Home / Felieton / Kto następny do trenerskiej karuzeli na Stamford Bridge?

Kto następny do trenerskiej karuzeli na Stamford Bridge?

Sympatycy śledzący poczynania Chelsea z pewnością przyzwyczaili się do częstych zmian na ławce trenerskiej klubu ze Stamford Bridge. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że latem zarząd Niebieskich będzie musiał zastanowić nad wyborem następcy Antonio Conte, który pomimo świetnego pierwszego sezonu, w bieżącej kampanii wyraźnie nie spełnił nawet minimalistycznych oczekiwań. Choć tym razem The Blues mieli zakontraktować trenera na lata, to i tym razem popracuje on prawdopodobnie… do bieżącego lata.  

Na rynku tym razem nie ma zbyt szerokiego wyboru trenerów, którzy mogliby zostać zatrudnieni przez Romana Abramowicza.  Ci, którzy bez wątpienia mogliby wprowadzić Chelsea z powrotem na właściwe tory, są już pracownikami innych klubów, doskonale świadomych, jakie skarby mają na swoich ławkach trenerskich.  

Media w ostatnich dniach torpedują nas informacjami na temat kandydatów na stanowisko trenera Chelsea, jednak częściej przeczą sobie, niż rozświetlają sprawę. Podjąłem się zatem próby zestawienia menedżerów i zastanowienia się, który najbardziej pasowałby do aktualnego mistrza Anglii.  

 

Thomas Tuchel 

 

44-letni Niemiec stał się w ostatnim czasie głośnym nazwiskiem na rynku trenerskim. Tuchel ma jednak w swoim CV, nie licząc juniorskich drużyn, jedynie Mainz i Borussię Dortmund. Z tą drugą drużyną udało mu się przywrócić ją na właściwe tory, po kryzysowym sezonie 2014/15, kiedy jeszcze z Jurgenem Kloppem za sterami BVB skończyło kampanię na zaledwie 7. miejscu. W trakcie dwóch kampanii Borussia zakończyła sezon na odpowiednio drugiej i trzeciej pozycji w lidze, choć nie była w stanie zbliżyć się do Bayernu, mistrza kraju w obu sezonach. W europejskich pucharach dwukrotnie drużyna z Dortmundu odpadła w ćwierćfinale, raz dość pechowo, bo tracąc kluczowego gola w doliczonym czasie gry rewanżu przeciwko Liverpoolowi, a raz po dwumeczu z AS Monaco, jednak pierwsze spotkanie odbyło się zaledwie jeden dzień po ataku na autokar drużyny. Raczej tylko cud by sprawił, by zdruzgocony tym zdarzeniem zespół awansował do półfinału LM.  

Tuchel w ciągu zaledwie dwóch lat dokonał przemiany pokoleniowej drużyny. Do zespołu, czy to z drużyny młodzieżowej czy innego klubu przybyli m.in. Christian Pulisic (16 lat w momencie zakontraktowania), Julian Weigl (19), Ousmane Dembele (19), Raphael Guerreiro (22), Alexander Isac (17), czy Felix Passlack (17). Na dalszy tor zostali odsunięci doświadczeni Roman Weidenfeller, Neven Subotić i Jakub Błaszczykowski. Trener śmiało postawił na młodych piłkarzy, część z nich była jeszcze nastolatkami, kiedy zaczęli grać pierwsze skrzypce i odwdzięczali się za powierzone zaufanie. Sukces był tym większy, że latem 2016 Signal Iduna Park opuścili Mats Hummels, Ilkay Gundogan i Henrikh Mkhitarian, kluczowi piłkarze Borussii. Niemiec zostawił po sobie młody zespół, który wciąż będzie się rozwijał. Choć ten sezon ciężko uznać za udany, to wciąż ma przed sobą szerokie perspektywy.  

Trzeba jednak przyznać otwarcie, że Borussia nie dysponuje gwiazdami takiego formatu, by ich ego zaburzyły relacje z trenerem. W Chelsea niejednokrotnie właśnie takie osobowości zwalniały trenera. Młody menedżer, który nie posiada wielkiego doświadczenia i półki zapełnionej trofeami, może nie podporządkować sobie swoich podopiecznych. Konflikt z zarządem również był częstym powodem zwolnień trenerów Chelsea, a właśnie z tego powodu Tuchel został zwolniony z Borussii. Nie wiadomo także, jak poradziłby sobie w europejskich pucharach, w których prowadził zespół jedynie dwa razy.  

 

Massimiliano Allegri 

 

Jeden z większych trenerskich fachowców na świecie, 50-letni Włoch, zadeklarował już, że Juventus będzie jego ostatnim prowadzonym klubem z Italii. Co prawda kontrakt Toskańczyka kończy się w 2020, jednak już teraz byłby mile widziany przede wszystkim na Stamford Bridge.  

