Home / Felieton / Jak z tej gliny ulepić puchary? (część 2)

Jak z tej gliny ulepić puchary? (część 2)

Chelsea zakończonym właśnie sezonem pokazała, że bez poważnych zmian kadrowych nie będzie miała szans dogonić wzmacniających się drużyn z czołowej czwórki. Dla obecnego zespołu brak awansu do Ligi Mistrzów nie jest codziennością i z pewnością nikt nie chce powtórki z rozrywki. 

Wszystko wskazuje na to, że już nawet nie dni, a godziny dzielą nas od poznania nazwiska nowego trenera klubu. W wyścigu o tę posadę pozostał Maurizio Sarri, po tym jak Leonardo Jardim potwierdził pozostanie w Monaco. Bez względu na to, czy to właśnie Neapolitańczyk będzie następcą Conte, czy nagle pojawi się nowy kandydat na to stanowisko, pewne pozycje muszą zostać wzmocnione. Manchester City przyciąga swoim projektem najlepszych piłkarzy (kto odmówiłby Guardioli?), a już z obecną kadrą prawdopodobnie wygraliby mistrzostwo w zbliżającym się sezonie, Manchester United zamierza dogonić sąsiada zza miedzy, a może dokonać tego jedynie przez transfery, Liverpool planuje wzmocnić każdą formację, a już w styczniu The Reds zapewnili sobie usługi Naby Keity. Jeśli Chelsea się nie obudzi i nie dokona roszad w kadrze, zaraz może obudzić się walcząc co najwyżej o miejsce gwarantujące Ligę Europy. 

W poprzedniej części prześwietliłem bramkarzy i formację defensywną The Blues. Czas na pomocników i napastników, gdzie klub będzie miał najwięcej roboty przy wzmacnianiu składu. 

 

Pomocnicy

Formacja, która w zasadzie wymaga remontu generalnego. Kante, Hazard i Willian mogą spać spokojnie, bo ich pozycja w klubie jest niezagrożona, ale na miejscu reszty obawiałbym się o swoje miejsce. Bakayoko zaliczył słaby sezon, udowadniając, że sprzedaż Maticia i zastąpienie go Francuzem to błąd. Drinkwater, sprowadzony za cały worek złota, uplasował się na trzecim miejscu najdroższych transferów w historii klubu i rozsiadł się na ławce, skąd lepiej dla zespołu, żeby często nie wstawał. Pedro po tak zwanym sezonie konia, w obecnej kampanii obniżył loty. Obecność tych piłkarzy w kadrze wyjaśnia częściowo, dlaczego Chelsea nie zagra w następnym sezonie w Lidze Mistrzów – wchodząc z ławki, a tym bardziej grając w pierwszym składzie, nie przynosili korzyści drużynie. Na ich miejsce bez trudu da się znaleźć lepszych piłkarzy.  

Fabregas może mieć pretensje do swoich kolegów, że nie wykorzystywali tworzonych przez niego okazji. Co ciekawe,  więcej w przeliczeniu na 90 minut kreował ich jedynie w poprzednim, mistrzowskim sezonie. Wątpię jednak, by stale utrzymywał taką formę – 31-latek potrzebuje młodszego następcy na swoją pozycję. 

Pierwszy kandydat do wzmocnienia formacji bez formy, który przychodzi mi na myśl, będzie jednak trudny do zakontraktowania. Abstrahując od kwoty, jaką trzeba by było na niego wydać (przeszło 60 milionów funtów), o podpis Jorginho z Napoli walczy Manchester City. Projekt Guardioli wydaje się znacznie ciekawszy, niż ten Chelsea i o ile prezydent wicemistrzów Włoch zezwoli na transfer, w niedługim czasie zobaczymy oficjalną informację o transferze.  

Jeśli The Blues zatrudnią Maurizio Sarriego, Włoch mógłby jednak przekonać byłego podopiecznego do dalszej współpracy, tyle że w Londynie. Włoski pomocnik jest defensywnym rozgrywającym, a patrząc na jego formę w Neapolu, określiłbym go raczej dyrygentem. Przegląd pola, podania na nos, czy to z bliska czy z dalszej odległości – Brazylijczyk z włoskim paszportem potrafi wykreować sytuację od zera, często po tym, jak sam przejmie piłkę. Hazard przyjąłby takiego piłkarza z pocałowaniem ręki, nie musząc konstruować już całych akcji w osamotnieniu.  

Bez względu na to, czy transfer Jorginho do City doszedłby do skutku, czy też nie, Niebiescy mogliby również skierować oczy na zawodnika o nieco innym profilu – Moussę Dembele. Belg pomimo trzydziestki na karku, pokazał w tym sezonie, co to znaczy dominacja w środku pola. Z nim w składzie Tottenham z miejsca zyskiwał przewagę nad rywalem. O transfer nie byłoby trudno, a z pewnością doświadczony w Premier League piłkarz z miejsca wkomponowałby się w nowy zespół.  

