Home / Artykuł / Niebieskie Legendy – część 1

Niebieskie Legendy – część 1

Rozpoczynamy nową serię Drodzy Czytelnicy. Jest ona zatytułowana „Niebieskie Legendy”.

Mam nadzieję, że publikacje te, powstaną w ścisłej symbiozie i interakcji z wami, czytelnikami – gdzie ja, będę miał przyjemność przybliżyć wam sylwetki osób ściśle powiązanych z Chelsea (niegdyś jak i obecnie), a wy, będziecie mogli z przyjemnością czytać, na temat postaci – często nietuzinkowych, które zostaną zapamiętane przez nasz klub na długo.

Dlaczego napisałem, że chcę, aby ta seria powstała w interakcji z wami? Dlatego, że liczę na wasze wsparcie przy wyborze bohatera każdego kolejnego odcinka niniejszych publikacji. Prosiłbym więc, abyście po przeczytaniu oddali swój głos w ankiecie, która jest dołączona do tego artykułu.

Odcinki planuję udostępniać w każdy wtorek, więc pamiętajcie żeby sobie zarezerwować w każdy wtorkowy wieczór około 10-15 minut wolnego czasu 🙂
Pomijając zbędne formalności, po prostu startujemy.

No i… długo się zastanawiałem kim napocząć tak ambitną serię. Chodziły mi po głowie takie postaci jak Peter Sillett czy Bobby Tambling. Pomyślałem sobie jednak: „Nie!”, nie rozpoczynajmy naszej przygody z tą serią tak górnolotnie. Z drugiej strony jednak, pisanie np. o Petrze Cechu, który notabene nie zakończył jeszcze piłkarskiej kariery byłoby z kolei zbyt przyziemne.
Starając się to wypośrodkować, wybór padł na Roberto Di Matteo.

Tak, dokładnie. To ten Pan, który miał gasić pożar i ratować sezon po zwolnieniu André Villasa-Boasa, a sprawił, że sezon 2011/2012 zostanie zapamiętany na zawsze przez każdego kibica Chelsea.

Przede wszystkim, zanim zagłębimy się w osiągnięcia Di Matteo, wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Dokładnie 48 lat temu, 29 maja 1970 roku przyszedł na świat mały Roberto.

Rozpoczynając od kariery piłkarskiej. Ulubioną pozycją Roberto był środek pomocy. Pierwsze szlify jako kopacz zdobywał w FC Schaffhausen. W 1991 roku postanowił jednak opuścić rodzime miasto i przenieść się do FC Zürich gdzie wprawdzie spędził tylko jeden sezon ale zdołał utorować sobie drogę do pierwszego składu. W sezonie 1991/1992 rozegrał 34 spotkania, sześciokrotnie znajdując drogę do bramki rywala. Sezon 1992/1993 to kolejne przenosiny – tym razem do FC Aarau.

Wraz z drużyną z północy Szwajcarii wywalczył tytuł mistrza kraju i zwrócił na siebie uwagę włodarzy  włoskiego S.S. Lazio. W drużynie ze stolicy Włoch grał w latach 1993-1996. Rozegrał łączną liczbę 87 spotkań, siedmiokrotnie wpisując się na listę strzelców.

W 1996 roku Chelsea zgłosiła się po Roberto. Niewątpliwą ciekawostką jest to, że The Blues zapłacili za Di Matteo prawie 5 milionów funtów, co na tamte czasy było sumą bajońską. Jego kariera w Chelsea rozkwitła na dobre. Większość czasu spędzał na środku pomocy, zadomowił się w pierwszej jedenastce i na przestrzeni sześciu sezonów Roberto rozegrał 119 spotkań. Wspólnie z Niebieskimi sięgał wielokrotnie po trofea – dwukrotnie Puchar Anglii, Puchar Ligi Angielskiej, Puchar Zdobywców Pucharów, Superpuchar UEFA i dwukrotnie Superpuchar Anglii.

Niestety kontuzje pokrzyżowały plany Roberto w osiąganiu kolejnych sukcesów jako piłkarz. W 2002 roku oficjalnie zakończył karierę piłkarską. Z ciekawostek, o czym warto wspomnieć – Di Matteo, gdy problemy zdrowotne dyskwalifikowały go z gry na najwyższym poziomie, nie próżnował. Postanowił otworzyć sieć restauracji w Londynie. Piłkarz, manager i właściciel restauracji – w dwóch słowach – człowiek orkiestra.