Czterokrotny mistrz Włoch, raz z Milanem, trzy razy z Juventusem (choć możliwe, że za chwilę i czwarty raz sięgnie po tytuł z Bianconeri), trzykrotny triumfator Coppa Italia, dwukrotny finalista Ligi Mistrzów. Rozwinął jeszcze bardziej zespół pozostawiony przez Antonio Conte, który nie potrafił w Lidze Mistrzów zajść dalej niż ćwierćfinał. Już w pierwszym swoim sezonie Allegri pociągnął swój zespół ku finałowi, gdzie jednak uległ Barcelonie 1:3.  

Juventus zasłynął z żelaznej defensywny, złożonej z doświadczonych reprezentantów Włoch – Buffona, Chielliniego, Bonucciego i Barzagliego, którzy w każdym z sezonów pod dowództwem Allegriego stracili najmniej bramek w lidze. Podobnie zatem byłoby w Chelsea, gdzie akcent byłby postawiony na szczelną obronę. W przeciwieństwie jednak do koncepcji znanej z rządów Jose Mourinho, Juventus potrafi również rozstrzelać rywala, jak w meczu z Sassuolo (7:0).  

Wygląda zatem na to, że Allegri na dłużej niż rok ustabilizowałby formę Chelsea, która po mistrzostwie Anglii tym razem mieściłaby się w Top 4 w następnym sezonie, a The Blues znów liczyliby się w Europie – Lidze Mistrzów od 4 lat klub nie zaszedł dalej niż ćwierćfinał. Patrząc jednak na średnią wieku drużyny, gdzie jej niezastąpione filary mają co najmniej trzydzieści lat (niektórzy są już blisko zakończenia kariery, jak Buffon czy Barzagli), a podobnie wiekowy zespół Allegri posiadał w Milanie, ciężko stwierdzić, by Włoch myślał o długoletnim projekcie. Już teraz Stara Dama traci rozpęd, do ostatniej kolejki Napoli będzie walczyć o mistrzostwo Włoch, a Real praktycznie wyeliminował Juve z Ligi Mistrzów wygrywając na wyjeździe 3:0. Następca włoskiego menedżera  

 

Luis Enrique 

 

47-letni Hiszpan wzbudza mieszane uczucia w kibicach, którzy dzielą się na obozy zwolenników i przeciwników trenera. Enrique w zasadzie jedynie w Barcelonie osiągnął sukces, chyba że nazwiemy osiągnięciem doprowadzenie do 9. miejsca Celty Vigo, która poprzedni sezon zakończyła na 17. lokacie. Przygoda z AS Romą zakończyła się dla niego zaledwie po sezonie, a Rzymianie nie zakwalifikowali się nawet do europejskich pucharów.  

To Barcelona odmieniła przeciętną do tej pory karierę trenerską. W ciągu trzech sezonów spędzonych na Camp Nou, Blaugrana z Enrique za sterami wygrała Ligę Mistrzów, dwa razy ligę hiszpańską i trzy razy Puchar Króla. Trio Neymar – Suarez – Messi biło wszelkie możliwe rekordy, w każdym z ligowych sezonów wraz z kolegami strzelili co najmniej 100 bramek. Do tej pory ze względu na zmiany w stylu gry wprowadzone przez Pepa Guardiolę, Barca grała w ten sam utrwalony sposób, utrzymując piłkę w posiadaniu i wymieniając niezliczoną ilość podań, jednak do czasu powrotu do Barcelony Luisa Enrique rywale zdążyli opracować sposoby na powstrzymanie takiej gry. Hiszpan zróżnicował ataki swojej drużyny, która dopracowała do perfekcji również kontrataki czy ataki ze stałych fragmentów gry. Na tak kompletny ofensywnie zespół nie było mocnych w sezonie 2014/15, kiedy to Katalończycy sięgnęli po potrójną koronę.  

To właśnie pod skrzydłami tego trenera rozwinęli się Neymar, który pod skrzydłami nowego trenera zaczął swój drugi sezon w Europie, w którym dwukrotnie zwiększył swój dorobek ligowych goli względem poprzedniej kampanii i został królem strzelców LM, ex aequo z Leo Messim i Cristiano Ronaldo. Progres zaliczył również Luis Suarez, któremu chwilę zajęła aklimatyzacja w Barcelonie, ale z każdą kolejną grą zdejmował nieco odpowiedzialności z barków Messiego i stał się wkrótce najlepszym napastnikiem świata. 

