Kurt (Not) Happy Zouma

W styczniu 2014 roku szeregi Chelsea zasilił pewien francuski obrońca, którego transfer został przyćmiony przez zakontraktowanie Nemanji Maticia czy Mohameda Salaha. Wcale się temu nie dziwię, 19-latek dołączył do pierwszego zespołu, lecz pewnymi wyborami Jose Mourinho byli doświadczeni John Terry i Garry Cahill.

O zawodniku nie wiedzieliśmy dużo, a Francuz nie brylował w mediach jako gwiazda młodego pokolenia. Do takich transferów, szczególnie w wykonaniu Chelsea, wręcz trzeba podchodzić sceptycznie, co też zrobiłem. Jak czas pokazał, niesłusznie.

Kurt nie jest typowym młodym piłkarzem. Zawsze uśmiechnięty, pozytywnie nastawiony do życia, czym zaraża wszystkich dookoła, a przy tym pewny swoich umiejętności, celu, jaki chce osiągnąć. Za wzór do naśladowania uznaje Johna Terry’ego. Latem 2014 roku, kiedy przybył na treningi do Cobham po raz pierwszy, przyznał, że chce podążyć śladami Marcela Desailly’ego, Franka Leboufa czy Williama Gallasa, którzy zapisali się złotymi zgłoskami w historii Chelsea. Dość niespotykane podejście w czasach, kiedy dojrzałych zachowań ciężko się dopatrzyć nawet wśród dwudziestokilkuletnich zawodników.

Sam Mourinho nie był pewny, czy Francuz jest gotowy do gry na poziomie The Blues, czy też zostanie posłany na wypożyczenie również na kolejny sezon. Wątpliwości rozwiał sam zawodnik, który radził sobie świetnie w pucharach krajowych, trener zaczął mu ufać również w lidze, gdzie sporadycznie występował u boku Terry’ego. Był pewną częścią składu sięgającego po Puchar Ligi, dołożył również swoją cegiełkę do mistrzostwa Anglii.

Kolejną kampanię rozpoczął już jako pierwszy wybór The Special One, a następnie Guusa Hiddinka. Obrońca zaskakiwał niesamowitą szybkością, czym często ratował spóźnionych kolegów, a także potężną siłą. Idealne połączenie warunków fizycznych na taką ligę jak angielska. W powietrzu nie miał sobie równych, jak sam mówił wyskoki są jego jedną z mocniejszych stron.

7 lutego 2016 roku jedna feralna walka o piłkę gwałtownie przyhamowała rozpędzającą się karierę. W spotkaniu z Manchesterem United doznał zerwania więzadła krzyżowego przedniego w prawym kolanie. Sezon dla Francuza się skończył, ominęło go Euro w rodzimym kraju. Po tak poważnej kontuzji nie mógł być wprowadzany zbyt wcześnie, w sezonie 2016/17 rozegrał kilka spotkań w zespole do lat 23, po czym powrócił do seniorskiej kadry 8 stycznia 2017 roku spotkaniem z Peterborough United w ramach FA Cup.

Antonio Conte dał kilka szans Zoumie, jednak trio Cahill-Luiz-Azpilicueta okazało się nie do rozbicia. Latem zakontraktowano Antonio Rüdigera, po sezonie do klubu z wypożyczenia wrócił Andreas Christensen, który rozwinął się w Borussii Mönchengladbach na tyle, że niemal z miejsca wskoczył do składu The Blues.

Włoski trener prawdopodobnie umieściłby francuskiego defensora na szóstym miejscu w hierarchii, stąd posłał go na wypożyczenie do Stoke City. Cóż, jeśli faktycznie miałby rozegrać kilka spotkań w sezonie, to była to dobra decyzja, jednak zacznijmy od tego, dlaczego nie otrzymał szansy?

Piłkarz bardzo utalentowany, pracowity, z umiejętnościami na topowy klub pomimo młodego wieku. Po kontuzji nie było już śladu, w momencie ogłoszenia, że Zouma zagra w tym sezonie dla Garncarzy, minęło przeszło pół roku od pierwszego rozegranego meczu po powrocie. Dlaczego trener mu nie zaufał, choć nie zdążył rozegrać nawet jednego meczu w ramach przygotowań przedsezonowych? To chyba wie tylko sam Włoch, sam nie potrafię tego wytłumaczyć. Z podejściem Kurta podejrzewam, że szybko wskoczyłby do pierwszego składu The Blues i byłby lekarstwem na momentami fatalną wręcz defensywę. Pamiętacie 2:3 z Burnley? 0:3 z Romą? 0:3 z Bournemouth? 1:4 z Watfordem? Wątpię by Francuz zagrał w tych spotkaniach gorzej niż Cahill, Luiz czy Rüdiger.

Decyzji o wypożyczeniu nie rozumie nawet Ryan Shawcross, kapitan Stoke. Reprezentant Anglii dał jasno do zrozumienia w wywiadzie, że The Potters mają szczęście, mogąc korzystać z usług Francuza, ale nie ma pojęcia, dlaczego Chelsea pozwoliła sobie na taką stratę.

Szkoda jednak, że francuski defensor w tym sezonie jedynych powodów do radości może upatrywać z regularnej gry. Stoke znajduje się obecnie na 19. pozycji w lidze, ostatni mecz wygrali 20-ego stycznia (z Huddersfield 2:0), a najgorszy dla Francuza jest fakt, że drużyna straciła aż 63 gole – najwięcej w całej Premier League. Z Zoumą w składzie Garncarze przegrali 2:7 z Manchesterem City, 1:5 z Tottenhamem, czy 0:3 z Manchesterem United.

Kurt w zasadzie od nowa będzie musiał budować swój status w stolicy Anglii, a startuje z pozycji, gdzie ma marne szanse na wiele minut na boisku. Pobyt w Stoke nie da się ocenić jednoznacznie – nie można jedynie jego obarczyć winą za tyle straconych bramek, z drugiej strony oczywiste jest, że lepsze statystyki przejęć, odbiorów, czy zablokowanych strzałów względem gry w Chelsea spowodowane są nieporównywalnie częstszym bronieniem się zespołu The Potters.

Można liczyć, że nowy trener, bo chyba nikt nie spodziewa się, że Antonio Conte wciąż będzie pracować w Londynie w następnym sezonie, zaufa wciąż młodemu zawodnikowi, jednak Francuz ma do pokonania drogę porównywalną do tej, co w 2014 roku, lecz ze zwiększoną konkurencją. Co do jednego możemy być pewni – ten sezon ma być dla defensora powrotem do regularnej gry i od lata zacznie się walka o pierwszy skład The Blues, co zresztą Kurt od początku podkreśla. Postawienie na niego z pewnością nie będzie błędem, mało piłkarzy jest tak zdeterminowanych i pracowitych, a w obecnej sytuacji Niebieskich każdy taki zawodnik jest wręcz na wagę złota. Wokół jego nastawienia można budować zwycięski zespół i życzę Francuzowi, by ziściły się jego cele w koszulce Chelsea. Francuskich legend na Stamford Bridge nigdy za wiele.

Dodaj komentarz

Bądź pierwszy!

avatar
  Subscribe  
Powiadom o