Jest jeszcze jeden gracz, tym razem dostępny od zaraz – mowa o Marco van Ginkelu, który po fantastycznym sezonie w PSV wraca z wypożyczenia, by udowodnić swoją wartość w niebieskich barwach. Tak wszechstronnych graczy trzeba temu klubowi, zdolnych zarówno w kreacji, jak i defensywie, by wzmocnić newralgiczną pozycję na boisku. 

Mniejszy problem kadrowy stanowią skrzydła, gdy w kadrze występują tacy zawodnicy jak Hazard i Willian. Pierwszy z nich jest jednak nieustannie kuszony wizją gry w Realu Madryt i nie jest pewny swojej przyszłości, a drugi kończy w tym roku 30 lat. Na ławce dostępny jest Pedro, najstarszy ze skrzydłowych, mający w dodatku słaby sezon. Marne to wsparcie dla podstawowych piłkarzy, więc wydaje się oczywiste szukanie młodych następców.

Idealnych kandydatów jest dwóch. W zasadzie podobnych do siebie, choć innych pod względem postury i pozycji na boisku – jeden okupuje lewe skrzydło, drugi zaś prawe. Leon Bailey i Malcom. Dwóch piłkarzy świetnych w dryblingu, dograniach do kolegów, strzelaniu goli. Dwa takie skarby w drużynie szybko przypomniałyby o złotych czasach dla Niebieskich, gdy z jednej strony biegał po boisku Damien Duff, a z drugiej Joe Cole. Trzeba sobie jednak od razu powiedzieć, że sprowadzenie obydwu byłoby naprawdę ciężkim przedsięwzięciem, przy takim zainteresowaniu. Gdybym miał wskazać palcem bardziej przydatnego gracza dla The Blues, wybór padłby na Brazylijczyka – dla niego naturalna pozycja to prawe skrzydło, a to tam prędzej potrzebne będzie wsparcie, niż po stronie Edena Hazarda.

 

Napastnicy

Oddanie Diego Costy Atletico i sprowadzenie na to miejsce Alvaro Moraty było jednym z przyczyn, dla których Chelsea zakończyła sezon poza czołową czwórką. Dość powiedzieć, że The Blues strzelili 23 gole mniej, niż w poprzedniej kampanii. Brazylijczyk z hiszpańskim paszportem trafił do siatki 20 razy, z czego większość bramek dawała kluczowe punkty dla drużyny. Takim dorobkiem nie może pochwalić się jego następca, który 11 goli na koncie zawdzięcza jedynie udanemu początkowi sezonu. Wychowanek Realu prawdopodobnie szybko zakończy swój koszmar na Stamford Bridge. Jeżeli Chelsea zamierza wrócić na szczyt, musi sprowadzić tym razem napastnika z prawdziwego zdarzenia.

Zazwyczaj trudno jest nabyć snajpera klasy światowej, jednak letnie okienko może przynieść aż dwa takie transfery – w mediach aż huczy od plotek o zmianie barw przez Roberta Lewandowskiego i Mauro Icardiego. Reprezentant Polski jest zdecydowany na odejście z Bayernu, marzy mu się Real Madryt, z którym byłby najbliżej wygrania upragnionej Ligi Mistrzów, jednak jego obecny pracodawca nie jest przychylnie nastawiony do tego pomysłu, jak i sam zespół Królewskich ma wątpliwości co do tego transferu. W grę, poza madryckim klubem w grę wchodzi jeszcze PSG i właśnie Chelsea. Londyńczycy mieliby raczej zerowe szanse na tę transakcję, jednak obecny agent Lewego, Pini Zahavi, to przyjaciel Abramowicza. W zasadzie jedynie to trzyma w nadziei kibiców The Blues, choć osobiście skierowałbym się po podpis drugiego z wymienionych napastników.

Icardi, prawie 5 lat młodszy od Polaka, również zdobył 29 ligowych goli w tym sezonie. Nic dziwnego, że nie jest pewny swojego pozostania na San Siro, skoro współpracę oferują najlepsze kluby Europy. 110 milionów euro to klauzula, jaką trzeba by było zapłacić za Argentyńczyka, lecz wydawałoby się to rozsądniejszym posunięciem niż 100 milionów do wydania na Roberta. Pozostaje jedynie pytanie, czy sam zainteresowany byłby skłonny do przeprowadzki do Londynu.

Pozostali napastnicy Niebieskich nie muszą udowadniać swojej wartości. Michy Batshuayi, jeśli odzyska formę sprzed kontuzji, kiedy to regularnie zdobywał gole dla Borussii Dortmund, może być konkurencją dla pierwszego napastnika. Olivier Giroud z 17 bramkami na koncie jest ex aequo drugim piłkarzem w historii Premier League pod względem goli strzelonych po wejściu z ławki, a swoją przydatność udowodnił również po transferze do Chelsea.

 

O autorze: Kamil Selwuch

Dodaj komentarz