego, by udowodnić swoją wartość. Przede wszystkim jednak trudno znaleźć w obecnym systemie pozycję, w której poczuje się pewnie. Nadchodzący sezon i (mam nadzieję) zmiana formacji wyciągnie z niego to, co najlepsze. Jestem tego pewien.

Eden Hazard

Trzecie miejsce na moim podium. Na początku 2018 Chelsea zdawała się wrócić do starych nawyków z sezonu 2014/15. Taktyka w skrócie polegała na „podaniu piłki do Hazarda i liczeniu, że ten coś z nią zrobi”. Faktycznie, robił. Wiele kolejnych meczów The Blues kończyli ze zdobyczą punktową wyłącznie dzięki indywidualnym wysiłkom Belga. Wtedy, rzecz jasna, apogeum osiągnęły plotki dotyczące Realu Madryt. Forma Belga w następnych miesiącach nieco przygasła, jednak sama jego obecność miała kluczowy wpływ na zespół. Hazard jest głównym trybem niebieskiej maszyny i Chelsea nie może pozwolić sobie na to, by go wypuścić. Olbrzymim optymizmem napawają jego ostatnie wypowiedzi, w których deklarował chęć walki na froncie Ligi Europy. To piłkarz jeden na milion, który doskonale wie co dla Chelsea jest najlpesze i jeżeli jawnie oczekuje od klubu wzmocnień na kilku pozycjach, priorytetem zarządu powinno być właśnie zaspokojenie tej „zachcianki”.

Willian

Początek sezonu w wykonaniu Brazylijczyka był fatalny, o ile to słowo w jakimkolwiek stopniu oddaje jego ówczesne „wyczyny”. Każda kontra z którą ruszał kończyła się na pierwszym obrońcy, każdy strzał głęboko w trybunach i każde podanie wprost u stóp opozycji. Willian jednak ma niepowtarzalną waleczność w sercu i z dnia na dzień odbił się od dna, w pewnym momencie wręcz przejął obowiązki ciągnięcia drużyny, kiedy Hazard przygasł. Właśnie to w Willianie cenię najbardziej – mimo, że nie jest elitarnym piłkarzem, jak chociażby jego belgijsko vis-a-vis, ma on na tyle charyzmy i zaangażowania, by indywidualnymi zrywami zrobić to, czego przez pozostałą część meczu nie potrafiła reszta drużyny. Widać u niego, że herb na piersi jest czymś więcej, niż zwykłą naszywką i tego lata klubowi przyjdzie odeprzeć ataki Jose Mourinho, który już od dawna ostrzy sobie zęby na swojego byłego podopiecznego. Jestem jednak spokojny, że w obliczu wyboru Willian będzie wolał pozostać w domu.

Pedro

Poniżej krytyki. Poza jednym jedynym meczem z Burnley, nie jestem w stanie przywołać pozytywów wynikających z jego obecności na boisku. Eufemizmem byłoby powiedzieć, że Pedro był bezproduktywny. Rok temu słabszą dyspozycję tuszował liczbami, w tym niestety co najwyżej zaplusował u kibiców rozdawaniem darmowych piłek siedzącym w najwyższych rzędach za bramką. Przypominam że Pedro jest najbardziej utytułowanym i najbardziej doświadczonym ze skrzydłowych The Blues, a przy tym za jego główny atut podaje się jego niepodważalny instynkt do zdobywania bramek. Pedro zawiódł więc na każdym możliwym polu. W lidze zaliczył 4 bramki i 2 asysty (gorsze liczby niż Azpilicueta), z których jedynie w meczu z Watfordem jego wkład przyniósł zdobycz punktową. Jedynie wspomniany przeze mnie mecz z Burnley był w jego wykonaniu naprawdę dobry. Nie pełnił wówczas roli skrzydłowego, a głęboko cofniętego rozgrywającego, ciągnącego akcje od własnej bramki do pola karnego przeciwnika. W olbrzymich połaciach miejsce zostawianych przez pomocników The Clarets Hiszpan brylował, sugerując, że potrzebna jest mu zmiana roli. Mimo to, to właśnie Hiszpana (spośród grających regularnie) typuję na najgorszego piłkarza Chelsea w sezonie 2017/18.

Alvaro Morata

Bardzo chciałem wierzyć w Moratę. Cieszył mnie jego debiut duma mnie rozpierała kiedy zdobywał hattricka przeciwko Stoke, ale niestety moje oczekiwania okazały się być na wyrost. Premier League okazała się zbyt dużą zaporą psychiczną dla napastnika, który de facto nie wyrobił sonie jeszcze marki na jakimkolwiek froncie. Morata był więc eksperymentem – bardzo drogim w dodatku. I to właśnie przez pryzmat ceny trzeba jednoznacznie powiedzieć, że eksperyment się nie powiódł. Człowiek, który przychodzi za rekordową kwotę, by zastąpić jednego z najlepszych napastników w historii klubu, nie powinien oczekiwać czasu na aklimatyzację. Jeśli już, powinny to być tygodnie, a nie miesiące, czy jak się może okazać – lata. Dwa najlepsze spotkania Moraty jakie pamiętam, to Burnley i West Ham w końcówce sezonu. Mimo fatalnie przestrzelonej szansy w pojedynku z Nickiem Pope’em (zresztą nie pierwszy raz, jego wyczyny z Arsenalem stawały się pośmiewiskiem całej ligi), po raz pierwszy pokazał wtedy, że ma w sobie ducha walki. Przepychał się, a nie padał na ziemię. Rozgrywał, a nie podawał do przeciwników. Udowodnił, że ma potencjał. Czy w Chelsea jednak jest czas, by liczyć że pokaże coś więcej?

Olivier Giroud

Transferowy majstersztyk. Jednoczesne wypożyczenie Batshuayiego i sprowadzenie piłkarza, który wypełnia wszystkie rażące braki Belga to absolutne arcydzieło w wykonaniu Chelsea. W pół roku Olivier ugruntował miano najlepszego napastnika w klubie, w pełni zasłużenie. To człowiek stworzony do wielkich rzeczy i niejednokrotnie pokazywał, że można na nim polegać. W kwestiach utrzymania piłki i rozgrywania jej w tercecie ofensywnym przewyższa nie tylko Moratę i Batshuayiego, ale i Costę. Swoim nastawieniem sugeruje, że przybył na Stamford Bridge by wygrywać i jego mentalność może się okazać kluczowa w nadchodzącym sezonie.

Ranking meczu

O autorze: Rafał Hydzik

1
Dodaj komentarz

Please Login to comment
najnowszy najstarszy oceniany
Konrad Kaldyński
Konrad Kaldyński

O ile cały team zawodził to nie ma wątpliwości. Było tylko 3-4 graczy, którzy pokazali, że warto walczyć. Zgadzam się z autorem co do linii pomocy. Zgadzam się co do Mosesa i Zappa. Nie zgadzam się za to co do Alonso i Emersona – Emerson wcale nie wypadl lepiej od Alonso, którego cenię za jego grę. Niektórzy rzucają na niego hejt tak jak ja rzucam hejt na Conte, co rozumiem.

Po prostu tekst jest bardziej subiektywny niż obiektywny 🙂