Odszedł jeden z nas… Spoczywaj w pokoju, Butch

„Ray jest jednym z niewielu, zawsze obecny, szlachetny duchem, o prawdziwie niebieskiej krwi, Chelsea płynie w jego żyłach…. bez niego nie zdołalibyśmy wygrać niczego”

– Carlo Ancelotti, The Beautiful Games of an Ordinary Genius

Dzisiejszego poranka, w St. George’s Hostpital w Londynie, zmarł Raymond Collin Wilkins, w środowisku kibicowskim znany bliżej jako „Butch”. 61-letni Anglik był jednym z najwierniejszych kibiców Chelsea, od kiedy w 1970 po raz pierwszy postawił stopę w ośrodku treningowym „The Blues”. Prawie 50 lat temu narodziła się potężna więź, która uległa dopiero Sile Najwyższej.

Już 3 lata po dołączeniu do niebieskiej akademii, Wilkins pukał do drzwi pierwszego składu. W 1975 klub uderzyła fala kryzysu, skutkującego nie tylko relegacją, ale i rozstaniem z wieloma kluczowymi zawodnikami. Wówczas John Hollins, wieloletni kapitan „The Blues” trafił do Queens Park Rangers, a jego opaska – na biceps 18-letniego wówczas Butcha (w klubie znajdowali się wtedy znacznie bardziej doświadczeni Peter Bonnetti i Ron Harris!). Jako przodownik rewolucji na Stamford Bridge, Wilkins poprowadził drużynę, złożoną w większości z nieopierzonych dzieciaków, z powrotem do elity. Nie tylko urósł do miana ulubieńca trybun, ale i regularnie drukowano jego podobizny na plakatach wkładanych do czasopism dla nastolatek.

W obliczu ponownego spadku, Ray będąc zmuszonym ratować swoją karierę, przeniósł się do Manchesteru United. Opisywany przez kolegów jako „piłkarz w erze agresywnych pomocników” święcił triumfy nie tylko w północnej Anglii, ale także m.in. w wielkim Milanie, Paris Saint-Germain czy w szkockim Rangers. „Będąc na boisku, był w stanie znaleźć napastnika przez uszko igły. Miał wszystko, oprócz bramkostrzelności. Gdyby notował więcej bramek, zapisałby się na kartach historii jako jeden z najlepszych piłkarzy wszech czasów” – wspomina go Lou Macari.

Karierę zakończył jako 84-krotny reprezentant Anglii, od razu przerzucając się na branżę trenerską. Po krótkim epizodzie w Fulham trafił z powrotem do domu, na Stamford Bridge. „Kiedy dołączyłem do Chelsea w 1999, przywitał mnie z olbrzymim uśmiechem i rzucił »benvenuto al Chelsea!«. Moja przygoda w Londynie nie mogła się zacząć lepiej. Tego uśmiechu będzie brakować” – po latach mówi Carlo Cuducini. Krótko jednak cieszył się rolą asystenta Gianluci Vialliego, bowiem w 2000 roku obaj panowie zostali zwolnieni. Jego kolejny powrót do zachodniego Londynu nastąpił dopiero w 2008, kiedy to zatrudniono go w roli asystenta Luisa Felipe Scolariego. Także ten menadżer długo nie zabawił na Stamford Bridge, a po jego tymczasowo stery objął Wilkins, wygrywając pewnie z Watfordem 3-1 i ustępując miejsca Guusowi Hiddinkowi.

Najlepszy okres kariery Wilkinsa po tej drugiej stronie linii bocznej, nastąpił kiedy Chelsea objął Carlo Ancelotti. Włoch, do spółki z Anglikiem, poprowadził klub do pierwszego (i dotąd jedynego) w historii dubletu. W 2010 zupełnie niespodziewanie przedstawiono Wilkinsowi papiery dotyczące jego „natychmiastowego” zwolnienia. Po latach wyznał, ze nigdy nie podano mu powodu tej decyzji. Jego miłość do klubu jednak nigdy nie przygasła – „był kibicem Chelsea do samego końca. Nigdy nie powiedział na jej temat złego słowa i wiedział doskonale kiedy natrzeć uszu komuś w szatni. Był jednocześnie przyjacielem i zagorzałym krytykiem, a to się w drużynie ceniło” – wspomina Clive Walker, który swoją karierę rozpoczynał wraz z Butchem, wspólne czyszcząc korki pierwszej drużynie.

Przede wszystkim jednak Wilkins zapisał się w pamięci ludzi, którzy go znali jako niepowtarzalny dżentelmen, o nienagannych manierach. Nie bez kozery dziś cała futbolowa Anglia sypie najpiękniejszymi możliwymi epitetami, by określić go jako człowieka. Ray miał bowiem klasę na boisku i poza nim, był mentorem dla młodych piłkarzy i serdecznym przyjacielem wszystkich, którymi się otaczał. Piłkę nożną zawsze miał głęboko zakorzeniona w sercu, dzięki czemu wyrobił sobie opinię świetnego analityka, zawsze opowiadającego o swojej miłości z olbrzymią pasją i zaangażowaniem. Jak mówi o nim Alan Shearer – „żył futbolem i kochał futbol”.

Niechaj Niebo Ci Niebieskim Będzie, Ray.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o