Jeżeli chodzi natomiast o aspekty związane z prowadzeniem zespołu, warto wspomnieć, że przed rozpoczęciem pracy jako główny manager Chelsea jedynym w miarę przyzwoitym osiągnięciem Di Matteo był awans z West Bromwich Albion do Premier League. Co stawiało pod dużym znakiem zapytania czy poradzi sobie z presją jaka towarzyszyła w pracy z tak renomowaną drużyną jak Niebiescy.

Włoch, objął drużynę 4 marca 2012 roku. Niestety zastał The Blues będące w totalnej rozsypce. Piąta lokata w lidze, ze stratą trzech punktów do będącego na czwartym miejscu Arsenalu. Pocieszający jest fakt, że Chelsea cały czas grała w Lidze Mistrzów oraz FA Cup. Summa summarum cel jednak był jasny, prosty i klarowny – wywalczyć miejsce w Big Four.

Pomimo tego, że drużyna była w negliżu, pierwsze 10 spotkań pod wodzą Roberto Di Matteo to osiem zwycięstw, jeden remis i tylko jedna porażka.  Jak widać, syndrom „nowej miotły” zadziałał błyskawicznie. Zarówno piłkarze wypowiadali się o Roberto w samych superlatywach, np. Salomon Kalou oraz Petr Cech twierdzili, że Di Matteo zjednoczył drużynę, jak i managerowie innych drużyn chwalili Roberto, za pracę mentalną jaką wykonał odkąd zaczął piastować urząd managera Chelsea (chwalił go między innymi Roberto Mancini).

Na największą pochwałę zasługiwała drużyna z niebieskiej części Londynu przede wszystkim za postawę w pucharach – zarówno w Lidze Mistrzów jak i FA Cup.
W walce o Puchar Anglii Chelsea pokonała Birmingham (2:0), Leicester City (5:2), Tottenham (5:1) i spotkała się w finale z Liverpoolem.
Jeżeli chodzi o Ligę Mistrzów, pierw wspaniały comeback z Napoli (4-1 na Stamford Bridge), następnie solidne zwycięstwo nad Benficą w ćwierćfinale (1:0 i 2:1) oraz pamiętny dwumecz w półfinale z Barceloną (1:0 i 2:2). Finał miał odbyć się 19 maja 2012 roku na Allianz Arena, gdzie przeciwnikiem miał być FC Bayern Monachium, rywal niezwykle mocny i wyrachowany.

Po dojściu do finałów zarówno FA Cup oraz finału Ligi Mistrzów, pojawiło się mnóstwo głosów, że Di Matteo powinien zostać w Chelsea na lata. Opinie takie wygłaszały takie osobistości jak Harry Redknapp, Andrij Szewczenko czy chociażby Gianfranco Zola.

Wracając do finałów.

W FA Cup wygrana 2:1 z Liverpoolem.

W Lidze Mistrzów w regulaminowym czasie gry 1:1, a po serii rzutów karnych Bayern musiał uznać wyższość The Blues i to piłkarze z niebieskiej części Londynu mieli przyjemność unieść w górę najważniejsze trofeum piłkarskiego świata.

Strażak, który miał ugasić pożar i sprawić żeby sezon 2011/2012 był „znośny”, uczynił sezon ten, jednym z najwspanialszych sezonów w historii klubu.

Sezon 2012/2013 niestety nie był już tak dobry w wykonaniu Chelsea jak sezon poprzedni, co spowodowało, że Roman Abramowich podziękował mu za wykonaną pracę i rozpoczął poszukiwania nowego managera, co finalnie i tak nie zmienia jego statusu w Chelsea oraz nie umniejsza jego osiągnięć.

A co na dzień dzisiejszy dobrego słychać u Roberto? Odpoczywa sobie.  Po krótkim epizodzie w FC Schalke 04, Roberto objął Aston Villę, gdzie też nie zabawił zbyt długo. Faktem jest, że Di Matteo to nie jest ta sama półka managerska co Pep Guardiola, Jose Mourinho czy chociażby Carlo Ancelotii ale jego osiągnięcia i niebywały wpływ na pierwsze, historyczne zwycięstwo Chelsea w Lidze Mistrzów, powodują, że dla każdego kibica The Blues zajmuje on miejsce szczególne.

Jeszcze raz Roberto, wszystkiego dobrego z okazji urodzin i samych sukcesów!

Kto w następnym odcinku?

ciąg dalszy serii nastąpi…

O autorze: Karol Sikorski

Dodaj komentarz