Home / Felieton / Cudze chwalicie, swego nie znacie!
https://rtl.lwcdn.nl/imageScaled/?site=voetbalinside&file=1509047402.6812_ANP261017253-1.jpg&w=1000&h=500&cropped=1&orientation=

Cudze chwalicie, swego nie znacie!

Zastanawialiście się kiedyś, co się dzieje ze wszystkimi wypożyczanymi przez Chelsea piłkarzami, którzy po kilku sezonach gry w różnych klubach zostają w końcu sprzedani za grosze i znikają z radarów fanów? Z młodych graczy stają dojrzałymi, niektórzy z nich wciąż mają łatkę wiecznego młodego talentu. A gdyby tak ich… zostawić w kadrze zamiast oddać za drobniaki? Do swoich umiejętności wciąż może przekonać aktualnie wypożyczony do PSV Marco van Ginkel.

Obecnie 25-letni pomocnik przeszedł do Chelsea w 2013 roku, jako jeden z wielu niewiekowych piłkarzy. W swoim pierwszym sezonie został w klubie, nie udając się na wypożyczenie. Jose Mourinho w zasadzie nie zdążył skorzystać z usług Holendra, zagrał zaledwie 96 minut, gdyż postępy zawodnika zahamowała, jak to częsta bywa, kontuzja.

25 września 2013 roku, w spotkaniu Pucharu Ligi ze Swindon Town, van Ginkel zerwał więzadło krzyżowe w kolanie po zaledwie 10 minutach przebywania na boisku. Tego typu urazy nie raz stopowały dobrze zapowiadające się kariery, lub przygaszały blask wielkich gwiazd. Więcej w tym sezonie Holender nie zagrał, choć w pełni sił był już w marcu.

Stało się jasne, że od następnej kampanii Marco zostanie wypożyczony. Tym samym zaczęła się tułaczka zawodnika po różnych ligach – początkowo trafił do AC Milan, który próbował znaleźć sposób na wyjście z kryzysu (w sezonie 2013/14 skończył ligę na 8. miejscu). Ciężko stwierdzić, by znacząco pomógł drużynie. Trener dał mu 1320 minut gry, a zespół spadł w tabeli jeszcze niżej niż rok wcześniej – dokładnie na 10. lokatę. Niestety, znów odezwały się urazy, które z pewnością nie pomogły ze stabilizacją formy. W kolejnym sezonie rozsądnym pomysłem wydawało się posłanie van Ginkela do ligi angielskiej, by przyzwyczaił się do panujących na Wyspach warunków, jednak 1074 minuty we wszystkich rozgrywkach, żadnej zdobyczy bramkowej ani asyst, ciężko nazwać udanym wypożyczeniem.

Mogło być gorzej? Jak zakłada prawo Murphy’ego, oczywiście, że tak. Latem 2016 roku, tuż przed rozpoczęciem sezonu, Holender doznał kolejnej kontuzji kolana, która wykluczyła go z gry aż do końca października. Antonio Conte, po słabszym początku Chelsea, zmienił formację na 3-4-3 i rozpoczął marsz 13 zwycięstw z rzędu, który potem przyniósł mistrzostwo do Londynu. Wracający po kontuzji zawodnik nie miał czego szukać w drużynie, która weszła na szlak wygranych, a zwycięski skład nie był zmieniany.

Inny klub już dawno pozbyłby się takiego piłkarza. 3.5 roku od podpisania kontraktu, ciągłe wypożyczenia, brak gry w macierzystym klubie. The Blues wolą jednak wypożyczać, co tym razem okazało się dobrym wyborem. Gdzie tym razem? Tam, gdzie zazwyczaj człowiek czuje się najlepiej i ma największe możliwości powrotu na właściwe tory, gdy znajduje się na życiowym zakręcie – do ojczyzny. Po rodaka zgłosiło się PSV, gdzie trafił w styczniu 2017 roku. W Holandii złapał trochę rytmu meczowego, mianowicie rozegrał 1380 minut, co przyniosło nareszcie oczekiwany skutek. 8 goli i 1 asysta nie spełniły jednak oczekiwań samej Chelsea – w kolejnej kampanii zagrał tylko 90 minut.

Próbujemy jeszcze raz? A dlaczego nie! Marco trafił ponownie do PSV w kolejnym roku, tym razem na łącznie półtoraroczne wypożyczenie. Do końca sezonu wykręcał jeszcze lepsze liczby, nareszcie nie musząc martwić się kontuzjami i mogąc pokazać pełnię swoich umiejętności. 7 goli, 4 asysty w lidze. A będzie tylko lepiej!

Obecna kampania to właśnie wisienka na torcie kariery Holendra. Już od samego początku trener Phillip Cocu obdarzył wypożyczonego piłkarza opaską kapitańską, co powiedzmy sobie szczerze, nie jest częstym zjawiskiem w futbolu. Widać jednak, że Marco trafił na człowieka, który odbuduje jego karierę. Podczas pierwszej przygody z PSV pokazał się legendzie Barcelony i zyskał pewność siebie. Gdy do Eindhoven przybył po raz drugi, potwierdził swoją dobrą dyspozycję, choć pół roku stracił nie mogąc pokazać się na boisku. Sezon 2017/18 zaczął już jako kluczowa układanka w drodze do mistrzostwa.