Chelsea pod okiem Hiszpana mogłaby wykorzystać swój potencjał ofensywny, wydobyć największe plusy Edena Hazarda, który ma raczej dosyć defensywnego nastawienia obecnego trenera. Inaczej przedstawiałaby się jednak obrona The Blues, gdyż ewidentnie Enrique nie panował nad momentami masową utratą goli, stąd w ostatnim sezonie pracy w Barcelonie drużyna doznała takich porażek jak 0:4 z PSG czy 0:3 z Juventusem, a w lidze straciła ponad 37 goli.  

Pozostaje zatem pytanie, czy w klubie na niższym poziomie niż Barcelona, Enrique będzie w stanie wypracować choć połowę sukcesów z Katalonii. Dopiero ten następny klub zweryfikuje, jak dobrym jest trenerem, czy jednak szczyt swoich możliwości osiągnął w jednym z najlepszych zespołów świata przy bardzo sprzyjających warunkach kadrowych. 

 

Carlo Ancelotti  

 

Tego pana nie trzeba przedstawiać. 58-letni Włoch zdobył mistrzostwa niemal w każdej z lig jakie prowadził (poza hiszpańską)- we włoskiej z Milanem, w angielskiej z Chelsea, we francuskiej z PSG, i w niemieckiej z Bayernem. Trzykrotnie wygrał Ligę Mistrzów, dwa razy z Rossoneri, tworząc na San Siro legendarny zespół i raz z Los Blancos, gdzie osiągnął upragnioną Decimę, dziesiąty puchar najważniejszego turnieju europejskiego, na który w stolicy czekano 12 lat. Ze wszystkich wymienionych kandydatów ma bez żadnych wątpliwości największe doświadczenie, wręcz gigantyczne. Poznał każdą topową ligę europejską, w angielskiej też poradził sobie nadzwyczaj dobrze, wygrywając dla The Blues pierwszy dublet w ich historii, ustanawiając przy okazji rekord strzelonych bramek w lidze (103). 

W Chelsea byłby z pewnością mile widziany, szczególnie, że jego zwolnienie po osiągnięciu drugiego miejsca w lidze w sezonie 2010/11 wciąż jest uznawane za pomyłkę i zbyt rychłą decyzję Abramowicza. Włoch pozostawił po sobie dobre wrażenie zarówno wśród kibiców, jak i piłkarzy, wśród których był niezwykle szanowany. Znając realia panujące w lidze angielskiej, jak i w klubie ze Stamford Bridge, mógłby szybko wprowadzić swoje pomysły, które gracze The Blues zaakceptowaliby bez problemu, co patrząc na poprzednie lata nie jest takie oczywiste.  

Można jednak mieć uzasadnione obawy, czy włoski menedżer wciąż ma głowę pełną świeżych koncepcji, czy też zaczyna się powoli wypalać. Z Bayernu został zwolniony już na początku swego drugiego sezonu pracy z bawarską drużyną, po porażce 0:3 w fazie grupowej LM z PSG. Od kiedy skończył swą ośmioletnią przygodę z Milanem w 2009, nigdzie nie zagrzał miejsca dłużej niż dwa sezony i choć nie ujmuje mu to jakości, to jednak ten fakt sugeruje, że i w Chelsea nie byłby długoterminową inwestycją. 

 

Podsumowanie 

 

 Z przedstawionych trenerów wybrałbym albo Thomasa Tuchela, albo Carlo Ancelottiego. Pierwszy z nich ma doświadczenie z wyciągania zespołu z kryzysu i budowania drużyny opartej na młodych zawodnikach, co mogło by się szczególnie sprawdzić w Chelsea pełnej talentów. Włoch z kolei z miejsca wpasowałby się w panujące warunki, wyprowadziłby drużynę na prostą, a w międzyczasie na rynku trenerskim mógłby pojawić się trener, który z klubem związałby się długoterminowym projektem. 

 

(felieton z kwietnia 2018)

Ranking meczu

O autorze: Kamil Selwuch

Please Login to comment
najnowszy najstarszy oceniany
Jan
Jan

A Sarri?

Konrad Kaldyński
Konrad Kaldyński

Może i byłby dobrym trenerem, jednak zacząłby sprowadzać zawodników z Włoch czego nie popieram.

Krystian
Krystian

Sarri może okazać się drugim conte

Konrad Kaldyński
Konrad Kaldyński

Najważniejsze jest by nowy trener wydobył ofensywny potencjał naszych graczy i został z nami na dłużej niż 2 sezony

Konrad Kaldyński
Konrad Kaldyński

Poza tym trener powinien chociaż częściowo znać PL, bo jednak to jest wymagająca liga,

Krystian
Krystian

Ale takiego dobrego trenera nie ma, który zna premier league i nie jest guardiola, poche czy kloppem 🙂