Cocu ustawiał van Ginkela w trzyosobowym bloku pomocy, w formacji 4-3-3. PSV nie zawsze dominowało, częstokroć miało nawet mniejsze posiadanie piłki, ale żadna drużyna nie mogła się z nimi równać pod względem oddawanych strzałów. Bardzo często rywale byli wręcz bombardowani przez całe spotkanie. Taka gra przyniosła 87 ligowych goli i tytuł Eredivisie.

14 z nich padło za sprawą Marco. Do tego dołożył 4 asysty. Jednak nie tylko te liczby robią wrażenie. Widać, że Holender jest królem środka pola, często kreuje sytuacje kolegom, przejmuje piłki od rywala, przecina ich podania, wygrywa pojedynki powietrzne, korzystając ze swojego wzrostu (186 cm).  Chętnie oddaje strzały z daleka, lubi też wykonywać rzuty wolne, perfekcyjnie wykonuje rzuty karne, trafiając do siatki z jedenastego metra 9 razy w tym sezonie, ani razu nie pudłując. Jak na kapitana przystało walczy do końca, często fauluje, lecz również sam jest faulowany. W zasadzie nie ma statystyki, w której zawodnik wypadłby słabo, a w niektórych ręce same składają się do oklasków.

Gdy teraz porównamy sobie van Ginkela do obecnych środkowych pomocników Chelsea, wypadają oni co najmniej blado. Kompletnie nieudane okazały się transfery Tiemoue Bakayoko i Danny’ego Drinkwatera, którzy częstokroć popełniają błędy i nie imponują w defensywie jak w poprzednich klubach. Cesc Fabregas choć wciąż tworzy okazje kolegom, to jednak od lat nie miał tak słabych liczb przy rubrykach goli i asyst. Ciężko mieć pretensje jedynie do N’Golo Kante, który został zawodnikiem sezonu w Chelsea, jednak i on lepiej spisywał się w poprzednich dwóch sezonach.

Wybór powinien być oczywisty. Holender jest w swojej życiowej formie, potrafi grać w trzyosobowym bloku pomocy i z pewnością wspomógłby defensywnego pomocnika w obronie, a także rozgrywającego w ataku. Pozostaje życzyć piłkarzowi utrzymania dobrej dyspozycji i otrzymania zaufania od trenera The Blues, kimkolwiek by on nie był. Czasem nie trzeba wydawać grubych milionów, by zyskać porządne wzmocnienie, a Niebiescy mogliby nareszcie skorzystać z bazy licznie wypożyczonych piłkarzy, jednej z większych w Europie. Kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana.

Ranking meczu

O autorze: Kamil Selwuch

Dodaj komentarz

avatar
  Subscribe  
najnowszy najstarszy oceniany
Powiadom o
Michal

Mam prośbę do redakcji. Kiedyś co jakiś czas na forum trafiał raport o zawodnikach wypożyczonych, którzy nadal mają szansę wrócić do Chelsea. Czy jest możliwość aby taki artykuł pojawił się w najbliższej przyszłości? Bardzo jestem ciekawy jak mają się nasi zawodnicy, a sam nie zawsze mam czas by śledzić ich sytuację. Co do Van Ginkela to mam nadzieję, że wróci i dostanie spory kredyt zaufania, bo jeśli Abramowicz chce zacisnąć pasa i nie wydawać dużych kwot na transfery to powinniśmy korzystać z takich właśnie zawodników.

Konrad Kaldyński

Dobry pomysł, popieram żeby taki raport trafiał tutaj raz na jakiś czas.

Krystian

Chętnie czytałem takie artykuły. Moglby wrócić, oczywiście w przyszłym sezonie bo teraz już się sezony kończą

Konrad Kaldyński

Na pewno w przyszłym sezonie pojawią się nowe twarze do wypożyczenia.

Krystian

Niektórych z wypożyczonych trzeba sprzedać

Konrad Kaldyński

Ale to jest selekcja naturalna w piłce nożnej. Taka weryfikacja jest tańsza i bezpieczniejsza niż dawanie wielu szans młodzikom.

Krystian

Jednemu czy dwóm można dać szanse, ale bez przesady

Konrad Kaldyński

A jak żaden się nie sprawdzi? Będziemy znowu w ich miejsce ściągać drinkwaterow

Krystian

Jak im nie damy szansy to nie zobaczymy

Konrad Kaldyński

Gorzej jak narazimy się na straty

Krystian

Jakie straty

Konrad Kaldyński

Straty piłkarzy, którzy za 5 lat będą jak Salah, KDB, Lukaku itp.

Konrad Kaldyński

Marco powinien dostać szansę wykazania się w swoim klubie. Jest na tylko dojrzały by mógł z nami grać na co dzień, jednak najpierw trzeba się pokazać

Krystian

Problemem są jego kontuzje, ostatnio jes zdrowy, oby jak najdłużej

Konrad Kaldyński

Oby, bo w pełni zdrowia jest też w pełni formy!

Krystian

Nie zawsze

Konrad Kaldyński

Będąc zdrowym pokazał na co go stać. Życzę mu zdrowia i jak nalepszych wyników.

Krystian

Miał fajne mecze w tym sezonie, może i coś z niego będzie

Konrad Kaldyński

Powinniśmy wykorzystać to, że mamy takiego gracza

Krystian

I wykorzystany sprzedając go 😉

Konrad Kaldyński

Tylko nie to

Krystian

Ciezko powiedzieć co im strzeli do głowy

Konrad Kaldyński

Zarząd jest nieprzewidywalny.